-->

wtorek, 23 kwietnia 2013

Radoszewice

Rosin:
RADOSZEWICE- (po 1103?, 1456 Radoschowycze) 19 km na E od Wielunia. 1. 1511 pow. wiel. (ŹD 211); 1520 par. Osjaków (Ł 2, 131).2. 1533 wytyczono granice między R. a Osjakowem (BC 3347, 138-139).3. 1511 – 14 1/2 ł.; 1518 – 7 ł.; 1552 – 26 kmieci, 2 mł., kuźnica; 1553 – 11 ł. (ŹD 211, 289); 1520 – 21 ł. os. (Ł 2, 99).4. Po 1103 Bolesław Krzywousty miał nadać m.in. R. zbiegłemu z Czech Janowi Werszowcowi (Pap. 563); 1456 przy podziale dóbr między br. Stogniewem i Boksą z Siemkowic Lipnik i R. przypadły Boksie (GS ins. 11, 483); 1468 ten pożyczył Janowi z Mierzyc 17 fl. pod zastaw młynarza w Sieńcu (GW 1, 182); 1468 Katarzyna z R. i Mik. Boksa podzielili się dobrami w R. i Lipniku (GW 1, 180); 1496 Marcin z R. pożyczył od Mik. Kraszkowskiego z Łaszowa 10 grz. pod zastaw 1 ł. w R., z którego płacono 1 grz. czynszu (GW 2, 19), 1498 pożyczył 10 grz. pod zastaw innego łanu z 1 kmieciem w R. (GW 2, 63); Boksa i Marcin z R. spłacili siostrę Małgorzatę z R. i Lipnika (GW 2, 64); 1499 Stanisław i Mikołaj zastawili 1/2 ł. z 1 kmieciem za 8 fl. w R. (GW 2, 121); Marcin z R. pożyczył 40 grz. od Wilczka Konopnickiego pod zastaw 4 kmieci na 4 ł. w R. (GW 2, 130); 1516 Marcin z R., chor. wiel. (MS 4, 10804); 1520 pleban w Osjakowie otrzymywał tylko meszne od zagr. i chał., dzies. z ról folw. brał pleban w Siemkowicach, zaś kustosz wiel. z łanów os. po 1 wiard., a z pustek dzies. snop. (Ł 1, 535-536; 2, 99, 132).

Taryfa Podymnego 1775 r.
Radoszenice, wieś, woj. sieradzkie, ziemia wieluńska, własność szlachecka, 84 dymów.

Czajkowski 1783-84 r.
Radoszowice, parafia oszyakow (osjaków), dekanat rudzki, diecezja gnieźnieńska, województwo sieradzkie, ziemia wieluńska, własność: (Martyna z Wężyków) Niemojewska, sto. wiel. (wdowa po Andrzeju Niemojowskim, stolniku wieluńskim).

Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego 1827 r.
Radoszowice, województwo Kaliskie, obwód Wieluński, powiat Wieluński, parafia Osiaków, własność prywatna. Ilość domów 47, ludność 397, odległość od miasta obwodowego 3.

Słownik Geograficzny:  
Radoszewice, wś i fol. nad rz. Wartą, pow. wieluński, gm. Radoszewice, par. Osyaków, odl. 21 w. od Wielunia, posiada kościół murowany filialny i szkołę początkową. Wieś składa się z dwóch części, mających razem 56 dm., 625 mk. R. zostały, wedle tradycyi zapisanej w herbarzach Okolskiego i Niesieckiego, nadane przez Bolesława Krzywoustego wychodźcy czeskiemu Janowi (Geskowi) Wrszowcowi, zabójcy ks. Świętopełka. Dał on tu początek Okszycom, którzy od wsi przybrali nazwisko Radoszewskich i Siemkowskich. Oni to założyli w Siemkowicach kościół i parafię około XIII w., do której na początku XVI w. należy dwór i folwark w R., podczas gdy łany częściowej szlachty i kmiece należą do par. w Ossyakowie. Dziesięcinę z folw. bierze pleb. w Siemkowicach, któremu też łany kmiece i szlacheckie dają meszne po korcy żyta i owsa, zagrodnicy zaś i komornicy dają po groszu pleb. w Ossyakowie. Radoszewscy nosili przydomek Boksa, może dla odróżnienia od drobnej szlachty Okszyców, zamieszkujących i Radoszewice i sąsiednie wsi (Siemkowice, Chorzów). W 1552 roku R. są własnością Jana, Hieronima i Mikołaja Radossowskich, miały 26 osad, 11 łan. Były 2 młyny, nowo-zbudowane o jednym i dwóch kołach (Pawiński, Wielkp., II, 289). Na początku XVII w. Marcin Boksa Radoszewski z Siemikowic wystawił kościół, konsekrowany 1625 r. p. w. Maryi Magdaleny. Był on początkowo filią Ossyakowa (1650 roku) i miał uposażenie dla kapelana. Kościół ten w 1760 r. zrestaurowany, podupadł i zastąpiony został nowym, murowanym wystawionym na początku obecnego stulecia. Obecnie kościół ten jest filią parafii w Ossyakowie. Dobra R. składały, się w 1885 r. z folwarku R., Kuszyna i Dolina, kolonii wieczysto-czynszowych: Mierzanów, Katarzynopol; os. młyn. Borkowe; przyległ. Sznury, Wymysłówek, rozl. mr. 3824: fol. R. gr. or. i ogr. mr. 918, łąk mr. 193, past. mr. 101, lasu mr. 1967, w osadach wieczysto-czynsz. mr. 1400, nieuż. mr. 66, razem mr. 3246; bud. mur. 7, z drzewa 33; płodozmian 13-polowy; fol. Kuszyna gr. or. i ogr. mr. 321, łąk mr. 70, past. mr. 3, nieuż. mr. 17, razem mr. 411; bud. mur. 2, z drzewa 9; płodozmian 13-polowy; fol. Dolina gr. or. i ogr. mr. 60, łąk mr. 1, past. mr. 43, nieuż. mr. 9, razem mr. 93; bud. z drzewa 2; os. młyn. Borkowe gr. or. i ogr. mr. 46, łąk mr. 3, past. mr. 12, nieuż. mr. 13; bud. z drzewa 4; las urządzony. W skład dóbr wchodziły popoprzednio: wś R. os. 83, z gr. mr. 536; wś Kuszyna os. 21, z gr. mr. 259; wś Kusznica al. Kuźnica os. 30, z gr. mr. 231; wś Laski os. 26, z gr. mr. 292; wś Zamyślona os. 18, z gr. mr. 227; wś Tądle os. 2, z gr. mr. 29; wś Gabryelów os. 12, z gr. mr. 144; wś Kije os. 4, z gr. mr. 53; wś Bugaj os. 9, z gr. mr. 142. R. gmina należy do s. gm. okr. III w Ossyakowie, st. poczt. w Wieluniu. W skład gm. wchodzi 12 wsi włośc. 17 osad włośc. odrębnych, 9 fol., 23 os. młyn., leśn., rozkolonizowanych folwarków. Osady te posiadały 684 dm. (16 mur.), 5739 mk. (2756 męż., 2983 kob.).

Spis 1925:
Radoszewice, wś i folw., pow. wieluń, gm. Radoszewice. Budynki z przeznaczeniem mieszkalne wś 115 (w tem 2 budynki niezamieszkałe), folw. 9. Ludność ogółem: wś 609, folw. 185. Mężczyzn wś 293, folw. 88, kobiet wś 316, folw. 97. Ludność wyznania rzymsko-katolickiego wś 609, folw. 167, ewangelickiego folw. 6, mojżeszowego folw. 12. Podało narodowość: polską wś 609, folw. 179, niemiecką folw. 6.

Wikipedia:
Radoszewice-wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie pajęczańskim, w gminie Siemkowice. Do 1953 roku istniała gmina Radoszewice. W latach 1975-1998 miejscowość położona była w województwie sieradzkim. Pierwsza wzmianka pisana pochodzi dopiero z 1456 roku. Radoszewice były gniazdem rodowym Radoszewskich i Siemkowskich h. Oksza, których legenda rodowa łączy z czeskimi Wrszowicami. W 1775 r. Michał z Siemkowic Boksa Radoszewski, kasztelan brzeziński, sprzedał Radoszewice Andrzejowi Niemojowskiemu h. Wierusz. W dniu 17 marca 1863 roku pod Radoszewicami doszło do bitwy oddziału powstańczego Teodora Cieszkowskiego z wojskiem rosyjskim dowodzonym przez mjra. Pisankę (dwie roty piechoty i sotnia kozaków). Po obu stronach byli zabici i ranni. Ciała powstańców pochowano na cmentarzu w Osjakowie. W bitwie tej Walentyna Niemojowska, adiutantka gen. Edmunda Taczanowskiego, zasłynęła z bohaterskiego czynu, kiedy to w obliczu niebezpieczeństwa ocaliła sztandar powstańczy, wyrywając go z rąk śmiertelnie rannego kosyniera. W 1864 roku w Dreźnie Polki nosiły paski z klamrą, na której widniało popiersie Niemojowskiej. W 1863 roku kapelana tutejszej parafii ks. Stanisława Koreckiego oraz właściciela wsi Ludwika Niemojowskiego (1823-1892) uznano za niebezpiecznych dla carskiego systemu panowania i zesłano na Sybir. Ksiądz Korecki tam zginął. Niemojewski - etnograf, pisarz - po powrocie w 1874 r. osiedlił się w Warszawie i tam zmarł 18 grudnia 1892 r. Majątek przejęła córka Niemojowskiego -Emilia żona Władysława Wodzińskiego. Wodzińscy sprzedali Radoszewice Molińskim, a ci aptekarzowi z Praszki -Teodorowi Durzyńskiemu, który utrzymał się tu do II wojny św., po której ziemię rozparcelowano. We wsi znajduje się kościół Niepokalanego Poczęcia NMP z 1735 roku, odbudowany i rozbudowany po spaleniu w 1851 roku. Z wyposażenia wnętrza na uwagę zasługują dwa krucyfiksy z XVIII wieku. Poprzednio na tym miejscu stał kościół drewniany z pocz. XVII w., ufundowany przez Marcina Boksa Radoszewskiego. W pobliżu kościoła znajduje się barokowy dwór z XVIII wieku, zbudowany przez Niemojowskich, przebudowany na przełomie XIX/XX wieku i po 1945 roku, do niedawna użytkowany przez szkołę podstawową. Obecnie wyremontowany, jest własnością prywatną. Siedmioosiową elewację frontową zdobi wysunięty przed lico piętrowy portyk z czterema kolumnami, zwieńczony spłaszczonym frontonem, od strony ogrodowej balkon. Na uwagę zasługuje tzw. dach polski: czterospadowy, łamany, zaopatrzony w doświetlające lukarny. Dach pierwotnie był kryty gontem. Kiedy dwór był siedzibą szkoły (jako własność gminy), dach został pokryty papą. Od kiedy jest własnością prywatną, ponownie jest pokryty gontem. Według rejestru zabytków KOBiDZ na listę zabytków wpisane są obiekty: zespół dworski, koniec XVIII w.: dwór, nr rej.: 650 z 31.08.1967, park, nr rej.: 295 z 8.02.1979 Dwór otoczony jest resztkami niegdyś pięknego parku, w którym podziwiać można 34 lipy drobnolistne i 16 dębów szypułkowych. W runie występuje zawilec. Park stanowi doskonałe siedlisko wielu gatunków ptaków.

Elżbieta Halina Nejman Majątki (Szlachta Sieradzka XIX wieku Herbarz)
RADOSZEWICE par. Osjaków, p. wieluński, wieś i folwark gniazdo Okszyców-Boksa Radoszewskich i Siemkowskich. Marcin Radoszewski wystawił kościół w 1625 roku. W 1775 majątek kupił Andrzej Niemojowski, kolejnym właścicielem był jego syn Feliks i wnuk Gabriel. Od Ludwika Niemojowskiego włości przeszły na Wodzińskich potem Modlińskich i na koniec aptekarza z Praszki Teodora Durzyńskiego. Na dobra w 1885 r. składały się: folwarki Radoszewice Kuszyna, Dolina i kolonie :Katarzynopole, Mierzanów, osiedle młynarskie Borkowe z przyległością Sznury, Wymysłówek, miały powierzchnię 3824 mg w tym 1967 mg lasu . W 1912 r. wieś i folwark mają 978 mg, własność uwłaszczonych włościan i Teodora Durzyńskiego. (SGKP t.9, s.437, PGkal.,NSSZ 1/2001 s.26).

1992 r.

Akta metrykalne (Parafia Osjaków) 1767

 Radoszowice
Dnia 1 kwietnia. Ja Antoni Gałęski kanonik wieluński ochrzciłem dziecko imieniem Wojciech Jerzy Urodzonych Jana Kożuchowskiego i [brak] prawowitych małżonków. Rodzicami chrzestnymi byli Urodzony Kazimierz Grabiński i Urodzona Jadwiga jego żona. Asystę stanowili Urodzony Karol Górecki i Katarzyna Górecka.

Gazeta Warszawska 1798 nr 39

Immobilia zu verpachten. Gdy z Terminem S. Jana Chrzciciela roku tego czas Dzierżawy po śp. Felixie Niemojowskim należących dobr Słupi i Radoszewic expiruie , a że strony tuteyszego zgromadzenia Kollegij Pupillarnego Pruss Południowych dalsze zadzierżawienie postanowione iest. A zatym więc wszyscy i każdy do dzierżawienia takowych chęć maiący ninieyszym Pismem wezwanym zostaie , na terminie Licytacyi dnia II. Junij o godzinie 8. z rana. w Wieluniu przed Kreyz Justiz Kommissyą tameczną stawić się, gdzie przytym oznaymuie się , iż Słupskie dobra te dotychczas za rocznie umowioną Kwotę dzierżawną 3500. Rthl: a zaś Radoszewskie za 2000. Rthl: zadzierżawione były i że też i na przyszłość: separatim na 3. po sobie następuiące lata iednemu naywięcey na terminie Licytacyinym postępuiącemu i zezwalaiącemu na kondycye i Kaucyą stawiącemu wypuszczone bydz maią. Taż dzierżawa na Swięty Jan Chrzciciel roku tego poczynać się ma , i Anszlagi tyle razy pomienionyh dobr zawsze w Kreyz Justiz Kommissyi Wieluńskiey każdego czasu widzieć będzie można. Przy wyciśnieniu naszey większey pieczęci etc. —Dan w Piotrkowie dnia r3. Kwietnia 1798. — Krol: Połudn: Pruska Regencya.

 Gazeta Południowo-Pruska, 1798

Do zadzierzawienia. Gdy z terminem S. na Ja tegoż roku czas dzierżawom po ś. p. Felixie Niemoiewskim należących dobr Słupi i Radoszewic expiruje, a ze strony tuteyszego kollegii pupillarnego Pruss - Południowych dalsze zadzierzawienie postanowione iest. A zatym więc wszyscy i każdy do dzierzawienia takowych chęć maiący, ninieyszym pismem wezwanym zostaie, na terminie licytacyi dnia 11. Czerwca roku tegoż z rana o godzinie 8. w Wieluniu przed Kreyz Justyc Kommisyą tameczną stawić się, gdzie przytym oznaymuie się, iz Słupskie dobra też do tych czas za rocznie umowioną kwote dzierzawną, a to za 3,500 tal., a zaś Radoszewskie za 2000 tal. zadzierzawione były, i że te na przyszłość seperatim na 3 po sobie następuiące lata iednenu naywięcey na terminie licytacyinym postępuiącemu i zezwalaiące kondycye i kaucyą stawiaiącemu wypuszczone bydź maią. Taż dzierżawa na Ś. Jan Chrzciciel roku tego poczynać się ma, i anszlagi tyle razy pomienionych dóbr zawsze w Kreyz Justyc Kommissyi Wieluńskiey każdego czasu widzieć będzie można. Przy wycenieniu naszey większey pieczęci. Dan w Piotrkowie dnia 13. Kwietnia roku 1798.
Krolewska Południowo-Pruska Regencya.

 Gazeta Południowo-Pruska, 1799

Do sprzedania. Ponieważ na terminach 7. Lutego, 8 Kwietnia, 25. Maia 1799. o 10. godzinie zrana w Wieluńskim Powiecie położone dobra ś.p. Urodz. Felixa Niemoiewskiego sukcessorom przynależne Słupia cum atinen. & Radoszewice cum atinen. z ktorych pierwsze podług sądownie udzielanego anszlagu od intraty po 5. procent rachuiąc na 85.257. tal. 16. d. gr. a Radoszewice cum atinen. podobnym sposobem biorąc na 48.791. tal. 16. d. gr. otaxowane są publicznie w tuteyszey Regencyi z przyczyny pomiędzy sukcessorami ś. p. Urodz. Niemoiewskiego przedsiewziąć mianego podziału indigenat posiadaiącym sprzedane będą. Przeto oznaymuiąc o tym życzącym sobie nabycia ich, dodaiemy, iż do taxacyi protokuły i okoliczne opisanie takowych codziennie w registraturze J. K. Mci Regencyi przeyrzane bydź mogą. Dan w Kaliszu dnia 6. Listopada 1798.

Dziennik Departamentowy Warszawski 1815 nr 21

List Gończy.
Gdy włościanin Stanisław Laxanderek rodem z wsi Starey Huty, do Dominium Złoczewa w Powiecie Sieradzkim, Dprcie Kaliskim należącey, naiąwszy się za ugodę dobrowolną za przewodnika u Starozak: Icka Dawidowidowicza Ostrowskiego rzeźnika z Kempna, z pieniędzmi w trzosie mianemi dla wypłacenia ugodzonych wołów we wsi Radoszewicach, furą iadącego i snem zmorzonego, w boru z pieniędzy w kwocie Reichs talarów 94. w monecie Courant zwaney, z trzosem skórzanym skradł, uięty na Pustkowiu Bartkowizna, od którego niewzupełności odebrane pieniądze, inkulpat zaś unikaiąc kary za swoie przestępstwo uciekł. Ponieważ na zchwytaniu rzeczonego inkulpata wiele zależy, przeto rekwiruie się wszelkie Władze tak Cywilne iako i Woyskowe, aby na zbiegłego ścisłą dały baczność a w przypadku uięcia pod ścisłą strażą do podpisanego Sądu dostawić raczyły.
Sieradz 25 Listopada 1814 Roku.
Sąd Policyi Powiatu Sieradzkiego
Zwoliński Podsędek.

Gazeta Warszawska 1827 nr 178
  
 — W lesie do Radoszowic należącym na trakcie z Częstochowy do Działoszyna, znaleziono w dniu 18 z. m. Starozakonnego Icka Gąbińskiego kupca z Częstochowy z gardłem poderzniętem. Zadane tępym nożem rany, nie pozbawiły go ieszcze życia, lecz odięły mu możność mówienia. Pomoc lekarza Obwodu i Chirurga mimo znacznego krwi upływu tyle mu sił przywrócić zdołała, że mógł ieszcze przed śmiercią nazwisko zbrodniarza własną ręką napisać. Tym iest Jacek Dondela z wsi Kawodrzy naięty do przewiezienia towarów z miasta Częstochowy do Działoszyna, który wszcząwszy w dogodnem dla siebie mieyscu pozorną kłótnią o zapłatę, poderżnął Gąbińskiemu gardło. Schwytany zbrodniarz oddany został właściwemu sądowi.

Dziennik Urzędowy Województwa Kaliskiego 1831 nr 10

Rada Obywatelska Woiewództwa Kaliskiego.
Ogłosić publicznie czyn chwalebny, noszący na sobie cechę prawdziwego zamiłowania Oyczyzny i swobód Narodowych, iest to oddanie należnego hołdu cnocie, i pobudką do naśladowania wzorowego postępku. Temi uczuciami przeięta Rada Obywatelska Woiewództwa Kaliskiego, składa Wam naymocnieysze dzięki Szan. Damy Woiewództwa Kaliskiego, któreście nie szczędziły starań i trudów w zbieraniu różnych naczyń srebrnych i gotowych pieniędzy, iakie Rada Obywatelska pod zarząd swóy w ofierze od Was przez ręce JWW. Karoliny z Chłapowskich Siemiątkowskiey i Maryanny z Wolskich Rembowskiey odebrała, w ilości srebra funtów 105 łótów 2 1/2, iw gotowiźnie pieniędzy złtp. 269. — Ofiara ta przez Was cnotliwe Obywatelki na ołtarz Ojczyzny złożona, przewa­ żnie niezawodnie przyczyni się, do iak nayrychleyszego uzbroicnia formuiących się Obrońców Oyczyzny w Woiewództwie naszym, a pałaiących naygorętszą chęcią żwawego starcia się z nieprzyjacielem. — Oby postępek wasz znalazł spiesznie iak naywięcey godnych w kraiu naszym naśladowców. — Damy, które do tey zaszczytney ofiary przyczyniły się, są a mianowicie:
W. W. Dłuska z Miłkowic, Zakrzewska z Kuczey Woli, z Chłapowskich Siemiątkowska, Niemojowska z Marchwacza, Rembowska z Szczytnik, Morawska z Mikołaiewic, Mieszkowska z Świnic, Zbiiewska z Tubądzina, Parczewska z Dą­brówki, Niemojowska z Radoszewic, Pstrokońska z Ustkowa, Gątkiewiczowa z Orzerzyna, Pstrokońska z Rembieszyna, Jabłkowska z Cichów, Biernacka z Sikucina, Kossowska z Pięczniewa, Olszewska z Niechmierowa, Augustowa Trepczyna, Leopoldowa Trepka, z Morzkowskich Myszkowska, Stolnikowa Karsznicka, z Głębockich Kiślańska, z Kempińskich Nieszkowska, z Kożuchowskich Karsznicka, Emilia i Aniela Panny Niemoiowskie, z Bogatków Mączyńska, z Radolińskich Wa­lewska, z Kiełczewskich Walewska, z Cieleckich Tarnowska, Prądzyńska z Ła­szkowa, z Otockich Mielęcka, z Zbijewskich Tarnowska, Piątkowska z Smardzewa, z Bukowieckich Zychlińska, z Karsznickich Kręska, z Kręskich Walewska, z Wę­gierskich Wstowska, z Wyganowskich Strzeszewska, z Potworowskieh Mielęcka, Gierałdowska, z Pstrokońskich Siemianowska, Gątkiewiczowa z Kwaskowa, z Skorzewskich Młoszowska, z Czyżewskich Zbierzchowska, Kellerowa, z Topolskich Łączkowska, z Podczaskich Biernawska, Czartkowska z Krąkowa, Świniarska z Kobylnik, Gołębowska z Gorzuch, Anna i Rozalia Mielęckie, z Kossobuckich Kiiańska, z Psarskich Kaczkowska, Kłosowa, z Wstowskich Cielecka, Żeromska, Taczanowska, Goiczowa z Dzierlina, Zaborowska z Korzenicy, Załuskowska z Wróblewa, Domaniewska z Borowa, Franciszka Heydysz, Bogumił Pągowski, Łubieńska z Kamionki, Radolińska z Kalisza, Zielińska z Kalisza, Nieszkowskie z Kalisza, Jenerałowa Lipińska, Dwernicki Prezes z Kalisza, Jankowska z Kali­sza, Miczke z Kalisza, Schönfeld z Kalisza, Gross z Kalisza, Locci z Kalisza, Plucińska z Kalisza, Łojewska z Kalisza, Glotzowa z Kalisza, Michalska z Kalisza, Szulcowa z Kalisza, Flainowa z Kalisza, Langowska z Kalisza, i Obywatel bezimienny.
w Kaliszu dnia 18 Lutego 1831. Młoszowski Prezyduiący.

Sekr. R. Stoppel.

Dziennik Powszechny 1833 nr 289

Sąd Policyi Prostey Powiatu Sieradzkiego. Wzywa wszelkie władze kraiowe,ażeby Hieronima Kurowskiego o kradzież, tudzież Jana Witczaka i Marka Abrahamowicza o włóczęgostwo obwinionych, w nocy z dnia 9 na 10 Września r. b. z aresztu policyinego miasta Złoczewa zbiegłych, według poniżey zamieszczających się rysopisów śledzić, i uiąwszy takowych Sądowi naszemu dostawić zechciały. 1. Hieronim Kurowski, ma lat 30, katolik, podał się zamieszkałym we wsi Słomkowie Suchym, w Obwodzie Kaliskim, Powiecie Wartskim, wzrostu miernego, twarzy ściągłey, oczu szarych, nosa dobrego, włosów ciemno-blond, miał na sobie sukmanę zgrzebną płócienną, spodnie takież, na głowie kapelusz, był boso. 2. Jan Witczak, maiący lat 30, katolik, podał mieszkanie ostatnie we wsi Radoszewicach, Powiecie Wieluńskim, wzrostu dobrego, twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów ciemno-blond, miał na sobie kapotę siwą sukienną, spodnie płócienne, westkę sukienną granatową, czapkę z siwym wąskim barankiem. 3. Marek Abrahamowicz, żyd, lat 23, wzrostu miernego, twarzy ściągłey, oczu szarych, nosa miernego, włosów ciemnych, miał na sobie płaszcz sukienny szaraczkowy zły bez peleryny, westkę płócienkową kolorową, spodnie nankinowe w paski niebieskie i kaszkiet na głowie. Sieradz d. 9 Października 1833 r. N. D. 1374. Gaiewski Podsędek.


Tygodnik Rolniczo-Technologiczny 1836 nr. 38

30. Radoszewice, w Powiecie Radomskim i Wieluńskim, mil 4 od Sieradza. Kuźnica żelazna roku1620, fol. 48 w Grodzie Sieradzkim.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1841 nr 256

LISTY GOŃCZE.
(N. D. 5235) Sąd Policyi Prostej Powiatu Wieluńskiego.
Wzywa wszelkie władze tak cywilne jako i wojskowe nad bezpieczeństwem i porządkiem czuwające, aby na poszukiwanego Balcera Kitę po dokonaniu kradzieży gwałtownej z wsi Pątnowka Powiatu i Obwodu Wieluńskiego jako ostatniego zamieszkania swego zbiegłego, baczne oko zwracały, a wrazie dostrzeżenia ujęły i pod mocną strażą do Sądu tutejszego odesłały.
Rysopis: Balcer Kita, rodem ze wsi Radoszewic Powiatu i Obwodu Wieluńskiego, katolik, lat 48 wieku liczący, wzrostu dobrego, twarzy okrągłej, nosa miernego grubego, oczu jasnych, włosów rudawych, u jednej ręki ma palce krzywe.
Wieluń d. 25 Paździer: (6 Listopada) 184l r.
Turchett, z. Podsędka.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1843 nr 209

(Ν. D. 4098) Sąd Policyi Poprawczej Wydziału Piotrkowskiego.
Wzywa wszelkie władze nad bezpieczeństwem publicznem czuwające i każdego w szczególności, ażeby na Ludwika Unruh lat 28 liczącego, ewangelika, wysokiego stóp 5 cali 7, włosów ciemnych, oczu niebieskich, zarostu ciemnego, nosa i ust średnich, twarzy ściągłéj zdrowej, postawy mocnej, o zbrodnią zgwałcenia niewiasty i inne przestępstwa obwinionionego, który do miesiąca Czerwca roku b., będąc rządcą dóbr Radoszewic w Okręgu i Powiecie Wieluńskim u Niemojewskiego, ztamtąd zbiegł przed wymiarem sprawiedliwości, ścisłą dawały baczność, a dostrzeżonego, natychmiast ujęły i pod mocną strażą do tutejszego, lub najbliższego Sądu, jako człowieka społeczeństwu szkodliwego, odstawiły.
w Piotrkowie dnia 19 (31) Lipca 1843 r
Sędzia Prezydujący, w z. J. Czarkowski Assessor.

Warszawska Gazeta Policyjna 1846 nr 304

Ważniejsze zdarzeniu zaszłe w Królestwie.

W gminie zaś Radoszewicach z tej samej przyczyny postradali życie: Marjanna Płuciennikowa (lat 69), jakoteż Wawrzeniec (lat 41), Wincenty (lat 8), Ewa (lat 11), i Franciszka lat 5), Borowczykowie.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1849 nr 57

(N. D. 992) Sąd Policyi Poprawczej Wydziału Piotrkowskiego.
Wzywa wszelkie Władze nad bezpieczeństwem kraju i spokojnością czuwające, aby Jana Harciaka z wsi Radoszewic Okręgu Piotrkowskiego o kradzież obwinionego, z gospodarstwa pańszczyźnianego utrzymującego się, obecnie z pobytu niewiadomego, a przed wymiarem sprawiedliwości ukrywającego się, ściśle śledziły, wrazie wykrycia ujęły, i najbliższemu Sądowi odstawić zechciały. Rysopis następujący: Jan Harciach lat 31 mający, wyznania katolickiego, twarzy okrągłej, wzrostu średniego, włosów blond, oczu siwych, nosa średniego; ubrania chłopskiego.
w Piotrkowie d. 14 (26) Lutego 1849 r.
Sędzia Prezydujący, Bóbr.
Kurjer Warszawski 1851 nr 33

Z okolic Wielunia. — Przed niejakim czasem, opisywaliśmy szczególny w swoim rodzaju wypadek, który miał miejsce w Wieluniu, kiedy trzy jelenie wpadłszy do miasta, niby do zwierzyńca, napełniły myśliwskiemi wrażeniami, spokojne serca wszystkich prawie mieszkańców. Od jeleni do myślistwa, przejście nie wielkie; tym razem więc powiemy słów kilka o polowaniu. Jednem z najprzyjemniejszych zajęć, które otaczają jednostajność wiejskiego życia, jest niezawodnie ten rodzaj rozrywki; ale nie polowanie łatwe, wygodne, które każdy mniej więcej dla potrzeby ruchu, dla towarzystwa, a wreszcie i z nudów odbywa; lecz polowanie połączone z wrażeniem niepewności, z trudami niewywczasu, z niebezpieczeństwem utraty życia. Mówiemy tu o łowach na dziki. Kto nie widział tego zwierza ranionego, rozżartego, wściekłego, z oczami krwią zaszłemi, z sierścią najeżoną, kiedy otoczony zewsząd okopał się w kniei, i postanowił drogo swe życie zaprzedać; kto nie słyszał tego przytłumionego mruczenia, tego szczęku kłów uderzających jedne o drugie, ten pojąć nie zdoła, jaką roskosz uczucie w tej chwili doznane, w sercu człowieka wyrodzić może. Niebezpieczeństwo podnosi myśliwca w jego własnych oczach, a szczęśliwe pokonanie dzikiego zwierza, jest tryumfem, którego szczegóły długo jeszcze przechowują się w pamięci obecnych, którego opowiadanie przy spokojnem domowem ognisku, długo jeszcze rozlewa powab nowych a nieznanych wrażeń w gronie rodziny, lub też w domowników kole. Często jednakże ten, który wyszedł z rana swobodny i wesoły, pełen nadziei i przyszłości, zostaje przyniesionym do domu, skrwawiony i poszarpany; szczęśliwy jeszcze, jeżeli na chwilowem cierpieniu skończy się, jeżeli życiem lekkomyślności swojej nie przypłaci. W ciągu tej zimy, z różnemi przerwami, z powodu nieprzyjaznej dla myśliwych pory, odbywały się polowania w lasach do Radoszewic należących, a mianowicie w dniach 21 i 22 z. m., pod przewodnictwem Pana Ferdynanda Potworowskiego, znanego tak powszechnie w dziejach myślistwa krajowego. Na tych wszystkich łowach, 12tu dzików padło ofiarą trafności strzałów, lub też dzielności doskonale ułożonych psów gończych; P. Potworowski zaś w dniu 22gim z. m., lekkiem tylko draśnięciem w rękę od dzikiego zwierza, śmiałość swoją przypłacił. Kły jednego z zabitych dzików (pojedynka), przesyłamy Redakcji Kurjera Warszawskiego; a może nie jeden oglądając takowe, dorzuci jaki datek do puszki dla nieszczęśliwych.

Warszawska Gazeta Policyjna 1852 nr 82

Ważniejsze zdarzeniu zaszłe w Królestwie.
W dniu 4 b. m. w gm. Radoszewice pow. Wieluńskim, dziewka wiejska własne dziecko wkrótce po urodzeniu przez uduszenie zamordowała. Występna matka właściwemu sądowi po ukaranie przesłaną została.

Warszawska Gazeta Policyjna 1852 nr 152

Ważniejsze zdarzeniu zaszłe w Królestwie.

W dniu 13 b. m. w gm. Radoszewice pow. Wieluńskim 13 letni chłopiec wiejski, najadłszy się szkodliwych grzybów, tak mocno zachorował, iż pomimo ratunku w kilka godzin życie zakończył.

Kurjer Warszawski 1853 nr 228

W niektórych cieplarniach krajowych, znajdują się jagody, tak zwane ananasowe, które są okryte powłoką (otulką). Po zerwaniu ich, powłoka ta zsycha się nieprzestając wszakże okrywać owoc, i za roztworzeniem jej, ukazuje się jagoda koloru takiego, jak np. czereśnia, tylko bez pestek a z ziarnami. Owoce te mogą być długo chowane bez żadnego zepsucia, trochę tylko uschną i wtedy cokolwiek mniej mają smaku jak zerwane prosto z drzewa. Otrzymawszy kilkanaście sztuk tychże z cieplarni w Radoszewicach z dóbr Ludwika Niemojowskiego, zachowaliśmy je w Redakcji Kurjera, do obejrzenia i zachęty w celu upowszechnienia tego owocu jako zasługującego na hodowanie. Owoców tych a raczej jagód, są liczne gatunki: między temi Physalis peruvianum, której ojczyzną jest Peru. Roślina ta jest jednoroczną z rodziny solanaceae, dochowuje się z nasienia i kwiat ma żółty, a owoc taki jak przysłany nam z Radoszewic. Gatunek ten znajduje się także w Warszawie w ogrodzie P. Hosera; wydał już nawet owoce, ale te nie są jeszcze dojrzałe. Przy wystawnych obiadach, owoce te są bardzo odpowiednie na desert. Drugi gatunek tych jagód, jest Physalis alkekengi, a ojczyzną jest Europa. Stare zwaliska albo ruiny, są najpowszechniejszym jego pobytem, gdzie zwykłe też rośnie. Kwiat ma również jak i tamten żółty, tylko nieco ciemniejszy, ale owoc niesmaczny, a szczególniej też w tedy, gdy go się dotknie owa obsłonka, w której się mieści, czyli otułka. Niegdyś był on używany w aptekach, jako środek lekarski.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1854 nr 173

(N. D. 3371) Sąd Policyi Poprawczej Wydziału Piotrkowskiego.
Maciej Czyż gospodarz z Radoszewic Ogu Wieluńskiego za wykonywanie sztuki lekarskiej przez puszczanie krwi bez kwalifikacyi i upoważnienia Władzy, wyrokiem tutejszego Sądu daty 20 Lutego (9 Marca) 1852 r. skazanym został na 3 tygodnie aresztu z oddaniem pod dozór policyi przez lat 2 i ogłoszenia wyroku tego w Gazecie i Dzienniku.
Piotrków d. 18 (30) Czer. 1854 r.
Sędzia Prezydujący, Radca Dworu Bóbr.
Bóbr.

Kurjer Warszawski 1854 nr 234

Onegdaj, o godzinie 10 1/2 rano, odprawione zostało w Kościele XX. Reformatów, w obec licznie zebranej Rodziny i grona Przyjaciół, Nabożeństwo żałobne, za duszę ś. p.J W. Gabryela Wierusz Niemojowskiego, o którego śmierci w tych dniach wspomnieliśmy. Ś. p. Gabryel Niemojowski urodził się w Słupi w W. X. Poznańskiem r. 1787, z matki Walichnowskiej. Początkowe kształcenie rozpoczął w słynnnym na schyłku wieku zeszłego, Konwikcie Nobilijnym XX. Pijarów na Żoliborzu. Wyższe Gimnazja, a następnie Akademję przebył w Erlangen w Niemczech. R. 1808, wróciwszy do kraju, wszedł do służby publicznej, i takową pod sterem b. Ministra Sprawiedliwości rozpoczął. Jego usposobienie szybko go wiodło po stopniach hierarchji sądowej. Prokurator Sądu Kryminalnego, Prezes Trybunału, a nakoniec Sędzia Appellacyjny; w r. 1824, opuścił służbę publiczną i osiadł w dobrach swoich Radoszewice Pcie Wieluńskim. Po niejakim czasie znowu powołany do służby, zajął godność Prezesa b. Komissji Województwa Kaliskiego, którą zaszczytnie sprawował. Po powrocie zaś do samotńości, BÓG Najwyższy dopuścił różne na niego próby. Wszyscy bracia Jego kolejno wymarli, został się sam jeden z Żoną, Córką J W. Lubowidzkiego, Jenerała z czasów Stanisława-Augusta, i trojgiem dzieci, która to familja była jego jedyną pociechą. Lecz i tu jeszcze nie był kres jego cierpieniom: stracił kolejno córkę Julję, starszego syna Franciszka, ujrzał wcześnie ostatniego syna Ludwika nad grobem, którego i to ostatniego potomka tego rodu, ocaliła cudowna łaska NAJWYŻSZEGO, od nieochybnej śmierci. Tyle ciosów nie mogło nie wywrzeć szkodliwego wpływu na zdrowie ś. p. Gabryela. Skołatane cierpieniami życie, gasło zwolna, aż w końcu dotknięty ciężką chorobą, przetrzymawszy długie męczarnie, rozstał się z tym światem w dniu 1 b. m. BÓG miłosierny w ostatniej chwili nie opuścił go; dał mu tyle przytomności, że mógł przyjąć skutecznie ŚŚ. SAKRAMENTA. Łaską BOZKĄ wzmocniony, wyrzekł: "Kto z BOGIEM, BÓG z nim!" i w tejże chwili ustały wszelkie cierpienia, nastąpiła śmierć cicha, spokojna, i bez cierpień zakończył pełne cnót życie. Długo jeszcze wraz z wspomnieniem o życiu jego, stawiać będą za przykład tę poczciwość i prawość jaką się ś. p. Gabryel odznaczał. Poniesiony na barkach Przyjaciół do grobu, żyć będzie wiecznie w ich sercu, a jeżeli kiedy zdarzy się uczcić życie pełne prawości i cnoty, dosyć będzie powiedzieć: Żył jak ś.p.Gabryel!

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1854 nr 283

(N. D.6663 ) Rejent Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu.
Po śmierci:
1. Gabryela Niemojowskiego właściciela dóbr Radoszewice lit. A. z Ogu Wieluńskiego.  
(...) Otworzyły się spadki, do uregulowania których, wyznaczony jest termin w Kanc. Ziem. Gub. Warszawskiej w Kaliszu przed podpisanym Rejentem na d. 27 Czerw. (9 Lipca) 1855 r.  
Kalisz d. 30 Listop. (12 Grud.) 1854 r.
J. Białobrzeski.

Kurjer Warszawski 1854 nr 284

Według otrzymanej przez nas wiadomości z Częstochowy, odbył się tamże dnia 21 b.m., związek małżeński, zawarty na mocy upoważnienia OJCA Sgo PJUSA IX, przez JW. Ludwika Niemojowskiego, Dziedzica dóbr Radoszewic w Powiecie Wieluńskim; z Panną Emilją Córką Ludwika i Julji z Niemojowskich, Małżonków Kaczkowskich, a Wnuką znanego z prac historycznych Męża, Stanisława Kaczkowskiego. Związek ten zawarty wobec Rodziny Państwa Młodych, błogosławił Wielebny Przeor XX. Paulinów na Jasnej Górze; poczem Nowożeńcy udali się do dóbr Pana Młodego. Wspomniony Pan Młody już niejednokrotnie występował z pracami swemi na niwie literackiej, tak w zawodzie poetyckim jako i dramatycznym, i równie nie jest tu obcym, dlatego też donosimy o związku jego Przyjaciołom i Znajomym, aby wspólnie połączyć szczere nasze życzenia, które za pośrednictwem Kurjera, przesyłamy mu do Radoszewic.

Kurjer Warszawski 1855 nr 296

W tych dniach otrzymaliśmy od Korrespondenta naszego z Ptu Wieluńskiego, aż 3 prawdziwe osobliwości roślinne. Pierwszą z nich jest owa pszenica z mumji Egipskiej, znana za Plinjusza w Hiszpanji, a o której odkryciu i poczynionych próbach zasiewu pisaliśmy w swoim czasie. Exemplarz nadesłany Redakcji Kurjera pochodzi z dóbr Radoszewic w Pcie Wieluńskim, będących własnością JW. Ludwika Niemojowskiego. Drugą osobliwością jest proso kukurydzowe, którego wysokość do 7 stop dochodzi. Jest ono wybornym pokarmem dla bydła. Otrzymany exemplarz pochodzi z dóbr Marchwacze w Pcie Kaliskim. Trzecią nakoniec, jest trawa kłosista bujno rosnąca. Zasiana brzegiem ścieszek tworzy piękny żywopłot. I ten exemplarz pochodzi także z Marchwacza. Wszystkie te rośliny, widzieć można w Redakcji Kurjera, za wrzuceniem co łaska do puszki dla biednych.

Gazeta Codzienna 1855 nr 334

Dnia onegdajszego w kościele św. Krzyża, w obec licznie zebranej rodziny, oraz grona przyjaciół i znajomych, odprawione zostało nabożeństwo żałobne, za duszę ś. p. Emilii z Kaczkowskich Niemojowskiej, małżonki JW. Ludwika Niemojowskiego, dziedzica dóbr Radoszewic w gub. Warszawskiej.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1856 nr 147

(N. D. 3629) Pisarz Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu.
Po zgonie:  
3. Ludwiki z Kaczkowskich Niemojowskiej, właścicielki summy 15000 rsr. pod N. 7 i współwłaścicielki summy rsr. 5066 kop. 3j4 pod N. 6 m dobrach Radoszewice A. z Ogu Wieluńskiego,  
(…) Otworzyły się spadki, do regulacyi których wyznaczam termina prekluzyjne, co do 3-ch pierwszych na d. 27 Grudnia (8 Stycznia) a co do czterech ostatnich na d. 28 Grud. (9 Stycz.) 1856j7 r.
Kalisz d. 4 (16) Czerwca 1856 r.
Zengteler.
Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1858 nr 271

(N. D. 5798 ) Pisarz Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu.
Po śmierci:
2) Katarzyny Niemojowskiej, co do summ dukatów 11200 i złp. 40000 pod Nr. 2 oraz złp. 133773 gr. 11 1/2 pod Nr. 6 na dobrach Radoszewice, w Okręgu Wieluńskim,  
(…) otworzyły się spadki do regulacyi których wyznaczam termin ostateczny na d. 4 (16) Czerwca 1859 r. w Kancellaryi Ziemiańskiej Kaliskiej.
Kalisz d. 19 Listop. ( 1 Grudnia) 1858 r.
J. N. Zengteller.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1859 nr 249

(N. D. 6177) Sąd Policyi Poprawczej Wydziału Piotrkowskiego.
W gminie Radoszewice P-cie Wieluńskim od osób podejrzanych, które zbiedz zdołały odebrano; jednę parę butów, dwa surduty szaraczkowe, jeden sukienny, drugi pół kortowy, dwie pary spodni, czapkę i szelki. Wzywa zatem właściciela onych po odbiór, z powodami własność udowadniającemi wprost do Sądu tutejszego lub najbliższego swego zamieszkania zgłosił się najdalej w dni 30 od daty niniejszego ogłoszenia, po upływie bowiem bezskutecznie pywyższego czasu z depozytem według prawa postąpionem zostanie.
Piotrków d. 23 Paźdz. (4 Listop ) 1859 r.
Sędzia Prezydujący,
Assesor Kollegialny, Chmieleński.

Kurjer Warszawski 1860 nr 17

W tych czasach w majętności Radoszewice, należącej do Deputata z Gubernji Warszawskiej P. Ludwika Niemojowskiego, odbyte zostały świetne łowy, w których grono współobywateli okolicznych udział przyjęło. Łowy się powiodły jak najzupełniej, a uprzejmość i gościnność w przyjęciu zebranych, tak Gospodarza jako i młodej Pani domu, na długo obecnym pamiętne zostaną.

Roczniki Gospodarstwa Krajowego 1860 tom 40 zeszyt 1

SPRAWOZDANIE Z KONKURSÓW ODDZIAŁOWYCH TOWARZYSTWA ROLNICZEGO w roku 1860. A. Konkurs do medali największych dla Dzierżawców. Delegacya Kaliska, z czterech kandydatów, a mianowicie: pana Wilhelma Repphan z Petryk okręgu Kaliskiego, p. Ludomira Puławskiego z Piorunowa okr. Konińskiego, p. Stanisława Chełmskiego z Łukomia okr. Pyzdrskiego, p. Ludwika Niemojewskiego z Radoszewic okr. Wieluńskiego, — usunęła od konkursu dwóch ostatnich, z powodu, że lubo drogi w ich majątkach wzorowo są urządzone i utrzymane, to drugie jedynie należeć im się może, gdyż drogi już zrobione przez poprzedników swych zastali; Delegacya zaś rozumiała, iż nagroda dla osobistej przedewszystkiem inicyatywy i przedsiębierczości jest przeznaczoną.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1861 nr 214

(N. D. 4274) Sąd Kryminalny Gubernii Warszawskiej.
Zapozywa Józefa i Felixa braci Stępowskich obywateli we wsi Radoszewice Ogu Wieluńskim zamieszkałych, obecnie z pobytu niewiadomych, aby najdalej w dniach 30, stawili się w Sądzie tutejszym, do złożenia w sprawie karnej potrzebnych objaśnień, po upływie zaś tego terminu bezskutecznie stosownie do prawa postąpionem będzie.
Warszawa d. 6 (18) Września 1861 r.
Radca Kollegialny, Wieczorkowski.

Kmiotek 1862 nr 1

JAK ZŁE OMIJAĆ.
We wsi Radoszewicach mieszkał gospodarz, a zwał się Mateusz Rabenda. Bogiem a prawdą był to człowiek szczęśliwy, bo czego się tylko tknął, to mu na dobro wyszło. I na polu było pięknie, i stodołka pełna i bydełko tłuste aż miło! do Działoszyna na targ wywoził furkę siaką taką ziarna, a tam mu dobrze za nią płacono. W komorze zaś miał skrzynkę, w której jak sąsiedzi mówili było siła grosza. Ale to jeszcze nic, bo i w innych sprawach wszystko mu się wiodło. Przyszła jakaś paskudna choroba na bydło, a kiedy ludziom padała chudoba jak muchy, u niego w obórce krowy i woły stały przy żłobie jak za dobrych czasów, i jeszcze im lepiej z oczów patrzyło. Przyszedł ogień jeden i drugi: temu spaliła się stodoła, owemu chałupa, a jego nigdy nie nawiedziło takie straszne nieszczęście. Byli we wsi i starsi mądrzejsi, a nie kto inny tylko on został Sołtysem, na co nawet wielu wyrzekało, bo im się nie mogło pomieścić w głowach, żeby tak młody jeszcze gospodarz miał być pierwszym w gminie.
Jednego razu po Mszy Świętej kumoszki gwarzyły sobie o tem i owem, a w końcu zgadało się o Rabendzie.
— Widzicie moje kumy, mówiła jedna, chociaż na tym bożym świecie wszyscy jednacy, i nikt się od śmierci nie wykręci, przecież są tacy ludzie których złe omija.
— Ot dopuszczenie boże ot i kwita, rzecze druga.
— Dajcie pokój kumotro, mówiła pierwsza, już to ja wiem dla czego mu się tak powodzi. Stara jestem tom i wiele od ludzi słyszała. Gdyby to szło tylko o żyto i pszenicę, to bym powiedziała: dobrze obrobił rolę bo ma tęższe bydło do roboty, więcej zebrał bo ma piękniejsze ziarno do siewu; ale powiedzcie mi, czy widziała która z was, aby kto swoją choćby najcięższą pracą odwrócił mór, co go wiatr niesie ze wsi do wsi, albo wstrzymał ogień co buchnie ni ztąd, ni z owąd, kiedy się go najmniej spodziewa?
— Oj prawda to prawda!
— A widzicie? Ale są różne zamówienia na złą godzinę, są różne odczyniania uroków, a na rozstajnych drogach rośnie ziele....
— Dobrze mówicie, sama widziałam Rabendę jak chodził na rozstajne drogi.
— I pod progiem obory coś zakopywał, dodała druga.
— Tak więc wszystko się składa, żeby moje było na wierzchu, ciągnęła dalej pierwsza, ale kogo zawsze złe omija, to widać, że złem trzyma, a to jest wielki grzech.
— Grzech wasz ale nie jego, odezwie się zbliżający się w tej chwili do gromady kobiet Ks. Wincenty ze zgromadzenia OO. Bernardynów, Kapelan miejscowego kościoła. Wszakże Pan Bóg powiedział: Nie będziesz miał bogów cudzych przedemną, a co to są oni cudzy bogowie jeżeli nie gusła i zabobony, które obrażają świętą naszą religiję. Rabendzie się szczęści, bo pracuje, a pracy błogosławi zawsze Pan Bóg. Rodzi mu się na polu, bo rolę uprawia jak się należy a nie jako tako, aby zbyć. Bydło mu nie wypadywało, bo jak się dowiedział o chorobie w okolicy, to zaraz poszedł po radę do dziedzica, a ten mu nastręczył różne leki, których się choroba nie chwyta. Ogień go nie dotknął, bo się z ogniem ostrożnie obchodzi, a nie bierze łuczywa kiedy idzie do dnia rznąć sieczkę do stodół dla bydła, ani dzieci nie zamyka samych w chałupie, żeby jaką iskrę z popiołu wygrzebały i nieszczęście sprowadziły. A że nie pijak, rządny, gospodarny, to się dziwić nie można, że go zrobiono sołtysem.
Jeszcze długo tak pięknie mówił Ks. Wincenty do nich, aż wreszcie odszedł, a one powróciły do domów rozważając, że jedyne złe na świecie to nasze nałogi, a kto się ich wystrzega, kto nie jest ani pijakiem, ani niedbalcem, ani swarliwym, ani próżniakiem, to nie tak łatwo dotknie go nieszczęście i bieda.

Kmiotek 1862 nr 17

Z WIELUŃSKIEGO Z POD DZIAŁOSZYNA.  
Kochany bracie!
Wciąż nam drukujesz listy z różnych stron kraju o szkółkach. Dobrze to i cieszy nas bardzo że się przecie raz zaczęła nauka, że raz wyjdziemy z tej ciemnoty, w którejśmy się tłukli, jak to mówi przysłowie jak Marek po piekle, daj Boże tylko wytrwania bo na tem grunt. Ale mnie się widzi że trzebaby napisać do was i o czem innem, bo choć tamto ważne, to i to przyda się wiedzieć braciom naszym co czytają Kmiotka. Otóż widzicie Kazimierzu u nas w Radoszewicach pan dziedzic zgodził się z nami na czynsz, nie wyciągał wiele, dał nam wszystko tak jak mógł najlepiej i myśmy też na wszystko przystali. Płacimy regularnie i pięknie, markotno nam tylko że jest, kilku próżniaków gospodarzy, którzy zarówno przystali na oczynszowanie, a teraz płacić nie chcą.
Otóż uważaliśmy że sobie dziedzic nie może dać rady z robocizną, a najgorzej z tym gnojem co go miał wywozić na pole. Dawniej co innego, bo z całej wsi musieli wyjeżdżać na pańszczyznę, ale teraz to się trzeba obchodzić fornalkami dworskiemi, albo najmem. Najmij że człeku gdy niemasz gdzie, a każdy sobie robi?
Więc my widzimy jak się pan ugania a niemoże sobie dać rady, ha tak my zeszliśmy się raz w kilku i mówimy o tem, a jeden powiada „Wiecie co, przecież nas nie ubędzie jak wyjedziemy i rozwieziemy ten gnój po polach; dziedzic był dobry i jest dobry, żyjemy w świętej zgodzie, a jeden drugiemu powinien dopomódz jako może.
— Zgoda, zawołaliśmy wszyscy, wywieziemy, a jak się chwycimy razem, to ani znać będzie na nas tej roboty.
Więc w sam święty Wincenty, a będzie temu prawie dziś trzy niedziele zajechaliśmy przed dwór ze czterdzieści wozów, na parę, na jednego, jak kto mógł.
Dziedzic wychodzi, zdziwił się i powiada, a co to będzie mili sąsiedzi.
— Wyjechaliśmy W. Panu gnój rozwieść, bo pilno, a we dworze nie ma tyla koni ani wozów żeby na to poradzili.
— Bóg wam zapłać moi kochani, rzecze pan, widzę ja to dobrze że mię kochacie jak ja was.
— A cóżbyśmy W. Pana nie mieli kochać, albo to pan jaki zdzierca albo poganin, albo nas to pan krzywdzi czy co?
I zaraz chwyciliśmy się szczerze do rozwózki i zrobiliśmy wszystko jak się patrzy, więc po skończonej robocie pan do nas:
— No moje dzieci cóżem wam winien?
— Jakto? rzecze jeden z gromady?
— Pytam się, co się wam należy za tę robotę, powiada dziedzic.
— Dobre słowo W. Panie, więcej nic, bośmy tu nie wyjechali na zarobek, ani na spekulacyą, a tylko dla pomocy dworowi, myśmy tak wyjechali z grzeczności dla W. Pana, a cóżby to była za grzeczność jakbyśmy wzięli pieniądze.
Więc dziedzic uczęstował nas pięknie, a potem mówi:
Moi kochani gospodarze, za grzeczność Panie Boże wam zapłać, już wam się nie będę uprzykrzał z pieniędzmi, ale mi jedną rzecz musicie przyrzec.
— Z miłą chęcią, rzekniemy dziedzicowi.
— Oto moje dzieci proszę was w Wielką Niedzielę po summie na święcone jajko do dworu.
Więc skłoniliśmy się pięknie i odeszli, a bardzo nam się podobało że nas dziedzic zaprosił na święcone, bo widno że ma nas w uważaniu.
Otóż uradziliśmy potem z gromadą i gromadą poszliśmy do dworu, żeby dziedzic do tych próżniaków co się podpisali na czynsz, a nie chcą płacić, ostro się wziął i posłał im egzekucyę, bo my gospodarze nie łakomi na cudze, cierpimy przez nich wstyd. Zgodziłeś się to płać, a ty chcesz cudzej krzywdy, i myślisz tylko jakby urwać. Otóż my przy tem stoimy, żeby ich dziedzic egzekutował, boby potem mogli gadać na nas żeśmy wszyscy tacy, i wstydbyśmy mieli przed całym światem, za kilku próżniaków nierzetelnych.
Kochany Kazimierzu poprawcie też to pisanie jak miarkujecie, bo ja to w sekrecie przed drugiemi z pomocą jednego znajomego spisałem, a nie chcę żeby się kto z mojego pisania wyśmiewał, tylko żeby się ludzie dowiedzieli po świecie co się u nas dzieje i dla tego pisałem.
Pozdrawiam was pięknie, bywajcie zdrowi, a nazwiska nie drukujcie mojego, bo nie chcę żeby moi sąsiedzi wiedzieli że to ja piszę.

Kmiotek 1862 nr 20

LIST LUDWIKA Z RADOSZEWIC DO FRANCISZKA Z CHORZOWA.
Słyszeliśmy że tam u was w szkółce, dobrze się uczą dzieciaki. I u nas chwała Bogu chłopaki i dziewczęta nie próżnują, a niektóre to już same piszą, ale to tak składnie, żeby przysiągł, iż to kto stary za nich stawia litery. Pewnie i u was odmawiają dzieci w szkole pacierze z rana i wieczór, żeby podziękować Panu Bogu Najwyższemu, który nam dał rozum do nauczenia się tylu pięknych i potrzebnych rzeczy: posyłam więc wam Dziesięcioro Bożego Przykazania, tak jakeśmy je tu w Radoszewicach ku chwale Boskiej a dla lepszego zrozumienia ludzkiego złożyli, odmawiajcie je z dziećmi codzień ażeby się za młodu nauczyły bać Boga, a słuchać świętych Jego przykazań.
wasz,
Ludwik z Radoszewic.

Kmiotek 1862 nr 23

ZŁA GOSPODYNI.
Już to bieda u nas że parobcy nie biorą na rozum tak ważnej rzeczy jaką jest sakrament małżeństwa, ale żenią się z dnia na dzień jakby ich kto gonił. Kiedy parobczak przyjdzie do lat, a zachce mu się na własnych śmieciach siedzieć, to się nie pyta która dziewka rządna gospodarna, która umie chodzić koło drobiu i trzody, ale wywiaduje się o takiej co ma wiano. Mój ty miły Boże! jak gdyby to para wołów lub krowin więcej były warte jak rozum niewieści i statek w domu.
We wsi Radoszewicach był młody parobek syn gospodarza nazwiskiem Roch Ochota; i nie na darmo miał takie nazwanie, bo to był chłopak ochotny do wszystkiego. Kiedy wyjechał orać na pole, to krajał skibę koło skiby tak równo że się aż sam ekonom dziwił, kiedy rznął sieczkę w stodole, to mu kosa wciąż brzęczała, a sieczka sypała się garściami niby złoto, przy żniwach zawżdy przodowała siano stożyć tak umiał że mu nigdy nie zamokło. Do karczmy to nie lubił zaglądać, ojców szanował, i mszy świętej nigdy nie opuszczał.
Otóż tedy gdy podrósł w lata przyszło do chałupy w której mieszkał dwóch sąsiadów, i pochwaliwszy Boga, rzekli te słowa do ojca jego, starego Bartłomieja.
— Sąsiedzie! synowi waszemu już się ma na dwudziesty drugi rok, czasby go ożenić i na własnej chudobie osadzić. Przychodzimy wam synowę naraić.
— Bóg wam zapłać! za dobre chęci, mili bracia! odpowiedział stary, ale mój chłopak ma swój rozum. Dziewek we wsi nie brak, którą sobie wybierze to i ja się zgodzę.
— Kiedy rodzic ma takie ufanie w twoim rozumie, rzekli sąsiedzi obracając się do Rocha, to już do ciebie mówić będziemy. Cóż myślisz o Strugulance?
— O tej Marysi?... niczego dziewucha.
— Niczego, toby było mało do powiedzenia. Uroda przeminie a cnota zostanie, ale jaka ona rządna i gospodarna, jak to starą matkę pilnowała w chorobie....
— Wszystko to prawda sąsiedzie, ale Strugalanka nie dla mnie.
— A to dla czego?
— Bo z łaski Pana Boga! ojciec mój bogaty, zdaje na mnie całe gospodarstwo. Mając kawał własnego chleba, to też chcę żony coby mi przysporzyła dobytku wianem, a Marysia nic nie ma. Już to ja dawno miałem to wszystko na baczeniu i umyśliłem nie żenić się z nikiem, tylko z Antoniną Beresianką, bo jej rodzic daje dwa woły i dwie krowy na wiano, a przytem jeszcze sporo grosza.
— Ale wiesz przecie, odrzekł jeden z sąsiadów, że to latawica dziewczyna, chwili w domu nie posiedzi ino do karczmy zagląda; z parobkami wszystkiemi za pan brat, do każdego ząbki wyszczerza, na szmaty i koraliki wyrzuca pieniądze, a starzy tylko na nią wyrzekają, bo sami pracować muszą, a ona niczego się nie tknie.
— A Marysia, doda drugi, choć grosza nie ma, ale jej gospodarność więcej warta jak samo złoto,. Cała wieś wie dobrze, że gdyby nie ona, toby jej stara i schorzała matka dawno poszła z torbami. Przytem nie tajno, że ona ciebie miłuje, kiedyś na ostatniem weselu wciąż tańczył z Antosią, a na nią ani spojrzał, niebożątko płakało cały Boży dzień.
— Albo ja to tego nie wiem! za kogo mnie macie? I Bogiem a prawdą, gdyby tak Marysia była posażną, tobym ją wolał jak Antoninę, ale cóż robić? bydle za strawą, a człowiek za chlebem. Długo jeszcze tak gadali, ale się wszystko na nic nie zdało, Roch jak się zaciął tak ani rusz od swojego, a stary ufny w rozumie syna, wciąż tylko powtarzał:
— Już to mój Roch ma na to głowę, jak co robi, to dobrze zrobi.
Swaty z Marysią nie udały się, w tydzień Roch dał na zapowiedzi z Antoniną, a za miesiąc było wesele.
Biedna Strugalanka płakała przez trzy dni, i trzy nocy, ale dla tego nie opuściła rąk i robota szła swoją drogą.
Kiedy się wesele skończyło, Roch rzekł do żony:
— Idę teraz na robotę, tam het pod lasem, ty weź się do swojego: zamieć izbę, czysto, porządnie wydój krowy, przyrządź obiad, ojcu okraś dobrze, bo lubi tłusto, mnie zanieś dwojaki w pole, w samo południe.
Więc tedy Roch kosi a kosi łąkę: skosił już trawy ze dwie morgi, kiedy go głód strasznie morzyć zaczyna. Patrzy na niebo, słonko ma się ku zachodowi, a tu obiadu jak nie widać tak nie widać. Powraca głodny do domu: izba nie zamieciona, kupa śmieci na podłodze, ojciec się gniewa bo mu nikt obiadu nie zgotował, i stary sam sobie musiał piec ziemniaki w popiele. Idzie do obory, bydło ryczy! bo mu nikt paszy nie zadał a krowy nie dojone od rana.
— Gdzie moja kobieta?... pyta ojca.
— A Bóg ją tam wie, jak poleciała od rana tak jej do tego czasu nie widać.
Dopytuje u ludzi, i powiadają że Antonina w karczmie.
Dalejże do karczmy, a tu żona hasa sobie w najlepsze z parobkami. Ofuknie ją z góry:
— Czy to tu twoje gospodarstwo?
— Trudno mój Rochu sąsiadom się wymówić, przecież to dziś chrzciny dziecka Tomaszowej.
— Dam ja ci chrzciny! kiedy rodzic sam sobie służy, ja głodny i bydło nic nie dostało.
Ale mu przyrzekła, że już więcej tego nie będzie jakoś się udobruchał. Myślał Roch że się ustatkuje, ale gdzie tam, dzień w dzień to samo. Ojciec się wyniósł na komorne do brata, bo stary przywykły był do dobrego życia, a tu niczego od synowej nie mógł się doprosić, krowa jedna i druga zaniemogła, a woły tak osłabły że się kładły na bruzdach przy orce. Kobiety szukaj po karczmach, po Kmotrach, po kumach, bo nigdy w domu usiedzieć nic może, a jeżeli się czego tknie, to zawsze na szkodę. Wzięła się do gospodarowania to chlust mleko na śmiecie, gruch garnek o podłogę, zdaje się że jej wszystko z rąk wylatuje. Ni to koszuli sporządzić, ni sukmany złatać, ni przędziwa namotać, nic nie umiała, ale za to na zabawie, na weselu, na chrzcinach, była jedyna. Parobcy się o nią dobijali do tańca, każdemu umiała coś składnie powiedzieć, ale Rochowi nic z tego nie przyszło, bo przecież człowiek bierze żonę nie do tańca tylko do gospodarstwa.
Jednego razu, było to jakoś na świętą Jadwigę, Roch widząc, że bydło głodem zamorzone już się nie poprawi, umyślił przedać takowe a kupić za te pieniądze młodych wołów i sam już je oprzątać. — Słuchajno, rzekł do żony: muszę w domu zostać bo mam pilną robotę, ale ty weź te dwa czerwone woły i moroziatą krowę, idź na jarmark do Osiakowa, i jeżeli ci dadzą za wszystkie dwadzieścia cztery dukaty to je przedaj. A tylko mi się spraw dobrze.
Antoninie aż się oczy zaświeciły kiedy pomyślała o jarmarku.
W Osiakowie ludu było huk; hałas, gwar, wrzawa, istny sądny dzień. Tu niemcy ze Zduńskiej Woli porozkładały w budach płócienka, perkaliki, chustki na głowę, tam żydówki z Działoszyna porozwieszały wstążki, wstążeczki, koraliki; dalej znowu obrazkarze z Częstochowy pokazują różne malowania— a wszystko to jeno się świeci takie piękne, czerwone, jaskrawe. Antonina przeszła mimo tych wszystkich śliczności odwracając oczy, bo jej sumienie gadało żeby pilnować swego i przeszedłszy cały rynek stanęła z bydłem na targowisku. Przyszedł kupiec jeden i drugi, nuż w targ; postępowali po złotówce po dwie, nareszcie po trzech godzinach targu sprzedała krowę za dukatów pięć i złotych dwa. „Warto teraz obejrzeć się po mieście," rzekła do siebie, i oddawszy pozostałe woły jednej znajomej kobiecie do pilnowania, zawiązawszy wzięte pieniądze w supełek od chustki, poszła pomiędzy budy.

Jak niemcy zaczęli rozwijać kraciaste perkaliki, jak żydówki zaczęły pokazywać wstążki, korale, tak się kobiecinie aż w oczach zaćmiło. I to ładne i to ładne: nuże do supełka, rozwija pieniądze, kupuje a kupuje — a jeszcze jej wszystkiego nie dosyć. Nareszcie jakaś sąsiadka szepcze do ucha: „pójdźmy na kieliszek wódki!" jak tu odmówić? Poszły, a za kieliszkiem pierwszym znalazł się drugi i trzeci. Antonina chce także sąsiadkę poczęstować, szuka pieniędzy, a tu pieniędzy nie ma! W głowie snadź zaczmerało, supełek się rozwiązał, a pieniądze wyleciały gdzieś na ziemię: mądry kto je znajdzie.
Co to był za płacz, za lament, to niech ludzkie oko nie widzi. Ale po chwili myśli zostały woły, przedam woły, przedam drogo, bo bydło poszło w cenę, to się na nich odbiję. Biegnie na targowisko i widzi kupę ludzi cisnących się jedni za drugiemi; i policjant tam stoi, i sam dziedzic jakieś rozkazy wydaje....
Jakże tu wyrzec, istne nieszczęście! Baba której zostawiła chudobę do pilnowania, powędrowała gdzieś do karczmy, przywiązawszy bydło do płota: przyszedł zły człowiek, a o takich na jarmarku nie trudno, i wyprowadził woły jak swoje.
Porozsyłano różne pisma po świecie, szukano złodzieja, ale to wszystko było napróżno — bydło przepadło jakby je kto w wodę wrzucił.
Powróciła zapłakana Antonina do domu z płócienkami, perkalikami, koralami, ale bez pieniędzy. Nie będę wam opowiadał co się tam działo w chałupie, to tylko dodam, że od tego czasu nieszczęście za nieszczęściem nawiedzało biednego Rocha. Antonina widząc, że wszystko złe z jej winy poszło, chciała się szczerze wziąść do pracy, ale jej się nic nie szykowało, bo kto od dziecka nie nauczny chodzić koło gospodarstwa, to się już w nie nie wdroży, gdy podrośnie w lata. Choć dziedzic dawał zapomogi w ziarnie, szła bieda za biedą, nie było czem podatku zapłacić, nie było czem z orać i rolę uprawić, w końcu Roch musiał gospodarstwo opuścić i zgodzić się w służbę za parobka. Antoniny nikt nie chciał przyjąć nawet do służby, bo nic nie umiała, tłukła się więc jakiś czas po świecie, zaglądała do karczem, i podobno się w końcu zapiła.
A Strugulanka? spyta nie jeden, co się z nią stało? Strugalanka wypłakawszy się do syta nad ślubem Rocha, poszła za mąż za parobka biednego ale poczciwego. Siedząc na komornem, oszczędnością, pracą, gospodarnością, dorobili się tyle, że po dwóch latach wzięli na siebie gospodarstwo, właśnie to samo które Roch opuścił.
Dziś, mąż owej biednej przed laty Marysi jest najzamożniejszym gospodarzem w Radoszewicach, a Roch któremu serce gadało, ażeby przynajmniej powrócić do chałupy, gdzie się rodził, służy u niego za parobka.
Taki koniec wszystkich tych co nie wybierają sobie żon wedle poczciwości i gospodarności, ale się za wianem uganiają.

Kmiotek 1862 nr 28

WISUS.
Znaliście wy Janka z Radoszewic? O! pewnie go nie pamiętacie, bo to już człowiek stateczny, osadził dwóch synów na gospodarstwie, córkę wydał za mąż i wnuków kilkoro się dochował; ale przed laty gdy był młodym i służył jeszcze za parobka, to był wisus jakich mało. Nie napijał się on ani też o cudzą krzywdę nie stał, owszem był pracowitym i bogobojnym, ale cóż? zawsze mu coś w głowie świtało, żeby ludziom psikusy robić. Nie było prawie dnia żeby którego wieczoru po skończonej robocie czegoś nowego nie wymyślił: to złożone na kupę kożuchy poprzewracał wełną do góry, tak że jak się chłopcy w prędkości w nie poprzebierali, podobni byli nie do ludzi, ale do nie boskich stworzeń; to dwóch pijanych leżących w rowie zeszył i czekał za drzewem aż się pobudzili, wtedy każdy w swoją stronę, a tu ani rusz i nuże do pięści jeden na drugiego. A co to było śmiechu i przedrwiwania! Przytem Janek umiał udawać szczekanie psa, wycie wołu, pianie koguta, tak że jak się odezwał, tobyś przysiągł że to nie ludzki głos. Całą gromadę raz wystraszył, bo owce ze wsi były na pastwisku opodal, a tu naraz odzywa się wycie wilka i pastuszkowie uciekają krzycząc z całej siły. O dla Boga! wołają gospodarze, wilk się dobiera do stada! Więc łapie co kto może, ten widły, ten drąg, ów kłonicę, wypadają za wieś, patrzą, a Janek siedzi sobie na miedzy i woła wilczym głosem: a hu! a hu! Gniewać się nie było za co, bo każdy wiedział że to nie ze złości, tylko ze zbytków i pustoty.
Co było najgorszego w tej zabawie, to to, że każdy się śmiał jak Janek sąsiadowi psikusa wypłatał, opowiadali sobie potem jego figle, wychwalali rozum chłopaka i jemu się w głowie przewróciło, tak że myślał jakoby to coś bardzo mądrego było przedrwiwać ludzi. W końcu, gdy już nie stało konceptu żeby coś nowego wymyśleć, zaczął broić psoty ze szkodą cudzą, aż się o to wytoczyła sprawa do samego pana wójta.
Było to tak. Janek zaniósł raz do wiatraka żyto swojego gospodarza, żeby je zemleć na mąkę. Wiatrak stał, młynarza nie było w domu, więc czeka na niego aż powróci z pola i przemierzy ziarno, a tymczasem wygląda sobie okienkiem na drogę. Patrzy, idzie żyd pachciarz i prowadzi ze sobą cielę na postronku: przyszedł, przywiązał ciołaka do skrzydła, a sam wchodzi do wiatraka. Janek niewiele myśląc wyjmuje zastawę i puszcza wiatrak. Cielę leci do góry ze skrzydłem, żyd w lament, gwałt, bo to był cielak tęgi, tłusty do chowu zdatny, a rozbił się na miazgę.
Janek zaś się śmieje. Bogiem a prawdą, nie miał tak bardzo z czego się śmiać.
Wytoczyła się sprawa do pana wójta. Osądzono żeby szkodę wynagrodził, a że nie miałczem, gospodarz za niego założył, a potem mu w półrocznych zasługach potrącił. Pół roku był Janek bez grosza przy duszy i nie miał za co butów kupić.
To go trochę umitygowało, ale jeszcze rozumu nie nauczyło. Minęło pół roku, Janek zapomniał o żydzie, o cielaku i o panu wójcie.

Była we wsi stara baba imieniem Małgorzata, najlepsza prządka w okolicy. Jak to zwykle prządki, lubiła ona wieczorami przy turkocie kołowrotka rozpowiadać różne historyje o widmach, zmorach, o zaczarowanych księżniczkach, a ludzie ją radzi słuchali. Głupstwo to było i obraza Pana Boga, boć żadnych dziwów nie ma na świecie, tylko jeden Bóg i święta nasza wiara; ale to zwyczajnie babskie gadanie: czego nie widzi, to wymyśli.
O wsi Małgorzata najezęściej i o sobie w tych historyjach rozprawiała. Te zaczarowane księżniczki ona wszystkie znała, z duchami się kumała, a czarownice jej się bały, bo miała na nie zamówienia. Tak sobie babina zmyślała, a głupie ludzie jej wierzyli.
Jednego razu rozprawiała jak djabeł wygląda.
— Toście widzieli djabła?... zapytuje jedna z kobiet.
— Tak jak was widzę, odpowiada Małgorzata: malusi, czupurny, we fraczku, a zawsze ino gada po niemiecku.
— Czekaj babo, mruknie do siebie Janek, nie obkłamuj ludzi! Zobaczysz ty djabła, aż ci mrowie po skórze przejdzie.
I mówiąc to wymknął się cicho z chałupy, poszedł do ogrodu, wydrążył dynię, wykroił oczy, włożył ją sobie na głowę, okrył się jakimsiś starem płachciskiem i stanął za węgłem dworskiego spichlerza, bo wiedział że tą drogą Małgorzata do domu powracać będzie musiała.
Po prostu chciał Janek babę wystraszyć.
Stoi pod spichlerzem, a Małgorzaty jak nie widać, tak nie widać; pewnie się z sąsiadami zagadała i nie myśli tak prędko powracać.
Jankowi zaczyna być zimno, bo noc ciemna i wiatr świszczy pomiędzy drzewami; myśli już dać pokój pustocie i wrócić do domu, gdy wtem z za krzaków wysuwa się trzech ludzi, a za niemi wózek w jednego konia zaprzężony. Patrzy co to będzie, aż tu jeden z nich dobiera się wytrychem do zamku od spichrza.
— Oj źle!., myśli sobie, złodzieje, trzeba dać znać wójtowi.
I rzuciwszy o ziemię swoje przebranie, puszcza się pędem ku zabudowaniom dworskim.
Ale ze złodziejami niełatwa sprawa, mają oni na wszystko swoje sposoby. Janek był szybki w nogach, znał każdy kamień, każdą bruzdę, i pewnieby go żaden z nich wśród nocy nie dognał, gdyby nie to, że przy drodze w rowie czatował jeszcze jeden.
Ten czwarty który tam widać, złodziejską wartę odprawiał, obces na Janka, zaczyna się szamotać, a wtem inni dobiegli, powalili chłopaka o ziemię i powrozem ręce i nogi związali.
— Cóż z nim teraz zrobimy? pyta jeden.
— A cóż mamy robić, odpowie drugi, puścić nie można, boby wyplótł wszystko. Zarzucić węzeł na szyję, wciągnąć na gałęź i niech sobie dynda.
— Niech dynda! rzekną wszyscy.
Jankowi włosy się najeżyły, zęby zaklekotały, krew zcierpła w żyłach na te słowa.
— O dolaż moja, dola!... wołał ze łzami gdy go złodzieje wlekli do wierzby. Masz tobie za straszenie ludzi, masz tobie za płoche zabawy i przedrwiwania.
A gdy jeden ze złodziei probował ręką gałęzi czy mocna, drugi zaś stryczek na szyję mu zaciągał, Janek westchnął ze skruchą do Boga:
— O miły Jezu! póki życia już nie będę psot ludziom wyprawiał, abym tylko nie wisiał.
Zaledwie to pomyślał, aliści najstarszy złodziej rzecze:
— Wiecie co, dajmy mu pokój. Znajdą wisielca, domyślą się wszystkiego, pójdą za śladem... Mam ja lepszy sposób.
I szepnie coś drugim do ucha.
— Dobrze mówicie, odpowiedzą, i porwawszy Janka na ręce niosą go do spichlerza.
Naładowali wóz ziarnem, rozwiązali Janka z postronków i wepchnąwszy go do spichlerza, zatrzasnęli drzwi zanim.
Siedział tam biedaczysko przez całą noc, siedziałby i dłużej, boć trudna rada, kiedy drzwi zamknięte, gdyby nad ranem nie przyszedł gumienny z panem pisarzem obroki wydawać.
— O dla Boga! zawoła pierwszy wchodząc, a toć złodzieje się tu rozgospodarowali!
— Czekaj, czekaj, rzeknie pan pisarz, tam się coś w kącie rusza. W tej chwili chłopak wystraszony wychylił głowę z za węgła.
— A tuś ptaszku! krzyknie gumienny chwytając go za kołnierz.
— Wielmożny panie, ja nic nie winien, złodzieje mnie tu zamknęli.
— Widzicie go, jaki mądry! Chodźno, chodź, inaczej ty będziesz śpiewał.
Wytoczyła się sprawa przed panem wójtem. Janek opowiadał wszystko jak było: przysięgał się, zaklinał się, a że wójt był niezły człowiek i znał Janka od dziecka, dał wiarę jego słowom i już go miał kazać wypuścić, gdy pisarz rzeknie:
—Wszystko to złodziejskie wykręty, i to opowiadanie, i ta płachta z tykwą podrzucona przy spichlerzu. Trzeba mu przetrząść kieszenie.
Jak się rzekło tak się i zrobiło, obmacali Janka i o dziwy! wyciągają z kieszeni złodziejskie wytrychy.
Janek oniemiał na ten widok. Nie wiedział on że złodzieje naumyślnie wsunęli mu wytrychy do kieszeni, żeby na niego całą winę obrócić.
Nie było gadania, dowód oczywisty, wytrychy w kieszeni. Wszystko się tak składało, jakby złodzieje uciekając w prędkości zapomnieli jednego ze swoich w spichlerzu.
Od pana wójta dostał się Janek do sądu, a od sądu do ciupy. Siedział w areszcie dobrze z jakie trzy niedziele, a byłby siedział i dłużej, gdyby złodziei nie złapano, a ci się do wszystkiego nie przyznali dokumentnie jak co było.
Od tego czasu nigdy już Janek ludziom psot nie płatał, bo gdy go czasami chętka do tego wisustwa brała, to zawsze mu stanęli na myśli złodzieje, wierzba i więzienie.
Dzisiaj, jak wam mówiłem mili bracia, to już stateczny człowiek i porządny a zabiegły gospodarz. Lubi on wnukom swoim opowiadać tę historyję, a zawsze opowiadanie swoje temi kończy słowy: — Igrajcie sobie moje dzieciaki, ale miejcie to na baczenie, że takie igranie co drugiemu niemiłe, pociąga za sobą zawsze karę Boską.

Wiadomości z Pola Bitwy 1863 nr 8

KALISKIE.—Dnia 27 z. m., oddział pułkownika Cieszkowskiego stojący obozem pod Radoszewicami na wschód od Wielunia po prawej stronie Warty, napadniętym został przez 2 kompanje piechoty i sto kozaków pod dowództwem majora Pisanko. Za pierwszym moskiewskim ogniem, strzelcy nasi uszykowawszy się natychmiast pod dowództwem dzielnego kapitana Skalskiego, napad zaczęli odpierać. Bój wszczął się zacięty i major Pisanko posłał kozaków o pomoc do Wielunia. Oddział nasz odstrzeliwając się, dosięgnął Kiełczygłów, gdzie sformowawszy się do ataku, tak silnem natarciem na wroga uderzył, iż ten zmuszony był z placu boju ustąpić i cofnąć się do Rząśni. Z obu stron było po kilku zabitych i po kilkunastu rannych. Moskale powrócili do Wielunia, oddział zaś nasz posunął się dalej ku północy i dnia 29 z. m. stanął obozem pod Kamykiem po drodze do Widawy.


Kurjer Warszawski 1863 nr 72

Szczątki bandy Cieszkowskiego, napadnięte znowu dnia 15 (27) Marca, koło wsi Radoszowice, przez oddział dowodzony przez Majora Pisanko, zupełnie zostały rozproszone. Oprócz znacznej liczby ranionych i 21 ujętych, buntownicy zostawili na placu 120 ludzi. Zabrano im znaczną ilość kos, broni palnej, 22 koni i wiele wozów z amunicją. Wojsko nie poniosło żadnej straty, ani w zabitych, ani w ranionych. (Dz: Pow:)

Dziennik Powszechny 1863 nr 298

(N. D. 6080) Sąd Poprawczy Wydziału Kaliskiego.
Wzywa wszelkie władze tak cywilne jako i wojskowe nad bezpieczeństwem i spokojnością w kraju czuwające, aby na zbiegłych z, więzienia karnego w Sieradzu Franciszka Szandik, Ignacego Marczyńskiego, Jana Warzechę i Walentego Grabkowskiego z pobytu obecnie niewiadomych, baczne oko zwracały, a wrazie ujęcia najbliższemu Sądowi pod strażą dostawiły.
Rysopis Franciszka Szandik; ma lat 29, wzrostu dobrego, twarzy ściągłej, włosów na głowie ciemno blond, czoła miernego, oczu piwnych, nosa miernego, znaków szczególnych żadnych, rodem z Paschau z Księstwa Bawarskiego.
Ignacego Marczyńskiego, ma lat 27, wzrostu niskiego (krępy) twarzy ściągłej, włosów na głowie ciemno blond, czoła miernego, oczów siwych, nosa miernego, znaki szczególne: na lewej nodze na piszczeli plamy od ran rodem z wsi Broniki gminy Grójec, Powiatu Konińskiego.
Jana Warzechy, lat 23, wzrostu dobrego, twarzy ściągłej, włosów ciemno blond, czoła miernego, oczów piwnych, nosa miernego, znaki szczególne na lewej nodze wyżej kostek szramę od ran i na dłoni wierzchniej u prawej ręki mała plama od rany, rodem z wsi Radoszewice gminy Usiaków powiatu Wieluńskiego.
Walentego Grabkowskiego, ma lat 24, wzrost wysoki, twarz ściągła, włosy na głowie blondt czoło mierne, oczy niebieskie, nos mierny, znaki szczególne na lewej nodze pod łydką znamie czarne z włosami, rodem z wsi Swiernk gminy Łowiczek Powiatu Włocławskiego
Tyniec роd Kaliszem d. 12 Grudnia 1863 r.
Sędzia Prezydujący, Ruprecht.

Kmiotek 1864 nr 4

LENIWA MAGDA (POWIEŚĆ).
— No Magduś! bywaj zdrowa, a pamiętaj dobrze zwinąć się z oprzętem domowym, podój krowy, opiel grzędę za chałupą, a nie zapomnij też na czas zanieść obiadu parobkowi co dziś orze za górką na pańskiem owsisku. Tak mówiła Dziędzielina gospodyni z Radoszewic, do swej osiemnastoletniej córki, która stojąc z rozczochraną głową na progu chaty, zdawała się niecierpliwie czekać odjazdu rodziców.
— Dobrze, dobrze, matko, odrzekła ziewając dziewczyna, alboż ja to dziecko czy najemnica, żeby mi tyle razy jedno trzeba było powtarzać.
— A pilnuj też tu gęsi, przerwała matka, żeby znowu nie weszły w sołtysowy jęczmień, a jak poniesiesz obiad Frankowi, to pamiętaj wstąpić do ciotki Bałdyski i oddać jej te leki co to ojciec wczoraj przyniósł ze dworu dla jej chorego chłopca.
— Hejże matko! a czy się tam wyguzdrzesz nareszcie, zawoła zniecierpliwiony gospodarz, już trzymający cugle w ręku, gadasz i gadasz, a tu słonko coraz wyżej się podnosi, do miasta dobre dwie mile drogi, przyjedziemy chyba jak się ludzie zaczną rozchodzić z jarmarku.
— Dziędzielina skoczyła na wózek i raz jeszcze pożegnawszy córkę, usadowiła się wygodnie, myśląc otem jak jej się też to powiedzie na jarmarku i naprzód już układała sobie w głowie co ma kupić za gościniec dla ukochanej jedynaczki.
Magdusia tymczasem wróciwszy do izby z leniwem przeciąganiem członków, siadła na ławie i zaczęła sobie przypominać, do czegoby tu się zabrać najpierwej. Siedziała tak z dobrę godzinę nie mogąc nic wymyślić, kiedy wtem ujrzała tuman kurzu wznoszący się na drodze i usłyszała głos gromadzkiego pastucha..
— A no Magda! wypędzaj krowy. Porwała się tedy jak oparzona i z pośpiechu zawadziwszy fartuchem o nogę ławy, rozdarła go blisko na połowę, poczem wybiegła przed chałupę i zawołała: — Zaraz, zaraz Macieju! moi złoci, pędźcież tam wolno bydło na pastwiska, a już ja tam moje krowiny wygonię, bom jeszcze nie miała ich czasu podoić.
— Rób sobie tam co chcesz, ja czekać nie mogę, odbruknął gniewnie pastuch i poszedł dalej nie spojrzawszy nawet na Magdę, co chcąc wynagrodzić swoje zaniedbanie, szybko pochwyciła szkopek wiszący na płocie i pobiegła do obórki. Tu jeszcze nie obyło się bez przeciągania i skrobania w głowę, siada nareszcie dziewczyna, doi i doi, mleko płynie rzęsistą strągą z pełnego wymienia a w skopku ledwo dno nakryte. O! rety zawołała Magda chwytając się za głowę, a to co znowu, czy czary jakie? moje mleko na ziemi— i zmawiając na czary nie domyśliła się bynajmniej, że przez lenistwo pozostawiwszy skopek zbyt długo na słońcu, sama stała się przyczyną znacznej straty mleka. Poradziła sobie jak mogła, i w końcu wydoiwszy krowy już blisko południa, pognała je na zwyczajne pastwisko. Skoro wróciła głód przypominał jej dotkliwie, że to już pora obiadu; nałożyła więc nieco drzewa na komin, i ziewając zabrała się do skrobania ziemniaków.

Nie bardzo jednak sporo musiała iść ta robota naszej Magdzie, bo kiedy wyszła z chaty z pełnemi dwojakami, już dawno inne kobiety popowracały z pola, a wygłodzony parobek wyprzęgłszy woły z pługa, wyciągnął się na miedzy dogryzając suchy kawałek chleba, którym się z nim podzielił pasący bydło w pobliżu, mały pastuszek. I tak znowu zeszło jej parę godzin, a chociaż zaledwie pół grzędy marchwi wykopać zdołała, spostrzegła ze smutkiem, że już słońce było bardzo nisko, i trzeba się było zająć wieczerzą, abybyłagotowa jak rodzice wrócą z jarmarku. Wtem kiedy nasza Magda niespokojnie skrobie się w głowę nie wiedząc co dalej począć, doleciał ją z za płota odgłos wesołej piosenki, i jakiś obdarty dziesięcioletni chłopczyna, przemknął się w skokach około chałupy.
— Wicek! Wicek! a chodźno tu latawcze, krzyknęła dziewczyna, wybiegając za nim; naści marchwi, a pomóż mi za to skrobać ziemniaki, i zagnać gęsi do chlewika.
Wicek chyży jak zając, nie dał sobie dwa razy powtarzać wezwania i porwawszy czemprędzej podawaną sobie marchew, zabrał się natychmiast do zaganiania gęsi. A wiedzieć wam trzeba moi ludzie, że był sierota, bez żadnego przytułku, znany z psot i figlów w całych Radoszewicach, nie zbyt chętny do pracy i dla tego już od dwóch lat tułał się od chaty do chaty nie mogąc nigdzie znaleść stałego miejsca. Był on nateraz trochę głodny, i dla tego tem skorszy do posługi, w mgnieniu oka duży garnek kartofli był już oskrobany, i nim Magda wróciła z obórki, Wicek tak gracko się sprawił, że już i suche drewka jasnym ogniem płonęły na kominie. Ale Dziędziołów długo jakoś nie było widać z jarmarku, mrok już zapadł na dworze, Magda nałożyła kądziel i swoim zwyczajem z początku zaczęła ziewać, a wreszcie i zdrzemnęła się na dobre, a Wicek znudzony milczeniem przypomniał sobie, że właśnie rano przechodząc koło dworskiego ogrodu, nazbierał po drodze trochę kasztanów, które dotąd leżały napróżno w kieszeni, i w jednej chwili doskonały figiel przyszedł mu do głowy. Z całą ostrożnością ażeby nie obudzić śpiącej Magdy, rozgrzebał zwolna gasnące drew polana, i nasypawszy kasztanów pomiędzy zarzewie, po cichuteńku wysunął się z chałupy, uśmiechając się sam do siebie, na myśl przestrachu Magdy, skoro zostanie przebudzoną łoskotem pękających kasztanów. Tą razą rachuba nieomyliła psotnika, gdyż zaledwie parę kroków uszedł od chaty Dziędziołów, kiedy nagle kasztan jeden pękł z trzaskiem, uderzając w samo czoło czułą drzemiącą prządkę. Magda skoczyła z ławy wrzeszcząc jak opętana; w izbie było ciemno jak w lochu, bo garnki stojące na kominie, popękały od uderzenia kasztanów zalewając do reszty już i tak skąpo tlejący ogień. Biedna dziewczyna, cała drżąca od strachu pobiegła ku drzwiom, chcąc kogokolwiek zawołać na pomoc, lecz machając po ciemku rękami, potrąciła stojącą na ławie donicę z mlekiem, przygotowaną na wieczerzę; a jednocześnie prawie zaturkotało przed chałupą i Dziędziel wraz z żoną powrócił z jarmarku. Nie widząc światła w izbie przerazili się zrazu ogromnie poczciwi ludzie, a słysząc Magdę z płaczem szamoczącą się po kątach, zapalili naprędce przywiezioną z miasta świeczkę, aby się przekonać coby to wszystko znaczyło. Dziewczyna rzuciła się do nóg rodzicom i wśród łkania niezrozumiale zaczęła opowiadać nieszczęśliwy wypadek; ale nasi gospodarze na widok rozrzuconych po izbie, kasztanów z łatwością domyślili się reszty, dowiedziawszy się zwłaszcza jakiego pomocnika dobrała sobie Magda do gotowania wieczerzy. Ojciec nawet z początku, już się zabierał do dania surowej nauki opieszałej córce, ale poczciwa matka widząc jej żal i pomięszanie, obroniła ją od zasłużonej kary. Nim wymieciono potłuczone skorupy, i przywrócono porządek w izbie, już ani podobna było myśleć o zgotowaniu innego posiłku i wszyscy mieszkańcy chałupy musieli się udać na spoczynek, spożywszy po kawale chleba i suchej kiełbasy. Ale też moi ludzie, żebyście wiedzieli co się to za skra nie dziewka zrobiła od tego czasu z Dziędzielanki; skrzętna i pracowita, nie zadrzemie przy najnudniejszej robocie, to też chłopców koło niej jak mrowia i niezawodnie będzie niezadługo w Radoszewicach sute weselisko, a ów też Wicek zbereżnik co jej dał taką naukę na całe życie, służy teraz u jej ojca za pastuszka, sprawuje się bardzo dobrze, i jest nadzieja, że z czasem wyrośnie też na bardzo porządnego człowieka.


Dziennik Warszawski 1864 nr 266

(N. D. 5659) Dyrekcja Szczegółowa Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego Gubernji Warszawskiej w Kaliszu.
Podaje do powszechnej wiadomości, iż na zasadzie art. 7 Postanowienia Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego z dnia 28 Czerwca (10 Lipca) 1860 r. i upoważnień przez Dyrekcją Główną Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego udzielonych, następujące dobra ziemskie za zaległość w ratach Towarzystwu należnych wystawione są na 1-szą sprzedaż przymusową przez licytacją publiczną, w mieście Kaliszu w pałacu Sądowym przy ulicy Józefiny w Kancelarjach hypotecznych poniżej wymienionych.
Termin sprzedaży dnia 28 Maja (9 Czerwca) 1865 r.
3. Radoszewice A z przyległościami Kuzina Kusznica Laski i Zmyślona niemniej Radoszewice B C D F G i wszystkiemi przynależytościami w Okręgu Wieluńskim położone, raty zaległe w chwili zarządzenia sprzedaży wynoszą rs. 851 kop. 84,vadjum do licytacji rs. 3360, licytacja rozpocznie się od sumy rs. 21654, przed Rejentem Kanc. Ziem. Stanisławem Rościszewskim.  
Sprzedaże wzmiankowane odbędą się w terminach powyżej oznaczonych, poczynając od godziny 10 z rana w obec delegowanego Radcy Dyrekcji Szczegółowej; gdyby zaś Rejent, przed którym sprzedaż ma się odbywać, był przeszkodzony, licytacja odbędzie się w jego Kancelarji przed innym Rejentem, który go zastąpi.
Warunki licytacyjne są do przejrzenia w właściwych księgach wieczystych i w biurze Dyrekcji Szczegółowej.
Kalisz d. 24 Paźdz. (5 Listop.) 1864 r.
Prezes, Chełmski.
Pisarz, Janczewski.

Dziennik Warszawski 1864 nr 275

(...) Morderstwo nawet, które nieraz cynicznie usiłowali usprawiedliwić pozorami politycznymi, lub które często nawet nie usprawiedliwiali, -morderstwo stało się rzeczą zwykłą dla tych niegodnych członków duchowieństwa polskiego.
Tak naprzykład reformat z Chełma, Wincenty Markiewicz, należał do liczby złoczyńców, którzy zamordowali szlachcica Starczewskiego; Franciszkanin z Łagiewnik, Józef Piszelski, jest oskarżony o kilka zabójstw osobiście popełnionych. Zakonnik z klasztoru Reformatów w Wieluniu, Stanisław Korecki, namówiwszy bandę powstańców do powieszenia setnika wsi Radoszewice, Rabędy, sam miał udział w traceniu tego ostatniego, również jak i włościanina Łuczyka i włościanki Zofji Sobczyk. Wiele innych osób stałoby się ofiarami togo zakonnika, gdyby nie był został ujęty, bo znaleziono w jego rękach listę osób skazanych przez powstańców na powieszenie. (…)

Dziennik Warszawski 1864 nr 294

(N. D. 6378) Dyrekcja Szczegółowa Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego Gubernji Warszawskiej w Kaliszu.
Do niewiadomych z pobytu wierzycieli hyp. dóbr Radoszewic.
1. Gabryeli Walentyny 2-ch imion i Franciszki-Katarzyny-Anny 3-ch imion nieletnich, sióstr Niemojowskich.
2. Aleksandra Józefa Cyprjana Kaczkowskiego, tudzież niewiadomych z imion nazwisk i pobytu SS-rów niegdy Katarzyny z Lubowidzkich Niemojowskiej wierzycielki hyp. dóbr pomienionych. Na zasadzie art. 7 Postanowienia Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego z d. 28 Czerwca (10 Lipca) 1860 r. zawiadamia wszystkich interesowanych, a głównie powyż wymienionych, iż dobra ziemskie Radoszewice z wszystkiemi przyległościami i przynależytościami w Okręgu i Powiecie Wieluńskim Gubernji Warszawskiej, jako zalegające w ratach Towarzystwa Kredytowemu Ziemskiemu należnych sumę rs. 851 kop. 84 z mocy upoważnienia Dyrekcji Głównej z dnia 8 (20) Sierpnia 1864 r. N. 13533* są wystawione na przymusową sprzedaż przez licytacją publiczną, która odbywać się będzie w obec delegowanego Radcy Dyrekcji Szczegółowej Kaliskiej w dniu 28 Maja (9 Czerwca) 1865 r. poczynając od godziny 10 z rana w Kancelarji hypotecznej przed Stanisławem Rościszewskim Rejentem miejscowej Kancelarji Ziemiańskiej lub jego prawnym zastępcą w mieście Kaliszu przy ulicy Józefiny w gmachu Sądowym.
Vadjum do licytacji oznaczone jest w kwocie rs. 3360 w gotowiźnie lub Listach Zastawnych z właściwemi kuponami.
Licytacja rozpocznie się od sumy rs. 21654.
Warunki tej przedaży są do przejrzenia w właściwej księdze wieczystej i w biurze Dyrekcji Szczegółowej Kaliskiej.
Ostrzeżenie. Wrazie niedojścia do skutku powyższej sprzedaży dla braku licytantów, druga i ostateczna sprzedaż od zniżonego szacunku odbytą będzie bez dalszych nowych doręczeń w terminie jaki Dyrekcja Szczegółowa oznaczy i w pismach publicznych raz jeden ogłosi, wedle art. 25 powołanego na początku postanowienia Rady Administracyjnej.
Kalisz d. 16 (28) Listopada 1864 r.
za Prezesa, J. Chełmski.
Pisarz, Janczewski.

*nieczytelne

Dziennik Warszawski 1866 nr 171

(N. D. 4299). Dyrekcja Szczegółowa Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego Gubernji Warszawskiej w Kaliszu.
Podaje do powszechnej wiadomości, iż na zasadzie art. 7 postanowienia Rady Administracyjnej Królestwa Polskiego z d. 23 Czerwca (10 Lipca) 1860 roku i upoważnień przez Dyrekcją Główną Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego udzielonych, następujące dobra ziemskie za zaległość w ratach Towarzystwu należnych wystawione są na 1-szą sprzedaż przymusową przez licytację publiczną w mieście Kaliszu w pałacu sądowym przy ulicy Józefiny w Kancelarjach hypotecznych poniżej wymienionych.
46. Radoszewice A. z przyległościami Kuzina, Kusznica, Laski i Zmyślona, niemniej Radoszewice B, C, D, F, G, z folwarkami Katarzynopol i Mierzanów z wszystkiemi ich przyległościami i przynależytościami w O-gu Wieluńskim położone, raty zaległe w chwili zarządzenia sprzedaży wynoszą rs. 1,271 k. 63, vadium do licytacji rs. 5,00, licytacja rozpocznie się od sumy rs. 21,654 k. 37 1f2 termin sprzedaży d. 12 (24) Maja 1867 r. przed Rejentem W. Grabowskim.
Sprzedaże wzmiankowane odbędą się w terminach powyżej oznaczonych poczynając od godziny 10 z rana w obec delegowanego Radcy Dyrekcji Szczegółowej, gdyby zaś Rejent przed którym sprzedaż ma się odbywać był przeszkodzony, licytacja odbędzie się w jego Kancelarji przed innym Rejentem który go zastąpi.
Warunki licytacyjne są do przejrzenia w właściwych księgach wieczystych i w biurze Dyrekcji Szczegółowej. Wreszcie Dyrekcja Szczegółowa uprzedza interesowanych, że gdyby w dniu do licytacji oznaczonym przypadło święto kościelne lub też uroczystość dworska galowa, sprzedaż przez odroczenie odbędzie się w dniu następnym i przed Rejentem do jej odbycia właściwym. Kalisz d. 1 (13) Lipca 1866 r.
Prezes Chełmski.
Pisarz Roman Bierzyński.

Dziennik Warszawski 1868 nr 200

W wykonaniu obowiązujących przepisów praw, podaje do powszechnej wiadomości, że Stanisław i Józef Czyże, gospodarze rolni ze wsi i gminy Radoszewice powiatu Wieluńskiego, wyrokiem Sądu tutejszego pod datą 11 (23) Października 1866 r. zapadłym, a przez Sąd Kryminalny Warszawski i Sąd Apelacyjny Królestwa potwierdzonym, za niedozwolone i błędne leczenie z mocy art. 576 K. K. G. i Р., na karę po dwa tygodnie aresztu z dwóletniem dozorem policyjnem, skazani zostali. Petrokow, d. 9 (2l) Sierpnia 1868 r.
Prezydujący Asesor, Strahler.

Dziennik Warszawski 1870 nr 264

N. D. 9393. Rejent Kancelarji Ziemiańskiej w Kaliszu.
Po zgonie:
3. Po Ludwiku Niemojewskim, wyrokiem Sądu wojennego na osiedlenie w Syberji, skazanym, co do własności dóbr Radoszewice w Okręgu Wieluńskim położonych; toczy się postępowanie spadkowe, do uregulowania którego, termin na d. 5 (17) Czerwca 1871 r. przed sobą wyznaczam. Kalisz d. 21 Listop. (3 Grudnia) 1870 r.
Zenon Łopuski.

Kaliszanin 1871 nr 24

Ogłoszenia.
Rejent Kancellarji Ziemiańskiej w Kaliszu.

Ogłasza, że na żądanie opieki nieletnich rodzeń­stwa Niemojowskich właścicieli dóbr Radoszewice w okręgu Wieluńskim położonych, odbywać się będzie w kancellarji podpisanego Rejenta w Kali­szu dnia 15 (27) kwietnia r. b. o godzinie 10 z ra­na publiczna licytacja na sześcioletnie wydzierża­wienie folwarku Radoszewice z młynem na rzece Warcie, oraz osobno folwarku Kuszyna. Wadium do licytacji folwarku Radoszewice ustanowione zo­stało na rs. 500, a do folwarku Kuszyna na rs. 100; licytacja zaś folwarku Radoszewice rozpocznie się od summy rs. 2000, a folwarku Kuszyny od rs. 400 rocznie. Dalsze warunki przejrzane być mogą każdodziennie z wyjątkiem świąt uroczystych w kan­cellarji podpisanego Rejenta.— A. Paszkowski.

Dziennik Warszawski 1872 nr 176

N. D. 4938. Sąd Policji Poprawczej w Petrokowie, wzywa Andrzeja Szejlcę lat 30 katolika, we wsi i gminie Radoszewice Powiecie wieluńskim zamieszkałego, aby się w ciągu dni 30-tu w Sądzie tutejszym stawił, lub teraźniejszego zamieszkania doniósł o miejscu pod skutkami prawa.
Petrokow dnia 18(30) Lipca 1872 r.

Dziennik Warszawski 1874 nr 58

N. D. 1691. Rejent Kancelarji Ziemiańskiej w Kaliszu.
Po śmierci:  
7. Edwarda i Alexandra braci Kaczkowskich,współwłaściciela sum 11,200 czerwonych złotych, rs. 6,000 i rs. 20,066 kop. 3/4, rs. 5,066 k. 3/4 na dobrach Radoszewice z Okręgi Wieluńskiego w Dz. IV pod Nr. 2 i 6 a i b zapisanych, otworzył się spadek do regulacji którego wyznacza się termin na d. 18 (30) Września 1874 r. w Kancelarji podpisanego Rejenta.
Kalisz d. 14 (26) Lutego 1874 r.
Wilchelm Grabowski.

Kaliszanin 1874 nr 59

Rozporządzenia Władz miejscowych.
Zmiany w służbie.— Z rozporządzenia Naczelnika Dyrekcji Nauk. Kaliskiej: (...) Przeniesieni do innej miejscowości: Nauczyciele szkół pocz. katolickich: we wsi Morawinie, pow. kaliskiego, Józef Chruszczewski do wsi Radoszewice, pow. wieluńskiego; (...) we wsi Wróblewie, pow. sieradzkiego. Tadeusz Wójcicki, do wsi Radoszewice, pow. wieluńskiego. (...) Uwolnieni od służby: (...) Nauczycie­le szkół początkowych katolickich: we wsi Rzechcie pow. sieradzkiego Jan Janiukow, we wsi Ra­doszewice pow. wieluńskiego, (...) wszyscy czterej dla dobra służby.

Kaliszanin 1874 nr 89

Rozporządzenia Rządowe.
Z rozporządzenia Naczelnika Kaliskiej Dyrekcji Naukowej. — (...) były nauczyciel katolickiej ele­mentarnej szkoły we wsi Radoszewicach w wie­luńskim powiecie, Józef Chruszczewski, na nauczy­ciela katolickiej elementarnej szkoły we wsi Biała w tymże powiecie;(...).

Dziennik Warszawski 1874 nr 118

DZIAŁ WEWNĘTRZNY.
WIADOMOŚCI KRAJOWE.
Otwarte zostały szkoły elementarne w dyrekcjach:
 b) kaliskiej — katolickie, w powiecie Wieluńskim, we wsiach: Łyskorni, z utrzymaniem po 158 rub. 20 kop. i Radoszewicach, z utrzymaniem po 180 rub. 14 1/2 kop.


Dziennik Warszawski 1874 nr 170

N. D. 5075. Pisarz Kancelarji Ziemiańskiej przy Trybunale Cywilnym w Kaliszu.
Po śmierci Meszulem Horowicza właściciela dóbr Mokracza z okręgu Petrokowskiego, tudzież wierzyciela sum: (…) rs. 1,200 i rs. 12 pod N. 23 i rs. 300, pod N. 28 na dobrach Mikorzyce z o-gu Petrokowskiego w dz. IV hypotekowanych, z których rs. 1,200, i rs. 12 rozciągają się także na kapitale pod N. 5 w dz. IV na dobrach Radoszewice z o-gu Nowo Radomskiego lokowanym; tudzież sum: rs. 1050 i rs. 1350 na prawie wieczystej dzierżawy folwarku Mierzanów w dz. III pod Nr. 7 wykazu hypotecznego dóbr Radoszewice zapisanem subintabulowanych, (…) otworzył się spadek, do regulacji którego wyznaczam ostateczny termin w tutejszej Kancelarji Ziemiańskiej na d. 15 (27) Lutego 1875 r.
Kalisz d. 2 (14) Sierpnia 1874 r.
Korycki.

Dziennik Warszawski 1875 nr 242

N. D. 7325. Sąd Poprawczy w Petrokowie, wzywa Teofila Łodygę lat 30, katolika, żonatego we wsi i gminie Radoszewicach, powiecie Wieluńskim zamieszkałego, aby w ciągu dni 30 od daty niniejszego zapozwu stawił się w Sądzie tutejszym, lub też doniósł o miejscu swojego zamieszkania, w przeciwnym razie postąpione z nim będzie podług prawa.
Petroków d. 7 (19) Listopada 1875 r.

Kaliszanin 1878 nr 5

Z powodu zmian w administracji dóbr Radoszewic, ogłaszam niniejszem, iż wszelkie bez wyjątku plenipotencje dane przezemnie W. Aleksandrowi Walewskiemu, tracą swoje znaczenie z dniem dzisiejszym. Warszawa d. 1 stycznia 1878 r. Ludwik Niemojeowski..

Kaliszanin 1881 nr. 22

= „Marysia Ochocianka" — taki tytuł nosi napisany przez współpracownika naszego p. Ludwika Niemojowskiego obrazek ludowy, wydany nakładem Ungra w Warszawie i sprzedawany po niepraktykowanie nizkiej cenie 12 groszy za egzemplarz.
Rzecz dzieje się we wsi Radoszewicach, powiecie Wieluńskim, gubernii kaliskiej. Obrazek napisany jest językiem żywym i zrozumiałym, z właściwym panu N. talentem.
Zapewne za tą pierwszą książeczką pójdą i inne na pożytek tak ubogiej dziś naszej literatury ludowej.

Kaliszanin 1885 nr. 19

Zabity. We wsi Radoszewice. pow. wieluńskim, znaleziono na drodze ciało zabitego Karola Redera, lat 46-iu. O zabójstwo posądzają mieszkańca tejże wsi, Marcina Rychtera.

Kaliszanin 1885 nr. 19

Ktoby z p.p. właścicieli miał do sprzedania
gorzelnię z aparatem Pistorjusza,
kompletnie urządzoną, w dobrym stanie, raczy nadesłać swój adres i warunki do dominjum Radoszewic p. Osiaków. Tamże jest potrzebny
GORZELANY
od 1 maja r. b., kawaler, posiadający chlubne rekomendacje, wykwalifikowany w swoim fachu i mogący złożyć odpowienią kaucją.
W tymże majątku jest do sprzedania
150 OWIEC MACIOR
cienko wełnistych, zdatnych do chowu. Obejrzeć można w każdym czasie, odbiór po  strzyżce.

Kaliszanin 1886 nr. 22

(...) w majątku zaś Radoszewice, własności p. Władysława Wodzińskiego, wybudowaną została nowa gorzelniana fabryka na większą skalę, z aparatem kolumnowym, urządzona podług wszelkich wymagań techniki i postępu.

Zorza 1886 nr 27

Z POD WŁASNEJ I OBCEJ STRZECHY
NOWOŚCI,
— Zamożny włościanin. Dzięki bogu, coraz więcej tu i owdzie włościan naszych przychodzi do zamożności i cieszyć się z tego należy, bo i ziemia z rąk zamożniejszych gospodarzy nie przechodzi w ręce spekulantów, a nadzieja też się rodzi, że i nauki i oświata prędzej znajdą przystęp do zamożniejszych niż do biedaków.
Jeden z takich zamożnych włościan Maciej Szczupiński kolonista z Radoszewic, nie tak dawno zgłosił się do pewnego adwokata w Warszawie. Za poradą księdza proboszcza chciał kupić ziemię w Grójeckiem, bo miał gotówki do 40,000 rubli. Adwokat ułatwił mu kupno pożądanego folwarku, a włościanin zapłaciwszy honorarium adwokatowi, dał jeszcze 20 rubli jako datek dla dwóch piszących (dependentów) u adwokata.


Gazeta Kaliska 1894 nr. 64

W dominjum Radoszewice jest do sprzedania pszenica selekcyjna korcy 300, korzec po rs. 8. Poczta Osiaków.

Kurjer Warszawski ( z dodatkiem porannym) 1895 nr 198

We czwartek, dnia 18-go b. m ., jako w dzień pogrzebu
nieodżałowanej
Ś.† p.
JADWIGI LUCEŃSKIEJ,
odbyło się w Radoszewicach (gub. kaliska), nabożeństwo żałobne za jej zacną duszę, w obecności ciężko strapionej przyjaciółki i grona życzliwych, których tylu zostawiła na ziemi.

Kurjer Warszawski 1896 nr 340

= Kronika myśliwska.
Na polowaniu w dobrach Radoszewice, w pow. wieluńskim, u p. E . Wodzińskiej, w dniu 1-ym b. m w 8 strzelb ubito: 2 rogacze, lisa, trzy cietrzewie, 7 kuropatw i 75 zajęcy.

Królem łowów był p. Stefan Domaniewski z Wolnicy, który zabił: kozła, cietrzewia, 2 kuropatwy i 17 zajęcy. 

Jeździec i Myśliwy 1897 nr 24

Na polowaniu w Radoszewicach u p. E. Wodzińskiego w 10 strzelb zabito: 2 kozły, 3 cietrzewie, 10 kuropatw i 126 zajęcy. Królem łowów był p. Michał Białecki.


Gazeta Kaliska 1897 nr. 102

Na polowaniu w Radoszewicach u p. E. Wodzińskiej w 10 strzelb ubito: 2 borsuki, sarnika, 3 cietrzewie, 10 kuropatw i 126 zajęcy. Królem łowów był pan Michał Białecki.


Kurjer Warszawski ( z dodatkiem porannym) 1897 nr 352

Kronika myśliwska.
Na polowaniu w Radoszewicach u p. E. Wodzińskiej w 10 strzelb ubito: 2 borsuki, sarnika, 3 cietrzewie, 10 kuropatw i 126 zajęcy.

Królem łowów był p. Michał Białecki.

Kurjer Warszawski (dodatek poranny) 1898 nr 250

Ochrona lasów.
Jak już donosiliśmy, w d. 5-ym b. m., w Kaliszu odbyło się pierwsze posiedzenie organizacyjne komitetu gubernjalnego ochrony leśnej. Przewodniczył gubernator, r. t. Daragan, obecni byli pp.: wiceprezes sądu okręgowego, rz. r. st. N. Naumow, wicegubernator Stremouchow, prezes komisji włościańskiej, rz. r. st. Bazia, starszy rewizor leśny Antonikowski i obywatel ziemski, Emil Repphan.
Po odczytaniu okólnika J. E. Głównego Naczelnika kraju, p. gubernator zawiadomił, że na stałych członków komitetu ze strony właścicieli lasów przedstawił pp. Romockiego i Repphana.
Komitet zatwierdził podział gmin pomiędzy naczelników straży ziemskiej, zaś starszy rewizor leśny przedstawił spis lasów, w których w gub. kaliskiej prowadzony jest wyrąb pustoszący. Komitet postanowił przedsięwziąć kroki, celem wstrzymania wyrębu w tych lasach.
Komitet rozesłał do właścicieli lasów okólnik, w którym zawiadamia, że na zasadzie nowego prawa zabrania się: 1) prowadzenia pustoszących cięć lasu, niezgodnych z planem gospodarstwa leśnego;
2) karczowania samowolnego gruntów podleśnych i zmiany ich przeznaczenia; 3) pasania bydła w porębach i zagajnikach, nieistniejących lat co najmniej piętnaście.
Nadzór nad lasami, nieobciążonemi serwitutami leśnemi, ustanowiono, jak następuje:
W pow. wieluńskim lasy w gminach: Wydrzyn, Dzietrzkowice, Działoszyn, Konopnica, Naramice, Radoszewice, Rudniki i Skrzynno leśniczego wieluńskiego; Galewice, Skrzynki, Sokolniki, Czastary, Skomlin i Lututów—pomocnika leśniczego wieluńskiego; Bolesławiec, Kiełczygłów, Mokrsko, Praszka, Siemkowice, Starzenice i lasy m. Wielunia — naczelnika straży ziemskiej. 


Gazeta Kaliska 1900 nr. 18 



Zaślubiny. Dnia 9 b. m. w Radoszewicach w pow. wieluńskim, w miejscowej kaplicy, ks. kanonik dziekan Gryglewski, proboszcz parafji Siemkowice, w asystencji ks. Kacpra Kobylińskiego, proboszcza parafji Brzeźno i ks. kanonika Piotra Gutmana, proboszcza parafji Kraszewice, pobłogosławił związek małżeński między panną Władysławą Wodzińską, córką nieżyjącego Władysława Wodzińskiego i Emilji z Niemojowskich Wodzińskiej, a panem Wacławem Domaniewskim, właścicielem dóbr Ostrów, pow. sieradzkiego. Gości weselnych podejmowała ze staropolską gościnnością matka panny młodej. 


Kurjer Warszawski (dodatek poranny) 1900 nr 26

+ W Radoszewicach w pow. wieluńskim, odbył się ślub panny Władysławy Wodzińskiej, córki ś. p. Władysława i Emilji z Niemojowskich, z p. Wacławem Domaniewskim, właścicielem dóbr Ostrów, w powiecie sieradzkim. 
 
 Gazeta Kaliska 1901 nr. 147

Potrzebny zaraz do pomocy dobremu ogrodnikowi chłopiec w wieku lat 14— 16, pragnący kształcić się na ogrodnika. Dom. Radoszewice, przez Osiaków, powiat wieluński.

  Gazeta Kaliska 1901 nr. 147

Potrzebuję natychmiast zastępcy do interesów i nadzoru nad gospodarstwem podwórzowem, człowieka starszego, energicznego i czynnego, mającego pewne rekomendacje i zasługującego na pełne zaufanie. Zajęcie małe. Jest rządca i pisarz. Szczegóły listownie: Dom Radoszewice, przez Osiaków. 

Gazeta Kaliska 1901 nr. 151

Dominium  Radoszewice ma do sprzedania: 300 owiec grubowełnistych do chowu i 400 owiec cienkowełnistych na mięso, 30 wołów młodych. Wiadomość na miejscu, poczta Ossjaków.


Łowiec Polski 1902 nr 4

Korespondencye „Łowca polskiego.”
Z okolic Złoczewa (gub. kaliska), w styczniu.
Sezon skończony... dla myśliwych. Niejeden wprawdzie zając i sarna padną jeszcze ofiarą kłusowników pełnej i półkrwi, dla myśliwego jednak i hodowcy nastał już okres ochrony, który zwłaszcza w tym roku powinien wcześniej, niż zwykle mieć swój początek. Składają się na to dwa powody: pierwszy—ogólnie gorszy zwierzostan, drugi—łagodna zima, która jeśli nie rozkaprysi się w poźniejszym czasie, może nam przysporzyć dużą ilość wcześniejszych, marcowych zajęcy.
Przechodząc do sprawozdania z ubiegłej kampanii, zaznaczam przedewszystkiem fakt ogromnej różnicy na niekorzyść w zwierzostanie naszej guberni, zwłaszcza w zachodnich i północnych jej częściach. Okolice Kalisza, głośne w całym kraju z rezultatów polowań, przynajmniej co do ilości zabijanej zwierzyny, rywalizujące na tem polu z sąsiedniem W. Ks. Poznańskiem, wykazują w tym roku tak śmiesznie małe cyfry, że w bardzo licznych miejscowościach z tej racyi nie polowano wcale.
Przyczyna tego łatwo się tłómaczy. W roku przeszłym oziminy ujęte były rzadkością, rzepaki zaorane, sterty w polach pokazywano sobie jako osobliwość, pojedyncze zaś okazy zwożono co żywo do pustych stodół już z początkiem zimy. Do braku paszy przyłączyły się następnie w końcu marca mrozy i kilkołokciowe śniegi, które leżały u nas przez dni kilkanaście i te ostatecznie dobiły wygrzaną już poprzedniemi ciepłami zwierzynę. Zające łapano żywcem w stodołach i budynkach gospodarczych, kuropatwy na pół zmarznięte sprzedawano tuzinami po miastach, chwytane bez sideł—wprost rękoma. Drzewa ogrodowe w bezleśnych miejscowościach były ogryzione do nieprawdopodobnej wysokości przez zające, u mnie zaś żarnowiec, którym zające gardzą w zwykłych warunkach, został literalnie z korzeniami wygryziony i na dużej przestrzeni wysechł zupełnie. Na dobitkę, kłusownictwo, uprawiane przez chłopów, rozwielmożniło się u nas do granic już wprost niemożliwych.
Największą plagę, jak zwykle, stanowią obieżysasi, którzy poprzestając na zdobytym za granicą zarobku, nie mają żadnego określonego zajęcia w zimowej porze, natomiast z całym zapałem uprawiają łowiectwo na naszych polach i lasach w jasne księżycowe noce. Żadne środki nie są w stanie temu zapobiedz; jegomość taki, wyspawszy się przez dzień cały, całą noc również ma do rozporządzenia; niemożliwą zaś jest rzeczą, by ludzi dworskich, zmęczonych całodzienną pracą, w każdą noc rozganiać po obszarze kilkudziesięciowłókowym i tropić kłusowników, zwłaszcza w tym roku, gdy brak śniegu utrudnia tego rodzaju poszukiwania.
Zdarza się wreszcie od czasu do czasu, że mniej ostrożny kłusownik wpadnie w ręce uszczęśliwionego właściciela majątku i praw polowania. Naturalnie, po odebraniu broni (dziś już najczęściej odtylcowej), wnosi się skargę do sądu gminnego, gdzie sędzia—najczęściej obywatel i sam myśliwy, obiecuje wymierzyć surową i przykładną karę. Wreszcie sprawa kończy się zasądzeniem 5 rs. kary lub 3-ch dni aresztu, który najczęściej winowajca z całą przyjemnością odsiaduje. Przykład istotnie budujący i bajecznie dużą rolę może odegrać w poprawieniu stosunków na tem polu
A teraz pytanie, kto winien w tej sprawie? Sędzia zasłania się wyraźnemi przepisami prawa, cytuje paragrafy kodeksu, no, i jest prawnie w porządku. Prawnie, powtarzam, juryzdykcja bowiem sądów gminnych daje mu tak obszerną kompetencyę w zasądzaniu spraw, że wyroki bodaj nawet niecałkiem z kodeksem zgodne, bywają najczęściej i w apelacyi zatwierdzano.
Ale, ale i jeszcze raz ale.... Rzecz prosta, z biegiem czasu dochodzi się do przekonania, że najlepiej w tego rodzaju wypadkach jest odebrać broń raubszycowi, rozmówić się z nim w sposób nietyle elegancki, ile energiczny, zagrozić mu wszelkiemi możliwemi karami doczesnemi i wiecznemi.. i na tem poprzestać. Rezultaty wykazują praktyczność tych środków przynajmniej na czas, dopóki siły, stan zdrowia i brak strzelby nie pozwala kłusownikowi wybrać się na nową wyprawę, sądowo zaś kary uzuchwalają go jeszcze więcej i wywołują gromadne naśladownictwo.
Zdarzają się także wypadki, że kłusownik smielszej natury, przejęty duchem buty niemieckiej —rys charakterystyczny tutejszego chłopa, importowany od niedawna z zagranicy— ująć się nie daje, grozi strzałem, chcącym mu broń odebrać i niejednokrotnie zamiar w czyn wprowadza. Kilka takich faktów zdarzyło się w naszych stronach. Sprawca zabójstwa lub postrzelenia uciekł za granicę, lub niepoznany w nocy, dotąd cieszy się bezkarnością. Smutne to przykłady i wymownie świadczące o coraz większym moralnym upadku naszego ludu. Jedynym, zdaniem mojem, środkiem przeciwdziałającym byłby tutaj wpływ duchowieństwa, które we właściwem świetle wykazując występek kłusownictwa, jako jednoznaczny z kradzieżą cudzej własności, podciągając go pod kategoryę tegoż grzechu i zobowiązując do restytucyi, mogłoby stan rzeczy zmienić na lepszy. Innego środka jak dotąd nie widzę.
Prawda, zapomniałem, jest jeszcze ów z krainy mytów projekt reformy praw o polowaniu, ale już i mnie nawet naprzykrzyła się stara zwrotka „Carthaginem esse delendam”.
Nie chcąc cię dłużej nudzić, Szanowny Redaktorze, kończę już list ten i stosując się do wielokrotnie w „Łowcu Polskim” wyrażonej prośby, załączam spis polowań w których sam uczestniczyłem, i wykaz różnicy w rezultacie w stosunku do lat poprzednich.30/XI 1901, Stolec pow. sieradzki 80 sztuk—w r. p. 54
7 XII 1901, Ostrów pow. sieradzki 20 sztuk—w r. p. 50
9/XII 1901, Dębołęka pow. sieradzki 70 sztuk—w r. za p. 90
10,XII 1901, Sokołów pow. sieradzki 50 sztuk—w r. za p. 70
16/XII 1901, Skrzynki pow. wieluński 96 sztuk—w r. p. 60
19/XII 1901, Radoszewice pow. wieluński 90 (w 4 str) sztuk—w r. p.150
22/XII 1901, Szczytniki pow. kaliski 70 sztuk—w r. za p. 250
30/XII 1901, Siemkowice pow. wieluński}
315 sztuk—w r. p. 154
31/XII 1901, Siemkowice pow. wieluński}
7/I 1902, Mokrsko pow. wieluński 160 sztuk—w r. p. 180
13/I 1902, Piętno pow. turecki}
14/I 1902, Piętno pow. turecki} 130 sztuk—w r. p. 350
15/I 1902, Piętno pow. turecki}
W okolicy Błaszek było kilka małych polowań, z których cyfry zabitej zwierzyny nie warto podawać, a stwierdzających znaczny ubytek w stosunku do lat ubiegłych.
Godny zaznaczenia i wyjątkowy w tym roku przyrost zwierzyny, jak widać z dałączonej tabelki, zauważyć się daje w majątku Siemkowice p. Ignacego Karśnickiego, gdzie istotnie zwierzostan imponująco się przedstawia i z każdym rokiem stale się powiększa. Składają się na to różne czynniki: las bez serwitutów, wzorowo prowadzone kultury leśne, wreszcie opieka i dozór samego właściciela, prawdziwego myśliwego i hodowcy.
Pogodę mieliśmy na polowaniach, z małemi wyjątkami, fatalną.
Feliks Murzynowski.




Gazeta Kaliska 1903 nr 65

W dobrach Radoszowice, powiat Wieluński, poczta Ossjaków, wakuje posada Gorzelanego od l-go lipca r. b.

Sport: Tygodnik Ilustrowany 1904 nr 53

Myślistwo.
Z kniej i pól.
W Radoszewicach, w pow. wieluńskim, w dn. 5. i 6. grudnia r. b . w 16 strzelb zabito 318 zajęcy, 16 kuropatw, 1 rogacza i 1 lisa. Królem polowania był p. Stanisław Murzynowski, który na rozkładzie miał 50 sztuk.


Gazeta Kaliska 1904 nr 180

Leśniczy poszukuje miejsca od 1 stycznia K. Borzęcki, Radoszewice, poczta Osiaków.


Gazeta Kaliska 1904 nr 352

Kronika myśliwska. W dniu 5 i 6 grudnia na polowaniu w Radoszewicach, pow. wieluńskiego, w 16 strzelb zabito: 318 zajęcy, 16 kuropatw, 1 rogacza i 1 lisa. Królem polowania był p. Stanisław Murzynowski, który na rozkładzie miał 50 sztuk.


Sport: Tygodnik Ilustrowany 1905 nr 3

Myślistwo.
Z kniej i pól.
W Radoszewicach, w pow. Wieluńskim, gub. Kaliskiej, w dn 5. i 6 grudnia r. b., w 16 strzelb zabito: rogacza lisa, 318 zajęcy i 16 kuropatw.

Rozwój 1908 nr 117

Kary administracyjne. Na mocy rozporządzenia czasowego generał-gubernatora wojennego skazane zostały osoby następujące: (...) Wojciech Chodyka, mieszkaniec gm. Radoszewice, w pow. wieluńskim, Józef Brodzki, mieszkaniec gm. Gruszczyce, w powiecie sieradzkim, Karol Kleczewski, mieszkaniec gm. Tyniec, w pow. kaliskim i łodzianin Bolesław Skórczyński za zakłócenie spokoju, a mieszkańcy gm. Leśmierz, w pow. łęczyckim: Stanisław Wróblewski i Franciszek Kubiak za bójkę na ulicy—na jeden miesiąc aresztu każdy. 

Łowiec Polski 1909 nr 3

W dobrach Radoszewice, P. Wodzińskiej, odbyło się 29 i 30 grudnia r. z. polowanie, prowadzone przez p. Stefana Domaniewskiego. Zabito 148 sztuk zwierzyny, w tem 2 kozły i 1 lisa. Królem polowania pierwszego i drugiego dnia był p. Konrad Domaniewski.

Łowiec Polski 1911 nr 6

Dnia 30 i 31 stycznia r. b. odbyło się polowanie w 13 strzelb w m. Radoszewice u p. Teodora Dużyńskiego. Dnia pierwszego polowano przeważnie w kotły i padło 97 zajęcy i 6 kuropatw, najwięcej na rozkładzie w dniu tym miał p. Gustaw Taczanowski.
Dnia następnego polowano tylko w lesie z taką samą ilością myśliwych — zabito 51 zajęcy, 2 kuropatwy i lisa. Królem był w dniu tym p. Jan Łubieński. Rezultat b. słaby, ale właściciel Radoszewic kupił dopiero od roku ten majątek i nie jest myśliwym.


Gazeta Świąteczna 1911 nr 1584

Pioruny. Dnia 18-go maja gminę Osiaków w powiecie wieluńskim, guberńji kaliskiej, nawiedziła burza. Córka jednego gospodarza we wsi Radoszewicach przyszła właśnie przed samą burzą ze szkoły i siadła do obiadu. Zaledwie jednak zaczęła jeść, uderzył piorun i trupem ją położył. Wleciał kominem, a z ciała zabitej uciekł do ziemi; pożaru więc nie wzniecił. — W kilka dni potem, w sobotę 27-go maja, okolicę ową nawiedziła znowu burza z piorunami. Jeden z nich uderzył we wsi Drobnicach w oborę, gdzie właśnie kobieta dojiła krowę. Zapalił dach, zabił krowę i psa, a kobietę ogłuszył tak, że padła bez czucia; po jakimś czasie odzyskała jednak przytomność i jest zdrowa. J. W.

Zorza 1912 nr 39

= Na cele społeczne. Właściciel Radoszewic, w gub. Kaliskiej, p. Duszyński, ofiarował rb. 15 tysięcy na budowę własnego gmachu szkoły handlowej polskiej, w Wieluniu.
Właściciel zaś Chotowa pod Wieluniem, p. Weryho-Darowski, rozpoczyna budowę przy szpitalu miejscowym przytułku dla starców na 20 łóżek oraz dwóch pokojów dla ubogich nauczycielek.


Gazeta Świąteczna 1912 nr 1651

Dla dobra ogółu. Właściciel majątku Radoszewic pod Wieluniem, w guberńji kaliskiej, Duszewski, ofiarował 15 tysięcy rubli na budowę domu dla istniejącej w Wieluniu polskiej szkoły handlowej.— Właściciel majątku Chotowa, również w tamtych stronach, Z. Weryho-Darowski, buduje swoim kosztem przy szpitalu w Wieluniu przytułek dla ubogich, opuszczonych starców, w którym pomieści się 20 osób. W przytułku tym będą też dwie izby dla ubogich nauczycielek.

Zorza 1917 nr 25

Znowu pożar z powoda braku opieki nad dziećmi.
Ze stron Osjakowa (w ziemi Wieluńskiej).
Coraz częściej nawiedzają pożary tutejszą okolicę: jeszcze niezapomniano o klęsce tego żywiołu w Raduczycach, gdzie poszło z dymem 12 zagród, a oto znów w sobotę 9 czerwca o godzinie 5 popołudniu zauważono widniejące na horyzoncie kłęby dymu. Na razie twierdzono, że las się pali, lecz później okazało się, że tonie w płomieniach wieś Radoszewice, położona o 6 wiorst od Osjakowa. Spaliło się 26 zagród wraz z wszystkiemi zabudowaniami i co gorsza z zapasami żywności i kilkoma sztukami trzody chlewnej i cieląt. Wiatr był w kierunku wsi, więc ogień szybko przenosił się z jednego budynku na drugi. Ludność była zajęta pracą w polu tak, że nawet nie zdołano uratować pościeli. Na domiar nędzy, jaka się szerzy z powodu wojny, pozostało znów 31 rodzin bez dachu nad głową, bez ubrania i bez środków do życia. Budynki były zabezpieczone od ognia, lecz pytanie, czy otrzymają pogorzelcy wynagrodzenie, gdyż pomimo, że Towarzystwo Ubezpieczeń od ognia wznowiło swoje czynności, od czasu wybuchu wojny składki ogniowej nie płacili.
Ogień wznieciły dzieci pozostawione w domu bez opieki, które wzięły z mieszkania zapałki i rozpaliły ogień pod szopą. Tak to przez lekkomyślność i niedbalstwo rodziców tyle rodzin stało się żebrakami.
Na miejsce pożaru przybyły z Siemkowic i Woli straże ogniowe, które dużo przyczyniły się do umiejscowienia ognia. Zaalarmowano również straż w Osjakowie, lecz z powodu braku koni, straż do ognia nie wyjechała, kilku tylko gorliwych strażaków pośpieszyło pieszo mając w ręku haki, aby ratować mienia bliźnich swoich, reszta rozeszła się do domu.
A. Walasik.


Gazeta Świąteczna 1917 nr 1899

Pożar. Z parafji Osiakowa, w stronach wieluńskich, w guberńji kaliskiej, piszą do nas: Okolicę naszą nawiedzają temi czasy pożary. Jeszcześmy nie zapomnieli o nieszczęściu w Raduczycach, gdzie poszło z dymem 12 zagród, a tu w sobotę 9 czerwca znów ukazały się gdzieś daleko kłęby dymu. Mówili ludzie na razie, że to las się pali, ale okazało się wkrótce, że pożar pochłania wieś Radoszewice. Spaliło się tam 26 zagród ze wszystkiemi zabudowaniami i zapasami żywności; upiekło się żywcem kilkoro bydła i kilka świń. Wiatr pędził iskry na wieś, więc ogień szybko się szerzył, a ludzie zatrudnieni byli pracą w polu; to też nawet pościeli nie zdołano uratować. 31 rodzin zostało bez dachu, bez odzieży i bez sposobu do życia. Budynki były zabezpieczone od ognia, ale gospodarze nie chcieli płacić składki ogniowej, więc teraz nie otrzymają wynagrodzenia. Na ratunek przybyły do Radoszewic straże ogniowe z Siemkowic i Woli. Straż z Osiakowa nie wyruszyła z powodu braku koni; tylko kilku gorliwych strażaków wybrało się pieszo z hakami w ręku, aby choć ile możność ratować mienie bliżnich. A. Walasik.

Obwieszczenia Publiczne 1920 nr 19

Notarjusz Zygmunt Świerczewski w Kaliszu, mający kancelarję w gmachu sądu okręgowego, obwieszcza, że zostały otwarte postępowania spadkowe po zmarłych:
18) Jadwidze Kałka, posiadaczce, prawem wieczystej dzierżawy, działki gruntu 21 mórg z maj. Radoszewice A, pow. Wieluńskiego;
Termin regulacji tych spadków wyznaczony został na d. 29 maja 1920 r. w kancelarji notarjusza Świerczewskiego w Kaliszu, dokąd winny stawić się osoby interesowane, pod skutkami prekluzji.

Gazeta Wieluńska 1925 nr 7


Samobójstwo. Dnia 10 listopa­da r. b. w lesie majątku Radoszewice powiesił się Mateusz Namyślak, lat 45.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1926 nr 31

OGŁOSZENIE.
Okręgowy Urząd Ziemski w Piotrkowie podaje do publicznej wiadomości, że na skutek wniosku włościan wsi Kuszyna z dnia 20-go listopada 1925 roku w przedmiocie scalenia gruntów wsi Kuszyna, w gminie Radoszewice, powiecie Wieluńskim położonej, Okręgowa Komisja Ziemska w Piotrkowie, decyzją, powziętą na posiedzeniu jawnem w dniu 9 marca 1926 roku (sprawa Nr. R. 29/26) postanowiła: 1) wniosek gospodarzy wsi Kuszyna o scaleniu ich gruntów, wyrażony w formie podania do Powiatowego Urzędu Ziemskiego w Wieluniu z dnia 20-go listopada 1925 roku, zatwierdzić, 2) ustalić obszar scalenia wsi Kuszyna, w granicach: a) wszystkich gruntów ukazowych tej wsi o powierzchni około 153 ha., b) gruntów majątku Radoszewice, które włościanie otrzymają za zlikwidowane serwituty, c) gruntów majątku Radoszewice o powierzchni, jaka okaże się niezbędną dla wyprostowania granic zewnętrznych, 3) wszcząć postępowanie scaleniowe na podanym wyżej obszarze.
OKRĘGOWY URZĄD ZIEMSKI.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1926 nr 33

Ogłoszenie.
Okręgowy Urząd Ziemski w Piotrkowie podaje do publicznej wiadomości, że na skutek wniosku włościan wsi Zmyślona z dnia 7 lipca 1925 roku w przedmiocie scalenia gruntów wsi Zmyślona, w gminie Radoszewice, powiecie Wieluńskim położonej, Okręgowa Komisja Ziemska w Piotrkowie decyzją powziętą na posiedzeniu jawnem w dniu 8 marca 1926 roku postanowiła: 1) wniosek włościan z dnia 7.VII. 1925 roku w przedmiocie scalenia ich gruntów — zatwierdzić, 2) ustalić obszar scalenia w granicach: a) gruntów ukazowych wsi Zmyślona o obszarze około 135 ha., b) gruntów zaserwitutowych tejże wsi o obszarze około 61 ha., c) gruntów wsi Bugaj o powierzchni około 6 ha., a stanowiących własność: Jana i Jadwigi małż. Jędraszczyk i Wojciecha Dury ze wsi Zmyślona oraz Bolesława i Marjanny Borczyk, Tomasza i Weroniki Marchewka, Marianny Dębkiewicz, Leona i Weroniki Kij, Józefa i Bronisławy Tokarczyk, Andrzeja Dury, Jakóba i Doroty Dura, Błażeja Graczyka, Jozefa i Jadwigi Zadwornych, Mateusza i Antoniny Walczak, Józefa i Marianny Stander, Piotra i Ludwiki Dura, Marcina, i Marjanny Nawrockich, Andrzeja i Józefy Szewczyk ze wsi Bugaj, posiadających po 4200 m2 tych gruntów d) gruntów pokarczemnych, należących do SS-rów Stanisława Rabendy o powierzchni około 5 ha., e) gruntów dworskich z majątku Radoszewice, własność Moszka i Berka braci Piekarskich o obszarze około 60 ha.
OKRĘGOWY URZĄD ZIEMSKI.

Obwieszczenia Publiczne 1926 nr 84

Dyrekcja Główna Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warsza­wie, na zasadzie artykułów 218 i 219 ustawy Towarzystwa, zawiadamia:
II. Okrąg Kaliski:
7) Wierzycieli hipotecznych dóbr Radoszewice A, B, C, D i części ma­jątku Radoszewice lit. A, wydzielone z dóbr Radoszewice lit. A, B, C, D, pow. wieluńskiego, w 2-ch księgach wieczystych uregulowanych, a mianowi­cie: 1) Bolesława Michnikowskiego, 2) Icka Pelta, 3) Józefa Rodaka, 4) Ludomiłę-Marjannę Skarda, 5) Dawida Bendeta, 6) Joska-Chaima Tille, 7) Szymona Łakomego, 8) Ludwika Grünfelda, 9) Esterę Szreier, 10) Szmula Frydmana.
(...) jako mających wpisy hipoteczne, bez obra­nego miejsca zamieszkania, z księgi hipotecznej wiadomego, że dobra poniżej wymienione, na zasadzie art. 221 tejże ustawy, obciążone pożyczkami Towa­rzystwa Kredytowego Ziemskiego, za zaległe raty, będą sprzedawane w kancelarjach niżej wymienionych notarjuszów, w niżej wymienionych miastach: (...)
Warunki licytacyjne dołączone zostały do odnośnych ksiąg hipotecz­nych i mogą być przejrzane w odpowiednich kancelarjach hipotecznych, lub też w biurze Dyrekcji Głównej Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie.
Vadium licytacyjne winno być złożone w gotowiźnie, lub w listach za­stawnych Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, licząc po cenie oznaczonej przez Dyrekcję Główną, wraz z bieżącemi kuponami, oraz z upoważnieniem do sprzedaży rzeczonych listów zastawnych.
W razie niedojścia do skutku sprzedaży dla braku licytantów, druga i ostateczna sprzedaż od zniżonego szacunku odbędzie się bez dalszych no­wych zawiadomień w terminie, jaki Dyrekcja Główna oznaczy i w pismach publicznych raz jeden ogłosi.
W razie niedojścia do skutku drugiej sprzedaży z powodu braku licy­tantów, dobra te na zasadzie art. 234 ustawy przechodzą na własność To­warzystwa.

Gdyby w dniu do licytacji wyznaczonym, przypadło święto kościelne, lub gdyby w dniu tym czynności w sądzie były zawieszone, sprzedaż odbę­dzie się w dniu następnym w kancelarji tego samego notarjusza.  

Przegląd Leśniczy 1926 marzec

Spis wszystkich lasów prywatnych, komunalnych, kościeln. i fundacyjnych w województwie Śląskiem, Poznańskiem, Pomorskiem i Łódzkiem o powierzchni ponad 50 ha według stanu z 1924 r. Zestawił W. Przybylski.
132. Nazwa majątku leśnego: Radoszewice, powiat Wieluń. Właściciel: Bernard i Maks Piekarscy . Obszar ha: (serw.) 807, 55.

Obwieszczenia Publiczne 1927 nr 20

Aleksander Rudzki, notarjusz przy sądzie okręgowym w Kaliszu obwieszcza, że zostały otwarte postępowania spadkowe po zmarłych:
2) Majerze Klotzu, współwłaśc. osady Alfonsów, pow. kaliskie­go, współwłaśc. działki ziemi około 57557 łokci z folwarku Dobrzec Mały, pow. kaliskiego, wierzyciel sumy 2000 rb. z %, kaucją 200 rb. z pod Nr. ć3e działu IV wyk. hip., nieruchomości w Kaliszu, hip. Nr. 140 litera B i właścicielu części 4500 mtr. kubicz. drzewa sosnowego, okrąg­łego, budowlanego i 176 sąż. drzewa opałowego, zabezpieczonych do Nr. 3 w dziale III wyk. hip. części maj. Radoszewice A, pow. wieluń­skiego;

Termin do zamknięcia tych postępowań wyznaczony został na dz. 13 września 1927 r., w kancelarji notarjusza Rudzkiego w Kaliszu, dokąd w tym dniu osoby interesowane winny stawić się z odnośnemi dokumentami, pod skutkami prekluzji.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1927 nr 27

OGŁOSZENIE.
Okręgowy Urząd Ziemski w Piotrkowie podaje do publicznej wiadomości, że Okręgowa Komisja Ziemska w Piotrkowie na posiedzeniu w dniu 30 grudnia 1926 r. postanowiła:
1) wniosek gospodarzy wsi Kuźnica-Ługowska z dnia 21 października 1924 roku oraz wniosek gospodarzy wsi Radoszewice z dnia 22 czerwca 1926 roku i wniosek gospodarzy wsi Kije z dnia 25 sierpnia 1926 roku w przedmiocie scalenia ich gruntów — zatwierdzić;
2) ustalić obszar scalenia w składzie:
I. a) gruntów wykazanych w tabeli likwidacyjnej wsi Kuźnica-Ługowska o powierzchni około 137 ha,
gruntów otrzymanych za zlikwidowane serwituty tej wsi z dóbr ziemskich Radoszewice o obszarze około 200 ha,
gruntów objętych księgą hipoteczną dóbr ziemskich Radoszewice o powierzchni około 1.4 ha, będących w posiadaniu Józefa Zygmunta;
II. a) gruntów wykazanych w tabeli likwidacyjnej wsi Radoszewice o powierzchni około 300 ha,
gruntów, otrzymanych z dóbr ziemskich Radoszewice za zlikwidowane serwituty tejże wsi, o powierzchni około 481 ha,
gruntów objętych księgą hipoteczną dóbr ziemskich Radoszewice o powierzchni około 12.42 ha, będących w posiadaniu Władysława Zygmunta, SS-rów Kazimierza Wolańskiego, Józefa i Błażeja Chałasów i Stanisława Mielczarka;
III. a) gruntów wykazanych w tabeli likwidacyjnej wsi Kije, o powierzchni około 38 ha, oraz
b) gruntów, jakie otrzymają uczestnicy scalenia — gospodarze wsi Kije, z tytułu likwidacji uprawnień serwitutowych tej wsi, obciążających dobra ziemskie Radoszewice, w przybliżeniu około 30 ha.
Orzeczenie to uprawomocniło się dnia 3 czerwca 1927 r.
OKRĘGOWY URZĄD ZIEMSKI w PIOTRKOWIE.

Obwieszczenia Publiczne 1927 nr 30

Notarjusz przy sądzie okręgowym w Kaliszu, Karol Wyganowski, obwieszcza, że po śmierci niżej wymienionych osób, zostały otwarte postępowania spadkowe:
2) Rachli-Sury Piekarskiej, wierzyc. sum: 250 dol., 358 dolar., 9993 dol. 50 cent. i 12.500 dolar., zabezpieczonej w IV dziale wyk. hip. dóbr Radoszewice i Radoszewice A., pow. wieluńskiego — (...)

Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych wyznaczony zo­stał na dn. 25 października 1927 r. i w dniu tym osoby w spadku zain­teresowane, winny stawić się w kancelarji notarjusza Karola Wyganowskiego w Kaliszu.

 Ziemia Sieradzka 1927 styczeń

Śmiertelny wypadek.
W dniu 14. b. m. podczas spuszczania sosny w lesie Raduszewickim, uległ śmiertelnemu wypadkowi Franciszek Kulifer lat 22 stały mieszkaniec wsi Delfin.

Obwieszczenia Publiczne 1928 nr 37a

Wpisy do rejestru handlowego.
Do rejestru handlowego, Działu A, sądu okręgowego w Kaliszu, wciągnięto następujące firmy pod Nr. Nr.:



W dniu 30 grudnia 1927 r.
8717. „Adam Bator" — sklep spożywczo-kolonjalny i wyroby ma­sarskie we wsi i gminie Radoszewice, pow. wieluńskiego, istnieje od 1917 roku. Właśc. Adam Bator, zam. w Radoszewicach.

Obwieszczenia Publiczne 1928 nr 32

Dyrekcja Główna Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w War­szawie, na zasadzie artykułów 218 i 219 ustawy Towarzystwa za­wiadamia.
I. Okrąg Kaliski
21. Właścicieli i wierzycieli hipotecznych dóbr: 1. Radoszewice A, B C, D, 2. część majątku Radoszewice lit. A, w dwóch księgach hi­potecznych uregulowane, obciążone pożyczką T-wa niepodzielnie, powiatu wieluńskiego, a mianowicie: 1. Władysława Laskowskiego, 2. Chaskel Nowaka, 3. Borucha Klotz, 4. Marję Klotz, 5. Izabelę Zabierzowską, 6. Justynę Klotz, 7. Hersza Nowomiast, 8. Borucha Głowiń­skiego, 9 Arona-Hersza Głowińskiego, 10. Marję Fuks, 11. Teodora Marcina Dużyńskiego, 12. Hersza Szeps, 13. Firmę ,,M. Preger", 14. Ludwika Grünfeld, 15. Esterę Szrajer, 16. Icka-Moszka Fiszer, 17. Jakóba Klotz,18. Esterę Szeier, 19. Jana Skowrońskiego, 20. Zeliga Le­win, 21. Aurelję Piekarską, 22. Izydora Klein, 23. Szmula Frydman, 24. Chaję vel Helenę Klotz, 25. Dorotę Klotz;

Obwieszczenia Publiczne 1928 nr 81

Wydział hipoteczny przy sądzie okręgowym w Kaliszu obwiesz­cza, że otwarte zostały postępowania spadkowe po zmarłych:
5) Michale Gruszczyńskim, właśc. 30 morg. z maj. Radoszewice A, B, pow. wieluńskiego;
Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych wyznaczony został na dzień 13 maja 1929 roku, w którym to dniu osoby interesowa­ne winny zgłosić swoje prawa w tymże wydziale hipotecznym, pod skutkami prekluzji.

Echo Łódzkie 1928 październik

Ciemnota wsi.
Chłopi pobili inżynierów, mierzących ich pola.
Z Wielunia donoszą:
Na polach pod Wieluniem rozegrało się wczoraj krwawe zajście. Miejscowi chłopi pobili do utraty przytomności geometrów, którzy mieli dokonać pomiarów gruntów.
Bank Ziemiański delegował z Warszawy do Wielunia 2 przysięgłych geometrów, inż. Mieczysława Piotrkowskiego (Pańska 105) i inż. Feliksa Kempistę (Leszno 108), aby w porozumieniu z Urzędem Ziemskim w Piotrkowie dokonali pomiarów melioracyjnych na polach wsi Radoszewice.
Pomiary miały być przeprowadzane celem podjęcia prac nad oszuszeniem moczarów i mokrych gruntów.
Ukazanie się geometrów na polach wywołało wśród chłopów poruszenie.
We wsi gruchnęła wieść, że pomiary dokonane być mają w celu wyznaczenia podatku od gruntów.
Nie dać im mierzyć — poszło po wsi.
— Jazda na nich!
I 50 gospodarzy i parobczaków ruszyło hurmem na pola.
Każdy chwyta co miał pod ręką: kosy, widły, cepy, kłonice. Wielu uzbroiło się poprostu w kamienie.
Gromada zatrzymała się przed inżynierami. Wystąpił jeden z najstarszych chłopów i w kategoryczny sposób zażądał, aby geometrzy opuścili pola.
— Nie! — brzmiała odpowiedź. — Nie zejdziemy, póki nie spełnimy swego obowiązku i nie dokonamy pomiarów.
Wtedy tłum rzucił się na geometrów. Posypały się razy.
Uderzony cepami w głowę inż. Kempisty zwalił się na ziemię. Cios kłonicą powalił w następnej chwili inż. Piotrowskiego i jego pomocnika p. Kanię. Kilku robotników towarzyszącym geometrom, odniosło ciężkie rany.
Nie dość na tem.
Rozbestwieni chłopi schwycili inż. Kempistę i zawlekli go do odległej o 10 metrów rzeki, gdzie wrzucili go do wody.
Inżyniera Piotrowskiego zaś pokłuli palami mierniczemi, zaopatrzonemi w żelazne końce.
Kilku robotników, przybyłych z geometrami, zdołało zbiec do Wielunia i zawiadomić o zajściu posterunek policji.
Przybyli do Radoszewic policjanci, aresztowali prowodyrów i głównych sprawców zajścia.
Rannym udzielił pierwszej pomocy lekarz powiatowy dr. Kosiński, poczem odwieziono ich do szpitala w Wieluniu. 

Łódzki Dziennik Urzędowy 1929 nr 5

Ogłoszenie.
,,Wobec niemożności doręczenia odpisu orzeczenia Ministra Reform Rolnych z dnia 29 listopada 1928 r. uzupełnionego zastrzeżeniami Okręgowego Urzędu Ziemskiego w sprawie nałożenia w trybie art. 15 ustawy z dnia 28 grudnia 1925 r, o wykonaniu reformy rolnej (poz. 1, Dz. Ust. R. P. Nr. 1 z roku 1926), obowiązku rozparcelowania 156 ha z nieruchomości ziemskiej Radoszewice, gminy Radoszewice, powiatu wieluńskiego, współwłaścicielowi rzeczonych dóbr, Bernardowi Piekarskiemu, Okręgowy Urząd Ziemski w Piotrkowie ogłasza i zawiadamia wyżej wymienionego, że odpis powyższego orzeczenia wraz z pismem Okręgowego Urzędu Ziemskiego Nr. R. 7468/28, zostały złożone w Urzędzie gminy Radoszewice i wywieszone na widocznem miejscu w lokalu tego Urzędu, a to zgodnie z art. 19 ustawy z dnia 11.8.1923 r. Dz. Ust. R. P. Nr. 90, poz. 706), oraz poucza, że orzeczenie to zaskarżeniu w toku instancji nie podlega".


Obwieszczenia Publiczne 1929 nr 30

Dyrekcja Główna Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w War szawie na zasadzie artykułów 218 i 219 ustawy Towarzystwa zawiadamia
I. Okrąg Kaliski.
15. Wierzycieli hipoteczn. dóbr 1. Radoszewice ABCD i 2. część majątku Radoszewice lit. A (w 2 ks. hipot. ureg., obciąż, poż. T-wa niepodz.) powiatu wieluńskiego, a mianowicie: 1. Władysława Laskowskie­go, 2. Nieujawnionych spadkobierców Michała Gruszczyńskiego, 3. Chaskla Nowaka, 4. Hersza Szeps, 5. Firmę ,,M. Preger" w Kaliszu, 6. Ludwika Grünfeld, 7. Esterę Szreier (Szrejer), 8. Jana Skowrońskiego, 9. Icka- Moszka Fiszer, 10. Zeliga Lewin, 11. Aurelję Piekarską, 12. Izydora Klein (Klejn), 15. Szmula Frydman, 14. Jakóba Klotz, 15. Hersza Nowomiast, 16. Natana Beatus, 17. Chaję vel Helenę Klotz, wdowę, 18. Nieujawnionych spadkobierców Majera Klotz, 19. Marję Fuks, i 20. Nieujawnionych spad­kobierców Racheli Piekarskiej.
jako mających wpisy hipoteczne, bez obranego miejsca zamieszka­nia z księgi hipotecznej wiadomego, że dobra poniżej wymienione, na zasadzie art. 221 tejże Ustawy obciążone pożyczkami Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, za zaległe raty będą sprzedawane w kancelar­iach niżej wymienionych notarjuszów: (...).
Warunki licytacyjne dołączone zostały do odnośnych ksiąg hipotecz­nych i mogą być przejrzane w odpowiednich kancelarjach hipotecznych, lub też w biurze Dyrekcji Głównej Towarzystwa Kredytowego Ziemskie­go w Warszawie.
Vadium licytacyjne winno być złożone w gotowiźnie lub w listach zastawnych Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, licząc po cenie ozna­czonej przez Dyrekcję Główną — wraz z bieżącemi kuponami, oraz z upoważnieniem do sprzedaży rzeczonych listów zastawnych.
W razie niedojścia do skutku sprzedaży dla braku licytantów, druga i ostateczna sprzedaż od zniżonego szacunku odbędzie się bez dalszych no­wych zawiadomień w terminie, jaki Dyrekcja Główna oznaczy i w pismach publicznych raz jeden ogłosi.
W razie niedojścia do skutku drugiej sprzedaży z powodu braku li­cytantów — dobra te na zasadzie art. 234 Ustawy przechodzą na własność Towarzystwa.


Gdyby w dniu do licytacji wyznaczonym przypadło święto kościelne, lub gdyby w dniu tym czynności w sądzie były zawieszone, sprzedaż odbę­dzie się w dniu następnym w kancelarji tego samego notarjusza.

Echo Łódzkie 1929 sierpień

Groźny pożar pod Wieluniem.
18 gospodarstw w morzu ognia.
Łódź, 10 sierpnia. — W dniu wczorajszym we wsi Radoszewice pod Wieluniem dwaj chłopcy 6-letni Józef Pawlak i 5-letni Józef Szyma bawiąc się zapałkami pod szopą niejakiego Marcina Pędli spowodowali pożar, który szerząc się z błyskawiczną szybkością objął w ciągu kilkunastu minut
połowę wsi.
Mimo usilnej akcji straży ogniowej spaliło się doszczętnie 18 gospodarstw, a mianowicie: Błażeja Zadwornego, Marcina Chabrysiaka, Wawrzyńca Paniewskiego, Tomasza Ochoty, Ludwika Zadwornego, Michała Łakomiaka, Marcina Pęgowskiego, Pawła Komoczki, Mateusza Boryszka, Tadeusza Wajdugi, Stanisława Boryszka, Antoniego Rabendy, Pawła Zaremby, Józefa Jędrzejczaka, Franciszka Zamorskiego, Marcina Demblina, Franciszka Nowakowskiego i Aleksandra Nowaczyka.
Straty sięgają wysokości około 150.000 złotych.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1930 nr 13

RUCH SŁUŻBOWY
w miesiącu kwietniu i maju 1930 r.
Dział Administracji Poczt i Telegrafów.
2) Paszkowska Helena, agentka poczt. w Radoszewicach, pow. Wieluń, zwolniona dnia 12 kwietnia b. r.
3) Chmielewski Józef, zamianowany agentem od dnia 12 kwietnia b.r. w Radoszewicach.

Obwieszczenia Publiczne 1930 nr 22

Wydział hipoteczny przy sądzie okręgowym w Kaliszu, Sekcji I, obwieszcza, że otwarte zostały postępowania spadkowe po zmarłych:
6) Maksie Piekarskim, współwł. maj. Radoszewice A. B. C. i części maj. Radoszewice A., pow. wieluńskiego.
Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych, wyznaczony zo­stał na dzień 22 września 1930 roku. W powołanym terminie osoby zain­teresowane winny zgłosić swoje prawa w powyżej wskazanym wydziale hipotecznym, pod skutkami prekluzji.

Obwieszczenia Publiczne 1930 nr 28

Dyrekcja Główna Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w War­szawie, na zasadzie artykułów 218 i 219 ustawy Towarzystwa za­wiadamia:
I. Okrąg kaliski
23. Współwłaścicieli i wierzycieli hipotecznych dóbr: 1) Radoszewice A, B, C, D i 2) część majątku Radoszewice. lit. A (w 2-ch ks. hip ureg. obc. poż. T-wa niepodzielnie), powiatu wieluńskiego, a mianowicie: 1) Władysława Laskowskiego, 2) Chaskiela Nowaka, 3) Jakóba Klotza 4) Małę-Dwojrę Klotz, 5) Helenę Klotz, 6) Benjamina Klotza, 7) Marjem Klotz, 8) Mojsie Klotza, 9) Leona Jedwabia, 10) Hersza Szepsa, 11) Fir­mę "M. Preger", 12) Ludwika Grünfelda, 13) Esterę Szreier, 14) Icka Moszka Fiszera, 15) Zeliga Lewina, 16) Izydora Klejna, 17) Hersza Nowomiasta, 18) Natana Beatusa, 19) Henocha Langnasa, 20) Abrama Szwarcbarta, 21) Rafała Baumgartena, 22) Dawida Szaja, 23) Justynę Klotz, 24) i Marję Klotz, 25) Dorotę Klotz, 26) Izabellę Zabierzowską i 27) Chaję vel Helenę Klotz, wdowę.
jako mających wpisy hipoteczne, bez obranego miejsca zamieszkania z księgi hipotecznej wiadomego, że dobra poniżej wymienione, na zasadzie artykułu 221 tejże ustawy, obciążone pożyczkami Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, za zaległe raty będą sprzedawane w kancelarji niżej wymienionych notarjuszów:(...).
Warunki licytacyjne dołączone zostały do odnośnych ksiąg hipotecz­nych i mogą być przejrzane w odpowiednich kancelarjach hipotecznych, lub też w biurze Dyrekcji Głównej Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Warszawie.
Vadium licytacyjne winno być złożone w gotowiźnie lub w listach zastawnych Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego licząc po cenie ozna­czonej przez Dyrekcją Główną, wraz z bieżącemi kuponami, oraz z upoważnieniem do sprzedaży rzeczonych listów zastawnych.
W razie niedojścia do skutku sprzedaży dla braku licytantów, druga i ostateczna sprzedaż od zniżonego szacunku odbędzie się bez dalszych nowych zawiadomień, w terminie, jaki Dyrekcja Główna oznaczy i w pis­mach publicznych raz jeden ogłosi.
W razie niedojścia do skutku drugiej sprzedaży z powodu braku li­cytantów — dobra te na zasadzie art. 234 ustawy przechodzą na wła­sność Towarzystwa.

Gdyby w dniu do licytacji wyznaczonym przypadło święto kościelne, lub gdyby w dniu tym czynności w sądzie były zawieszone, sprzedaż od­będzie się w dniu następnym w kancelarj i tego samego notarjusza.  

Łódzki Dziennik Urzędowy 1931 nr 1

OGŁOSZENIE.
Okręgowy Urząd Ziemski w Piotrkowie podaje do publicznej wiadomości, że orzeczeniem z dnia 28 października 1930 r.
postanowił:
1) wniosek Powiatowego Urzędu Ziemskiego w Wieluniu z dnia 7 października 1930 r. Nr. 2413, w sprawie rozszerzenia obszaru scalenia wsi Radoszewice, Kije, Kuźnica-Ługowska, gminy Radoszewice, powiatu wieluńskiego — zatwierdzić.
2) zwiększyć obszar scalenia Radoszewice, Kije, Kuźnica-Ługowska przez włączenie do tegoż około 3 ha gruntów, objętych księgą hipoteczną dóbr ziemskich Radoszewice.
Orzeczenie to uprawomocniło się dnia 5 grudnia 1930 roku.
w/z Naczelnika Wydziału:
(—) S. Trepka
Referent.

Echo Tureckie 1931 nr 23

Olbrzymi pożar wsi.
W dniu 7 czerwcu r.b., w nocy wieś Radoszewice pod Wieluniem nawiedziona zo­stała straszliwą klęską pożaru, który w pe­rzynę zamienił nieomal całą wioską.
Jeden z gospodarzy, wracając późną no­cą do domu, spostrzegł kłęby dymu, jakie wydobywały się z zagrody, stojącej w sa­mym środku wsi, a należącej do Wosowskiego Jakóba.
Wiatr począł rozrzucać iskry i żagwie na stojące wokół zabudowania gospodarskie, które w mgnieniu oka stanęły w ogniu.
Zaalarmowana straż ogniowa natychmiast ruszyła na ratunek, siły jej jednak okazały się zbyt małe, aby podołać żywiołowi.
Wezwano więc 6 oddziałów strażackich, które ruszyły na ratunek pogrążonym we śnie mieszkańcom. W jednym z domów, należącego do Jana Furmańskiego, w któ­rym ogień był bardziej zaawansowany, nie zdołano w porę wyratować znajdującego się w izbie dziecka — 7-letniej Marjanny Furmańskiej. Dziewczynka poniosła śmierć w płomieniach. Spłonęło doszczętnie 26 go­spodarstw rolnych wraz z martwym i ży­wym inwentarzem.
Straty są olbrzymie i sięgają 200 tysięcy złotych.

 Echo Sieradzkie 1931 czerwiec

Śmierć 7-letniej dziewczynki w płomieniach.
43 gospodarstwa pastwą pożaru.
Łódź, dnia 9 czerwca. Ubiegłej nocy wieś Radoszewice pod Wieluniem nawiedziona została straszliwą klęską pożaru, który w perzynę zamienił niemal całą wioskę.
Jeden z  gospodarzy, wracając późną nocą do domu, spostrzegł kłęby dymu jakie wydobywały się z zagrody, stojącej w samym  środku wsi, a należącej do Wosowskiego* Jakóba.
Wiatr począł rozrzucać iskry i żagwie na stojące wokół zabudowania gospodarskie, które w mgnieniu oka stanęły w ogniu.
Zaalarmowana straż ogniowa natychmiast ruszyła na ratunek, siły jej jednak okazały się zbyt małe, aby podołać i żywiołowi.
Wezwano więc 6 oddziałów strażackich, które ruszyły na ratunek pogrążonym we śnie mieszkańcom.
W jednym z domów, należącego do Jana Furmańskiego, w którym ogień był bardziej zaawansowany — nie zdołano w porę wyratować znajdującego się w izbie dziecka — 7-letniej Marianny Furmańskiej. Dziewczynka poniosła śmierć w płomieniach.
Mimo nadludzkich wysiłków straży i chłopów — spłonęło doszczętnie 26 gospodarstw rolnych wraz z martwym i żywym inwentarzem.
Straty są olbrzymie i sięgają 200 tysięcy złotych.
W czasie akcji ratowniczej we wsi Radoszewice — straż zaalarmowana została drugim pożarem jaki wybuchł w Nowej Wsi, gminy Konopnica.
Tutaj również z powodu sprzyjającego wiatru ogień rozprzestrzeniał się z ogromną szybkością przerzucając się z domu na dom. Pierwszy stanął w ogniu dom Wincentego Kraszewskiego.
Ogółem spłonęło tam 17 gospodarstw wraz z żywym i martwym inwentarzem.
Straty wynoszą około 155 tysięcy złotych.
Jak ustaliło dochodzenie policyjne przyczyną pożaru w Radoszewicach było nieostrożne obchodzenie się z ogniem, w Nowej wsi zaś zachodzi wypadek podpalenia.
Za sprawcą tej zbrodni prowadzone są poszukiwania.

*nieczytelne

Echo Sieradzkie 1931 czerwiec

ZBIÓRKA NA RZECZ POGORZELCÓW.
W związku s klęską pożaru, jaka dotknęła wieś Radoszewice, tutejsze Zrzeszenie Powiatowe Zw. Pr. Ob. Kobiet postanowiło przybyć z pomocą pogorzelcom, ofiarując w sekretarjacie BBWR, kwotę 25 zł. Jednocześnie zawiadamiamy, że dalsze składki dobrowolne na tę pomoc konieczną dla pogorzelców można składać w biurze BBWR. w Wieluniu, Plac Legjonów nr. 6.
Zarząd Zw. Pr. Ob. Kobiet.

Echo Sieradzkie 1931 8 październik

Osjakowa.
ORGANIZACYJNE POSIEDZENIE KOM. N. P. B.
Odbyło się tu organizacyjne posiedzenie miejscowego Komitetu Niesienia Pomocy bezrobotnym. Skład Komitetu stanowią: pp. Rudziński Ig. jako przew., Wróbel Ig. wójt gminy Radoszewice Nowak Ig., kier. szkoły, Hadryś Bol. sekr. gminy, Zysholc Szulem i Łuczak Wł., czł. Rady Gminnej.
Opracowany został szczegółowo plan działania na terenie gminy. Do zbierania ofiar na rzecz bezrobotnych zaproszone zostały wszystkie miejscowe stowarzyszenia, ponadto uchwalono urządzić w każdej wsi podkomitety, na czele z sołtysem i dwoma członkami.
Na wniosek przewodniczącego p. Rudzińskiego, postanowiono pobierać miesięcznie po 1 jajku z każdego domu, co dać może według obliczenia przeszło 200 złotych miesięcznie.
Komitet wystąpił też z prośbą do okolicznych właścicieli lasów i tartaków o ofiary w postaci drzewa opałowego.
Należy mieć nadzieję, że za przykładem Osjakowa pospieszą choćby ze skromnemi ofiarami, wsie okoliczne i przyczynią się do ulżenia doli głodujących mas bezrobotnych.
Azet.

Echo Sieradzkie 1931 28 październik

Nr. spr. 792/29.
OBWIESZCZENIE.
Komornik Sądu Grodzkiego w Wieluniu rewiru I-go Mieczysław Paszkowski, zamieszkały w Wieluniu, na zasadzie 1030 art. ust. sąd. cyw. obwieszcza, że na żądanie Chila Herszlikowicza i Henocha Oszpecina w dn. 29 października 1931 r. od godziny 10 rano w majątku Radoszewice, gm. Radoszewice będzie sprzedawany z licytacji ruchomy majątek należący do spadk. po Maksie Piekarskim — Henryka Piekarskiego i Aureli Piekarskiej składający się z 75 wozów żyta niemłóconego i 25 wozów pszenicy nie młóconej i oszacowany do sprzedaży na sumę sześć tysięcy (6.000) złotych, którego spis i szacunek przejrzany być może na miejscu sprzedaży w dniu licytacji.
Wieluń, dn. 25 września 1931 r.
Komornik: Mieczysław Paszkowski.

Echo Sieradzkie 1931 19 grudzień

OSJAKÓW.
CIEKAWY REFERAT O WYROBACH BETONOWYCH.
Mieszkańcy naszej osady mieli sposobność wysłuchania bardzo ciekawego i pouczającego odczytu na temat ogniotrwałego budownictwa wiejskiego.
W wyczerpującym, przeszło 3 godziny trwającym wykładzie, w słowach przystępnych, zaznajomił słuchaczy przedstawiciel Związku Polskich Fabryk Portland - Cementu z korzyściami i zaletami wyrobów betonowych i omówił wyrób i zastosowanie pustaka, dachówki cementowej, kręgów studziennych i t. p. Obecnych na odczycie było przeszło 160 osób, wszyscy wykładu tego z dużym zainteresowaniem wysłuchali.
Prelegentowi podziękował obecny na odczycie Komisarz Ziemski, prosząc go by nie ograniczał się jedynie do tego referatu, ale urządził kilku-dniowy praktyczny kurs wyrobów betonowych. Okolice Osjakowa wskutek przeprowadzonych i będących w toku scaleń kilkunastu wsi przebudowuje się bardzo silnie, piasku jest pod dostatkiem, więc warunki do zastosowania budownictwa betonowego są sprzyjające.
Wypożyczenie na praktyczny kurs kompletu maszyn do wyrobów betonowych względne pozostawienie ich w jednej ze scalonych wsi, np. Szynkielewie na pewnych warunkach, — nawet z punktu widzenia handlowego byłoby uzasadnione, idzie bowiem o zainteresowanie kilkunastu dużych wsi przenoszących swe budowle na nowe działki 1) Konopnica 488 ha. 2) Siemkowice 1136 ha. 3) Strobin 1043 ha. 4) Kuszyna 371* ha. 5) Radoszewice Kuźnica Ługowska i Kije* 1264 ha. 6) Zmyślona 296 ha. 7) Bębnów 391* ha. 8) Skrzynno 1613 ha. 9) Szynkielew 1043 ha. - 10) Lipnik Mazaniec 980 ha. 11) Walków 550 ha. 12) Chorzyna 618 ha. 13) Osjaków ....* ha.
Mamy nadzieję, że związek Polskich Fabryk Portland Cementu w interesie społecznym i dobrze zrozumianym własnym poświęci tej sprawie więcej uwagi i zainteresowania. W akcji tej może liczyć na pomoc i współpracę miejscowych czynników, zwłaszcza Urzędu Ziemskiego.

*nieczytelne, przypis autora bloga


Obwieszczenia Publiczne 1932 nr 26a

Do rejestru handlowego, Działu A, sądu okręgowego w Kaliszu, wciągnięto następujące firmy pod Nr. Nr.:
dnia 5 lutego 1932 r.
12674. „Marjanna Ryś", sklep kolonjalno-spożywczy w Radoszewicach, pow. wieluńskiego. Istnieje od 1931 r. Właścicielka Marjan­na Ryś, zam. w Radoszewicach.


Obwieszczenia Publiczne 1932 nr 31

Dyrekcja Główna Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w War­szawie, na zasadzie art. 218 i 219 Ustawy Towarzystwa, zawiadamia:
I. Okrąg Kaliski (Sekcja I)
2. Właścicieli i wierzycieli hipotecznych dóbr: 1) Radoszewice ABCD, 2) część majątku Radoszewice lit. A w 2 ks. hipotecznych ureg. obc. pożyczką Towarzystwa niepodzielnie, powiatu wieluńskiego, a mianowicie: 1) nieujawnionych spadkobierców: a) Maksa Piekarskie­go, b) Marcina Ignasiaka, 2) Władysława Laskowskiego, 3) Chaskla No­waka, 4) Jakóba Klotza, 5) Małę - Dwojrę Klotz, 6) Helenę Klotz, 7) Benjamina Klotza, 8) Marjem Klotz, 9) Mojsie Klotza, 10) adw. Maury­cego Kacinela, jako kuratora wakującego spadku po Maksie Piekar­skim, 11) Leona Jedwab, 12) Hersza Szepsa, 13) firmę ,,M. Preger" w Ka­liszu, 14) Esterę Szrejer, 15) Icka - Moszka Fiszera, 16) Joela Lewi, 17) Gustawa Taczanowskiego, 18) Stanisława-Jerzego Frenkla, 19) Małkę - Dwojrę Klotz, 20) Hersza Nowomiasta, 21) Natana Beatusa, 22) Henocha Langnasa, 23) Abrama Szwarcbarta, 24) Rafała Baumgartena, 25) Dawida Szaję, 26) Seweryna Szulca, 27) Justynę Klotz, 28) Marję Klotz, 29) Dorotę Klotz, 30) Izabellę Zabierzowską, 31) Chaję vel Hele­nę Klotz, wdowę, 32) Wilhelma Silibersztejna, 33) Izraela Altmana, 34) Sendera Altmana, 35) Berka Ankiera, 36) Maryca Ankiera, 37) Her­sza Szepsa, 38) Esterę Szrejer, 39) Izydora Klejna.


Echo Sieradzkie 1932 16 maj

WIZYTACJA PARAFJI W DEKANACIE WIELUŃSKIM.
J. E. ks. Biskup Kubina rozpoczął wizytacje poszczególnych parafji w dekanacie wieluńskim. Ks. biskupowi towarzyszy w objeździe ks. dziekan Przygodzki. Wizytacja odbywa się kolejno w następujących parafjach: Dzietrzniki, Pątnów, Mierzyce, Wierzchlas, Radoszewice, Chotów, Krzyworzeka, Wieluń, Zdzary i Dzietrzkowice.

J. E. ks. Biskup przybędzie do Wielunia dnia 25 b. m. a w uroczystość Bożego Ciała (26 b. m.) celebrować będzie procesję.

Echo Sieradzkie 1932 2 czerwiec

BOCIANY NIE TOLERUJĄ ZDRADY MAŁŻEŃSKIEJ.
Donosi nam jeden z czytelników, że we wsi i gm. Radoszewice, ktoś dla eksperymentu włożył do gniazda bocianiego jajo gęsie, które następnie zostało wylęgnięte przez samicę na równi ze znajdującemi się w gnieździe jajami bocianiemi.
Po pewnym czasie do wspomnianego gniazda — jak zaobserwowano — codziennie przybywało po kilkanaście bocianów. Wreszcie po kilku dniach odbył się w pobliżu gniazda duży zlot bocianów.
W wyniku tego wiecu wylęgnięte gąsiątko zostało z gniazda wyrzucone a nieszczęsna bocianica została formalnie poszarpana na strzępy dziobami oburzonych bocianów.


Echo Sieradzkie 1932 17 lipiec

KATASTROFALNA BURZA Z GRADEM I PIORUNAMI.
Szalejąca w tych dniach burza wyrządziła ogromne szkody w gm. Starzenice i Radoszewice, gdzie grad zniszczył zboże na przestrzeni pięciuset mórg.
Od uderzeń piorunów zniszczone zostało kilkanaście słupów telegraficznych.
W Osjakowie w wieżę kościelną kilkakrotnie uderzał grom nie czyniąc szkody dzięki zainstalowanemu tam gromochronowi. —

Echo Sieradzkie 1932 21 lipiec

BEZROBOTNI SZUKAJĄ SKARBÓW ZAKOPANYCH PRZEZ POWSTAŃCÓW.
Ostatnio na terenie gminy Radoszewice w okolicach Osjakowa odbywają się masowe poszukiwania za zakopanemi skrzyniami złota, które rzekomo miały być zakopane w czasie powstania przez ukrywające się po lasach wojska polskie.
Największy dół czterech metrów kwadratowych i trzy głębokie wykopany został na drodze w lasku Radoszewickim.
Czy poszukiwania te dały pozytywne wyniki niewiadomo.

Echo Sieradzkie 1932 21 lipiec

NIESZCZĘSNE GNIAZDO BOCIANIE.
Przed paru tygodniami pisaliśmy o tem, że we wsi Radoszewice, ktoś dla zbytków zamienił w gnieździe bocianem jedno z jaj -- podkładając w to miejsce jajo gęsie. Po wylegnięciu się gąsiątka odbywał się przez kilka dni zlot bocianów które oglądały w gnieździe dziwoląga, wkońcu "odmieniec" wyrzucony został z gniazda przez przybyłe bociany a nieszczęsna bocianica rozszarpana została przez nich w strzępy.
Obecnie w tych dniach pozostały bocian wraz z jednym potomkiem zabity został w gnieździe od pioruna.
Wypadek ten jest żywo komentowany przez mieszkańców wioski, którzy twierdza, że jest to zapowiedź mających nastąpić dalszych klęsk w wiosce.
Nadmienić należy, że w roku ubiegłym Radoszewice nawiedziły 2 wielkie pożary od których spalona została połowa wioski.

Echo Sieradzkie 1932 24 sierpień

Z SĄDU.
2 MIES. WIĘZIENIA ZA KRADZIEŻ SIANA I SIECZKI.
Sąd Grodzki w Wieluniu skazał mieszkańców wsi i gm. Radoszewice: M. Ocheja, I. Dubrasa i Wł. Rabende za dokonanie kradzieży siana i sieczki na szkodę Duszyńskiego, każdego na 2 mies. więzienia.

Echo Sieradzkie 1932 27 październik

Dobrana paczka sołtysów
na ławie oskarżonych.
Sąd Okręgowy kaliski na sesji wyjazdowej w Wieluniu rozpatrywał kilka spraw oskarżonych sołtysów poszczególnych wiosek o dokonane defraudacje pieniędzy skarbowych.
Z szeregu oskarżonych sąd skazał: Idczaka I. ze wsi Dęblicze gm. Skrzynki za defraudacje [przeszło] 2.000 zł. na 4 miesiące aresztu.
Zająca Zygmunta ze wsi i gm. Radoszewice za defraudację około 3.000 zł. na 2 miesiące aresztu.(...)
Wobec niskiego wymiaru kary i zwolnienia niektórych od winy prokurator przy Sądzie Okręgowym wniósł apelację.
Nadmienić należy, że prawie wszyscy oskarżeni byli bronieni przez wybitnych adwokatów.

Echo Sieradzkie 1932 17 grudzień

DWUŻEŃSTWO.
Przed paru tygodniami mieszkaniec wsi Zmyślona gm. Radoszewice pow.
wieluńskiego Fr. Rybak lat 28. rzekomo kawaler przybył do wsi Radoszewice gdzie wziął ślub z mieszkanką tejże wioski, posażną panną Jędraszczykówną. Rybak do aktu ślubnego przedstawił wszystkie potrzebne dokumenty to też ślub odbył się bez żadnej przeszkody. Rodzice Jędraszczykówny prócz wyprawienia sutego wesela zapisali jeszcze młodym kilka mórg ziemi, Rybak zaś obiecał wybudować się za własne pieniądze. Wszystko poszłoby po myśli Rybaka gdyby nie to, że wkrótce po ślubie przyszła do mieszkania Rybaków pewna biedna kobieta z dwojgiem małych dzieci, która przedstawiła się młodej przystojnej kobiecie jako ślubna żona Rybaka.
Zeznanie pierwszej żony Rybaka zrobiło na uwiedzionej tak straszne wrażenie, że padła na ziemię bezprzytomna. Po chwili przybył do mieszkania Rybak który na widok swej pierwszej małżonki mocno się zdetonował, przyczem przybyłą pierwszą żonę pobił i wyrzucił za drzwi wraz z lamentującemi dziećmi.
Wieść o dwużeństwie Rybaka lotem błyskawicy obiegła całą wioskę. Biedną pokrzywdzoną kobietą zajęli się sąsiedzi Rybaka.
Powiadomiona o powyższem policja Rybaka aresztowała. Pobita pierwsza żona Rybaka zeznała w policji, że przed 6-ciu laty została zaślubiona przez Rybaka w Niemczech gdzie wraz z nim przebywała na robotach rolnych. Rybak według jej oświadczenia, przed dwoma laty opuścił ją i według jego oświadczenia miał się udać w daleki świat. Rybakowa po przyjeździe z Niemiec zamieszkała wraz z dziećmi u swych rodziców w piotrkowskim gdzie też dowiedziała się przypadkowo, że maż jej przebywa, nie na krańcach świata lecz w sąsiednim powiecie wieluńskim.


Łódzki Dziennik Urzędowy 1933 nr 19

ROZPORZĄDZENIE WOJEWODY ŁÓDZKIEGO
z dnia 16 września 1933 r. L. SA. II. 12/15/33
o podziale obszaru gmin wiejskich powiatu Wieluńskiego na gromady.
Po zasiągnięciu opinij rad gminnych i wydziału powiatowego zgodnie z uchwałą Wydziału Wojewódzkiego z dnia 15 września 1933 r. na podstawie art. 107 ustawy o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorjalnego z dnia 23. III. 1933 r. (Dz. U. R. P. Nr. 35, poz. 294) postanawiam co następuje:
§ 1.

XVII. Obszar gminy wiejskiej Radoszewice dzieli się na gromady:
24. Radoszewice, obejmującą: Emilianów, wieś Radoszewice, maj. Radoszewice-Szewce-Szewczyki.
§2.
Wykonanie niniejszego rozporządzenia powierza się Staroście Powiatowemu Wieluńskiemu.
Rozporządzenie niniejsze wchodzi w życie z dniem ogłoszenia w Łódzkim Dzienniku Wojewódzkim.
(-) Hauke - Nowak
Wojewoda.

Obwieszczenia Publiczne 1933 nr 34a

Wpisy do rejestru handlowego.

Do rejestru handlowego sądu okręgowego w Kaliszu, Działu A,, wciągnięto następujące firmy pod Nr.:
dnia 30 listopada 1932 roku.
12932. Władysława Zając — sprzedaż artykułów kolonjalno-spożywczych w Radoszewicach, powiatu wieluńskiego. Istnieje od 1932 roku. Właścicielka Władysława Zając, zamieszkała w Radoszewicach.


Echo Sieradzkie 1933 1 luty

SKAZANI ZA KŁUSOWNICTWO I NIELEGALNE POSIADANIE BRONI.
W drodze administracyjnej skazani zostali przez Starostwo Wieluńskie — za nie prawne posiadanie broni i kłusownictwo następujący mieszkańcy powiatu.
(...) Graczyk L. z Radoszewic na 100 zł. grzywny i 1 tydzień aresztu. (...)

Echo Sieradzkie 1933 11 luty

KURS ROBÓT SZYDEŁKOWYCH W RADOSZEWICACH.
Pierwszy kurs robót szydełkowych odbył się w Radoszewicach w czasie od dn. 22 stycznia do dn. 5 lutego b. r. [przy] udziale 16 druh. i 2 pań z patronatu.
W czasie kursu druhny wykonały wiele doskonałych prac.
Kurs zakończył się w niedzielę dn. 5 b. m. wystawa wykonanych robót, który zwiedziła nieomal cała parafja oraz kilkanaście druhen z sąsiednich parafij. Na zakończenie kursu Ks. Patron urządził dla kursistek i grona członków wspierających S. M. P. w lokalu parafjalnym herbatkę z pączkami, która młodzież urozmaicała piosenkami i zabawami towarzyskiemi.
Z wielkim żalem żegnały druhny p. instr. Rudnicką z którą w tak krótkim czasie złączyła je serdeczna miłość i przywiązanie


Echo Sieradzkie 1933 7 marzec

KTO KOGO WZYWA DZIŚ NA POJEDYNEK OBYWATELSKI.
Przyjmując wezwanie Dra. L. Niemca wpłacam złotych 5 na fundusz budowy Łodzi Podwodnej im. Marszałka Piłsudskiego i jednocześnie rzucam takież wezwanie: Kierownikowi szkoły w Osjakowie p. Ignacemu Nowakowi: Prezesowi powiatowego Oddziału Związku pracowników administracji Gminnej p. Bolesławowi Hadrysiowi w Osjakowie, wójtowi gminy Radoszowice p. Ignacemu Wróblowi oraz Dwi wet. p. Sokołowskiemu Kazimierzowi właść. maj. Nowa—wieś.

I. Rodziński.

Echo Sieradzkie 1933 21 marzec

ZACHŁANNOŚĆ NIEOBYWATELSKA OBYWATELA.
W środę dnia 8 bm. odbył w Radoszewicach wizją lokalną Sąd Grodzki z racji konfliktu p. Dużyńskiego z dozorem parafji. Sądowi Towarzyszył grem. p. Zączkowski oraz obrońca parafji p. Przedpełski. Powiększenie cmentarza kosztem ziemi parafjalnej stało się kamieniem obrazy dla znanego dorobkiewicza z Wielunia, który roszcząc sobie pretensje do tytułu własności kościoła, chciał parafje najpierw steroryzować sądem, a potem zaproponować jej nabycie kościoła. Sąd tymczasem po zbadaniu sprawy na miejscu i przesłuchaniu świadków wydał wyrok odrzucający pretensje p. D i zasądził od niego na rzecz parafji 80 zł. kosztów. Nieprzejednany amator pieniężków za kościół zapowiedział apelacje do sądu okręgowego grożąc zamknięciem kościoła dla parafji A no zobaczymy, co powie sąd okręgowy? Kto dorobił się majątku na apteczce i udzielaniu pożyczek obywatelom, może je wydawać na procesy o zabieranie kościołów parafjom i usuwanie księży proboszczów. Obrońca Przedpełski radził w czasie rozprawy p. Dużyńskiemu rozpocząć proces najpierw z dozorem kary Wieluńskiej boć i jej współfundatorami byli Radoszewscy, którzy w 17 w. zbudowali drewniany kościół w Radoszewicach. Tak to często fortuna ludziom chciwym w głowie przewraca, popychając ich tam, o czem normalny człowiek nawet myśleć nie powinien.

Echo Sieradzkie 1933 30 marzec

Z RADOSZEWIC.
W dniu 19 marca b. r. w Radoszewicach. pow. wieluńskiego, została zorganizowana, staraniem miejscowego naucz. p. Józefa Szczepańskiego, uroczysta akademja, ku czci Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego.
Udział w akademji brały dzieci szkoły powszechnej.
Program był następujący:
1) Przemówienie o Panu Marszałku — p. Ig. Dziadek.
2) Pierwsza Brygada chór szkolny
3) Deklamacje uczenic kl II-ej.
4) Obrazek sceniczny p. t. "Gąski sierotki Marysi".
5) Deklamacje uczenic kl. V i VI.
6) Śpiewy:
a) Poborowy.
b) Święta miłości.
c) Bajka.
d) Żołnierzyki.
7) Ćwiczenia rytmiczne przy śpiewie.
8) Hymn Narodowy odśpiewali wszyscy uczestnicy
W zakończeniu p. J. Szczepański podziękował za liczne przybycie publiczności, która w swych okrzykach dała dowód wielkiego zainteresowania i zadowolenia z odbytej Imprezy.

Echo Sieradzkie 1933 27 maj

NIESUMIENNY POMOCNIK PISARZA GMINY.
Władysław Jasicki były pomocnik pisarza gminy Radoszewice stanął w tych dniach przed Sądem Grodzkim w Wieluniu, który skazał go na 3 miesiące aresztu za przywłaszczenie sobie pieniędzy egzekwowanych z wyroków sądowych.



Echo Sieradzkie 1933 27 sierpień

Wynik zawodów rejonowych w Osjakowie.
W ub. niedzielę na Zawodach Rejonowych Och. Str. Poż. w Osjakowie Sąd Konkursowy stwierdził, że ćwiczenia odbyły się w/g. regulaminu zawodów oraz obowiązujących przepisów — wobec czego ustalił następującą kolejność:
I. Ochot. Str. Poż. z Osjakowa, II. Ochot. Str. Poż. z Czernic. III. O. S. P. z Szynkielewa.
Dalsze miejsca zajęły oddz. O. S. P. z Konopnicy, Lipnik, Rychłocic i Radoszewic.

Echo Sieradzkie 1933 12 listopad

KRWAWA "ROZGRZEWKA" PASTUCHÓW.
W czasie pasenia bydła na łąkach [o]koło Radoszewic pastuchowie przemarźli na jesiennym zimnym wietrze zaczęli dla rozgrzewki baraszkować się między sobą.
Baraszkowanie to w krótkim czasie przemieniło się w krwawą bójkę, w wyniku której jeden z pastuchów Nowakowski Wawrzyn (niemowa) służący u Tomasza Rabędy w Radoszewicach - doznał niebezpiecznego przebicia boku nożem.
Na odgłos tej krwawej „rogrzewki", przybiegli starsi włościanie likwidując całe zajście oraz zajmując się mocniej poturbowanemi przeważnie kijami.
Nowakowskiego wskutek dużego upływu krwi i niebezpiecznej rany przewieziono do szpitala w Wieluniu na kurację.

W powyższej zaś sprawie prowadzi dochodzenie zawiadomiony miejscowy post. P. P.

Echo Sieradzkie 1933 27 listopad

DALSZE OFIARY NA RZECZ BEZROBOTNYCH.
W myśl wydanej odezwy Komitetu Powiatowego Funduszu Pomocy Bezrobotnym pow. wieluńskiego nawołującej do składania ofiar — dalsze ofiary na rzecz bezrobotnych złożyły następujące osoby:
P. Jakowicka Alojza — Mokrsko 40 mtr. ziemniaków, p. Łubieński Kazimierz — Starzenice 20 mtr. kartofli i 2 mtr. drzewa opałowego, p. Maciński Leon — Łagiewniki 2 mtr. żyta, p. Dużyński P. —Radoszewice 10 mtr. kartofli, p. Jędrzejewski Józef — Bieniec, 15 mtr. kartofli, p. Nowicki Witold — Parcice [10] mtr. kartofli, p. Meske — Dominium Ożarów 12 mtr. drzewa opałowego i p. Rymarkiewiczowa Felicja — Niedzielsko 2 mtr. żyta.

Echo Sieradzkie i Zduńskowolskie 1933 3 grudzień

Właściciel młyna pod płonącemi krokwiami.
Dzielni strażacy ratują życie starca.
W czasie pożaru młyna w Radoszewicach wydarzył się straszny wypadek który pociągnąłby za sobą życie
ludzkie.
Właściciel płonącego młyna Jan Nowakowski lat 64, ratując wraz z innymi mienie z płonącego budynku — został w pewnej chwili przywalony przez załamujący się sufit.
Na ratunek nieszczęśliwemu rzucił się jego syn i zebrani domownicy przy dzielnej pomocy strażaków którzy w mgnieniu oka wprost gołemi rękoma ...sunęli* płonące krokwie — wydobyto okrutnie poparzonego starca — którego w stanie b. groźnym przewieziono do szpitala W. W. w Wieluniu.

*nieczytelne, przypis autora bloga

Rozwój 1933 nr 115 (Prąd)

Dowcipny oszust
(a) Maria Korn, mieszkanka wsi Radoszewice, tejże gminy, powiatu Wieluńskiego przybyła do Łodzi by zakupić towar. Gdy przechodziła ulicą Nowomiejską zaczepił ją jakiś osobnik, proponując okazyjne kupno paczki materiału wełnianego.
Oszust zaprowadził Kronową na ulicę nad Łódką, gdzie pokazał wieśniaczce paczkę z towarem.
Ponieważ cena była bardzo przystępna po targu Kornowa nabyła sztukę za 60 zł. Gdy znalazła się na dworcu autobusowym, zamierzając wyjechać do domu, pokazała towar znajomym i wówczas dopiero ujawniło się, że wewnątrz znajdują się szmaty. Sprytny oszust zamienił w sposób niewidoczny paczkę. Poszkodowana zwróciła się do policji, która wdrożyła poszukiwania.

Gazeta Świąteczna 1933 nr 2761

WSPOMNIENIA POŚMIERTNE. Ś. p., Stanisława Idzikowska-Rabendowa, czytelniczka Gazety Świątecznej od roku 1900, zmarła we wsi Radoszewicach pod Wieluniem. Na pogrzeb dnia 22-go listopada zgromadziło się wiele ludu. Ś. p. Stanisława Idzikowska, po ukończeniu szkoły gospodarczej w Kruszynie, pracowała na gospodarstwie spólnie z ojcem i bratem we wsi rodzinnej Woli Rudlickiej, parafji Ostrówku. Pracowała też społecznie, biorąc dział w urządzeniu spólnej książnicy „Ligi kobiet”, dopomagając w początkach wojny legjonistom. a także w 1920 roku w czasie wojny bolszewickiej pomagała w zbieraniu ofiar na ranionych żołnierzy polskich. Pozostawiła w żalu nietylko męża i córkę, ale także i towarzyszów w pracy. Niech Bóg da jej wieczny spoczynek. W-ski.

Echo Sieradzkie i Zduńskowolskie 1934 24 luty

WYBORY DO ZARZĄDU GM. RADOSZEWICE.
W dniu 19 b. m. w Osjakowie w obecności Inspektora Samorządu p. J. Radomyskiego odbyły się wybory na wójta i do Zarządu Gminy Radoszewice.
Wynik wyborów przedstawia się następująco:
Wójtem wybrany został p. Rudziński Ignacy, zastępcą: p. Światłowski Wł.
Członkami Zarządu: pp. Rostkowski Miecz., Ślusarek Fr. i Górecki Andrzej.


Echo Sieradzkie i Zduńskowolskie 1934 20 marzec

PRZYDZIAŁ SPRZĘTU POŻARNICZEGO DLA STRAŻY POŻARNYCH W POWIECIE.
Na prośbę Oddziału Powiatowego i związkStraży pożarnych w Wieluniu Powszechny Zakład Ubezpieczeń Krajowych Wydział Prewencyjny przyznał dla poszczególnych Straży Pożarnych w powiecie niezbędny sprzęt pożarniczy w postaci beczkowozów, węży, drabin i t. p. oraz zapomogi w gotówce na ogniotrwałe pokrycie dachów remiz strażackich oraz na ich budowę.
Przyznane strażom pożarnym rekwizyty przydzielone będą przez Powiatowego Instruktora p. Tuszyńskiego następującym strażom pożarnym:
34) Radoszewice — 30 mtr. węża tłocznego i 4 mtr. węża szawnego:—

Echo Sieradzkie i Zduńskowolskie 1934 10 maj

DRZEWO Z CAŁEJ PORĘBY POSZŁO Z DYMEM.
W Radoszewicach w porębie leśnej-prawdopodobnie wskutek zaprószenia ognia zapaliła się kupa gałęzi.
Ogień* mając łatwopalny materjał w jednej* chwili objął 300 kup suchych gałęzi ....* mtr. drzewa opałowego i kilka....cy* drzewa przeznaczonego na ....* do tartaka.
Drzewo było własnością Sendla Leo...* kupca drzewnego ze Zduńskiej Woli.
Straty wynikłe z pożaru poszkodowany oblicza na 5,000 złotych.


*nieczytelne, przypis autora bloga

Echo Łódzkie 1934 listopad

Trzy osoby w płonących łóżkach.
Nocny alarm we wsi. 
Wieluń, 24.11. We wsi Radoszewice nocą w zagrodzie Stanisława Beresia wybuchł pożar, trawiąc doszczętnie dom mieszkalny, stodołę oraz inwentarz żywy.
Pożar wybuchł tak nagle, że domownicy obudzili się dopiero wówczas, gdy zaczęła się palić pościel oraz bielizna.
Na wszczęty alarm pogorzelców dzięki przybyciu w porę sąsiadów zdołano wyratować nieszczęśliwych od niechybnej śmierci.
Strasznie poparzonych: Stanisława Beresia, żonę jego Helenę oraz ich 4-ro letnią córkę Helenę— przewieziono do szpitala W. W. Św. w Wieluniu na kurację.
Jak ustaliło przeprowadzone dochodzenie ogień powstał prawdopodobnie wskutek podpalenia.

Echo Łódzkie 1935 maj

Pięć zagród w płomieniach.
Przejmujący ryk płonącego żywcem bydła.
Wieluń. 9. 5. — We wsi Radoszewice wybuchł groźny pożar którego pastwą padło pięć zagród włościańskich.
Ogień, który powstał w zagrodzie Góreckiego Andrzeja, trawiąc doszczętnie
oborę, stodołę, szopę i dach nad domem mieszkalnym, podsycany silnym wiatrem przenosił się na sąsiednie zabudowania w tak szybkiem tempie że nie zdążono uwolnić bydła które spłonęło żywcem.
Poszkodowanymi przez groźny żywioł są: Górecki Andrzej, Bator Adam, Patryk Franciszek, Dwornicka Rozalja i Lebioda Ignacy. — Spłonęły im domy mieszkalne, stodoły, szopy i obory oraz narzędzia rolnicze, sprzęty, inwentarz, drób itp.
Przyczyny powstania pożaru narazie nie ustalono, choć zachodzi podejrzenie zbrodniczego podpalenia na tle zemsty.
Jest to już czwarty większy pożar, który nawiedził stosunkowo w niedługim czasie nieszczęśliwą wioskę.

 Orędownik 1936 nr. 275

Mordercy i podpalacze
Reemigrant padł ofiarą bandyckiego porozumienia — Zamordowali swą ofiarę i podpalili zagrodę.
Łódź, 24. 11. — W kolonii Radoszewice pod Łodzią spłonęła zagroda Stanisława Więcka, składająca się z domu, obory i stodoły. W zgliszczach znaleziono zwęglone zwłoki 38-letniego Aleksego Kalety, krewnego Więcka, przybyłego ostatnio z zagranicy.
Dochodzenie ustaliło, że Kaleta, jako kawaler, po powrocie do Polski, osiedlił się u Więcka. Zapłacił on Więckowi już za cała zagrodę i miał ją przejąć na własność. Więcek stwierdziwszy, że Kaleta ma poważniejsze sumy oszczędnościowe, w porozumieniu ze swym szwagrem Józefem Idziakiem zabił reemigranta, ograbił, a następnie zwłoki obaj zawlekli na strych i zagrodę podpalili, celem zatarcia śladów.
Obu morderców i podpalaczy osadzono w więzieniu.

 Orędownik 1937 nr. 57

Kupują u Żyda. Urząd Stanu Cywilnego rz. - kat. Raduszewice kupuje wszelkiego rodzaju druki u Żyda Fajfra w Wieluniu. Tak samo Stromczyński Andrzej również zakupuje druki dla urzędu parafialnego u Żyda. Wstyd!

Łódzki Dziennik Urzędowy 1938 nr 21

OBWIESZCZENIE URZĘDU WOJEWÓDZKIEGO ŁÓDZKIEGO
z dnia 13 X. 1938 r. Nr. RU. VII. 1/3/165/38
o dokonanym scaleniu gruntów.
Na podstawie art. 1 i 2 ustawy z dnia 21 marca 1931 roku o dowodach prawa własności od gruntów scalonych (Dz. Ust. R. P. Nr. 39, poz. 340) niniejszym obwieszczam, że w wyniku przeprowadzonego scalenia gruntów
2) wsi Borki Drużbińskie, gminy Wierzchy, pow. sieradzkiego,
3) wsi Tuchań, gminy Siemkowice, pow. wieluńskiego,
4) wsi Szynkielew, gminy Konopnica, pow. wieluńskiego,
5) wsi Laski, 
gm. Radoszewice, pow. wieluńskiego,
nowoutworzone kolonie, wykazane w dowodach pomiarowych, sporządzonych dla wyszczególnionych wyżej obiektów scalenia, zostały zapisane na rzecz osób niżej wymienionych.
Jednocześnie zawiadamiam, że jeżeli w ciągu 3 miesięcy od dnia następnego po dniu opublikowania niniejszego obwieszczenia w Dzienniku Urzędowym Ministerstwa Sprawiedliwości nie wpłyną do Urzędu Wojewódzkiego pretensje poparte dowodami wytoczenia sporu sądowego o prawo własności do gruntów scalonych, to — zgodnie z art. 3 powołanej na wstępie ustawy — prawomocne orzeczenia, zatwierdzające projekty scalenia łącznie z dowodami pomiarowymi, będą podstawą do pierwiastkowej regulacji hipotecznej scalonych gruntów na rzecz osób wymienionych w niniejszym obwieszczeniu.
5. Obszar scalenia wsi Laski, gminy Radoszewice, powiatu wieluńskiego.
(...) osada pokarczemna Radoszewice.
1) Grunta hipoteczne osady pokarczemnej z maj. Radoszewice pod nazwą Osada Pokarczemna Radoszewice, Konecki Andrzej, Franciszek, Kazimierz, Władysław, Wojciechowska Jadwiga, Konecka Marianna, Drzazga Bronisława, Nr. działki 1, o pow. w ha 2.9504.
Za Wojewodę:
(—) Inż. Fr. Surman
Radca.

Obwieszczenia Publiczne 1938 nr 100

Wydział Hipoteczny, Sekcja III, przy Sądzie Okręgowym w Kali­szu obwieszcza, że otwarte zostały postępowania spadkowe po zmarłych:
2) Ignacym Świerku, właścicielu prawa wieczystej dzierżawy, do przestrzeni 37 morgów 150 pręt. z maj. Radoszewice A, B. C. D. F. G, pow. wieluńskiego;

Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych, wyznaczony zo­stał na dzień 21 czerwca 1939 roku, w którym to terminie osoby zainte­resowane winny zgłosić swoje prawa w kancelarii wyżej wymienionego Wydziału Hipotecznego, pod skutkami prekluzji. 275/38.  

Dziennik Łódzki 1953 nr 84

Z przebiegu kampanii siewnej
Czas nagli!
Nie można zwlekać z rozprowadzaniem reszty kwalifikowanego ziarna
Piękna pogoda jest sprzymierzeńcem naszego rolnictwa. Praca w polach trwa więc od świtu do zmierzchu. Meldunki z wczoraj daleko odbiegają od meldunków z dziś. Obszar zaoranych i zasianych pól rośnie bowiem z godziny na godzinę.
Wydłuża się lista PGR-ów, spółdzielni produkcyjnych i chłopskich gromad, które po zakończeniu siewu zbóż kłosowych rozpoczynają siejbę nasion roślin przemysłowych oraz sadzenie ziemniaków.
gm. Wydrzyn (pow. wieluński) do soboty 4 kwietnia wykonanie planu zasiewu zbóż kłosowych wynosiło 60 proc. — w ciągu wtorku i środy niemal wszyscy gospodarze ukończyli siejbę owsa i jęczmienia. Pomagało im 13 siewników z GOM i 41 siewników prywatnych, objętych obowiązkiem pomocy sąsiedzkiej.
Chłopi w gm. Mokrsko, nie mogąc się doczekać rozpoczęcia przez OS rozdziału i wymiany selekcjonowanego ziarna siewnego, posiali owies z własnych zapasów, w wielu wypadkach nadający się raczej na paszę niż do reprodukcji.
GS Konopnica wymieniła wprawdzie do 4 kwietnia całą pulę doborowych nasion owsa, lecz wydała plantatorom i gospodarzom nie objętym kontraktacją zaledwie 50 proc. jęczmienia. 31 proc, nasion lnu — nie rozprowadzono ani kilograma nasion pszenicy jarej. — Podobnie przedstawia się sprawa w gm. Radoszyce*.
Przykładów nienadążania za potrzebami wiosennej kampanii siewnej można przytoczyć więcej. Winę w tym wypadku ponoszą nic tylko zarządy GS, lecz i prezydia gminnych i powiatowych rad narodowych, które nie monitowały dość wcześnie kierownictw instytucji, odpowiedzialnych za dostarczenie we właściwym czasie kwalifikowanych nasion zbóż oraz roślin przemysłowych.
Należy pamiętać, że niewykorzystanie w akcji siewnej zaplanowanej puli nasion przeznaczonych do reprodukcji — to znaczne obniżenie plonów oraz poważna strata dla naszej gospodarki.

*Radoszewice? Przypis autora bloga.

Dziennik Łódzki 1961 nr 304

25. 12. w miejscowości Radoszewice pow. Wieluń spaliły się 2 stodoły i dachy na oborach Józefa i Jana Kowalczyków. Straty 70 tys. zł. Ofiar w ludziach nie było.

Dziennik Łódzki 1962 nr 109

W Radoszewicach (pow. Pajęczno) spłonęła stodoła, a w Srocku (pow. Piotrków) dom i obora mieszczące się pod jednym dachem.

Dziennik Łódzki 1964 nr 181

6 pożarów w woj. łódzkim
Straż pożarna odnotowała wczoraj 6 pożarów w województwie m. in. w Radoszewicach (pow. Wieluń) podczas omłotów spłonęła stodoła ze zbiorami a w Bachorzynie (pow. Łask) od iskry z komina spłonęły zabudowania gospodarcze i 2 sterty zboża. (kl)








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza