-->

środa, 15 maja 2013

Zaborów

Zajączkowski:
Zaborów-pow. sieradzki albo poddębicki
1) 1391 T. Sir. I f. 28: Zaborow - Petrassius de Z. 2) 1392 kop. w MK XVI w., MK 82 f. 55: Zaborow - na dok. Jana z Tęczyna, starosty sieradzkiego, potwierdzającym nadanie dominikanom sieradzkim łąki in Starzecz (v.) wym. Wolborius de Z. 3) 1392 T. Sir. I f. 32,36: Zaborow - Otha de Z.; Petrassius de Z., Jacub ibidem, Otha ibidem. 4) 1399 T. Sir. II f. 83: Zaborow - Nicolaus de Z.
5a) XVI w. Ł. II, 58: Zaborowo - villa, par. Błaszki, arch. kaliski. 5b) Ł. I, 374- 375: Zaborow, Zaborowo - villa, par. Małyń, dek. i arch. uniejowski. 5c) XVI w. Ł. I, 360-361: Zaborowo - villa, par. Wielenin, dek. i arch. uniejowski. 6b) 1511-1518 P. 191: Zaborow - par. Małyń, pow. szadkowski, woj. sieradzkie. 1552-1553 P. 236: Zaborow-jw. 6c) 1511-1518 P. 189: Zaborow - par. Wielenin, pow. i woj. jw. 1552-1553 P. 246: Zaborow -wł. szl., jw. 7a) XIX w. SG XIV, 198: Zaborów - wś, par. i gm. Gruszczyce, pow. sieradzki. 7b) XIX w. SG XIV, 198: Zaborów - wś i folw., par. Małyń, gm. Krokocice, pow. sieradzki. 7c) XIX w. SG XIV, 198: Zaborów- kol., par. Wielenin, gm. Zelgoszcz, pow. turecki.
Uwagi: P. nie podaje Zaborowa w par. Błaszki. Obecnie a) pow. sieradzki, b) i c) pow. poddębicki.  

Taryfa Podymnego 1775 r.
Zaborów, wieś, woj. sieradzkie, powiat szadkowski, własność szlachecka, 6 dymów.


Taryfa Podymnego 1775 r.
Zaborów, wieś, woj. sieradzkie, powiat szadkowski, własność królewska, 4 dymów.

Czajkowski 1783-84 r.
Zaborow, parafia małyń, dekanat lutomirski (lutomierski), diecezja gnieźnieńska, województwo sieradzkie, powiat szadkowski, własność: Józef Kokowski, podczaszyc nowogrodzki.

Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego 1827 r.
Zaborów, województwo Kaliskie, obwód Sieradzki, powiat Szadkowski, parafia Małyń, własność prywatna. Ilość domów 9, ludność 57, odległość od miasta obwodowego 4.

Słownik Geograficzny:  
Zaborów, wś i folw., pow. sieradzki, gm. Krokocice, par. Małyń, odl. 33 w. od Sieradza, ma 11 dm., 140 mk. W r. 1827 było 9 dm., 57 mk. Zdaje się, że wieś ta, choć należała do par. Małyń, płaciła dziesięcinę z łan. folw. i km. pleban. w Błaszkach (ob. Lib. Ben. Łaskiego, I, 375 i II, 58). Według reg. pob. pow. Szadkowskiego z r. 1552 wś Zaborów, w par. Małyn, miała 5 osad., 3 łany. Zbrozek płacił od 1 łanu bez kmieci (Pawiń., Wielkop., II, 236, 247).

Spis 1925:
Zaborów, wś i folw., pow. sieradzki, gm. Krokocice. Budynki z przeznaczeniem mieszkalne wś 8, folw. 3. Ludność ogółem: wś 56, folw. 44. Mężczyzn wś 27, folw. 23, kobiet wś 29, folw. 21. Ludność wyznania rzymsko-katolickiego wś 56, folw. 44. Podało narodowość: polską wś 56, folw. 44.

Wikipedia:
Zaborów-osada w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie poddębickim, w gminie Zadzim. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa sieradzkiego.

1992 r.

Akta metrykalne (Parafia Zadzim) 1612

Roku, jak wyżej, dnia zaś 29 kwietnia była przez Sebastiana Schadera Czepiela proboszcza parafii kościoła św. Małgorzaty w Zadzimiu, ochrzczona córka Szlachetnego Piotra Lutosławskiego obecnie mieszkającego na dzierżawie w Rosczielinie i Magdaleny, małżonków, urodzona 25 tego samego miesiąca, której było nadane imię Anna. Rodzicami chrzestnymi zaś byli Szlachetny Walenty Gorecki i Małgorzata Dobiecka z Zaborowa.

Akta metrykalne (Parafia Małyń) 1665

Październik
Ja, Kazimierz Frąckowicz proboszcz kościoła małyńskiego, ochrzciłem bliźnieta Szlachetnych Andrzeja Dzierzbickiego i Anny, małżonków z Bogudzic, którym nadałem imiona Albert i Urszula. Rodzicami chrzestnymi chłopca byli Wielebny Piotr Frąckowicz wikary i Szlachetna Dorota Sławińska z Zaborowa, dziewczynki zaś Andrzej Łodeński kierownik szkoły kościelnej w Małyniu i Marianna Górska z Kłoniszewa.

Akta metrykalne (Parafia Niewiesz) 1814

Dwór Niewiesza
Roku Pańskiego tysięcznego osiemsetnego czternastego, dnia dziewiętnastego grudnia. Ja Urban Szpakiewicz przedstawiony na urząd zarządcy kościoła niewieszskiego, ochrzciłem chłopca i nadałem mu imiona Ksawery, Łazarz i Gracjan, urodzonego dnia szóstego tego miesiąca o godzinie szóstej rano, syna Wielmożnych Innocentego Kokowskiego i Franciszki z Suchorskich jego małżonki, dziedziców wsi Zaborów parafii Małyń powiatu szadkowskiego, prawowitych małżonków. Rodzicami chrzestnymi byli Wielmożny Pan Wojciech Suchorski dziadek dziecka, zastawca dóbr Karnice i Niewiesza, dóbr Sędowa i Businy i Wielmożna Pani Małgorzata ze Stanisławskich Madalińska posesorka ze wsi Niewiesz.

Gazeta Warszawska 1814 nr 26

Doniesienia. Podpisany iako Brat rodzony zmarłey niegdy Jadwigi z Kokowskich Jankowskiey we Wsi moiey dziedziczney Zaborowie Powiatu Szadkowskiego Departamentu Kaliskiego mieszkaiącey, uwiadomia wszelkich tak Siostry swey zmarłey Jadwigi Kokowskiey, iako i Piotra zmarłego Jankowskiego Męża tejże Sukcessorów o spadku niektórey Ruchomości, którey Effekta Inwentarzem Urzędowym spisane, przez ciąg czasu od śmierci oboyga zmarłych Jankowskich, korrupcyi i zepsuciu podpadaią; przeto zapobiegaiąc większej szkodzie, Ruchomość takowa na rzecz prawych Sukcessorów przez Publiczną Licytacyią w Mieście Powastowym Szadku na dniu 30tym Marca r. b Urzędownie sprzedaną, i z pieniędzy zebranych legalny rachunek, zgłoszonym się Sukcessorom zdanym zostanie. Wzywa zatem podpisanych wszelkich prawych Sukcessorów wyżey namnienionych zmarłych iżby się przed terminem lub na terminie Licytacyi zgłosić do takowego Spadku raczyli. W Kłoniszewie dnia 19 Lutega 1814. Józef Kokowski.

Gazeta Warszawska 1829 nr 147

Dobra Ziemskie wieś Zaborowo łącznie z częścią Bogucice zwaną z wszelkiemi przyległościami i przynależytościami w Powiecie Szadkowskim Obwodzie Sieradzkim Woiewództwie Kaliskiem położone, wypuszczone zostaną w trzechletnią dzierżawę, tak iak protokółem zaięcia w dniu 7 Maia r. b. są zaięte, poczynaiąc od S. Jana, czyli dnia 24 Czerwca r. b. do tego czasu 1832 przed W. Wincentym Kobyłeckim Rejentem Kancellaryi Powiatu Szadkowskiego, w mieście Powiatowem Szadku i w iego Kancellaryi dnia 26 Czerwca 1829 roku, rozpoczynaiąc od godziny 11 zrana. Cena roczney dzierżawy podana bydź nie może z powoda, że Dobra te dotąd zostaią w posiadaniu Dziedzica.
Kalisz d. 20 Maia 1829 r.
Stanisław Markowski Kom: T.

Dziennik Powszechny 1835 nr 125

Komornik Trybunału Cywilnego Województwa Kaliskiego. Dobra ziemskie Zaborów, składające się z wsi i folwarku tego nazwiska, łącznie z częścią Bogucizna zwaną, położone w Powiecie Szadkowskim, Obwodzie Sieradzkim, Wdztwie Kaliskiem, tak jak protokułem zajęcia w dniu Marca r. b. zostały zajęte, wypuszczone zostaną przez publiczną licytacyą w 3chletnią dzierzawę, poczynając od Sgo Jana 1835 r. aż do tegoż czasu 1838 r. przed W. Wincentym Kobyłeckim, Rejentem Powiatu Szadkowskiego, w mieście Powiatowem Szadku z urzędu zamieszkałym i w jego Kancellaryi, d. 3/15 Czerwca 1835 r. rozpoczynając od godziny 10 z rana, u którego warunki dzierzawy przejrzane być mogą; cena rocznej dzierzawy dotąd czyni złp. 1,500. Kalisz d. 30 Marca (11 Kwietnia) 1835 r. Stanisław Markowski.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1850 nr 216

(N. D. 4...56*) Rejent Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiéj w Kaliszu.
Ogłasza się wiadomość otwarcia spadków:
2, po Franciszce z Suchorskich Kokowskiéj, co do summ: a) złp. 42,000 w dziale IV. pod Nr. 10; b) złp. 2000 w dziale IV. pod Nr. 7 na dobrach Kłoniszew lit. B. i tejże saméj summy złp. 2000 na dobrach Zaborowie w dziale IV. pod Nr. 8 wpisanych, tudzież: c) co do summy złp 5000 jako legatu przez Antoniego Czyżewskiego zrobionego, a w ewikcyi w dziale IV. pod Nr. 11 na dobrach Busina wpisanego mieszczącego się, z wyznaczeniem półrocznego terminu na dzień 5 (17) Kwietnia 1851 r. o godzinie 10 z rana tu w Kaliszu w méj Kancellaryi dla zgłoszenia się osób do spadków tych interesowanych pod prekluzyą dla niestawających.
Kalisz dnia 7 (19) Września 1850 roku.
M. Basiński.

*nieczytelne

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1854 nr 71

(N. D. 1577) Pisarz Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu.
Po zgonie.  
5. Marcellego Kokowskiego, co do summy rs. 660 pod N. 13 lit. d, i co do współwłasności drugiej summy rs. 660 na dobrach Zaborowie, z Ogu Szadkowskiego zachypotekowanej; otworzyły się spadki, do regulacyi których wyznacza się przedemną Pisarzem termin prekluzyjny na d. 23 Września (5 Paźdź.) 1854 roku.
Kalisz d. 12 (24) Marca 1854 roku.
J. N. Zengteler.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1854 nr 258

(N. D. 5952) Pisarz Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu.
Ρo śmierci:  
3. Lucyny Kokowskiej spółwłaścicielki summy 600 rs. pod Nr. 10 i co do summy 750 rs. pod N. 13 c, na nią wyłącznie, na dobrach Zaborowie z Ogu Szadkowskiego zapisanych.  
(...) Otworzyły się spadki do regulacyi których wyznacza się przedemnie Pisarza termin prekluzyjny na d. 14 (26) Maja 1855 r.  
Kalisz d. 6j18 Listopada 1854 r.
J. N. Zengteller.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1855 nr 194

(N. D. 4790) Pisarz Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu.
Po śmierci:
6. Magdaleny Fryczyńskiej co do summy rs. 225 na dobrach Kłoniszewie A. z Ogu Szadkowskiego w dz. IV. pod N. 8 lit. f, zapisanej, na dobrach Kłoniszewie B. i Zaborowie się rozciągającej oraz co do summy rs. 356 k. 25 z dóbr Siedlątkowa, z Ogu Wartskiego spłaconej i wdepozycie Dyrekcyi Głównej Tow. Kred. Ziems. będącej
(…) Otworzyły się spadki do regulacyi których wyznacza się termin prekluzyjny, na d. 16 (28) Lutego 1856 r.
Kalisz d. 2 (14) Sierpnia 1855 r.
J. N. Zengteler.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1855 nr 237

(N. D. 5786) Pisarz Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu.
Po zgonie:  
4. Kazimiery Kokowskiej współwłaścicielki summy rs. 600 pod N. 10 wykazu dóbr Zaborowa, z Ogu Szadkowskiego, zamieszczonych.
Otworzyły cię spadki, do regulacyi których wyznacza cię termin prekluzyjny przedemną Pisarzem na dzień 18 (30) Kwietnia 1856 roku.
Kalisz d. 8 (20) Paździer. 1855 r.
J. N. Zengteller.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1858 nr 37

(N. D. 664) Sąd Policyj Poprawczej Wydziału Piotrkowskiego.
Wzywa wszelkie Władze tak Cywilne jako też i Wojskowe nad bezpieczeństwem i porządkiem w kraju czuwające aby na Maryanne Sobkeraj, lat 40 liczącą, katoliczkę, wzrostu średniego, twarzy okrągłej, nosa małego, oczu niebieskich, włosów blond ze wsi Zaborowa Okręgu Szadkowskiego pochodzącą, o kradzież obwinioną obecnie przed wymiarem kary ukrywającą się, baczną zwracały uwagę, a wrazie dostrzeżenia ujęły i pod ścisłą strażą Sądowi tutejszemu lub najbliższemu dostawić raczyły.
Piotrków d. 22 Stycznia (3 Lutego) 1858 r.
Sędzia Prezydujący,
Assesor Kollegialny, Chmieleński.
Kurjer Warszawski 1860 nr 138

Ś. p, Wanda-Joanna z Kobyłeckich Radoszewska, Żona Urzędnika Sądowego z Warszawy, w 29tej wiośnie życia swego, w powrocie od wód z zagranicy, po długiej i ciężkiej słabości, we wsi Zaborowie w Sieradzkim, opatrzona SŚ. SAKRAMENTAMI, w dniu 25 Kwietnia r. b., BOGU ducha oddała, pozostawiając w nieutulonym żalu Męża i osierocone dwie małe córeczki, którzy o westchnienie pobożne, oraz na Wotywę i Msze Święte w Kościele XX. Bernardynów w Warszawie, d. 31 b.m., we Czwartek, odprawiać się mające za spokój jej duszy, Krewnych, Przyjaciół i Znajomych, zapraszają.

Dziennik Warszawski 1867 nr 64

(N. D. 1461). Naczelnik Powiatu Sieradzkiego.
Podaje do powszechnej wiadomości, iż z mocy upoważnienia Rządu Gubernialnego Kaliskiego z dnia 16 (28) Lutego r. b. Nr. 163 w biurze Naczelnika Powiatu Sieradzkiego o godzinie 11 z rana odbywać się będzie głośna in plus licytacja na wydzierżawienie dochodu propinacyjnego z gruntów włościańskich na lat dwa, poczynając od d. 20 Sierpnia (1 Września) 1866 r. do dnia 20 Sierpnia (1 Września) 1868 r. z obniżeniem o 1/4 część sumy dzierżawnej.
b. dnia 28 Marca (9 Kwietnia) 1867 r.
W dobrach Zaborów od sumy rocznej rs. 30.
Mający chęć licytowania obowiązany zaraz przy licytacji złożyć vadium 1/4 części sumy do licytacji oznaczonej, a utrzymujący się dokompletować takowe do sumy wyrównywającej 1/4 części postąpionej ceny dzierżawnej. Inne warunki mogą być przejrzane w każdym czasie w Biórze Naczelnika Powiatu w godzinach służbowych.
Sieradz d. 21 Lutego (5 Marca) 1867 r.

Zorza 1877 nr 12

CUDOWNY DOKTOR Z NAD NERU.
— Czy to gdzie odpust czy jarmark? — zapytałem się sołtysa, który do mnie przyszedł z różnemi pismami, żeby je przeczytać, bo wszystkie pisane były po rusku, a w całej wsi oprócz mnie jednego, nikt tego języka nie zna.
— A bo co? proszę pana, skłonił się sołtys.
— Dla tego, odrzekłem—że w parę godzin naliczyłem kilkanaście fur i bryczek, które przesunęły się pod mojem oknem, nie licząc pieszych.
— A to, proszę pana, objaśnił mnie sołtys, ani to odpust ani téż jarmark, jeno zwyczajnie ludziska ciągną tędy codzień do sławnego doktora w Zaborowie, co go pan widzi pod borem o wiorstę ztąd drogi.
— Cóż to za doktor?—zapytałem ciekawie. Czy to jaki człowiek uczony?
— A no doktor, tak ludzie mówią —prawił sołtys ale ani uczony, ani nawet piśmienny, zwyczajnie prosty chłop. Służył on dawniej za rataja, a bieda była u niego taka, żeby siekierą nie urąbał. Ale skoro djabłu duszę oddał i puścił się na doktorstwo, tak teraz mieszka niby jaki hrabia, zmienił przyodziewek, zapuścił brodę po szlachecku, i pije od rana do późnej nocy, bo ma za co, a ludzie ciągną do niego z najdalszych stron, nawet od Piotrkowa, Kalisza i Częstochowy. Ja tam dzięki Bogu, porady jego jeszcze nie potrzebowałem; ale gdybym, czego Boże broń, miał zaniemodz, tobym się téż udał do Błażeja, bo mówią, że bardzo jest pomocny w każdej chorobie. Wyleczył on nawet niedawno jednego bogatego pana i jednego księdza; ale im się potem wkrótce zmarło. Taka widać była wola Boża. Za te niedozwolone leki wpakowali już Błażeja parę razy do ciupy; ale jak sypnął workiem, to go i puścili, i znowu leczy po dawnemu. Czy mi pan wierzy, że poznaje on po ludzkim moczu, ile kto ma lat, na jaką chorobę choruje, kiedy nawet umrze? Narai on każdemu choremu leków co nie miara. To tylko bieda, że nie pozwoli tych leków zapisywać sobie, i chory o połowie z nich w drodze zapomni, albo téż zrobi nie tak, jak mu doktor poradził. Niedziwota, że ten i ów pomimo jego porady, zamrze, nie dojechawszy nawet do domu. Ale to już nie jego wina.
— Dziwię się, mój kochany sołtysie, —wyrzekłem— że wy taki rozumny i stateczny człowiek, możecie w takie głupstwa i gusła wierzyć, jakoby ów Błażej, choćby miał sto djabłów w sobie, mógł bez nauki i znajomości sztuki lekarskiej kogo wyleczyć! Zdarzyć się mogło, że ktoś zasiągnąwszy jego porady, wyszedł przypadkiem z choroby. Ale to byłoby się stało i bez jego pomocy. Często sama natura człowieka przezwycięża chorobę bez żadnych lekarstw, a tem mniéj zażegnywań, które są tylko prostem oszustwem i obrazą Pana Boga. Zresztą sam jutro naocznie się przekonam, jaki to majster z tego waszego doktora. Udam jaką chorobę i pójdę do niego; tylko mnie nie wydajcie przedczasem z tajemnicy.
— A dobrze, proszę pana— rzekł sołtys — i pożegnawszy mnie, odszedł z papierami do domu.
Pragnąc z naocznego przekonania się dać przestrogę dla łatwowiernych ludzi, zaraz nazajutrz, przebrawszy się w starą, wytartą kapotę, obwiązawszy szyję wełnianym szalem i obuwszy bóty z długiemi cholewami, wziąłem sękaty kij do ręki i udałem się do Zaborowa. Przed oparkanionym dworkiem cudownego doktora stało już kilka fur, chociaż to była dopiero dziewiąta godzina rano. Błażka widziałem już kilka razy, jak pod mojem oknem przechodził z półgarncową beczółką, przewieszoną na taśmach w rodzaju torebki przez ramię. Na jego bowiem nieszczęście niema w Zaborowie żadnej karczmy, i Błażek, jak go tu powszechnie nazywają, zmuszony jest po nieodzowny dla siebie kordyał, bez którego nie miałby proroczego natchnienia, chodzić często sam do karczmy w sąsiedniej wsi Zygrach lub na Sikory. Błażek nigdzie mnie jeszcze nie spotkał, bo dopiero miesiąc bawiłem w téj okolicy. Byłem zatem pewny, że mnie nie pozna, ani się téż domyśli celu mojéj wycieczki.
Zbliżając się ku siedzibie doktora, poznałem już zdaleka samego władcę życia i śmierci. Oparty łokciami na bramie i trzymając pod sumiastym wąsem węgierską fajeczkę w zębach, rozmawiał on z kłaniającemi mu się co chwila wieśniakami, którzy przybyli z dalekich stron szukać jego pomocy w chorobie. Sądząc w istocie po ubiorze, łatwo rozpoznać mogłem wieśniaków przybyłych z za Łęczycy, z pod Koła, Wielunia, Warty, i z wielu innych okolic kraju. Taki to rozgłos i sławę pomiędzy prostym ludem zjednał sobie ów cudowny doktor Błażek, chłop, filut, oszust, szarlatan i pijanica.
— O! wielmożny doktorze, ratuj mojego syna, co tam na wozie pod pierzyną prawie już dogorywa, wołał na głos jeden nieszczęśliwy ojciec, zalewając się łzami.
— O! święty i cudowny człowieku, krzyczała w niebogłosy jakaś baba z obwiniętą chustkami głową, adyć ratuj mnie co prędzej, bo mi się głowa rozwali i ślepie na wierzch wyłażą.
— Oj! boli, boli. O! Jezu, Jezu! stękano i wołano ze wszech stron przed mieszkaniem doktora, wzywając na gwałt jego ratunku i pomocy. A Błażek, jakby już oddawna przywykł do podobnych wydarzeń rozdzierających serce, stał przy bramie niewzruszony, ćmiąc swoję fajeczkę i spluwając co chwilę po obrzydliwej mahorce. Nie śpieszył on się widocznie z udzielaniem porady, chcąc tym sposobem zjednać sobie większą powagę i uznanie ze strony głupiej gawiedzi.
— A nuż mnie potrzyma tak długo, jak te błędne owce przed swojem mieszkaniem —lub każe czekać, dopóki nie odprawi tych, co przedemną przybyli; pomyślałem sobie, będąc już tylko kilka kroków oddalony od rozpartego na bramie doktora.
I dreszcz mnie przeszedł po ciele.
Pocieszyłem się tylko tem, że będę miał sposobność przysłuchać się różnym jego bredniom, i zanotować sobie w pamięci lekarstwo, jakie chorym dyktuje.
Widząc, że Błażek zwrócił już na mnie uwagę i wlepił swój ponury—nie śmiały wzrok we mnie, zwolniłem kroku, a trzymając się ręką za bok, począłem stękać i usta wykrzywiać. Przybywszy nareszcie pod bramę, pochwaliłem Pana Boga i zapytałem się pokornie:
— Czy to tu pan doktor mieszka?
— A tu — odrzekł Błażek — ale go teraz niema w domu.
— O! ja nieszczęśliwy! — zacząłem jęczeć i wyrzekać — tyle drogi zrobiłem schorzały, że mi już sił zabrakło.
— A zkąd to wasan jest?—pytał Błażek— mierząc mnie od stóp do głowy, jakby chciał zwąchać, czy nie ma z policją do czynienia.
— Aż z Dzierlina z za Sieradza — odrzekłem zasmucony.
— I cóż to wasan za jeden?
— Byłem do Świętego Jana furmanem, ale pan mnie oddalił ze służby, bo ciągle nie domagam.
— No, to idźcie do izby i spocznijcie; może doktor wkrótce nadejdzie.
To mówiąc otworzył mi furtkę i zaprowadził do mieszkania. Była to dla mnie wielka i nie zasłużona łaska, bo innych chorych Błażek zostawił na dworze. Wszedłszy do izby, a raczej do pokoju po pańsku umeblowanego, zastałem tam już kilka osób chorych, oczekujących na wyrok doktora. Błażek wskazawszy mi krzesło i pokręciwszy się po izbie, pomimo to że nie był już trzeźwy, uczuł potrzebę nowego posiłku i wszedł do komory, gdzie zapewne przechowywał krople długiego życia. Za nim poskoczyła jak oparzona obrzydliwa baba, która się dotąd kręciła przy kominie, gotując i mieszając coś w garnkach. Była to żona doktora, ba! sama nawet doktorka, bo w wielu razach męża wyręczała.
— Znowu się nachlasz jak nie boskie stworzenie! a potem będziesz plótł ni w pięć ni w dziesięć, tak że muszę ci jeno dopowiadać— prawiła pani doktorowa w komorze, nie dopuszczając męża do butelki!
— Ależ moja kochana, wszystko będzie dobrze, tylko troszeczkę się napiję, bo mnie fajka zemdliła — błagał doktor, wydzierając butelkę z rąk żony— sekutnicy.
— No, to się już nachlaj do syta i odpraw tych lndzi, boć przecież tu cały dzień siedzieć nie będą, a znowu jakieś dwie fury nadjechały.
Wśród téj rozmowy małżeńskiej miałem sposobność obejrzeć się po izbie, która w rzeczy saméj wyglądała bardzo przyzwoicie. Zastanowiły mnie przedewszystkiem dwie gipsowe białe figurki, stojące na komodzie, które, jak się domyślałem, Błażek sprowadził dla tem większego bałamucenia ciemnego ludu. Dowiedziałem się téż później, że rzeczywiście te nagie aniołki podszeptywać niby mają Błażkowi różne lekarstwa.
Ponieważ doktor z żoną dość długo bawił w komorze, wdałem się w gawędę z osobami, które zastałem w izbie. Jedna z nich z dzieckiem przy piersiach, była to pani Michalska, ekonomowa z pod Szadku; mężczyzna zaś w sile wieku z zapalonemi oczami, był mieszczaninem, z Poddębic; trzeci zaś nieszczęśliwy z opuchniętą nogą, był, jak się dowiedziałem, czeladnikiem tkackim ze Zduńskiej Woli.
— Biedni ci ludzie, pomyślałem, mają doktorów i felczerów w swoich miastach, a jednak udają się po radę do takiego oszusta i szarlatana. Ale jakże się tu dziwić prostemu wieśniakowi, kiedy taka pani ekonomowa nie wstydzi się szukać jego pomocy! To zgroza, doprawdy.
W tem miejscu niebezpiecznie było zwracać uwagę owych zaślepionych ludzi na oszustwo Błażka. Wolałem milczeć i czekać na powrót doktora z komory, jeźli się miałem dowiedzieć, jakiego sposobu leczenia trzyma się ów przesławny doktor. Zdziwiło mnie tylko to, że każda z przybyłych osób trzymała butelkę z jakimś brudnym płynem w ręku.
— Co to państwo macie w tych butelkach? zapytałem się nareszcie, chcąc zaspokoić swoję ciekawość.
— A to mocz, proszę pana—wyrzekła pani ekonomowa — bez tego trudnoby było panu doktorowi rozpoznać chorobę.
— A ha! — bąknęłem na to.
Wtem drzwi od komory otworzyły się na rozcież, i do izby weszła dostojna para małżeńska, porządnie ululana. Widać, że pani doktorowa nie ustępowała w niczern kochanemu mężulkowi.
Szczególniejsze znalazłem względy u Błażka, bo pochodziwszy przez chwilę z fajką w zębach po izbie, zwrócił się potem najprzód do mnie i zapytał:
— A co to wasanu jest?
— Okrutnie mnie w boku rozpiera—wyrzekłem stękając, na dołku ciśnie, wnętrzności burzy i wypycha, tak, że nie mogę ani spać ani jeść. (Tak mówiłem, choć co prawda, udawanie samemu mi było nie do smaku; ale pragnąc z tego zrobić użytek dla współbraci, postanowiłem już udawać chorego do końca).
— Szkoda — wtrąciła się do rozmowy doktorowa— żeśta nie przynieśli butelki ze swoim moczem, jak oto ci państwo, gdyż mąż mój łatwiej wtenczas rozpozna chorobę.
— Nie wiedziałem o tem, odrzekłem z pokorą.
— Mniejsza o to—mówił doktor—a dawno wasanu dolega?
— Już będzie z półtora roku — jak zachorzałem.
— Pewnikiem jaka kobieta zadała wam to choróbsko?—wtrąciła doktorowa,
— A no, nie wiem — odparłem—takiéj kobiety tam nie ma, chybaby stara Maciejowa, której łońskiego roku potrąciłem prosiaka, co mi wyjadał ziemniaki w ogrodzie?... okrutnie mi się za to wygrażała.
— A widzita! — zawołała urodowana pani doktorowa, że odgadła przyczynę mojej mniemanéj choroby.
Błażek pomiętosił mnie ręką po bolącym niby boku i brzuchu, złożył trzy palce, przeżegnał trzy razy, mrucząc pod nosem jakieś niezrozumiałe wyrazy. Skończywszy tę ceremoniję Błażek prawił daléj, a ja nadstawiłem ucha:
— Nie wypada teraz nic innego, jak żebyś wasan wziął kwaterkę spirytusu, wlał do niego trzy krople święconej wody, przeżegnał trzy razy, złapał żywą żmiję, odarł ze skóry, pokrajał na trzy kawałki, usmażył z tłuszczem borsuczym w nowéj patelni, wlał z tego trzy krople do spirytusu, i skłóciwszy dobrze po trzy razy, smarował sobie bok i żywot trzy razy na dzień aż do pełni, potem wypił z tego trzy krople, a resztę wylał na ziemię przez głowę.
— Ale, proszę pana doktora — odezwałem się poskrobawszy się po głowie — gdzież ja teraz tę gadzinę znajdę, kiedy to już miesiąc Październik, i wszystko robactwo pochowało się w ziemię?
— To trzeba poczekać do lata — wyrzekł doktor.
— Nie potrzeba— zawołała z gniewem doktorowa. —Zamiast żmii, można złapać świerszcza w kominie, utłuc go na proszek w moździerzu lub rozetrzeć na tarce, wsypać ten proszek do spirytusu, dodać do tego spalonej sierci z ogona lisiego i tak zrobić, jak mój mąż mówił.
— Ależ i o świerszcza trudno mi będzie w téj porze — przerwałem mowę gadatliwej doktorowej.
— Radzę, jak umiem— wyrzekł Błażek — rozgniewany widocznie mojemi uwagami, z jakiemi dotąd żaden chory nie śmiał przed nim wystąpić. Od wasana zależy zrobić to, co radzę lub nie zrobić. Każdemu wolna wola.
— Ależ zrobię, proszę pana doktora — odrzekłem pokornie—tylko mi się ta żmija i ten świerszcz nie mogą pomieścić w głowie.
— Ze wszystkiego najlepiej będzie — odezwała się znowu pani doktorowa — że kupita, a choćby przyszło i ukraść, pończochy od téj starej Maciejowéj i nosić je będzieta na nogach aż do suchych dni, a potem je zakopieta pod progiem téj czarownicy, to wasza choroba przejdzie na nią.
— Łatwiej to mówić, niż zrobić—przemówiłem znowu tłumiąc śmiech w sobie — przecież ja od dwudziestu lat nie widziałem wcale pończoch na nogach Maciejowéj. Na starość ich pewnie nie kupi.
Błażek i jego żona zgłupieli, słysząc takie rozumowanie, a pani ekonomowa na głos się roześmiała. Miarkując, że już dłużej nie powinienem nadużywać cierpliwości Błażka i jego połowicy, aby nie narazić się na coś gorszego, powstałem z krzesła, a kładąc dwa złote na stole, wyrzekłem na pożegnanie:
— Postaram się, o ile się da, korzystać z udzielonych mi rad lekarskich, które dla pożytku i nauki drugich, jak je tu słyszałem, ogłoszę w gazetach. Tymczasem bądźcie zdrowi!
To mówiąc, szybko wyszedłem za drzwi, — i udałem się zdrów jak ryba wprost do poblizkiego dworu Zaborowskiego, gdzie z przebrania się mojego i z opowiadania o odwiedzinach u Błażka, dziedzice Zaborowa naśmiali się do rozpuku.
W miesiąc potem spotkałem się z Błażkiem na chrzcinach u naszego sołtysa, na które byłem zaproszony. Poznawszy mnie, cudowny doktor, którego oszustwo ciemny lud znajomością z djabłem tłómaczy, spuścił nos na kwintę, ale przy sposobności pocałował mnie w rękę prosząc, abym tylko o nim w gazetach nie głosił. Ja téż, jak widzicie, dotrzymuję słowa...
Franek z Wielkopolski.

Zorza 1882 nr 37

X We wsi Zaborowie pod Szadkiem mieszka znahor, poprzednio fornal czy téż rataj, wypędzony ze służby za pijaństwo. Niewiadomo, jakim do tego przyszedł sposobem, dosyć, że wspomniany niegdyś fornal zażywa sławy doktora, do którego z różnych stron zjeżdżają ludzie, nawet z za Warszawy, po radę i ulgę w cierpieniach. Zręcznemu szalbierzowi udało się, widać, przypadkiem wyleczyć tego lub owego, i dziś dla wielu stanowi on powagę.
Ów niby-doktór tak shardział, że przybywających chorych wytrzymuje dniami całemi, zanim się raczy ukazać, a sam przez ten czas pije w karczmie. Opowiadający nam o tem pan W. przyjechał z synem kaleką o mil kilkanaście do owego znahora, czekał na niego pół dnia, i nareszcie przemocą dostał się do niego, lecz zobaczywszy przed sobą pijanego człowieka, odjechał bez porady.
 Zapewne władza lekarska zwróci na owego szarlatana uwagę i zabroni mu odbywania nadal lekarskich praktyk.

Rozwój 1906 nr 5

Ś. p.
Józef Fijałkowski
obywatel ziemski, gub. kaliskiej, pow. sieradzkiego, opatrzony św. Sakramentami, po długich i ciężkich cierpieniach zasnął w Bogu dnia 6 stycznia 1906 r. w majątku Zaborowie, przeżywszy lat 61.
Pozostałe w nieutulonym żalu dzieci zapraszają krewnych, przyjaciół i znajomych na nabożeństwo żałobne odbyć się mające we wtorek d. 9 stycznia r. b. o godz. 10 1/2 rano w kościele parafialnym w Małyniu, oraz na wyprowadzenie zwłok z tegoż kościoła zaraz po ukończonem nabożeństwie na cmentarz miejscowy.
______________________________________________________________________________

Ziemia Sieradzka 1921 lipiec
______________________________________________________________________________


Obwieszczenia Publiczne 1928 nr 16

Notarjusz przy wydziale hipotecznym sądu okręgowego w Kali­szu, Stanisław Bzowski, niniejszem obwieszcza, że zostały otwarte po­stępowania spadkowe po zmarłych:
4) Cecylji Soszyńskiej, współwłaścicielce dóbr Zaborów, w pow. sieradzkim;

Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych wyznaczony zo­stał na dzień 30 sierpnia 1928 roku, w kancelarji notarjusza, Stanisława Bzowskiego, w Kaliszu.

Obwieszczenia Publiczne 1929 nr 35

Notarjusz przy wydziale hipotecznym sądu okręgowego w Kaliszu, Stanisław Bzowski, niniejszem obwieszcza, że zostały otwarte postępo­wania spadkowe po zmarłych:
10) Jakóbie Soszyńskim, współwłaśc. maj. Zaborów, pow. sieradz­kiego;
Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych wyznaczony zo­stał na dzień 6 listopada 1929 r. w kancelarji notariusza, Stanisława Bzowskiego, w Kaliszu. 
_________________________________________________________________________________

 Ziemia Sieradzka 1930 kwiecień
_________________________________________________________________________________


Łódzki Dziennik Urzędowy 1933 nr 21

ROZPORZĄDZENIE WOJEWODY ŁÓDZKIEGO
z dn. 19 październ. 1933 r. L. SA. II. 12/14/33
o podziale obszaru gmin wiejskich powiatu sieradzkiego na gromady.
Po wysłuchaniu opinji rad gminnych i wydziału powiatowego, zgodnie z uchwałą Wydziału Wojewódzkiego z dnia 18 października 1933 r. na podstawie art. 107 ustawy z dnia 23. III. 1933 r. o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorjalnego (Dz. U. R. P. Nr. 35, poz. 294) postanawiam co następuje:
§ 1.
 IX. Obszar gminy wiejskiej Krokocice dzieli się na gromady:
1. Bogucice, obejmującą: wieś Bogucice, folwark Bogucice, kolonję Leszkomin, folwark Leszkomin, wieś Zaborów, folwark Zaborów.
§ 2.
Wykonanie niniejszego rozporządzenia powierza się Staroście Powiatowemu Sieradzkiemu.
§ 3.
Rozporządzenie niniejsze wchodzi w życie z dniem ogłoszenia w Łódzkim Dzienniku Wojewódzkim.
Wojewoda:
wz. (—) A. Potocki
Wicewojewoda

Dziennik Łódzki 1968 nr 191


W Zaborowie pow. Poddębice spaliły się: dach na budynku mieszkalnym, dach na oborze i stodoły ze zbiorami. Straty oblicza się na sumę około 60 tys. złotych. Pożar miał miejsce w zabudowaniach Lucjana Piasecznego.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza