-->

sobota, 4 maja 2013

Widoradz

Słownik Geograficzny:
Wideradz,   fol., pow. wieluński, gm. Starzenice, par. Wieluń (odl. 12 w.), ma 2 dm., 10 mk., 391 morg. roli i ogr., 20 mr. pastw., 18 mr. nieuż.; 2 bud. mur., 4 drew.

Słownik Geograficzny:  
Widoradz,  folw., pow. wieluński, gm. Starzenice, par. Ruda, odl. od Wielunia 2 w., ma 2 dm., 10 mk. Las "Vidoracz" pod Wieluniem wspomina Lib. Ben. Łaskiego (II, 98) pod wsią Dąbrowa.

Spis 1925:
Widoradz-Góry, kol., pow. wieluń, gm. Starzenice. Budynki z przeznaczeniem mieszkalne 16. Ludność ogółem: 114. Mężczyzn 51, kobiet 63. Ludność wyznania rzymsko-katolickiego 114. Podało narodowość: polską 114. 

Spis 1925:
Widoradz-Porąbki, kol., pow. wieluń, gm. Starzenice. Budynki z przeznaczeniem mieszkalne 11. Ludność ogółem: 69. Mężczyzn 36, kobiet 33. Ludność wyznania rzymsko-katolickiego 60, ewangelickiego 9. Podało narodowość: polską 69.

Spis 1925:
Widoradz-Tarki, kol., pow. wieluń, gm. Starzenice. Budynki z przeznaczeniem mieszkalne 17. Ludność ogółem: 109. Mężczyzn 50, kobiet 59. Ludność wyznania rzymsko-katolickiego 98, ewangelickiego 11. Podało narodowość: polską 109.

Wikipedia:
Widoradz-wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie wieluńskim, w gminie Wieluń. Do 31 grudnia 2011 istniały dwie wsie – Widoradz Dolny i Widoradz Górny. Od 1 stycznia 2012 tworzą one jedną wieś o nazwie Widoradz. Wydzielona jest także część miejscowości o nazwie Porąbki, dotychczas część wsi Widoradz Dolny. Dojechać tu można drogą prowadzącą z Wielunia w kierunku Bełchatowa (przy rozwidleniu dróg w kierunku Widawy - w prawo ku Widoradzowi) bądź przez Rudę (droga obok kościoła w kierunku pn.). Wśród podmokłych łąk, rozciągających się w dolinie Strugi Węglewskiej, grodzisko w kształcie kolistym, średnica ok. 40 m , o którym źródła pisane wspominają po raz pierwszy dopiero w 1485 r. Główny wał otoczony jest trzema fosami i trzema zewnętrznymi wałami zaporowymi. Zabytki znalezione we wnętrzu grodziska to przede wszystkim ułomki naczyń glinianych, pochodzące z okresu między VI a XIV w. Znaleziono także groty bełtów do kusz, noże, sztylety, klucze i podkowy. Ostatnia faza istnienia grodu datowana jest na pewno po 1380 r. Ponieważ nie odkryto jeszcze śladów kasztelańskiego grodu w Rudzie, istnieje domniemanie, iż siedziba kasztelana mogła być w Widoradzu. Wg podań ludowych grodzisko widoradzkie obrał za swą siedzibę diabeł Widoradzki, rzadziej Rokitą zwany. Oskar Kolberg przytacza legendę o tym, że moczary widoradzkie pochłonęły Tatarów usiłujących zdobyć Wieluń. Opowieści o złych panach wiąże się tu z osobą dziedzica widoradzkiego. Stąd też miejscowa ludność powtarzała: "Od głodu, powietrza, ognia, wojny i od Widoradza zachowaj nas Panie..." W latach 1975-1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa sieradzkiego. Do 2011 r. wieś Widoradz dzieliła się na Widoradz Górny oraz Widoradz Dolny.

1992 r.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1841 nr 69

(N. D. 1478.) Dobra ziemskie Ruda składające się z wsi i folwarku tegoż nazwiska, z folwarku Wideradz, Brzeziny, Taczanów, karczmy Przycłapy z przyległościami i dobra Olewin lit: А. В. С i część Olewina lit: D. Medynszczyzna zwana, w Powiecie i Obwodzie Wieluńskim Gubernii Kaliskiej położone, wydzierżawione zostaną na lat trzy poczynając od dnia 12 (24) Czerwca 1841 do tegoż dnia 1841 r. Wydzierżawienie to nastąpi w dwóch oddziałach, to jest dóbr Rudy w jednym a dóbr Olewina w drugim oddziale. Termin do odbycia licytacyi oznaczony jest na dzień 25 Kwietnia (7 Maja) r. b. o godzinie 10tej z rana przed Antonim Kowalskim Rejentem w Wieluniu, u którego to Rejenta warunki przejrzane być mogą. Cena dzierżawna z dóbr Rudy wynosić może rocznie złp. 12,000, a z dóbr Olewina z przyległościami zł. 10,000.
w Kaliszu dnia 11 (23) Marca 1841 r.
Józef Sikorski.

Pamiętnik Religijno-Moralny 1854 tom 26 nr. 1

(…) Łąki należące do Rudy zwane są Wideradz, obszerne, lecz po większej części błotniste, niegdy były to niedostępne topiele i stojącej wody zbiory. W śród tych spostrzegać się dają aż potrójne wały, obrosłe trawą, i te mają być okopiskiem dawnego zamku, którego stanowisko dotąd nazwę zamczyska zachowuje. Żadne wszakże inne nie istnieją już ślady, i zdaje się że warownia ówczasowa pobudowana była z drzewa, i tylko ją owe wały, i sama niedostępność miejsca mocniły, i broniły. Tu więc istniał ów zamek, (castrum) obrona ludu zamieszkującego Rudę, może jeszcze czasów przedchrześciańskich dawnością sięgający, miejsce ofiar i obrad sławian, a o którym w dziejopisach natrafiamy wzmianki (25).
Podanie miejscowe błota Wideradz siedliskiem djabła być mieni, i temuż nazwisko miejsca nadaje, zowiąc go Wideradzkim. Lud tutejszy wiele powieści dotąd w pamięci swojej przechowuje o jego złych sprawkach, które wszystkie te psoty szatańskie, kończą się zawsze na zanurzeniu i pomazaniu błotem obłąkanych w śród nocy idących włościan, lub podróżnych (26).
Wideradzki, tak jest w tutejszej okolicy pamiętny, jak dawniej Boruta w zamku Łęczyckim, i w błotach gród ten storożytny otaczających, był wsławiony. Wiele o nim mówiono i pisano nawet, dziś gdy błota, i rozlewy Bzury pod Łęczycą, przez wybicie rowu odchodowego, osuszone zostały, i Boruta już przestał być straszny. Przyjdzie ta kolej, i na Wideradzkiego, iż z pamięci ludzkiej wygluzowany zostanie. Czas, i okoliczności zmieniają postać rzeczy, a dawniejsze mniemania i przesądy ustąpić muszą prawemu rozsądkowi i światłu nauki. I już uważają się jak drzewo podcięte, tracące coraz bardziej zieloność swych liści. Zbliżmy się teraz do wyłuszczenia przedmiotu, jaki nas najwięcej zajmuje, a tym jest przybytek boży w Rudzie. (…)

(25) Początek niegdy starożytnego grodu tego właściwiej odnieść wypada do epoki przedchrześciańskiej Sławian, sięga on dawnością swoją najstarożytniejszych okresów historyi naszej. W dniu obecnym, nic innego po nim niepozostało, jak ślady wałów i rowów. Rzecz bardzo naturalna, bowiem dużowieczne zamki nasze niczem więcej nie były, jak budowle z drzewa, postawione w miejscu z przyrody obronnem, otoczone palisadą i przekopami. Takowe więc zamki pożerał ogień, niszczył nieprzyjaciel i pożył do reszty sam czas, dziś tylko roboty ziemne, są widoczne, a resztę wyobraźnia, myśl, na zasadzie wskazów historycznych utworzyć sobie może. Możnaby przypuścić, iż błota Wideradz na których warownia ta stała, były przed wiekami zwierciadłem wód stojących czyli rozległem jeziorem, które zmieniło się w trzęsawiska, i niedostępne topiele. Czas w biegu niewstrzymany i zaniedbanie ludzkie, wiele zrządzić mogą odmian. Niedziw że zamek rudzki stał wśród błot, gdy i pierwotna posada starożytnego Kalisza zalegała bagniste porzecze Prosny, tam właśnie, gdzie dziś wieś Stare-miasto. W owych zaiste wiekach niedostępność miejsca stanowiła obronę. Lecz zbliżmy się do poznania tego pomnika wieków. Wznosił się wśród równin bagnistych Wideradz zwanych, odległe od lądu stałego o wiorstę lub bliżej, w miejscu umyślnie usypanem, i złożonem z grubej szychty nawiezionej ziemi, węgli i kamieni; otaczały go trzy wały i tyleż tworzące przekopów, zajmował przestrzeń ziemi dwóch morgów, odległość wału jednego od drugiego wynosi łokci 12, niegdy przekopy były wodą zalane, i dziś zwłaszcza z wiosny nie są jej pozbawione, acz kałem zalazłe, wały są porosłe trawą i krzewiem.
Zamek ten Ruda dał nazwę pierwszą tej ziemi. (Długosz na str. 718 mówi: "A principali castro et civitate Ruda denominata, quae nunc Vielunensis appellatur.") Niegdy mocne to było stanowisko wojskowe, i ważny punkt obrony, którego posiadania książęta polscy żywo pragnęli, ztąd w zapasach wojennych ówczasowych zmieniał często posiadaczy, i doświadczał różnych kolei i losów. I tak w r. 1233 w czasie opieki sprawowanej nad nieletnim Bolesławem wstydliwym, przez Henryka brodatego, książęcia szląskiego na Wrocławiu, Mieczysław Ks. Opolski, brat stryjeczny tegoż Henryka opanował zamek rudzki z okolicami tegoż ziemią wieluńską zwanemi. (Bogufał na str. 64, a za nim Naruszewicz w histor. nar. pols: wyd. Lipskiego w r. 1836 Tom. VII. str. 17). Zamek ów łącznie z ziemią dopiero w r. 1251 odzyskany został przez Przemysława Ks. Wielko-polskiego, za porozumieniem się z miejscowym starostą.
W r. 1254 osiągnął Bolesław pobożny Ks. kaliski między innemi zamek Rudę. (Bogufał na str. 66, i Naruszewicz w Τ. VII. na str. 242). Dziś wały ziemne pozostałe stonowią posadę owego zamku głośnego w wojnach domowych.
(26) J. L. Żukowski mówiąc w piśmie o pieśniach ludu (w noworoczniku Melitele na r. 1830 umieszczonem od str. 86 —104) wspomniał nawiasem i o powieściach tegoż; mówi on: "Miejsca odosobnione, źródła nieczyste, a szczególniej bagniska i puste zamki są zwykle podług naszego ludu przez złych zamieszkane duchów, o których, mianowicie mieszkających na bagnach, dziwne roznoszą baśnie. Istność diabłów w podobnych miejscach tak jest upowszechniona, iż mają stałe nazwiska i na zawołanie wychodzą, a dawniej i pieniądze dawali. Najwięcej jednak jest powieści, jak wodzą po swych bagnach pijanych wracających z kiermaszu lub odpustów. Z podobnych diabłów sławny był pod Łęczycą Boruta, w Wieluniu Wideradzki, a na Podlasiu Rokita "
Równą sławę opowiada K. W. Wójcicki, (w Klechdach Τ. II . str. 170) z Borutą dzielił diabeł Rokita, (raczej Wideradzki) około Wielunia na bagnach od wieków zamieszkały. Lubom zwiedził tamte strony, nie słyszałem o nim nic szczególnego, jak tylko proste gawędki, kogo wciągnął w błoto, albo obłąkał, albo wzrok tak zatumanił, że nie mógł, stojąc przed drzwiami chaty, zobaczyć ani własnego domostwa, ani wioski. Tak zatumaniony od diabła biedak, z tydzień chodził do koła chałupy swojej, a trafić nie mógł."
Głośny niegdy ten mieszkaniec błot zwanych Wideradz, miał wiele psot przed laty wyrządzać, a ztąd dawał powód do głoszenia rozmaitych powiastek. Między wielu opowiadają, iż razu pewnego nadpiłego częściowego z Olewina szlachcica, tak na jego żądanie tabaką poczęstował, aż mu nos od krowieńca zapuchł. Dlaczego błota należące do Rudy mają nazwę Wideradz niepodobna wyśledzić. Mówi uczony M. Grabowski, (w dziele Ukraina dawna i teraźniejsza, Kijów roku 1850 w Τ. I. na str. 157): "iż w czasach pogańskich każde miejsce, góra, dolina, las, strumień, jezioro, miały nazwiska, które się w późniejszych latach czasami zatraciły ." Być może, iż nazwanie to błot rudzkich, z czasów jeszcze przedchrześciańskich pochodzi. Tak nazywali praojcy, i tak nazywają do dziś dnia wnuki ich, i prawnuki.  

(...) Mówi Ad. Am. Kosiński:
"Wideradzki djabeł na błotach pod miastem Wieluniem ukazujący się należy do znakomitej rodziny Zarębów, za życia był hetmanem rycerstwa, i kasztelanem rudzkim. Żył zaś między 1400 a 1450 rokiem; z niewielką częścią wspominają o nim kronikarze, obwiniając o łupieże, zdradę kraju i herezyą, niezawodnie że karząc te ciężkie występki Pan Bóg, skazał go na wieczne tułactwo, i przemienił w djabla." (Na str. 313 T.III w dziele Miasta, wsi, i zamki. Wilno, 1851 r. drukiem Glücksberga). "Pokazuje się jako szlachcic w czarnej kapocie i na czarnym koniu (str. 283 tegoż dzieła)." Podobny zupełnie do łęczyckiego djabła, Boruty, polując na pijanych, tym bowiem nad wszystko dokucza, nurza w błocie, topi w rzece, lub wiesza na suchych wierzbach. (Str. 292 tegoż dzieła).  



Gazeta Codzienna 1861 nr 49

(...) Pominąć nie można, jakie się utrzymuje podanie o Wideradzkim djable na błotach pod miastem Wieluniem, mający należeć do znakomitej rodziny Zarębów; za życia był hetmanem rycerstwa i kasztelanem rudzkim. Żył zaś między 1400 a 1450 rokiem, z niewielką czcią wspominają o nim kronikarze, obwiniając o łupieztwo, i herezje; niezawodnie, że karząc te ciężkie występki Pan Bóg skarał go na wieczne tułactwo i przemienił w djabla. Pokazuje się w czarnej kapocie i na czarnym koniu (na stron. 283 i 313 tom III, w dziele ,,Miasta Wsie i Zamki"', Wilno, 1851, drukiem Glücksberga). Czem był Boruta na błotach Łęczyckich, Rokita na Podlasiu, tym zupełnie Wideradzki dla okolicy Wieluńskiej; jak wracających z kiermaszów, jarmarków, tumanił, po błotach wodził i nie jeden około własnej chałupy z tydzień chodził, a trafić nie mógł. Dziś to się już nioprzytrafia, i tylko miejsce zostawiło nazwisko Wideradz, na którem folwark założono, który do dziedzica dóbr Ruda należy.— H. R.Wieluński.

Zorza 1866 nr 7

LIST
O WIELUŃSKICH STRONACH
Nim ci, kochany bracie, opiszę strony i miejscowość, gdzie przebywam obecnie, posyłam nateraz obrazek rodzinnych nam stron, w które się przez lat kilkanaście jak to mówią, wżyłem, a które niezbyt dawno opuściłem, i Bóg wié, kiedy się znów z niemi połączę. A chcę tu mówić właśnie o okolicach Wielunia, owego starożytnego miasteczka powiatowego, położonego w dole, otoczonego jeszcze, z małemi przerwami, wystrzępionym murem, którego to Szwedzi niegdyś nie rozbili do szczętu, zdobywszy Wieluń, jak opowiadają ludzie, przez zdradę.
Ale o tém wszystkiém byłoby dużo do pomówienia. Tutaj wspomnę tylko, że jak sam sobie przypominasz zapewne, iż tak to miasteczko, jak i cała okolica przepełniona jest wielu wspomnieniami, podaniami, a przytém i różnemi strachami, świecznikami, co to niby dusze sprzedających mierników i krzywoprzysięzców błąkają się na granicach pól w nocnej porze za karę, a które wylęgły się w głowach nieoświeconych, boć te światełka, co po moczarach i w dołach się pokazują, niczém inném nie są, jak tylko ognikowe wyziewy z ziemi tłustej, czyli gazy, co tam się słaniają, gdzie je powiew wiatru popycha. To już rzecz wiadoma! Ale rzućmy okiem dalej po okolicy. Tuż pod Wieluniem masz folwark Widoradz, dokoła niego błota, a śród błot okopy pozostałe jeszcze z wojen Szwedów, którzy tu obóz założyli, na miejscu, gdzie 400 lat temu stała twierdza, którą zdobył król Jagiełło, gdy Ziemie Wieluńską odbierał niewdzięcznemu Księciu Opolskiemu Władysławowi. Toć to ta sama twierdza była, w której gruzach zakopany, zginął ostatni jéj dowódca Stańczyk.
Rzuć okiem dalej: na wzgórzu rozsiada się Ruda, niegdyś najpierwsze, starsze od Wielunia miasto w tych stronach, a dziś wioska z białym, murowanym kościołkiem, który powstał z owego najpierwszego w tych okolicach kościołka, w którym Święty Wojciech odprawywał msze święte, naprowadzając lud polski bałwochwalski jeszcze do prawdziwej wiary 1,000 lat temu. Spuściwszy się z góry téj wioski i udawszy się ku rzece Warcie, o niecałe dwie mile ztąd odległej, napotkasz na drugim piasczystym jéj brzegu nędzną wiosczynę Kamion, która była niegdyś miastem stołowém Królowej Bony. Zwróciwszy się znacznie na prawo, widzisz również nędzną dziś wioskę Bieniec, a przecież to niegdyś ta sama Królowa miała w nim pyszny ogród i swój dworzec! Idąc daléj w półkolu, napotkasz Dzietrzniki, wieś dużą z parafialnym kościołem i z należącym do niej Grembiniem.
Zwracam się teraz z tutejszych wzgórz, w dolinę, gdzie leży znana ci wieś Krzyworzeka, nazwana zapewne od tego, że tu niegdyś istniała rzeka, która krzywo płynąć musiała, bo i cóżby znaczyło owo wgłębione między wzgórzami, odnogami gór karpackich, kręte koryto; cóżby, mówię znaczyło to, jeżeli nie łożysko dawnej rzeki, która przed wiekami pewnie znikła ze stron tych zupełnie? W saméj wsi Krzyworzece jest przy kościołku dzwonnica z kamienia głazowego, pochylona dzisiaj, a pamiętająca jeszcze króla Władysława Łokietka; więc to już 500 lat temu, jak ona stoi.
Tyle to w tém wieluńskiem dwóch milowém kole wspomnień i pamiątek starych! O milę za tém kołem spotka się podróżny z innémi jeszcze pamiątkami: tam nad odnogą Warty, nad Lizwartą sterczą ruiny Dankowskiego zamku, o których tak jak i o samym niegdyś wielkim panu tego zamku Warszyckim, tyle ludzie tutejsi gadają. Nieco daléj w bok widzisz za lasami Kłobucko, owo miasteczko, gdzie to król Jagiełło pobił wojsko tegoż księcia Opolczyka, o którym wspomniałem. Niedaleko jeszcze jedno miasteczko dziś nędzne, Krzepice, gdzie stoją także ruiny zamku, na wzgórku śród trzęsawisk.
Powiat wieluński należy do ludniejszych w Królestwie, lasów ma jeszcze dosyć, a śród nich znajdziesz, około Rudy, i modrzewie tak rzadkie już teraz w kraju naszym, a niegdyś bardzo używane do budowli kościołów i dworów szlacheckich. Taki to modrzewiowy kościołek bardzo już stary, stoi jeszcze we wsi Popowicach, jak mówią, przewieziony tu z miasteczka Prażki. Tuż przy téj Prażce jest znaczna wklęsłość ziemi, niby łożysko jakiegoś jeziora, zarosła trawą na trzęsawiskach. Opowiadają, że w tém miejscu znajdowało się niegdyś miasto Mszela, które się zapadło. O zapadaniach zamków i całych miast są podania rozsiane po kraju; kto zna dzieje przerabiania się powierzchni ziemi, ten bardzo łatwo sobie podobne wypadki wytłómaczy; w każdym razie owa Mszela, jeśli się zapadła rzeczywiście, to musiało się to stać bardzo dawno. Grunta nad Wartą są piasczyste; gdzieindziej grunt dobry, a wzgórza z kamienia wapiennego od Wielunia ku Częstochowie idące służą bardzo dla urodzajów. Włościanie najlepiej się tu mają w dobrach rządowych, jako dawno już oczynszowani; ale w Wieluńskiem są po wsiach gdzie niegdzie i gospodarze Żydzi, którym się nieźle na gospodarce wiedzie; a w miasteczku Lututowie, będącém własnością p. Leona Taczanowskiego gospodarują śród ludności miejscowej oddawna osiedli Cyganie, którzy teraz tak samo już umieją obchodzić się z rolą jak inni gospodarze; a więc niezawsze to prawdziwe owo przysłowie: „wiedzie się, jak cyganowi rola.”
Na początku wspomniałem o różnych przesądach i strachach, które się przyczepiają do głów łatwowiernych ludzi stron tutejszych. Otóż jeden taki przesąd dał powód do następnego zdarzenia, które tu opisuję pod tą nazwą:
Jakto jeden gospodarz przez pomyłkę, własną szkapę zabił!
Włościanin z wsi Mokrska, o dwie mile od Wielunia, wybrał się w roku zeszłym na jarmark do bliskiego miasteczka Prażki, leżącego nad samą granicą Pruską, przy rzece Prośnie; miał on kupić sukna na surdut synowi swemu Piotrowi, który był organistą w Komornikach, ograniczńéj wiosce. Z nim zabrał się i krawiec z Komornik, i tak razem pojechali wózkiem zaprzężonym w dwa konie: jeden był siwy, drugi bułany. Gospodarz i krawiec byli sobie kmotrami. Jarmarki w Prażce dosyć są ożywione, bo raz, że i handlujących, miescowych Żydów jest dosyć, a potém, że tam z miasta Gorzewa ze Szląska, o trzy mile, kupcy się z towarami zjeżdżają. Kupiwszy więc sukna, gospodarz nasz, który nie lubiał wylewać za kołnierz, poszedł oblać sprawunek do szynku z krawcem, co także, jak to mówią, lubił zaglądać do szklannego bożka. Podchmieleni wybrali się z powrotem do domu. Już wieczór zapadł. W Komornikach, po drodze, wstąpili do karczmy i dolali po kwaterce do podchmielonych czupryn. Coraz się ciemniej robiło, mgła jakoś upadła, bo to było pod jesień. Gdy ujechali kawałek drogi ku Mokrsku, znaleźli się na zwykłej drodze pomiędzy łąkami i moczarami, w nizinie. Gorzałka coraz bardziej zaczęła skutkować: języki się plątały, w oczach się troiło...
Lud w Komornikach zabobonny utrzymuje, że na tych łąkach w dole, nibyto djabeł pokazuje się podróżnym nocami w postaci byka, i różne im psoty robi; to postronki u zaprzęży zrywa, to konie z wozem na błota i trzęsawiska wprowadza. Oczywiście, trafia się to tylko tym, których, zdrowy rozum odchodzi, gdy są pijani i przezto mylą drogi, zjeżdżają na błota, gdzie konie lgną i zrywają postronki.
Naszym podróżnym ten sam zabobon przyszedł do głowy, gdy nadjechali na to miejsce.
— Kmotrze! rzekł kiwający się gospodarz do krawca, mnie się zdaje, że tam, gdzie bułany, to byk się zaprzągł do woza?
— I mnie się tak zdaje, że to byk! A dalejże go kmotrze kłonicą!
— Prawda! kmotrze to byk, odpowiada gospodarz i wyjąwszy kłonicę z woza, nuż w łeb swego konia najlepszego, lejcowego walić! Biedny koń padł, a podręczny strachnął się wówczas i szarpnął wozem.
— To byk! zawoła gospodarz.
— Kmotrze! nic, tylko między rogi bestyą!
Kmoter zamiast byka między rogi, wali konia siwego raz za razą to w uszy, to w łeb, a krawiec dogaduje:— Nic! tylko bij!
Aże to było niedaleko od ostatniej chałupy Komornik, przeto ktoś z ludzi posłyszał tę głośną natarczywość i krzyki: bij, a bij! Biegną ludzie w tę stronę, a przybiegłszy i widząc zabitego już jednego konia,—„Co robicie!” krzyczą i zaczynają przekonywać obłąkanych, że to nie żaden byk, tylko ich własne konie, z których już jeden nieżyje.
Zastanowili się kmotrowie, ochłonęli z przestrachu i powoli zmiarkowali się, co za głupotę i szkodę wyrządzili przez swą nietrzeźwość!
W całéj okolicy śmiano się z tego wypadku i powtarzano go sobie z ust do ust. Kmotrowie jak wytrzeźwieli, o mało się z wstydu nie spalili, a gospodarz zgryziony do żywego szkodą, odtąd jak piekła unikał wstępować po drodze do karczem.

Paweł Grajnert.  


Dziennik Warszawski 1875 nr 89

N. D. 2408. Pisarz Trybunału Cywilnego w Kaliszu.
Wiadomo czyni, iż na żądanie Arnolda Byszewskiego z własnych funduszów utrzymującego się, w imieniu własnem i jako pełnomocnika Oktawiana Taczanowskiego działającego, w mieście powiatowem Łęczycy zamieszkałego, a zamieszkanie prawne u Franciszka Modrzejewskiego Patrona Trybunału w Kaliszu obrane mającego, od którego tenże Patron stawa i subhastację dóbr folwarku Wideradz w poszukiwaniu sumy rs. 4000, 2185 i 1930 kop. 61 1/2 z procentem od daty ostatniego kwitu zalegającym, popiera, protokółem Romualda Pinowskiego Komornika przy Trybunale tutejszym w dniu 8 (20) Marca 1875 r. sporządzonym, zajęte zostały na sprzedaż w drodze przymuszonego wywłaszczenia
DOBRA ZIEMSKIE
Folwark WIDERADZ
z przyległościami z wszelkiemi zabudowaniami folwarcznemi, gruntami dworskiemi, łąkami, pastwiskami, lasami, propinacją, polowaniem i wszelkiemi przynależytościami oraz użytkami, całość dóbr stanowiącemi, w granicach jak się znajdują, z wyłączeniem zabudowań i gruntów na własność włościan przeszłych. Dobra te graniczą z jednej strony z gruntami miasta Wielunia, z drugiej z dobrami Urbanice, z trzeciej z dobrami Olewin, a z czwartej z dobrami Ruda i Niedzielsko, odległe od miasta powiatowego Wielunia wiorst 2, Sieradza mil 6, Nowo-Radomska i Częstochowy po mil 8, należą do gminy Starzenice, parafii Ruda w o-gu i p-cie Wieluńskim, gubernji Kaliskiej położone, własność Bolesława Madalińskiego w Juljanpolu mieszkającego stanowiące, w posiadaniu dzierżawnem Ludomira Kożuchowskiego zostające. Granice dóbr nie są sporne, obcą dziedziną nieprzecięte, rozległości zaś mają włók 14, mórg 9, pr. 39 miary nowopolskiej, czyli dziesiatyn 222 miary rossyjskiej, grunta należą do klasy I, II i III. Podatki w sumie rs. 147 kop. 35 rocznie, opłacają do kasy powiatowej w Wieluniu. Dalsze szczegóły to jest opis budowli, ilość wysiewu, inwentarzy i narzędzi gospodarczych, w dobrach zajętych znajdujących się opisano po szczególe w protokóle zajęcia.
Akt zajęcia wręczony został Waleremu Kossowskiemu Pisarzowi Sądu Pokoju w Wieluniu i Wojciechowi Sieradzkiemu Wójtowi gminy Starzenice d. 19 (31) Marca 1875 r., następnie do księgi wieczystej dóbr zajętych w Kancelarji Ziemiańskiej w d. 1 (13) Kwietnia t r. wniesiony, a do księgi zaaresztowań w Trybunale utrzymywanej w d. 12 (24) Kwietnia t. r. wpisany i zaregestrowany został.
Sprzedaż zajętej nieruchomości odbywać się będzie na audjencji Trybunału Cywilnego w Kaliszu w miejscu zwykłych jego posiedzeń.
Warunki licytacyjne oraz zbiór objaśnień w biórze Pisarza Trybunału i u popierającego sprzedaż Franciszka Modrzejewskiego Patrona przejrzane być mogą.
Pierwsze ogłoszenie warunków nastąpi na publicznej audjencji Trybunału Cywilnego w Kaliszu w d. 4 (16) Czerwca r. b. o godzinie 10 z rana.
Kalisz d. 14 (26) Kwietnia 1875 r.
Skoczyński.
_________________________________________________________________________________

Kaliszanin 1887 nr. 25
_________________________________________________________________________________



Zorza 1901 nr 44

Między Kaliszem a Częstochową.
O dziewięć mil. od Kalisza, o dziewięć także od Częstochowy, leży miasto Wieluń, w żyznej, obfitej w źródła dolinie.
Miasteczko to okoliczni wieśniacy zowią Jeleniem; podobno dawniej powszechnie je tak nazywano, dopiero z biegiem wieków Jeleń zamieniono na Wieluń.
O początkach tego miasta takie krąży podanie: książę Władysław Odonicz, Plwaczem zwany, w uroczyste święto Matki Boskiej polował w tutejszych kniejach w porze przeznaczonej na nabożeństwo.
Nie szczęściło się myśliwcom. Ogromny jeleń umykał przed nimi z gęstwiny w gęstwinę, aż w końcu znikł zupełnie. W tej chwili książę, podniosłszy oczy ku niebu, ujrzał na błękicie nieba kielich opromieniony jasnością, a pod nim baranka z chorągiewką i krzyżem. Zrozumiał myśliwy ten znak niebieski, zaprzestał łowów, a na przebłaganie Boga za lekkomyślność wystawił w miejscu, gdzie miał owo widzenie, kaplicę poświęconą Najświętszej Marji Pannie, później zaś nieco kościół Bożego Ciała i klasztor księży Augustjanów.
Stąd pochodzi dawna nazwa miasta Jeleń i herb ziemi Wieluńskiej, przedstawiający kielich z barankiem.
Ze starożytnego zamku i murów, niegdyś okalających miasto, pozostały tylko ślady. Przechowała się również brama, krakowską zwana, z wysoką wieżą, do której teraz ratusz przybudowano.
W wiosce Wideradzu pod Wieluniem opowiadają taką baśń: Wśród bagien i błot żył niegdyś djabeł psotnik, zwany Rokitą. Przybierał on rozmaite postacie, a najczęściej konia skrzydlatego, straszył też ludzi po nocy, to jest, jak tam mówią, <<tumanił>>.
Dokuczał jednak Rokita zawsze tylko takim, którzy na dokuczanie zasługiwali, a szczególniej pijakom, zarozumialcom, albo tchórzom, udającym śmiałków.
Pewien bogaty szlachcic, tytułujący się panem na Olewinie, Wideradzu i tam dalej, słynący z pychy i samolubstwa, został przez Rokitę srodze poturbowany. Wracał sobie jednego wieczora ów panek do domu, gdy usłyszał głos:
Także to pan z Olewina
Co wysuszył garniec wina,
Za to na wieki z hołotą
Żłopać będzie samo błoto.
Uderzenie piorunu nie byłoby straszniejsze dla szlachcica, nad owe słowa niewiadomo przez kogo wymówione; włosy najeżyły mu się na głowie, język dębem stanął. Chciał zwrócic konia i uciekać, ale daremne życzenia! Przy świetle oślepiającej błyskawicy ujrzał dwu strasznych murzynów, którzy go z konia ściągnęli i podrzucając do góry, zanurzyli w błocie po uszy, a trzeci murzyn tak samo uczęstował jego konia.
W pół żywy, umazany błotem, potłuczony wrócił pan Olewiński do domu pieszo, nie mogąc złapać oszalałego ze strachu konia.
Zapewne uczernieni sadzą figlarze urządzili taką sztukę pysznemu panu, ale ludzie zabobonni przypisali to djabłowi Rokicie.
Na południu od Wielunia leży miasteczko Działoszyn. Po lasach i polach okolicznych znajdują się tam ślady okopów. Są to pozostałości po dawnem jeszcze pogańskiem cmentarzysku; wyorują tam ludzie jeszcze dotąd starożytne urny, czyli dzbany gliniane, w które pogańscy nasi przodkowie składali popioły zmarłych, których ciała palono przedtem na stosie.
Mimo dość ubogiej gleby, w stronach Wielunia rolnictwo stoi wysoko, bo staranna uprawa poprawiła ziemię, to też miejscami, szczególnie w powiecie kolskim pszenica dobrze rodzi, a około Łęczycy znajdują się plantacje buraków cukrowych. Po łąkach trawy w bród, inwentarz śliczny, więc też gospodarstwo mleczne ciągle się wzmaga. Brak lasów nagradzają bogate pokłady torfu, którego używają na opał i nawóz.
Od południa ku północy gubernię kaliską przecina rzeka Warta, a na samej granicy pruskiej płynie rzeka Prosną, która pod miasteczkiem Pyzdry wpada do Warty.
„ Z biegiem Wisły.”

Łódzki Dziennik Urzędowy 1924 nr 44


Na zasadnie postanowienia Województwa z dnia 24.9 1924 r. L. Pr. 4105(2) III wciągnięto do rejestru Stowarzyszeń i Związków Nr. 882 „Towarzystwo Straży Ogniowej Ochotniczej w Widoradzu".
_________________________________________________________________________________

 Ziemia Sieradzka 1925 październik
_________________________________________________________________________________


Obwieszczenia Publiczne 1928 nr 55

Wydział hipoteczny przy sądzie okręgowym w Kaliszu obwieszcza, że otwarte zostały postępowania spadkowe po zmarłych:
2) Antonim Tudziarzu, właścicielu 5 dzies. 300 sąż. z maj. Wideradz - Góry, pow. wieluńskiego;
Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych wyznaczony zo­stał na dzień 29 stycznia 1929 roku, w którym to dniu osoby intereso­wane winny zgłosić swoje prawa w tymże wydziale hipotecznym, pod skutkami prekluzji.
_________________________________________________________________________________

Echo Łódzkie 1929 styczeń
_________________________________________________________________________________

_________________________________________________________________________________

Echo Sieradzkie 1931 marzec
_________________________________________________________________________________

_________________________________________________________________________________

Echo Sieradzkie 1931 czerwiec
_________________________________________________________________________________

__________________________________________________


Echo Sieradzkie 1932 8 luty

PRZYTRZYMANI NA KRADZIEŻY WĘGLA.
W ubiegłym tygodniu przytrzymani zostali na kradzieży węgla kolejowego w pobliżu wiaduktu przy szosie niedzielskiej, Mikosowie ze wsi Widoradz, którzy wieźli furmanką kradziony węgiel do domu.
Policja po spisaniu protokołu sprawy o kradzież skierowała do Sądu.

Echo Sieradzkie 1932 13 kwiecień

AMATORZY WĘGLA
(...) Mieszkańcy wsi Widoradza. gm. Starzenice: Wł. Mikos, Jan Mikos i Ign. Mikos za kradzież węgla na szkodę Dyrekcji Kolei w Poznaniu — skazani zostali na 3 mies. więzienia każdy.

Echo Sieradzkie 1932 4 maj

SKANDAL W MIEŚCIE.
W ubiegły piątek w godzinach po południowych na Placu Legjonów gromadziły się liczne grupy mocno wzburzonych ludzi. Kilku posterunkowych czuwało nad bezpieczeństwem.
Przyczyną licznego zgromadzenia był następujący wypadek: W bramie domu w którymi zamieszkuje dr Weltman, oczekiwał na poradę i orzeczenie lekarskie niejaki Mikos ze wsi Widoradz pod Wieluniem, którego okrutny widok budził litość wszystkich. Na twarzy pobitego widać było ślady okropnych uderzeń. Głowa i twarz — opuchnięte. Oczodoły były opuchnięte tak, że oczu nie widać było wcale. Krwawienie oczu zmusza pobitego do ciągłego przemywania.
Jak twierdzi pobity całe jego ciało wygląda również strasznie.
Ojciec pobitego zwrócił się ze skargą do starostwa, które natychmiast sprawę przekazało sędziemu śledczemu dla sprawdzenia czy wskazania pobitego Mikosa na sprawców jego strasznego pobicia są prawdziwe.
Spodziewać się należy, że przykra to sprawa, która była przyczyną wielkiego poruszenia w mieście i najrozmaitszych komentarzy oraz wodą na młyn różnych "niezadowolonych" — znajdzie wyświetlenie w dochodzeniu i ukaranie winnych.

Echo Sieradzkie 1932 19 październik

KRWAWA BÓJKA.
W piątek dnia 14 b. m. w godz. wieczornych Plac Targowy był widownią krwawej bójki.
Ignacy Mikos ze wsi Widoradz i Michał Ignaczak ze wsi Niedzielsko, o których to swego czasu pisaliśmy iż zostali przytrzymani na świętokradzkiej
"robocie" w kaplicy Jasno-Górskiej w Częstochowie — wraz z dwoma godnymi sobie kompanami, podchmieleni spotkali się z swym rówieśnikiem Misiakiem zam. w Widoradzu którego usiłowali wciągnąć na wódkę. Spotkawszy się z odmową, zaczęli bić Misiaka, który schronił się do zakładu ślusarskiego p. Pawłowskiego.
Syn p. Pawłowskiego — Leon lat 17 wyszedł przed zakład i stanął w obronie napadniętego.
Napastnicy zadali Pawłowskiemu szereg ran nożami, a między innemi niebezpieczne cięcie w krtań i głowę — poczem zbiegli.
Rannego w stanie bardzo ciężkim odstawiono do szpitala w Wieluniu.
Sprawców aresztowano.

Echo Sieradzkie 1933 1 luty

SKAZANI ZA KŁUSOWNICTWO I NIELEGALNE POSIADANIE BRONI.
W drodze administracyjnej skazani zostali przez Starostwo Wieluńskie — za nie prawne posiadanie broni i kłusownictwo następujący mieszkańcy powiatu.

(...) Bednarek Wal. z Widoradza na 80 zł. grzywny.(...)

Łódzki Dziennik Urzędowy 1933 nr 19

ROZPORZĄDZENIE WOJEWODY ŁÓDZKIEGO
z dnia 16 września 1933 r. L. SA. II. 12/15/33
o podziale obszaru gmin wiejskich powiatu Wieluńskiego na gromady.
Po zasiągnięciu opinij rad gminnych i wydziału powiatowego zgodnie z uchwałą Wydziału Wojewódzkiego z dnia 15 września 1933 r. na podstawie art. 107 ustawy o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorjalnego z dnia 23. III. 1933 r. (Dz. U. R. P. Nr. 35, poz. 294) postanawiam co następuje:
§ 1.
XXIV. Obszar gminy wiejskiej Starzenice dzieli się na gromady:
18. Widoradz-Góry, obejmującą: kol. Widoradz-Góry, kol. Widoradz-Porąbki, kol. Widoradz-Tarki.
§2.
Wykonanie niniejszego rozporządzenia powierza się Staroście Powiatowemu Wieluńskiemu.
Rozporządzenie niniejsze wchodzi w życie z dniem ogłoszenia w Łódzkim Dzienniku Wojewódzkim.
(-) Hauke - Nowak
Wojewoda.

Echo Sieradzkie i Zduńskowolskie 1934 20 marzec

PRZYDZIAŁ SPRZĘTU POŻARNICZEGO DLA STRAŻY POŻARNYCH W POWIECIE.
Na prośbę Oddziału Powiatowego i związkStraży pożarnych w Wieluniu Powszechny Zakład Ubezpieczeń Krajowych Wydział Prewencyjny przyznał dla poszczególnych Straży Pożarnych w powiecie niezbędny sprzęt pożarniczy w postaci beczkowozów, węży, drabin i t. p. oraz zapomogi w gotówce na ogniotrwałe pokrycie dachów remiz strażackich oraz na ich budowę.
Przyznane strażom pożarnym rekwizyty przydzielone będą przez Powiatowego Instruktora p. Tuszyńskiego następującym strażom pożarnym:
33) Wiadoradz — zł. 200 na ogniotrwałe pokrycie remizy.—

Echo Sieradzkie i Zduńskowolskie 1934 21 marzec

PRZEZ CAŁĄ NOC LEŻAŁ W ROWIE.
STRASZNIE ZMASAKROWANY.
W sobotę w godzinach rannych wieśniacy wiozący drzewo na tartak zauważyli w przydrożnym rowie zwłoki mężczyzny. Zawiadomili natychmiast najbliższych mieszkańców i policję w Wieluniu rozpoznali w okrutnie pobitym lat 20 zam. w Niedzielsku dającego słabe tylko oznaki życia Kubickiego Piotra.
Po przewiezieniu nieszczęśliwego do szpitala i przeprowadzeniu dochodzenia ustalono, że Kubicki dnia poprzedniego w godz. wieczornych udał się do wsi Widoradz celem wypożyczenia jakichś narzędzi dla ojca, a wracając stamtąd został napadnięty i strasznie pobity a potem, zawleczony do rowu, gdzie przeleżał przez całą noc.
Policja energicznie prowadzi śledztwo celem ujęcia sprawców ohydnej masakry.
Nadzieja utrzymania Kubickiego przy życiu jest słaba, gdyż czaszka jego podziurawiona jest jakiemś tępem narzędziem w kilku miejscach.
_________________________________________________________________________________

Echo Łódzkie 1935 czerwiec
_________________________________________________________________________________

_________________________________________________________________________________

Echo Łódzkie 1935 wrzesień
_________________________________________________________________________________

_________________________________________________________________________________

Echo Łódzkie 1935 październik
_________________________________________________________________________________


Dziennik Łódzki 1960 nr 203

Znów utonęło troje dzieci w woj. łódzkim
Trzy śmiertelne ofiary wśród pozostawionych bez opieki dzieci pochłonęły w ciągu jednego tylko wczorajszego dnia stawy i pozostałe po ostatnich deszczach głębokie kałuże w województwie łódzkim.
(...) We wsi Widoradz Górny, pow. Wieluń dwuletnia Małgorzata Musiał utopiła się w wypełnionym wodą i nie zabezpieczonym dole silosowym, (...)


Dziennik Łódzki 1970 nr 235

Tajemnice wieluńskich wykopalisk
Od kilku już lat w powiecie wieluńskim prowadzone są przez Muzeum Ziemi Wieluńskiej interesujące wykopaliska archeologiczne. Miejsce tych prac to trzy stanowiska archeologiczne w Okalewie, Widoradzu i Strobinie.
W czerwcu tegoż roku przeprowadzono badania ratownicze na terenie dawnego cmentarzyska szkieletowego w Masłowicach pod Wieluniem. W efekcie przeszło dwutygodniowych poszukiwań wydobyto na światło dzienne 40 mogił z przewagą grobów kobiecych. Na ich wyposażenie składały się przede wszystkim liczne ozdoby, jak: kabłączki skroniowe (ozdoby głowy), pierścionki, paciorki. W grobach męskich odkryto krzesiwka, noże i resztki militariów. Do ciekawostek należało odkrycie w jednym z grobów męskich nasion lubczyku, znanej w średniowieczu rośliny do przyrządzania napojów miłosnych.

Obecnie trwają badania w Strobinie — prowadzone przez pracownika muzeum w Wieluniu mgr H. Abramka. Poszukiwania na tym stanowisku trwają już drugi rok. W tym roku prace prowadzone są nad samym brzegiem Warty, gdzie natrafiono na ślady starej osady z początku okresu rzymskiego — liczne ślady palenisk i resztki chat prostokątnych. Poza tym znaleziono pozostałości budowli typu mieszkalnego, ze śladami po słupach, podpierających dawniej dach chaty. W jednej z nich znaleziono brązowy haczyk na ryby, masę rozbitych naczyń i bryły żużlu. Wielkość żużli świadczy o umiejętności wytapiania przez ówczesnych mieszkańców osady rud darniowych.
Już od początku badań w Strobinie mgr H. Abramek zainteresował się niewielkim wzniesieniem na południe od wysokiego wzgórza nadwarciańskiego. Zachodziły przypuszczenia, że jest to ślad wału obronnego, co byłoby rewelacją archeologiczną. Dlatego też badania przeprowadzono we wnętrzu wzniesienia, okalającego południową część osady. Po zdjęciu 80-centymetrowego pokładu ziemi natrafiono na warstwę spalenizny, w której znaleziono ceramikę ze starszego okresu rzymskiego a także sporo przepalonych grudek gliny, węgla i kamienia.
Przekopano całą osadę poszukując śladów osadnictwa plemion słowiańskich zamieszkującycdorzecza Odry i Wisły. Następną placówką archeologiczną będzie Widoradz, gdzie dotychczas odkryto zabytki typu wojskowego (noże bojowe, groty, bełty kusz), a także masę kości zwierząt łownych.


H. D.
_________________________________________________________________________________

 Na Sieradzkich Szlakach 1991/3
_________________________________________________________________________________


  

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza