-->

wtorek, 23 kwietnia 2013

Siemkowice

Taryfa Podymnego 1775 r.
Siemkonice, wieś, woj. sieradzkie, powiat radomszczański, własność szlachecka, 70 dymów.

Tabella miast, wsi, osad Królestwa Polskiego 1827 r.
Siemkowice, województwo Kaliskie, obwód Piotrkowski, powiat Radomski, parafia Siemkowice, własność prywatna. Ilość domów 49, ludność 450, odległość od miasta obwodowego 8.

Słownik Geograficzny:
Siemkowice,  Siemikowice, w XVI w. Szamicowicze, Szyamicovicze, wś i fol., pow. wieluński, gm. i par. Siemkowice, odl. 26 w. od Wielunia, około 42 w. od Radomska i Częstochowy, posiada kościół par. murowany, szkołę początkową, urząd gminny, 118 dm., 803 mk. (9 dm., 52 mk. na folw.). W 1827 r. było 49 dm., 450 mk. Dobra S. składały się w 1882 r. z folw.: S., Kleszczowiec, Miedzno, Łukomierz; osad młyn.: Łukomierz, Kij, Jarząb i Papierek, rozl. mr. 3439: fol. S. gr. or. i ogr. mr. 647, łąk mr. 185, past. mr. 87, lasu mr. 1331, nieuż. mr. 106; bud. mur. 9, drewn. 14; płodozm. 4 i 7-pol.; fol. Kleszczowiec gr. or. i ogr. mr. 128, łąk mr. 32, past. mr. 85, lasu mr. 19, nieuż. mr. 11; bud. drew. 3; fol. Miedzno gr. or. i ogr. mr. 161, lasu mr. 11, nieuż. mr.10; bud. mur. 2, drewn. 1; fol. Łukomierz gr. or. i ogr. mr. 235, łąk mr. 41, past. mr. 45, lasu mr. 8, nieuż. mr. 23; bud. mur. 3, drewn. 8; w osadach młyn. gr. or. i ogr. mr. 152, łąk mr. 40, past. mr. 49, lasu mr. 3, nieuż. mr. 29; bud. drewn. 15; lasy nieurządzone, 4 młyny. Wś S. os. 54, mr. 871; wś Łukomierz os. 5, mr. 122. Jest to starożytna osada w dawnej ziemi wieluńskiej, położona około mili na płn.-zachód od Biały i Pajęczna. Leży ona na wyżynie, stanowiącej dział wodny Warty i Widawki. W 1875 r. na stokach wzgórza po nad łąką zwaną Cichówka, przy drodze do Chorzewa, odkryto cmentarzysko odwieczne. Prof. Pawiński rozkopał tu około 40 grobów z popielnicami i zebrane urny pomieścił w zbiorze starożytności przy uniwersytecie warszaw. Wedle tradycyi zapisanej przez Okolskiego S. były jedną z posiadłości wychodźcy czeskiego Wrszowca h. Oksza, który w XII w. miał tu osiąść (por. Radoszewice). Niewiadomo kiedy powstała tu parafia i kościół. Na początku XVI w. prawo patronatu mają dziedzice S. i Radoszewic. Kościół był p. w. św. Marcina. Zarówno łany kmiece jak i folw. dawały dziesięcinę pleban. miejscowemu. Za meszne dawano po korcu żyta z łanu i za kolędę po groszu z domu. W 1548 r. utworzono przy kościele bractwo Bożego Ciała. Dziedzice wsi przyjęli protestantyzm, lecz przy końcu XVI w. wrócili znów do katolicyzmu. Ze Siemikowską ożenił się Marcin Bielski, poeta i historyk, siedzący w poblizkiej Biały. W 1603 r. Siemikowscy uposażyli przy kościele altaryę św. Maryi Magdaleny. Według wizytacyi z 1765 r. część kościoła nowsza została dobudowana kosztem parafian ze wsi Lipnik (Łaski, L. B., I, 535 i przyp. wydawcy). W 1879 r. stanął nowy murowany kościół o trzech nawach, 60 łokci długi a 25 szeroki. Na kościele wieża basztowa ośmiokątna, 75 łokci wysoka. Dach blaszany. Wewnątrz kościół olejno malowany; w ołtarzach obrazy pędzla Hadziewicza (przeważnie). Konsekracyi dopełnił arcybiskup warszawski Popiel 22 maja 1880 r. Dwór dzisiejszy stoi na miejscu dawnego obronnego zameczku, oblanego zewsząd wodą. Do końca XVII w. mieszkali tu Siemikowscy, po nich w XVIII w. Święciccy, obecnie Karśniccy. S. par., dek. wieluński, 3050 dusz. S. gmina należy do s. gm. okr. IV w Działoszynie, st. p. w Działoszynie. Gm. ma 14,537 mr. obszaru, 401 dm. (29 mur.) i 2894 mk. (1414 meż., 1480 kob.). Opis kościoła i wsi podał kś. Justyn Gryglewski w Tygod. Powszech. z 1881 r. Nr. 49 i Przegląd Katol. Nr. 31 z 1880 r. i Nr. 35 z 1886 r. Br. Ch.

Spis 1925:
Siemkowice, wś i folw., pow. wieluń, gm. Siemkowice. Budynki z przeznaczeniem mieszkalne wś 141 (w tem 1 budynek niezamieszkały), folw. 13. Ludność ogółem: wś 842, folw. 189. Mężczyzn wś 394, folw. 88, kobiet wś 448, folw. 101. Ludność wyznania rzymsko-katolickiego wś 820, folw. 182, ewangelickiego folw. 7, prawosławnego wś 1, mojżeszowego wś 21. Podało narodowość: polską wś 842, folw. 189.

Wikipedia:
Siemkowice (Siemikowice)-wieś w Polsce położona w województwie łódzkim, w powiecie pajęczańskim, w gminie Siemkowice. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa sieradzkiego. W jej pobliżu znajduje się stacja kolejowa Chorzew Siemkowice. Tereny gminy obejmują prastare ziemie nadwarciańskie. Historia Siemkowic wiąże się z Bolesławem Krzywoustym. Wg Marcina Bielskiego Jan Werszowiec (Werszowic, Wrszowic, Wierszowiec, Wrsowicz) zabił w XI wieku w oblężęniu Wrocławia księcia czeskiego Świętopełka Przemyślidę i ze swoim oddziałem przeszedł na stronę Polaków przyczyniając się walnie do ich zwycięstwa. Król Bolesław III Krzywousty nagrodził go za ten czyn ziemią, do należała również wieś Siemkowice. Z biegiem czasu potomkowie protoplasty rodu Okszyców podzielili się wsiami i od ich nazw przyjęli nazwiska, stąd Okszyńscy, Radoszewscy, Błeszyńscy i Siemkowscy. Tak więc już w 2 poł. XV w. Siemkowice należały do Siemkowskich h. Oksza. Z tego rodu pojął żonę Marcin Bielski, kronikarz z Białej, gdzie osiadł na stałe w majątku żony. O tym, że Siemkowscy byli posiadaczami wsi jeszcze w XVI w., świadczy kamienna tablica wmurowana w ścianę kościoła z postacią rycerza i napisem po łacienie (w tłumaczeniu: "Tu spoczywa W. Pan Jerzy Siemkowski R. 1564"). Kolejnymi właścicielami wsi byli Święccicy h. Jastrzębiec, a od XVIII/XIX w. do 1945 r. rodzina Fundament-Karśnickich również h. Jastrzębiec. Warto odnotować, iż w 5 października 1900 r. spaliła się prawie cała wieś z wyjątkiem kościoła, dworu i kilku zabudowań gospodarczych. Już Werszowicowie "postawili tu mocny zameczek na wyspie między wody". Najstarsza faza dworu obronnego pochodzi zapewne z lat 1441-56. Obiekt został rozbudowany w poł. XVII w. i przebudowany w XVIII i poł. XIX w. Wzniesiono go na planie kwadratu, jest parterowy i podpiwniczony. W części wsch. posiada grube mury z kamienia polnego, będące pozostałością budowli XV-wiecznej. Zachowały się renesansowe obramienia okienne, cztery kamienne portale, nadproża wsparte na kroksztynach oraz w jednej z izb profilowana belka drewniana z data "1692". Odrestaurowany w l. 1952-3. Obok murowanego dworu – zameczku, do niedawna (ok. 1990 r.) istniał typowy dworek szlachecki z XVIII w. Obok miejsca gdzie stał pozostała lipa szerokolistna o wysokości pona 20 m i ponad 750 cm w obwodzie. Kościół św. Marcina zbudowano w 1879 r. na miejscu poprzedniego z 1603 r. Dobudowany jest do monumentalnej wieży (dołem czworobocznej, górą – ośmiobocznej) stanowiącej pozostałość najstarszego kościoła gotyckiego, zapewne z XV w. Najstarszymi zabytkami są renesansowe płyty nagrobne z XVI w. Jerzego Siemikowskiego i Zofii z Bielskich Boguckiej, wmurowane w ściany nawy i zasłonięte konfesjonałami, oraz obrazy Rafała Chadziewicza z XIX w. Do 1985 r. w kościele było jeszcze kilka tablic epitafijnych zdobionych kolorowymi herbami, wśród nich – tablica poświęcona pamięci Ludwika Niemojowskiego, katorżnika, a potem warszawskiego literata. Według rejestru zabytków KOBiDZ na listę zabytków wpisane są obiekty: wieża kościoła parafialnego, XV w., nr rej.: 565-XIV-68 z 9.01.1951 oraz 251 z 31.08.1967, dwór obronny, koniec XVII w., nr rej.: 651 z 31.08.1967, park, nr rej.: P-XIV-1 z 21.12.1946

Elżbieta Halina Nejman Majątki (Szlachta Sieradzka XIX wieku Herbarz)
SIEMKOWICE par. Siemkowice, p. pajęczański, siedzieli tu Siemikowscy po nich Święciccy, a następnie do 1945 roku Karśniccy. W 1879 roku wybudowano nowy, murowany kościół z ośmiokątną wieżą. W roku 1815 Siemkowice mają 152 włóki i 24 mg chełmińskie 36 półrolników, 7 zagrodników i 23 komorników, 8 czynszowników(2 młynarzy, borowy, karczmarz, ślusarz, szewc), Chorzew 96 włók i 24 mg, f-k Dylów i wieś Wręczyce 74 hub. Na dobra w 1882 roku składały się; folwark Siemkowice, Kleszczowiec, Miedzno, Łukomierz, Kij, Jarząb, Papierek o powierzchni 3439 mg. W 1927 roku i do 1945 r. własność braci Karśnickich, 1797 ha. W 1912 r. wieś i folwark o tej samej powierzchni, własność uwłaszczonych włościan i Jana Karśnickiego. (SGKP t.10, s.554, Lisiecki 1815 k.605-91, PGkal.)

1992 r.

Akta metrykalne (Parafia Rząśnia) 1742

 Gawłów i Siemkowice
27-go stycznia. Ja, prepozyt ochrzciłem córkę imieniem Konstancja, Wielmożnych Stanisława Święcickiego miecznika płockiego i Anny Starczewskiej prawowitych małżonków. Rodzicami chrzestnymi byli Wielmożny Mikołaj z Bielowa Bielowski łowczy sanocki i Wielmożna Konstancja Kobielska wojska sieradzka.

Gazeta Warszawska 1827 nr 82

Po śmierci Antoniego Karśnickiego Dziedzica dóbr Siemkowic, do których należą folwarki: Łukomierz, Miedźno i Kleszczowice z przynależytościami w Powiecie Radomskim położonych, i Wierzyciela kapitału 12,200 zł: Pol: z prowizyią na dobrach Chociwiu z przyległościami w Powiecie Sieradzkim położonych, w Dziale IV. pod Nrem 12 lokowanego; pod dniem 8 Listopada r. z. nastąpioney, otworzył się spadek, przeto o takowym po raz pierwszy donosząc, zawiadomia podpisany, iż do przeniesienia własności respective dóbr tych (Siemkowic z przyległościami) i kapitału 12,200 zł: Pol: z prowizyą, termin roczny w szczególe zaś na dzień 26 Marca 1828 w Kancellaryi Ziem: Woiew: Kaliskiego przeznaczony został. — Kalisz dnia 14 Marca 1827 roku.
Rejent Kancellaryi Ziemiańskiey Woiewództwa Kaliskiego,
F. Bajer.


Powszechny Dziennik Krajowy 1829 nr 217

Kommissya Rządowa Sprawiedliwości. Ogłasza: iż Rada Administracyyna Królestwa postanowieniem na dniu 11 Sierpnia r. b. wydanem, zapisy testamentem przez niegdy Maryannę z Kempistych Topolską wdowę we wsi Czernicach Woiewództwie Kaliskiem przed Reientem Powiatu Wieluńskiego zdziałanym, poczynione, iako to: 1mo. Dla Kościoła w Siemkowicach złpol. 3,000. 2do. Dla kościoła w Ossyakowie złtpol. 3,000, stosownie do art. 910 Kodexu Cywilnego z zachowaniem praw osób. trzecich zatwierdziła. w Warszawie dnia 25 Sierpnia 1829 r. w Zastępstwie Ministra Prezydniącego. Radca Stanu, Wincenty Unicki. Za Sekretarza Jeneralnego Młodzianowski.

Gazeta Warszawska 1830 nr 150

Po Antonim Myszkowskim, w dniu 13 Czerwca 1829 roku zmarłym, otworzonem iest postępowanie spadkowe, o którem donosząc podpisany Rejent, zawiadomia: iż do przeniesienia na rzecz iego Sukcessorów własności summ, mianowicie:
1) a) 4464 zł: Pol: z prowizyą, — b) 140 zł: Pol: z Wyroku Sądowego, na Dobrach Dzierlinie części B. w Powiecie Sieradzkim położonych, w Dziale IV. pod Nrem 6.
2) 700 zł: Pol: z większey początkowey summy 2000 zł: Pol: wynikających, na Dobrach Wóytostwie Sieradzkiem z przy ległością Wiechucice, także w Powiecie Sieradzkim leżących, w Dziale IV. pod Nrem 9 lit: b.
3) 8500 zł: Pol: na Dobrach Chotow, w Powiecie i Obwodzie Wieluńskim, w Dziale IV, pod Nrem 14. sposobem ostrzeżenia zapisanych.
4) 13,000 zł: Pol: z większego kapitału 60,000 zł: Pol: na Dobrach mieście Działoszynie z przyległościami w Powiecie Wieluńskim położonych, w Dziale IV. pod Nrem 15 hypotekowanego, i podobnież z większego kapitału 40,000 zł: Pol: na Dobrach Siemkowice z przyległościami w Powiecie Radomskim, Obwodzie Piotrkowskim leżących, w Dziale IV, pod Nrem 6 lit: a, mieszczącego się, od Stefana Puacza przez cessyą nabytych.
5) 9589 zł: Pol: na Dobrach Sadokrzyce, w Powiecie Wartskim, Obwodzie Kaliskim położonych, w Dziale IV. ad 4 lit: a. sposobem ostrzeżenia zapisanych,
dla zmarłego spadkodawcy hypotecznie zabezpieczonych, termin roczny na dzień 12 Maia 1831 roku w Kancellaryi Ziemiańskiey Woiewództwa Kaliskiego wyznaczony został. — Kalisz dnia 11 Maia 1830 roku.
Rejent Kancellaryi Ziemiańskiey Woiewództwa Kaliskiego,
Franciszek Nowosielski.


Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1841 nr 6

(N. D. 156) Podpisany Rejent Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Kaliskiej ogłasza wiadomość o toczącem się postępowaniu spadkowem po niegdy: 1. Karolu Gnoińskim właścicielu 1/9 części summy złp. 9,985 5/7 na dobrach Siemkowice i 1/9 części summy złp. 6,420 gr. 23 2/7 na dobrach Działoszynie lokowanych, tudzież
(…) do uregulowania zatem spadków tych czyli przepisania summ ad 1 et 3 wyrażonych na pozostałych sukessorów, zaś ad 2 do wykreślenia wprost z hypoteki dóbr Biernacic wyżej wzmiankowanego gruntu, wyznaczonym został termin na dzień 1 (13) Lipca 1841 r. nа godzinę 10 z rana w Kancellaryi mojej Rejenta, na który interesentów pod prekluzyą po raz pierwszy wzywam.  
w Kaliszu dnia 18 (30) Grudnia 1840 r.
Piotr Paweł Szrubarski.

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1850 nr 147

(N. D 1486) Rejent Kancellaryi Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu.
Po śmierci:
2. Tekli z Puaczów Karczewskiej właścicielki summ; a) złp. 1192 6/7 czyli rs. 178 kop. 92 6/7: b) złp. 1684* 2/7 czyli rs. 249 kop. 67 2/7, z pożyczki Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego na dobra Siemkowice z Okręgu Radomskiego udzielone, do depozytu Dyrekcyi Głównej tegoż Towarzystwa złożonych(...) Otworzyły się spadki do regulacyi których wyznacza się termin na dzień 2 (14) Października 1850 r. w Kancellaryi hypotecznéj w Kaliszu.
Kalisz dnia 16 (28) Marca 1850 roku.
Jan Niwiński.

*nieczytelne

Gazeta Rządowa Królestwa Polskiego 1853 nr 137

(N. D. 2518 ) Sąd Policyi Poprawczej Wydziału Piotrkowskiego.
Zapozywa Marcina Reszko v. Jana Lipę, lat 30 liczącego, ze służby utrzymującego się z wsi Szymkoyica Okręgu Wieluńskiego pochodzącego, a obecnie z pobytu niewiadomego, aby się w Sądzie tutejszym do ogłoszenia mu wyroku przez Sąd kryminalny Gubernii Warszawskiej w II Instancyi wydanego, w przeciągu miesiąca stawił, a w razie bowiem przeciwnym wydane za nim będą listy gończe.
Piotrków d. 20 Maja (1 Czerw.) 1853 r.
Sędzia Prezydujący, Radca Dworu, Bóbr.

Dziennik Powszechny 1862 nr 135

(N. D. 3122) Rejent Kancelarji Ziemiańskiej Gubernii Warszawskiej w Kaliszu. Po śmierci:
2. Marcjanny Karśnickiej wierzycielki sumy złp. 83,600, albo rs. 12,540 na dobrach Siemkowice z Okręgu Radomskiego w dziale IV. wykazu pod Nr. 22 i zahypotekowanej i przywiązanego do niej prawa zastawy w dziale III pod Nr. 8 stojącego. (…) otworzyły się spadki, do regulacji których wyznaczam termin przed sobą na dzień 19 (31) Grudnia 1862 r. godzinę 10 z rana w Kancelarji hypotecznej w Kalisza. Kalisz d. 29 Maja (10 Czerwca) 1862 r. E. Ordon.

Dziennik Warszawski 1868 nr 138

N. D. 4028. Rejent Kancelarii Ziemiańskiej w Kaliszu.
Po śmierci: 1. Józefy Marji de Klopman, co do rsr. 1,800, w Dziale IV pod Ν. 26a. wykazu dóbr Siemkowice z Okręgu Radomskiego hypotekowanych.
Otworzyły się spadki, do uregulowania których, termin nadzień 2 (14) Stycznia 1869 r. przed sobą, w Kaliszu wyznaczam.
Kalisz d. 21 Czerwca (3 Lipca) 1868 r.
Zenon Łopuski.

Dziennik Warszawski 1872 nr 31

Wiadomości krajowe.
Otwarte zostały szkoły początkowe w dyrekcjach: b) kaliszskiej: katolickie dla dzieci obojej płci, we wsiach: (...) Siemkowicach, w powiecie wieluńskim, z etatem po 150 rs. 17 1/2 kop.

Dziennik Warszawski 1872 nr 190

Gaz. Pol. podaje korespondencję z powiatu wieluńskiego, z d. 29 sierpnia (10 września) r. b., z której przytaczamy następujące szczegóły: (…) W dużej wsi Siemkowice, gdzie dotąd nie było szkółki, zaraz po jej otwarciu zgłosiło się 200 przeszło dzieci, żądnych nauki. Pocieszający to, jak widzimy objaw; dodamy, że i inne gminy same się teraz proszą o szkółki. (…)

Dziennik Warszawski 1875 nr 190

DZIAŁ WEWNĘTRZNY.
WIADOMOŚCI KRAJOWE.
Cmentarzysko pogańskie w Siemkowicach. Na skutek wiadomości, podanej w Gazecie Warszawskiej o urnach wykopywanych przez włościan we wsi Siemkowice w powiecie Wieluńskim, udał się profesor uniwersytetu A. Pawiński na wskazane miejsce, celem dalszych tamże poszukiwań archeologicznych. Poszukiwania te, jak pisze prof. Pawiński w liście wydrukowanym w tejże gazecie, pomyślnym uwieńczone zostały skutkiem. Oto są słowa listu: „Z charakteru kilku grobowisk, wykopanych przez włościan w Siemkowicach przed mojem na miejsce przybyciem, powziąłem przekonanie, że ich się tam więcej znaleźć powinno. Jakoż tedy w krótkim bardzo czasie udało mi się odkryć pod ziemią około 40-u grobowisk, które prawdopodobnie stanowią część rozległego niegdyś, a dziś już prawie zniszczonego cmentarzyska. Na powierzchni ziemi nie dostrzeżesz żadnych śladów, któreby wskazać mogły, że tu było miejsce wiecznego spoczynku naszych praojców pogan. Kilkanaście zagonów zasadzonych kartoflami, zasianych owsem, dwie przecinające się z sobą drogi polne, otóż i miejsce, na którem przed wielu wiekami składano kości spalone i prochy zmarłych. Tylko przez zagłębienie żelaznej sondy (pręta lub rożna) wynajdujesz warstwy kamieni, ukryte pod orną ziemią i trafiasz na grobowiska kamienne, mieszczące w sobie urny z kośćmi spalonych nieboszczyków. W ciągu trzech dni, zacząwszy od 7(19) sierpnia, otworzyliśmy wszystkie, jakie się tylko odszukać dały na przestrzeni około dwóch morgów grobowiska, przy pomocy światłego ks. Gryglewskiego, oraz p. Adama Wróblewskiego, obywatela z Podolina z Piotrkowskiego, który ze świeżym zapałem do poszukiwań archeologicznych w wycieczce tej mi towarzyszył. Grobowiska owe ustawione były z kamieni polnych większych lub mniejszych, a pod lub między głazami mieściły się popielnice po jednej lub kilka w każdym grobie. Ogół urn odsłonionych z pod kamieni dochodził do 40-u; wiele z nich już było zgniecionych, znaczną jednak część udało się nam wydostać w całości. Nierównie ważniejsze odkrycie stanowią znalezione w urnach, wśród masy spalonych kości przedmioty z których o epoce cmentarzyska wniosek wyprowadzić można. Bronz miesza się tu na równi z żelazem. Na kościach w wielu bardzo urnach dostrzegać było można zielone plamy, stanowiące niedokwas miedzi, który się utworzył z rozłożonych części bronzu. Kilka kawałków drobnych bronzu oraz jedną obrączkę bronzową znaleźliśmy w całości. Żelazo widocznie jeszcze do ozdób kobiecych było używane, a więc z najdawniejszej epoki żelaznej; spotkaliśmy bowiem szpilki, spinki i obrączki żelazne. Nadto kilka kulek stopionego metalu i jedną perłę szklanną. Na podstawie tych danych odnosimy cmentarzysko w Siemkowicach do epoki mieszanego bronzu z żelazem, która u nas zdaje się obejmować pierwsze wieki po Narodzeniu Chrystusa, Rodzaj cmentarzyska, charakter grobowisk, kształt popielnic, sposób ich umieszczenia w grobie utwierdzają nas w przekonaniu, że rozkopane przez nas w Siemkowicach cmentarzysko, również jak i inne podobne, w kraju naszym spotykane, było miejscem spoczynku nie obcej, wędrownej ludności, ale naszych praojców, z dawien dawna w krainie nad Wartą osiadłych. Szczegółowy opis tych zabytków pierwotnej cywilizacji naszej pomieszczę wkrótce w Tygodniku Ilustrowanym.  

Przegląd Katolicki 1880 nr. 31

KORESPONDENCJA PRZEGLĄDU KATOLICKIEGO.
Siemkowice (dekanat wieluński).

Dwa pamiętne zdarzenia ma do zanotowania w ubogiej swojej kronice parafja Siemkowicka: wizytę kanoniczną JW. Biskupa Popiela i poświęcenie nowowzniesionego kościoła.
Najstarsi ludzie nie pamiętali tu Biskupa. Siemkowice bowiem położone o 6 mil od Sieradza, Częstochowy i Radomska, połączone z temi głównemi punktami komunikacji ubocznemi, często piasczystemi drogami nie nęcą do siebie, ale dla dzisiejszego Biskupa naszego nie ma dalekiej i przykrej drogi. Wiadomość, że Pasterz, zwiedzając w maju b. r. kilkanaście w Wieluńskiem kościołów, odwiedzi także siemkowicki i poświęci go zarazem, napełniła parafjan radością. Ruch zapanował wszędzie, bo wszędzie robiono przygotowania, by przed tak rzadkim i wysokim gościem, świątecznie wystąpić. W d. 21 maja, naznaczonym na przybycie księdza Biskupa, wszystko co mogło w parafji wyruszyło na spotkanie; z sąsiednich, a nawet dalszych parafji, nadciągały liczne kompanje. Od południa wszystko to już czekało przy drodze na Pasterza djecezji, chociaż dopiero na wieczór zapowiedziany był jego przyjazd. Gdy z wieży ujrzano zdaleka powóz biskupi i uderzono w dzwony, każdy z bijącem sercem zwrócił się w stronę przyjazdu. A gdy Jego Ekscellencja po przyjęciu chleba i soli od miejscowego obywatelstwa, przybrał się w pontyfikalne szaty i insygnja, i gdy po zaintonowaniu „Kto się w opiekę," z kilkotysięcznych piersi zagrzmiała ta rzewna pieśń nasza i orszak ruszył ku kościołowi, nastąpiła tak uroczysta i tak wzruszająca chwila, że ją odczuć tylko można, ale opisać trudno. Wiejskie dzieweczki skromnie, ale czysto i gustownie po swojemu ubrane, słały kwieciem drogę Pasterzowi, a włościanie w swoich wieluńskich, modrych kamizelach, nieśli nad głową Jego baldachim. Bracia i siotry różańcowe, mając naczele przybranego odpowiednio przestrzegacza porządku kościelnego, poprzedzały duchowieństwo, obywatelstwo i massy ludu. Prześliczny to był i wspaniały zarazem obrazek sielski na tle religijnego życia naszego. Gdy Ekscellencja wchodził w progi kościoła, chór dzieci wiejskich wykonał na głosy antyfonę „Ecce Sacerdos magnus," ułożoną na tę uroczystość i nauczoną przez miejscowego proboszcza. Świątynia nowa, odpowiednio przystrojona i oświecona rzęsiście. Biskup otoczony licznem duchowieństwem po raz pierwszy przestępujący progi świątyni. Głosy niewiniątek, połączone z organem, śpiewające Hosanna przychodzącemu w imię Pańskie, wszystko to wywierało na obecnych silne wrażenie, do piersi wstąpiło uczucie szczęścia.
Gdy Jego Ekscellencja zasiadł na przygotowanym dla siebie tronie, proboszcz miejscowy w powitalnej mowie, zdając sprawę z robót dokonanych w winnicy Pańskiej, skreślił między innemi historję budowy nowego kościoła w Siemkowicach, którą tu powtarzamy. Proboszcz dzisiejszy, przybywszy tutaj na objęcie parafji w 1872 r., zastał kościół opuszczony i bardzo ciasny. Miał bowiem 19 łokci długości i 9 szerokości. Prócz tego różne sprzęty kościelne i brackie zawalały go i nie było ich gdzie usunąć. Taka szczupłość miejsca przy ludności 3 1/2 tysiąca wynoszącej, była powodem, że większa połowa zgromadzonych w niedziele i święta, musiała stać pod gołem niebem, i niesłysząc kazania, ani mszy świętej, nie biorąc udziału w śpiewach i modłach kościelnych, wracała bez pociechy do domu. Przy swojej szczupłości kościół stary był odrażająco niekształtny: ściany jego garbate, popękane, z których tu i owdzie sterczały całe ogromne głazy. Na tych ścianach, nieprzechodzących wysokością 10 łokci, wspierał się ciężki, niezgrabny sufit z desek, pomiędzy któremi szczeliny dozwalały widzieć wiązania i dach. Dach nieproporcjonalnie wysoki, jedną stroną spadał aż do samej ziemi, z drugiej prawie żadnego nie tworzył okapu. Zakrystyjka niezwyczajnie mała, a raczej ciasny lamus, z jedynemi drzwiami, światło słabe z ukosa wąziuchnym otworem do niej wpadało i wszystko tam gniło. Okna, drzwi bez żadnej symetrji, a wszystko to wołało ratunku. Płot żerdziowy około cmentarza popsuty. Cmentarz był ulicą przechodnią. Przystęp do kościoła był tak stromy, że w zimie w czasie ślizgawicy był dla wielu prawie niepodobny do przebycia. Ta istna brzydkość spustoszenia na miejscu świętem nie wzbudzała uszanowania należytego domowi bożemu. To też lud odwykł od nabożeństwa, zdziczał, czego były smutne dowody. Zaradzając szczupłości miejsca, przybudował proboszcz w 1873 r. murowaną obszerną kruchtę wraz z trupiarnią, której wcale nie było, a która miała służyć zarazem na skład utensyljów, zawalających miejsce i rażących oczy. Otoczył sztachetami cmentarz kościelny, a przejście z wsi na plebanję gdzieindziej urządził. To zrobiwszy, zaczął nawoływać parafjan do przebudowania kościoła w sposób taki, żeby nowowzniesione mury stanowiły z nim całość. Trudne to nawoływanie przez 5 lat trwało, znajdowało trudności nawet tam, gdzie miało prawo spodziewać się ułatwień. Jednakże za pomocą bożą i zgodą niezmiernej większości, a raczej wszystkich, z wyjątkiem jednego, zrobiono podanie do Władz rządowych o dozwolenie składki parafjalnej, i w dniu 9 czerwca 1878 r. położyliśmy kamień węgielny pod nowy kościół. Lud wiejski, z wiernem tradycji obywatelstwem miejscowem, złożył grosz krwawy i ciężki trud swój, a to wszystko uczynił z takim zapałem, z taką energją, że w następnym roku 1879 dnia 31 sierpnia wprowadzono już publiczne nabożeństwo do nowego kościoła. Niemałej wagi jest ten fakt, że w jednym roku kościół został wystawiony! I to kościół murowany, 60 łokci długi, 25 szeroki, o trzech nawach, oddzielonych filarami, z posadzką wyrobu Grancowa w Warszawie, której łokieć kwadratowy kosztuje z ułożeniem przeszło 8 złotych Nad kościołem unosi się wieża basztowa ośmiokątna, cztery okna wielkie szklanne i ośm mniejszych z żaluzjami mająca; 75 łokci, wysoka. Dachy na wieży i na kościele blaszane. A to wszystko zrobiła parafja własnemi siłami, bez żadnej zapomogi, z wyjątkiem ofiar złożonych dobrowolnie przez życzliwych dla Siemkowic znajomych.
Rozbudzonego żywiej przywiązania do kościoła, są dowodem także różne ofiary, jakie dla upiększenia kościoła zrobiono. Wspomnę tu tylko o tych ofiarodawcach, którzy stosunkowo do swojej zamożności, bardzo wiele złożyli. Fabrykanci i robotnicy huty szklannej złożyli się na storublowy żyrandol. Łukasz Gajęcki i Stanisław Chęciński, włościanie, zakupili dwie platerowane lampy, każda po 30 rubli. Tomasz Kapela, sołtys, ofiarował 20 rubli na dwa lichtarze ozdobne do cyborium i welon na puszkę. Pomijam drobniejsze ofiary. Kto zna nasz lud i wie, jak ciężko mu się rozstać z groszem, który mu z trudnością przychodzi, ten oceni wartość wyżej wymienionych ofiar.
Ks. Biskup, w odpowiedzi na mowę proboszcza, winszował parafjanom nowego kościoła, przedstawiał, jak wielkiem szczęściem dla człowieka chrześcjanina mieć kościół, szczęście to ci dopiero dokładnie ocenić potrafią, którzy go kiedy nie mieli. Zachęcał do wytrwania w wierze, nadziei i miłości, wskazując te cnoty jako podstawę cnót wszelkich.
Gdy wprowadzono naszego Pasterza na plebanję, ks. kanonik Filochowski wstąpił na ambonę i w prostej a gorącej mowie, wyjaśnił ludowi znaczenie przybycia Biskupa i przygotował go do godnego przyjęcia Bierzmowania, które w dwóch dniach następnych Pasterz miał udzielać.
W pamiętny dla parafji naszej dzień następny, który był dniem poświęcenia kościoła, po mszy biskupiej, zakończającej długą ceremonję poświęcenia, odprawił summę ks. Michalski, dziekan i proboszcz wieluński. Po krótkim wypoczynku, Jego Ekscellencja rozpoczął bierzmowanie. Po obiedzie egzaminował dzieci, które odbyły pierwszą Kommunję. Otoczony dziatwą, którą Chrystus tak kochał, a której serce było czyste, bo świeżo obmyte w źródle świętej pokuty i uświęcone przyjęciem Ciała i Krwi Pańskiej, promieniał szczęściem ojca wśród kochających dzieci. Tembardziej Pasterz czuł się szczęśliwym, że to młode pokolenie w parafji składało dowody, że przyjęło z korzyścią naukę przygotowawczą, wykładaną sobie przez proboszcza. Za trafne odpowiedzi udarował je obrazkami i medalikami, które drogocenną będą dla nich na całe życie pamiątką. Po egzaminie znowu było bierzmowanie, które się skończyło dopiero późnym zmrokiem.
Na trzeci dzień, to jest w niedzielę św. Trójcy, Jego Ekscellencja konsekrował dzwon niedawno ulany, potem celebrował pontyfikalnie wielką mszę, a następnie zaś bierzmował  bez odpoczynku aż dotąd, dopóki się ostatni nie wybierzmował; w ciągu dwóch dni wybierzmowanych było 3,070 osób. Duchowieństwo w znacznej zebrane liczbie, idąc za przykładem swojego przewodnika, pracowało też gorliwie, czego dowodem około 5 tysięcy wykomunikowanych w ciągu trzech dni. Ks. kanonik Filochowski prawdziwy missjonarz ludowy, w swoich popularnych naukach, których miewał po kilka dziennie, wiele się przyczynił do korzyści duchownych, jakie lud wyniósł z tych trzechdniowych uroczystości.
Po obiedzie tegoż dnia, ksiądz Biskup odjechał do Rząśni na której zakończyć się miał wiosenny objazd z powodu zbliżającej się uroczystości Bożego Ciała. Lud wyciągniony w długie kolumny przy drodze, żegnał ukochanego swojego Pasterza ze łzami, schylał głowy po ostatnie błogosławieństwo, i długo jeszcze gonił okiem za oddalającym się powozem.
Uzupełniając historję budowy siemkowickiego kościoła, składam podziękowanie wszystkim, co się przyłożyli do prowadzenia budowy i przystrojenia tej świątyni. Szczególniejsza jednak podzięka należy się domowi Karśnickich, dziedziców dóbr Siemkowice, którzy prócz 100 rs., ofiarowanych na kruchtę, składki dość znacznej na nich przypadającej, ofiarowali 50 sztuk wyborowego drzewa za 88 rubli, prócz tego śp. Ignacy, patrjarcha tego szanownego domu, zmarły 15 marca r. b., przed śmiercią przeznaczył 200 rs. na odnowienie ołtarzy, do których zięć W. Grodzicki z Wrzący, przez cześć dla nieodżałowanego ojca dołożył 100 rs. Drugi zięć W. Olszowski złożył 50 rs. w czasie budowy. W-na Zuzanna Karśnicka, żona zmarłego Ignacego, ofiarowała 66 rubli na kapę. Z dalszej rodziny Karśnickich W-ny Kiślański Władysław ofiarował piękną żelazną balustradę do presbiterium. W. Wróblewski Jan, przez cześć dla ś. p. baronowej de Klopman, z domu Karśnickiej, w Siemkowicach pochowanej, swoim i zebranym od krewnych funduszem, zakupił dla kościoła 1,000 sztuk tafelek w fabryce Grancowa na posadzkę do presbiterium, co było szczęśliwem zapoczątkowaniem, bo ta piękna i trwała posadzka w całym jest dzisiaj kościele. W-ny Ręczlewski z tycb samych pobudek ofiarował 60 rs. W-na Staszewska ofiarowała robotą ręczną wykonane piękne antepedium. WW. Damięccy, właściciele Chorzewa, oprócz 20 tysięcy cegły, ofiarowanej na kruchtę i składki na kościół, jaka na nich wypadała, przez swoje stosunki familijne starali się powiększyć fundusze budowy. Roboty mularskie i ciesielskie sumiennie prowadzili August i Juljusz bracia Schaer ze Szląska, według rysunku i pod okiem pana Konopackiego, budowniczego powiatu, któremu też wiele kościół zawdzięcza. Wszystkim wymienionym i niewymienionym ofiarodawcom i dobrodziejom składam serdeczne „Bóg zapłać!"
Ks. J. Gryglewski.
Kaliszanin 1880 nr. 63


W d. 22 z. m. we wsi Siemkowice, (w Wieluńskiem), odbyło się poświęcenie nowowzniesionego kosztem parafian kościoła. Na tę uroczystość przybył J. E. biskup Popiel— który w obecności kilku tysięcy parafian i licznego duchowieństwa, przybyłego z okolicy, dokonał obrzędu poświęcenia.

Kurjer Warszawski 1880 nr 178

= Nowy kościół.
W dniu 22 b. m. we wsi Siemkowicach, w wieluńskiem, JEks. biskup Popiel poświęcił nowo wzniesioną świątynię.
Kościół ów został wybudowany kosztem parafji.
W ceremonji wzięło udział liczne duchowieństwo otoczone tłumem parafjan.

Kurjer Warszawski 1882 nr 131

=Jeszcze dwóch.
W Siemkowicach, w powiecie wieluńskim, mieszka przy dzieciach Walenty Łakomy vel Kołodziejczyk, niegdyś towarzysz „małego kaprala", dziś 92-letni staruszek, ociemniały.
Łakomy w 1812 r. w miesiącu marcu wstąpił do wojska b. księstwa warszawskiego i odbył całą kampanję rosyjską.
Piątym pułkiem w którym służył Kołodziejczyk, dowodził Iskierka; pułk stał w Gdańsku.
Ztamtąd wymaszerował z lewem skrzydłem armji i był w bitwie pod Rygą.
Podwakroć brany do niewoli, podwakroć z takowej uchodził i łączył się z swym pułkiem, który cofał się na Królewiec do Gdańska i tu wytrzymał oblężenie aż do zawarcia pokoju.
W 1815 r. wstąpił w szeregi formujących się wojsk i opuścił je dopiero w 1830 r. dotknięty ślepotą. Dziś pomimo dotkliwego kalectwa staruszek trzyma się dobrze i apetyt ma wyborny, nogi mu tylko wypowiadają posłuszeństwo.
Czasami jednak każe się prowadzić do kościoła...

Utrzymanie starca stanowi zasiłek rządowy w ilości 47 rs. (...)

Przegląd Katolicki 1884 nr. 27

Korespondencja "Przeglądu Katolickiego."
Z Wieluńskiego, Siemkowice.

Wysileni składkami na budowę kościoła siemkowickiego, dokończonego 1879 r., chociaż brakowało dużo jeszcze wewnątrz, a głównie ołtarzy, musieliśmy spocząć w robotach, by nabrać sił nowych. Nabożeństwo odprawiało się przy starych ołtarzach. W bieżącym roku przyszła kolej na ozdoby wewnętrzne. Kościół został pomalowany, a do ołtarzy nowych i przerobionych, wezwany został znany pozłotnik z Warszawy p. Jodłowski. Trzeba było pomyśleć i o obrazach. Ołtarze wspaniałe godne pięknych obrazów, tych aż siedm potrzeba;—a tu parafjanie biedni, kassa wyczerpana. Cóż tu robić? Wziąwszy z sobą jednego z parafjan siemkowskich, uczciwego i rozumnego włościanina, zabrawszy z sobą 200 rubli, jedyny rozporządzalny fundusz i zapewnienie parafjan, że i oni drugie tyle złożą, wyruszyliśmy w styczniu b. r. do Warszawy na zdobycie siedmiu obrazów, a koniecznie pięknych i takich rozmiarów, że jeden z nich około 5 ciu łokci wysokości mieć był powinien. W Warszawie obejrzeliśmy wszystkie prawie po kościołach piękne obrazy, zwiedziliśmy wystawę Sztuk Pięknych. Przypatrując się obrazowi M. B. Opieki, p. Styki z Krakowa, wyczytałem na głos cenę jego 7,000 rubli i zapytałem się towarzysza, czyby go nie kupić dla Siemkowic; uśmiechnął się litośnie na tę propozycję. Smak się coraz bardziej wyrabiał, bo i towarzysz miał instynktowe poczucie piękna, pragnienie posiadania pięknych obrazów wzmagało się, ale wszelkie marzenia rozbijała niby maczugą smutna rzeczywistość, że pieniędzy na piękne obrazy nie ma... Znając, nie osobiście ale z dzieł W-go Hadziewicza Rafała, b. professora szkoły Sztuk Pięknych, nestora naszych polskich, zwłaszcza religijnych malarzy, postanowiłem zwrócić swoje kroki do niego nie po to, by mu proponować roboty, bom uważał jego drogocenne obrazy nie dla nas biedaków; chciałem tylko poinformować się, do kogo mamy się udać, by nasze życzenia możliwie najlepiej zadowolone zostały... Wiedziałem, że ma wielu uczniów zdolnych. P. H. wysłuchał nas cierpliwie, a dowiedziawszy się, że tak małe mamy fundusze a tak wielkie żądania, uśmiechnął się i z całą serdecznością odezwał się do nas: „Za te pieniądze trudno wam znaleźć dobrego malarza, ale oceniając dbałość waszej parafji o chwałę Boga, oceniając wartość moralną waszego grosza, złożonego kosztem wygód a może nawet i potrzeb życia, za ten wasz grosz wdowi, co tak zaważył wobec Chrystusa, ofiaruję się wam wszystkie żądane obrazy zrobić, proście tylko Boga, bym zdążył je zrobić, bo to już ciągnę dziewiąty krzyżyk." Podziękowałem Temu naprzód, który kieruje sercami ludzkiemi, prostuje ścieżki, i urządza wszystko doskonale; podziękowałem zacnemu synowi Kościoła i dobremu obywatelowi kraju i dobrodziejowi naszej parafji—a towarzysz mój wiedząc odemnie czem był P. H. upadł mu do nogi. Gdy po powrocie opowiedziałem z ambony to wszystko i zaleciłem modły za zdrowie dobrodzieja kościoła siemkowickiego, lud od łez wdzięczności wstrzymać się nie mógł. Słowo p. H. dziś już czynem dokonanym: obrazy obiecane w styczniu, od końca maja już są w Siemkowicach. Na wszystkich obrazach widnieje podpis artysty, na jednym dodane, że obrazy wykonał w 81 roku życia. Obraz do wielkiego Ołtarza przedstawia św. Trójcę, objawioną w czasie chrztu Chrystusowego, 2 obrazy przeznaczone do bocznych ołtarzy, przedstawiają Przemienienie Pańskie i M. B.Różańcową. W 3 medaljonach się mieszczą: Św. Marcin patron Kościoła, Św. Mikołaj i św. Walenty. Takiego zaszczytu by mieć 6 obrazów pendzla p. H. i 7-my przerobiony jego ręką, nigdyśmy się nie spodziewali, mało zapewne kościołów ma ich razem tyle, choć rozrzuconych po różnych kościołach kraju 200 z górą naliczono. Bogu niech będzie za to chwała. Ten fakt ogłaszamy nie dla reklamy, bo jej takiej sławy artysta nie potrzebuje, nie dla czczej pochwały dobrodzieja naszego, bo same jego dzieła będą wiekami chwalić go przed Bogiem i ludźmi, notujemy tylko ten fakt dla tego, by według Chrystusa woli, światło jaśniało na korcu i przyświecało tym, którzy w domu są, by widzieli dobre uczynki i chwalili Ojca, który jest w niebiesiech. Niech ten odblask gwiazdy, mającej się już ku zachodowi, oświeci szczególniej młode pokolenie adeptów sztuki, by wiedzieli jak niewyczerpanem źródłem natchnienia jest głęboka wiara, by zwracając oczy ku ideałom nawet wśród ciężkiej pracy na chleb powszedni, nie zapominali o przestrodze Chrystusa Pana: „nie samym chlebem żyje człowiek."
Że czyny bezinteresowności nie są tak rzadkie u nas, w czasie tak rozwijającego się realizmu, mieliśmy sposobność dowiedzieć się szczególniej, budując kościół przy niesłychanie ograniczonych środkach. Pominę wiele innych, ale jeden przytoczyć się ośmielę. Tan Milewski, artysta malarz i professor rysunków w szkołach rządowych, jednocześnie zrobił nam prześliczny obraz Chrystusa w grobie, naturalnej wielkości. Pomysł, rysunek, koloryt, kontury, skrupulatne wykończenie szczegółów złożyły się na jego piękność. Materjalnie oceniając ten obraz wart jest 300 rs. T. M. oddał nam go za tyle ileśmy mieli, za 50 rubli! Zrobił to dla tego, by złożył „swoją cegiełkę" do budowy, mającej na celu chwałę Bożą i moralność ludu. Te 50 rubli jeszcze na raty rozłożył. Za tę ofiarę chrześcjanina, chrześcjańska należy mu się wdzięczność, którą mu w naszych modlitwach składać będziemy i następcom naszym w aktach kościoła ten obowiązek zlecimy. Ponieważ p. Milewski niedawno jest pośród nas i nie miał czasu dać się poznać w szerszem kole z swojego talentu i wysokiej sumienności, przeto dla korzyści kościołów podnoszę jego nazwisko wobec braci kapłanów, którzy go jeszcze nie znają, a pragną mieć piękne i stosunkowo tanie obrazy.
Ks. Justyn Gryglewski.

Kurjer Warszawski 1884 nr 46

— Napoleończyk.
Znowu jeden z wiarusów napoleońskich ubył z szeregu.
W dniu 10-ym lutego we wsi Sienkowice, w powiecie wieluńskim, zakończył życie Walenty Łakomy.
Służył on w wielkiej armji i po 16-tu latach zawodu żołnierskiego wrócił w r. 1828-ym ociemniały pod strzechę wiejską, gdzie obecnie wśród koła dzieci, wnuków i prawnuków dokonał pracowitego i uczciwego żywota.
Mimo sędziwego wieku lat 94-ch, był silny i przytomny aż do śmierci, którą poprzedziła krótka choroba.
Był ubogim, wyprawiono mu jednak suty pogrzeb, na który zebrała się cała gromada miejscowa i dużo ludu ze wsi okolicznych...  

Kaliszanin 1885 nr. 93


Idzi Kozubski, parobek ze wsi Siemkowice, w pow. wieluńskim, znajdując się przy młocarni. upadł tak nieszczęśliwie. że dostał się pod koło takowej i w skutek potłuczenia zmarł.

Zorza 1886 nr 42

Z POD WŁASNEJ I OBCEJ STRZECHY
NOWOŚCI,
— W parafii Siemkowice w pow. Wieluńskim X. Gryglewski proboszcz, odprawił żałobne nabożeństwo za duszę ś. p. Rafała Hadsiewicza, znakomitego malarza religijnego, o którego zgonie już wpierw pisaliśmy w Zorzy. W kościele tej parafii jest 6 obrazów pięknych pędzla tego malarza, wykonane za pół darmo.



Kaliszanin 1887 nr. 53

We wsi Siemkowice, powiecie wieluńskim, spalił się młyn wodny drewniany, ubezpieczony na 180 rs.; straty zaś w ruchomościach wynoszą 300 rs.


Zorza 1889 nr 13

  Kamień węgielny pod tę świątynię został położony w roku 1878, a że parafjanie skwapliwie poczęli robić składki, więc już następnego 1879 roku kościół był pod dachem blaszanym.  



Jeździec i Myśliwy 1894 nr 24

W Siomkowicach (w pow. wieluńskim) u p. Ignacego Kurznickiego, w d. 17 b m. 14 myśliwych zabiło w 9 miotach: 65 zajęcy, 9 kuropatw i 1 cietrzewia.


Zorza 1894 nr 40

Z listów do Zorzy.
Z pow. wieluńskiego, w gub. kaliskiej.
Treść: Zacofanie okolicy. Wędrówki do Prus. Ich skutki. Bogactwa przyrodzone. Czego nam brak.
Strony nasze, jako oddalone od wielkich miast, kolei, a w wielu miejscach nawet od szosy, może nie są tak ciekawe, jak wiele innych. Wiedząc jednak, jak przyjemnie poznawać choć z opisu nieznane nam osobiście okolice, podaję niniejszy mój list z pow. wieluńskiego dla nieznających nas braci. Mam zaś nadzieję, że pismo to Redakcja umieści w „Zorzy”.
Dość smutnie przedstawiają się strony nasze; brak tu dróg łączących nas z resztą świata, przez to brak nam z nim łączności, a to sprawia zacofanie różnych pojęć u ludzi, a więc chroni także od rozpowszechnienia wśród niego wielu nowych pomysłów, udoskonalających wysiłek pracy ludzkiej, azatem i korzyści z nich. Niewielu zna u nas ulepszone narzędzia rolnicze; w okolicy niema cukrowni, ani większych fabryk, które mogłyby wskazywać naszym rolnikom nowe dochody, prócz zwykłej hodowli inwentarza, najpospolitszych zbóż kartofli; brak u nas przemysłowości, a co najsmutniejsze, że do postępu na lepsze wogóle, a więc i w pracy, ludzie się u nas nie garną. Nie radzą tu więc zbiorowo, gromadą, nad wspólnem dobrem; nie tworzą spółek wzajemnej pomocy, jak się to zdarza w innych stronach... Wprawdzie mieszkańcy stron naszych nie są bogaci, ale przecież wspólnemi siłami mogliby wiele zrobić dla polepszenia swego bytu. Toć mówią, że „gromada to wielki człowiek”!
Od paru lat najsilniejsi z naszych ludzi wychodzą, gromadnie na robotę do Prus i Niemiec, na Szlązk, w Poznańskie, ba, nawet w okolice Renu i do Hanoweru. Z dalekich tych wędrówek niewiele otrzymują korzyści. Pracowitsi starają się na tej robocie o zdobycie jaknajwięcej grosza i, pracując na wymiar, przeciążają się pracą; aby zaś sobie tem więcej przysporzyć grosza, oszczędzają nawet na żywności, która w Niemczech kosztuje o wiele drożej, niż u nas. Naturalnie, postępowanie takie nie może się obejść bez skutków na przyszłość, niekiedy bez utraty na całe życie zdrowia.
Inni wreszcie o tyle są lekkomyślnymi gospodarzami, że zostawiają cały dobytek na opiece żon, a sami pod pozorem większego zarobku wędrują do Prus, tam marnują zapracowany grosz na hulatyce i rozpuście, a po skończonych robotach wracają do domu, aby tu przejeść przez zimę owoc mozolnej pracy swych kobiet. Wycieczki do Prus szkodliwie wpływają zwłaszcza na młodzież, którą przyzwyczajają do nieregularnego, włóczęgoskiego i niemoralnego życia. Uczą się oni tam hultajstwa, opuszczają starych, niekiedy i niedołężnych rodziców, a pracują wyłącznie dla siebie, zwłaszcza zaś na pohulanki. Nie żalby bowiem jeszcze było tych wędrówek na obczyznę, gdyby stamtąd przynosili coś dobrego, gdyby się tam ponauczali udoskonalonych sposobów pracy, nieznanej u nas gospodarki przemysłowej, uprawy chmielu, cykorji, ziół lekarskich, wyrabiania udoskonalonych serów i t. d. Ale tego wszystkiego nie przynoszą.
Jeżeli zaś do tego dodamy, że niemieccy właściciele majątków najwięcej wyzyskują ich, płacąc o wiele gorzej, niż miejscowym robotnikom; że ajenci, t.j. zawierający kontrakty między bandosami a pruskimi chlebodawcami, oszukują straszliwie naszych; że przy przejściu przez granicę częste bywają wypadki tonięcia naszych ludzi w nadgranicznych rzekach, przy powrocie z pieniędzmi częste rozboje i mordy: to łatwo pojąć, że wędrówki do Prus wiele szkody przynoszą mieszkańcom stron naszych, a mało pożytku.
Nietylko do Prus chodzą od nas na roboty, ale i w okolice kraju więcej handlowe i fabryczne, jak do Łodzi, pod Warszawę i do gub. piotrkowskiej.
Z natury swej okolica nasza jest dość bogatą. Niewiele wprawdzie mamy lasów, ale grunta wieluńskie są urodzajne, przeważnie pszenne, gliniaste. Pod samym Wieluniem są znaczne pokłady wapna, w okolicy Praszki, miasteczka położonego nad samą granicą pruską, obfite pokłady rudy żelaznej, którą wywożą do niemieckich fabryk...
Dwory okoliczne mało gdzie prowadzą gospodarkę przemysłową, chociaż blizkość granicy, teraz zwłaszcza wobec obniżonego cła za przewóz, powinna wszystkich zachęcić do spieniężania różnych przedmiotów, których wieś dostarcza. Niemcy tylko, nadgraniczni właściciele majątków, stanowią wyjątek: naprzykład właściciele majątku pod Praszką pp. Gelnerowie prowadzą na sprzedaż hodowlę bydła poprawnego; właściciel Ożarowa p. Meske prowadzi obszerną hodowlę chmielu, wierzby koszykarskiej, lnu, mięty pieprzowej którą sieje w polu i świeżą do Prus odstawia. Z polaków pan Karśnicki z Siemkowic zajmuje się z całem oddaniem hodowlą ryb, przyczem jeden mórg stawu daje mu 100 rubli rocznego dochodu; p. Jacuński z Mierzyc hoduje z wielką korzyścią nasiona traw pastewnych...
Pasieki i ogrody nasze okoliczne znajdują się w smutnym stanie. Ważnym tego powodem jest brak uzdolnionych ludzi, znających się gruntownie na rzeczy. Tacy ogrodnicy, jakich posiadają nasze dwory, zamało są uzdolnieni w swym fachu, żeby pracą swą mogli przekonywać, ile korzyści dać mogą starannie prowadzony ogród i pasieka. Sądzę też, że pszczelarze, którzyby w braku zajęć w pasiece podjęli się obowiązków pisarza, znaleźliby łatwy zarobek w pow. wieluńskim. Byłby tu również potrzebny ogrodnik, objeżdżający ogrody i znający się głównie na zakładaniu sadów i poprawnem pielęgnowaniu drzew owocowych. Uskarżają się tu bowiem wszyscy na brak uzdolnionych ogrodników, a zarazem na kosztowność ich stałego utrzymania.
Dla wiadomości czytelników dodać trzeba, że dla mieszkańców samego Wielunia potrzebny jest bardzo sklep spożywczy w którym byłyby towary codziennej potrzeby, jak: ser, chleb wiejski, masło, owoce i t. p. Jest tu wprawdzie zamożny sklep kolonjalny p. Schmidta, ale nie sprzedaje on wiejskich artykułów żywności.
Rolnicy tutejsi uskarżają się na brak uczciwego sklepu z żelazem, w którym sprzedawanoby także węgiel kowalski i nasiona. Są wprawdzie takie dwa sklepy żydowskie, ale towary ich są liche i w tym stosunku za drogie. Był tu kiedyś zamiar założenia spółkowego sklepu z żelazem, ale dla braku szczerej i wytrwałej woli zaniechano pięknego zamiaru. Jak to smutno pomyśleć, że u nas tak często najlepsze zamiary marnieją przez nieszczęsną opieszałość i brak wytrwałości! Posiadają te brakujące nam zalety żydzi i dlatego śmieją się z nas i na niezdarności naszej budują swoje powodzenie.
Z. Szyman.

Jeździec i Myśliwy 1895 nr 1

W Siomkowikach (pow. wieluński) u p. Ignacego Karśnickiego, w d. 27 z. m. w 14 strzelb w ośmiu miotach zabito 65 zajęcy, 9 kuropatw i cietrzewia.

Gazeta Kaliska 1895 nr. 2

Z powiatu wieluńskiego korespondent nam donosi:  Dnia 17 grudnia odbyło się polowanie w Siemkowich, własność p. Ignacego  Karśnickiego, gdzie 14 myśliwych zabiło w 9 nagankach w lesie 65 zajęcy, 9 kuropatw i 1 cietrzewia. Królem był pan Orzechowski.


Kurjer Warszawski ( z dodatkiem porannym) 1895 nr 3

Kronika myśliwska.
D. 27 -go z. m . na polowaniu w Siomkowicach, w pow. wieluńskim, u p. Ignacego Karśnickiego, w 14 strzelb w 9 pędzeniach w lesie ubito 65 zajęcy, 9 kuropatw i cietrzewia.

Królem łowów był p. Orzechowski.  


Jeździec i Myśliwy 1896 nr 1

W Siembowicach, w pow. wieluńskim, u p. Karśnickiego w d. 26 grudnia z. r. odbyło się polowanie w 9 strzelb, na którem padło 123 zające, lis i 8 kuropatw.


Gazeta Kaliska 1896 nr. 2


Kronika myśliwska. Na polowaniu odbytem w pow. wieluńskim we wsi Siemkowice wł. p. Karśnickiego w d. 26 z. m. w 9 strzelb zabito 123 zające, 8 kuropatw i 1 lisa.


Jeździec i Myśliwy 1896 nr 24

W Siemkowicach, w pow. wieluńskim, u p. Ignacego Karśnickiego, w d. 21 grudnia w 12 strzelb zabito: 202 zające, 10 kuropatw, rogacza i lisa. Królem polowania byt p. Gustaw Siemiński.



Gazeta Kaliska 1896 nr. 102



W majątku Siemkowice powiecie wieluńskim, p. Ignacego Karśnickiego odbyło się polowanie dnia 21 grudnia, w obrębach leśnych i polowych—w 12 fuzji zabito 214 sztuk a mianowicie: 202 zajęcy, 10 kuropatew, rogacz 1 i lis 1. Królem był pan Gustaw Siemiński z Dubic.


Kurjer Warszawski ( z dodatkiem porannym) 1898 nr 40

Kronika myśliwska.
Dnia 29-go t. m., w Siomkowicach p. Ignacego Karśnickiego, 16-tu myśliwych upolowało 105 zajęcy 15 kuropatw i 1 lisa. Królem łowów był p. Gustaw Siemieński. Strzałowego zebrano 6 rs. 25 kop.

(…) Dochód ze strzałowego ze wszystkich wymienionych polowań przeznaczono na wpisy dla niezamożnych uczniów gimnazjum i szkoły realnej w Kaliszu.

Kurjer Warszawski (dodatek poranny) 1898 nr 250

Ochrona lasów.
Jak już donosiliśmy, w d. 5-ym b. m., w Kaliszu odbyło się pierwsze posiedzenie organizacyjne komitetu gubernjalnego ochrony leśnej. Przewodniczył gubernator, r. t. Daragan, obecni byli pp.: wiceprezes sądu okręgowego, rz. r. st. N. Naumow, wicegubernator Stremouchow, prezes komisji włościańskiej, rz. r. st. Bazia, starszy rewizor leśny Antonikowski i obywatel ziemski, Emil Repphan.
Po odczytaniu okólnika J. E. Głównego Naczelnika kraju, p. gubernator zawiadomił, że na stałych członków komitetu ze strony właścicieli lasów przedstawił pp. Romockiego i Repphana.
Komitet zatwierdził podział gmin pomiędzy naczelników straży ziemskiej, zaś starszy rewizor leśny przedstawił spis lasów, w których w gub. kaliskiej prowadzony jest wyrąb pustoszący. Komitet postanowił przedsięwziąć kroki, celem wstrzymania wyrębu w tych lasach.
Komitet rozesłał do właścicieli lasów okólnik, w którym zawiadamia, że na zasadzie nowego prawa zabrania się: 1) prowadzenia pustoszących cięć lasu, niezgodnych z planem gospodarstwa leśnego;
2) karczowania samowolnego gruntów podleśnych i zmiany ich przeznaczenia; 3) pasania bydła w porębach i zagajnikach, nieistniejących lat co najmniej piętnaście.
Nadzór nad lasami, nieobciążonemi serwitutami leśnemi, ustanowiono, jak następuje:
W pow. wieluńskim lasy w gminach: Wydrzyn, Dzietrzkowice, Działoszyn, Konopnica, Naramice, Radoszewice, Rudniki i Skrzynno leśniczego wieluńskiego; Galewice, Skrzynki, Sokolniki, Czastary, Skomlin i Lututów—pomocnika leśniczego wieluńskiego; Bolesławiec, Kiełczygłów, Mokrsko, Praszka, Siemkowice, Starzenice i lasy m. Wielunia — naczelnika straży ziemskiej. 


Łowiec Polski 1900 nr 2

W d. 28 grudnia odbyło się polowanie w Siemkowicach, w pow. wieluńskim. W 9 strzelb zabito: 206 zajęcy, 6 kuropatw, 3 lisy i rogacza. Królem polowania był p. Witold Karczewski, który miał na rozkładzie 42 sztuki.


Sport 1900 nr 5

Z kniej i pól.
W Siemkowicach, w pow. Wieluńskim, w 9 strzelb zabito 206 zajęcy, 6 kuropatw, 3 lisy i rogacza.



Gazeta Kaliska 1900 nr. 8

 W Dominium Siemkowice jest do sprzedania Pasieka złożona z 80-ciu uli, przeważnie szafkowych. Osoby interesowane mogą się zgłaszać osobiście lub piśmiennie do W-go Karśnickiego w Siemkowicach przez Działoszyn.  


Gazeta Kaliska 1900 nr. 21



W dniu 28 z. m. w Siemkowicach, w pow. wieluńskim gub. kaliskiej, w 9 strzelb zabito: 206 zajęcy, 6 kuropatw, 3 lisy i rogacza.



Zorza 1900 nr 34

Wieś Siemkowice w pow. wieluńskim ze szczętem została pożartą przez ogień. Od lokomobili, którą młocono przy zabudowaniach dworkich, spaliła się cała wieś, złożoną ze 120 domów. Ocalał tylko kościół, dwór i jeden budynek pokryty dachówką. Opowiadają, że ta właśnie dachówka uchroniła go od ognia. Gdyby wszystkie domy pokryte były czemś ogniotrwałem, pożary mniej wyrządzałyby ludziom szkody. Podczas tego pożaru spaliła się w Siemkowicach kasa gminna ze wszystkiemi aktami i dowodami.

Zorza 1900 nr 37

Pożar. Wieś Siemkowice pod Kaliszem zgorzała ze szczętem, przyczem zginął w ogniu kilkoletni chłopiec włościański. Zabudowań ze zbożem i inwentarzem żywym i martwym spłonęło tu przeszło sto, co spowodowało straty 146 tysięcy rubli. Spaliła się także plebanja i urząd gminny, w którym w kasie ogniotrwałej wiele pieniędzy papierowych i złotych uległo uszkodzeniu. Pogorzelcy zostali na zimę bez chleba i bez dachu.


Przegląd Katolicki 1900 nr. 45

Siemkowice (dyec. kujawsko-kaliska). Szanowny proboszcz parafii siemkowickiej i dziekan wieluński, Jks. kanonik Justyn Gryglewski donosi nam w następujących słowach o strasznym pożarze, który dnia 6 października zniszczył doszczętnie tę wioskę: „Cała ta wieś ogromna, gdzie mieszkam od lat 30, jako zarządzający parafią, spłonęła tak nagle, że nikt nic nie mógł uratować.
Zgorzało przeszło 100 domów ze wszystkiem bez wyjątku zabudowaniami gospodarskiemi. Tak więc naraz około 1000 ludzi znalazło się bez dachu, bez chleba, bez odzieży itd. Wszystko to koczuje dziś z resztką ocalonego bydła oraz inwentarza żywego pod gołem niebem, na zgliszczach, wśród sterczących kominów.
Obraz to strasznej nędzy.
Bywają i gdzieindziej pożary, ale względnie w łagodniejszych warunkach, przynajmniej część jakaś domów pozostaje, gdzie pogorzelcy mogą znaleźć tymczasowy przytułek. Tymczasem u nas niema żadnego schronienia. Ocalał tylko kościół, dwór i dom monopolu. Ja mieszczę się w tym ostatnim, ks. wikary znalazł kącik we dworze w ścisku z innymi pogorzelcami, którzy się tam schronili. Organista musiał wy wędrować do wsi najbliższej, skąd codziennie przebywa kilka wiorst, aby spełniać posługi kościelne.
Wszystko patrzy na mnie, bo i gdzież będzie patrzyło to biedactwo, jak nie na swego ojca duchownego, a ten ojciec duchowny sam ledwie z duszą uszedł, wszystko bowiem spaliło mu się razem z plebanią. Wszyscy z niej z pośpiechem uciekali, w czem kto był: tak raptownie ogień, wszczęty w stodołach dworskich, przeniósł się na plebanię. Ja musiałem biedz do kościoła, o kilka łokci odległego, aby ocalić Najświętszy Sakrament, zostawiając plebanię na pastwę rozszalałego żywiołu. Spalił mi się nawet brewiarz z rubrycellą, a nadto cała moja biblioteka i archiwum proboszczowskie i dziekańskie. Wybiegając z płonącej plebanii na ratunek kościoła, schwyciłem tylko cały mój skromny zasób 800 rubli, ale i te gdzieś mi przepadły podczas ratowania kościoła. Ale mniejsza o mnie. Boleję głównie nad tą głodną, odartą, zziębniętą rzeszą, znajdującą się w rozpaczliwem położeniu pod gołem niebem. Czem to biedactwo przeżyje przez zimę, co rzuci na wiosnę w pole, gdy ziarnka zboża nie pozostało na nasienie. Ani źdźbła słomy lub siana dla bydląt.
Co mogę, to robię, aby dopomódz biedakom choć w najniezbędniejszych potrzebach. Wołam na wsze strony: „Ratujcie, kto w Boga wierzy! Wszak to bracia nasi po krwi, języku i wierze!"
Po otrzymaniu listu powyższego Redakcya nasza natychmiast przesłała na ręce czcigodnego księ-dza dziekana Gryglewskiego swój skromny datek i jak najchętniej gotowa jest pośredniczyć w przesłaniu ofiar, które raczą nam nadesłać nasi szanowni czytelnicy na rzecz owych wyjątkowo nieszczęśliwych biedaków. 
 
Gazeta Kaliska 1900 nr. 234 

Pożar. W sobotę, dnia 6 b. m. pastwą płomieni stała się wieś Siemkowice w pow. wieluńskim. Ogień wszczął się od iskry z lokomobili. Zajęły się najprzód stodoły właściciela dominium Siemkowice, p, Jana Karśnickiego. Silny wicher, jaki dął w kierunku wsi, przenosił pożar na inne zabudowania dworskie i włościańskie. Płomienie ogarnęły wszystko z taką szybkością, że o ratunku myśleć było niepodobieństwem. Spłonęła cała wieś wraz z plebanją. Nie wyratowano nic. Ocalały tylko : kościół, dwór i budynek, w którym mieści się sklep monopolowy. Straty ogromne. Położenie mieszkańców— opłakane.


Goniec Łódzki 1900 nr 234

Zbliska i zdaleka.
Wielki pożar. W sobotę, d. 6 b. m. pastwą płomieni stała się wieś Siemkowice w pow. wieluńskim. Ogień wszczął się od iskry z lokomobili. Zajęły się naprzód stodoły właściciela dominium Siemkowice p. Jana Karśnickiego. Silny wicher, jaki dął w kierunku wsi, przenosił pożar na inne zabudowania dworskie i włościańskie. Płomienie ogarnęły wszystko z taką szybkością, że o ratunku myśleć było niepodobieństwem. Spłonęła cała wieś wraz z plebanią. Nie wyratowano nic. Ocalały tylko: kościół, dwór i budynek, w którym mieści się sklep monopolowy. Straty ogromne. Położenie mieszkańców—opłakane.


Rozwój 1900 nr 234

Z KRAJU.

Wielki pożar. W sobotę, d. 6 b. m. pastwą płomieni stała się wieś Siemkowice w pow. wieluńskim. Ogień wszczął się od iskry z lokomobili. Zajęły się naprzód stodoły właściciela dominium Siemkowice p. Jana Kraśnickiego. Silny wicher, jaki dął w kierunku wsi, przenosił pożar na inne zabudowania dworskie i włościańskie. Płomienie ogarnęły wszystko z taką szybkością, że o ratunku myśleć było niepodobieństwem. Spłonęła cała wieś wraz z plebanią. Nie wyratowano nic. Ocalały tylko: kościół, dwór i budynek, w którym mieści się sklep monopolowy. Straty ogromne. Położenie mieszkańców—opłakane.

Goniec Łódzki 1900 nr 239

Zbliska i zdaleka.

Pożary na wsi. W Siemkowicach pod Wieluniem, majątku p. Jana Karśnickiego, wybuchnął w sobotę ubiegłą pożar, który tak szybko i groźnie się rozszerzył że z całej wsi ludnej i gęsto zabudowanej pozostał zaledwie kościół, dwór i budynek w którym się mieścił sklep monopolowy. Straty są bardzo wielkie, a położenie pozbawionych dachu nad głową mieszkańców prawdziwie rozpaczliwe.

Gazeta Kaliska 1900 nr. 239



Siemkowice. (Kor. wł.). Od czcigodnego ks. Justyna Gryglewskiego dziekana i proboszcza z Siemkowic, otrzymaliśmy bliższe szczegóły o pożarze w wyżej wymienionej miejscowości. Jak już pisaliście w dniu 6 b. m. zgorzała wieś Siemkowice w pow. wieluńskim. Wśród tak częstych dzisiaj pożarów, zdawałoby się: że doniósłszy krótko o tym wypadku, możnaby nad nim przejść do porządku dziennego. Ale tak nie jest. Pożar ten bowiem był niezwykły, a w skutkach swoich straszny. O godzinie 2 po południu ukazał się płomień na dachu stodoły dworskiej. Silny wiatr rozdmuchał go tak, że w oka mgnieniu ogromna, wypełniona pod szczyty stodoła, z sąsiednią wielką stertą, wymłóconej słomy, zamieniła się w wulkan wyrzucający z siebie lawę ognistą na wszystkie strony, z taką przerażającą przy towarzyszącej burzy siłą, że w kwadrans cała wieś zamieniła się w morze ognia bałwaniące się pożogą. Budynki mieszkalne i gospodarcze, drzewa przydrożne, ogrody owocowe, w oczach nikły jakby z pajęczyny utkane. O 4-ej godzinie, prócz kościoła, dworu i kilkunastu domów, będących po za prądem burzy, wszystko było spalone. Wieś wielka, w której tętniło przed chwilą życie, zamieniona w pokryte popiołem cmentarzysko, a sterczące nad niem kominy wyglądały niby grobowce, wśród których snuły się blade, zrozpaczone postacie jak cienie śmierci. Okropny to widok, przypominający obraz sądu Bożego. odmalowany przez natchnionego poetę w hymnie rozpoczynającym się od słów: „Dzień on dzień, gniewu Pańskiego!" Że kościół ze swoją wieżycą, z jaśniejącym nań krzyżem wlewa dziś jakąś otuchę w upadłe umysły, błąkających się po zgliszczu pogorzelców, to prawie cudowi przypisać—bo ratunek ludzki sam nie wystarczał. Rozszalałe żywioły ściskały go ze wszech stron niszczącym łańcuchem. Plebanja z wikarjatem tuż przy kościele wraz ze wszystkiemi gospodarskiemi zabudowaniami, domy okalające o kilkanaście zaledwie łokci kościół, gorejąc strasznym ogniem, rozpalały i kopciły mury oraz dachy świątyni, napełniały ją dymem tak, że ratujący sprzęty kościelne prawie się w nim dusili—a jednak on sam ocalał. Z powodu, że ogień nie szedł koleją, ale przerzucał się na wszystkie strony i prawie jednocześnie wszystko się zapalało, nietylko ognia umiejscowić, ale coś z domu uratować nie można było. Kto miał co na sobie przed pożarem— w tem i pozostał, a że wszyscy prawie byli w polu przy kopaniu kartofli i dopiero się zbiegli na widok łuny i alarm dzwonów, więc prawie wszyscy pozostali przy najlichszem i pojedyńczem ubraniu. Jedno dziecko 4 -o letnie spaliło się. Gdyby jednak pożar taki wypadł w nocy, połowaby się ludzi spaliła, bo nie wiedzianoby, w którą stronę uciekać. I stało się, że dziś około tysiąca ludzi jest bez odrobiny paszy i schroniska dla bydła, bez ziarnka na wiosenny zasiew. Jednem słowem, czarny horoskop na przyszłość przy ciężkiej teraźniejszości. Co to będzie w zbliżającej się jesieni i niedalekiej zimie, gdy pod gołem niebem mieszkać stanie się fizycznem niepodobieństwem?! Komitet z proboszczem miejscowym na czele robi wysiłki, by ocalić biedaków na razie choć od głodowej śmierci.— ale. żeby radykalniejszą i trwalszą dać pomoc tym nieszczęśliwym, siły miejscowe nie starczą. Czem tu nakarmić, czem przyodziać, czem ogrzać tak liczną rzeszę? Rozpacz by ogarnęła, gdyby nie nadzieja w Boskiej Opatrzności, która się ujawnia w szlachetnych, współczujących niedolę, sercach zacnych ludzi. Ks. Gryglewski
 
Gazeta Kaliska 1900 nr. 242



Pożar wsi. W uzupełnieniu podanej przez nas wiadomości o pożarze wsi Siemkowice donosimy: W ogniu zginął kilkoletni chłopiec włościański. Zabudowań ze zbożem i inwentarzem żywym i martwym spłonęło przeszło sto, powodując straty na rb. 146,000. Spaliła się także plebanja i urząd gminny. W kasie ogniotrwałej gminnej wiele pieniędzy papierowych i złotych uległo uszkodzeniu. J. E. Gubernator kaliski zezwolił na zbieranie składek na rzecz pogorzelców, którzy zastali na zimę bez chleba i bez dachu. Na pogrzelców pierwszy pospieszył z ofiarą p. dr. Drecki składając w redakcji naszej „Gazety" rubli 5. Dalej ks. kanonik Safnicki rb. 3; Józef Radwan rb. 3: H. G. 40 kop.; W . Szatkowski 1 rb. Dalsze ofiary na cel powyższy administracja „Gazety Kaliskiej" chętnie przyjmować będzie.

Kurjer Warszawski ( z dodatkiem porannym) 1900 nr 289

+ Pożar wsi. Szczegóły o pożarze w Semkowicach są następujące: Dnia 10-go b. m., w majątku Semkowice w pow. wieluńskim, należącym do p. Ignacego Karśnickiego, od iskry z komina lokomobili przy młóceniu zboża zapalił się naprzód dach stodoły, z której pożar przerzucił się na wszystkie zabudowania gospodarcze folwarku. Z budynków dworskich pożoga przeniosła się na wieś Semkowice, tuż obok położoną. Spłonęło w krótkim przeciągu czasu 100 zabudowań włościańskich ze zbożem, inwentarzem żywym i martwym. Straty, spowodowane przez pożar ten, obliczono na rb. 146,000, gdy zabudowania ubezpieczono były na 30,000 rb. W ogniu zginął kilkoletni chłopiec włościański. Plebanja proboszcza miejscowego uległa również pożodze, której nie oparł się także urząd gminny. Kasa ogniotrwała gminna tak była w ogniu rozpalona, że wiele pieniędzy papierowych i złotych w niej zamkniętych uległo uszkodzeniu. Gubernator kaliski zezwolił na zbieranie składek na rzecz włościan-pogorzelców, pozostałych na zimę bez dachu i chleba.

Kurjer Warszawski 1900 nr 300

+ Na pogorzelców.
W dniu 6-ym b. m. o godz. 2-ej po południu powstał pożar, który z niesłychaną szybkością w trzy godziny całą wieś Siemkowice obrócił w perzynę, tak, że oprócz kościoła i kilkunastu domów same tylko zgliszcza pozostały. Sto pięć domów spalonych ze wszystkiemi zabudowaniami gospodarskiemi.
Mieszkańcy, zajęci w polu, nim przybiegli na odgłos dzwonów alarmowych, całą wieś zastali już w ogniu.
Okropny widok patrzeć na tysiąc bez mała ludzi pozostałych wraz z całym swoim dobytkiem bez strzechy i bez żywności. Wszystko to pod gołem niebem.
Komitet ratunkowy pod przewodnictwem miejscowego proboszcza, ks. Justyna Gryglewskiego, broni biedaków od głodowej śmierci; ale nie na długo starczą zasoby, a co będzie, kiedy nastaną noce jesienne i zima? Gdzie tu podziać 200 przeszło rodzin i czem ich wyżywić? Niektórzy jeszcze nie zasiali. Strach o tem wszystkiem pomyśleć.
Komitet zwraca się za naszem pośrednictwem do serc dobroczynnych z prośbą o udzielenie pomocy materjalnej pogorzelcom, którzy w tak strasznej dla nich chwili stracili cały swój dobytek.

Ofiary na pogorzelców Siemkowic przyjmuje kantor naszego pisma.  

Gazeta Świąteczna 1900 nr. 1033

Wciąż pożary. Pod Działoszynem w guberńji kaliskiéj istniała od niepamiętnych czasów wieś Siemkowice. O dawności jéj świadczyło znajdujące się w pobliżu cmentarzysko z owych czasów, kiedy pradziadowie nasi nie znali jeszcze prawdziwéj wiary i pogańskim obyczajem nie grzebali wprost ciał zmarłych, jéno palili je, a potém dopiero popioły zebrane do naczyń glinianych zakopywali w ziemi. Była to wieś duża i ludna, a do niéj przytykał folwark z dworem zbudowanym na miejscu dawnego zameczka obronnego. Dziś i wieś ta, i folwark znikły. W sobotę 6-go października na folwarku młócono zboże młocarnią parową. Wtém padła iskra na słomę. Ogień w mgnieniu oka ogarnął stodołę, i nim zdołano zarządzić jakikolwiek ratunek, rozszedł się na przyległe budynki. Na nieszczęście wiatr był silny i wiał w stronę wsi. Daremnie starano się pożar opanować. Posuwał się on coraz daléj, aż pochłonął jedną po drugiéj 105 osad. Ocalał tylko kościół murowany i dwór, a z całéj wsi pozostał jedynie budynek, w którym mieścił się szynk rządowy. Plebańja spłonęła też ze wszystkiemi zabudowaniami. Biédnym siemkowiczanom pozostała tylko ziemia i to ziarno, które posieli; reszta ich mienia i plonów poszła z dymem.

Gazeta Świąteczna 1900 nr. 1043

Z Siemkowic pod Wieluniem, w guberńji kaliskiéj, otrzymaliśmy następujące pisanie: „Według nauki Chrystusa Pana nie ukrywa się światła pod korcem, a uczniowie tego Boskiego Mistrza mają polecenie świecić światłością przed ludzmi, by ci widzieli i naśladowali ich dobre uczynki i chwalili Ojca Niebieskiego. W październiku wieś Siemkowice w powiecie wieluńskim spaliła się do szczętu, a mieszkańcy z ognia gwałtownego nic wyratować nie mogli. Wpadli więc w ostatnią prawie nędzę. Ale Bóg nawiedzając nas klęską z niezbadanych swoich wyroków daje nam też i pociechę we współczuciu chrześćjańskiém, jakie z różnych stron odbieramy. Między wielu innymi, co słysząc o tém nieszczęściu pośpieszyli z ratunkiem, wymieniam tu parafję Goliszew w powiecie kaliskim. Pomimo to, że w tych czasach sąsiadujące z tą parafją miasteczko Stawiszyn także całe spłonęło i tam również trzeba było pogorzelców ratować, jednak parafjanie goliszewscy znaleźli jeszcze grosz na poratowanie nieznanych sobie, bo o kilkanaście mil odległych siemkowiczan. Złożyli niewiele, 10 rubli, ale też i parafja ich niewielka i, jak wspomniałem, ratowali także bliższych sąsiadów. Dlatego też ich datek, jako grosz wdowi, ma dla nas wielką wartość, a samo poczucie z ich strony łączności, sama skwapliwość do ocierania łez bliźnich, jest wielką zasługą. To też pozwolisz mi, Panie Pisarzu Gazety Świątecznéj, za pośrednictwem tejże Gazety, tak chętnie pod strzechami wiejskiemi czytanéj, przesłać litościwym parafjanom goliszewskim, jak również ich przewodnikowi duchownemu, Księdzu Proboszczowi Sulikowskiemu, od siebie i od swoich nieszczęśliwych pogorzelców siemkowickich serdeczne „Bóg zapłać". Sam zaś, Panie Pisarzu Gazety Świątecznéj przyjmij odemnie wyrazy należnego szacunku. Ks. Justyn Gryglewski, proboszcz parafji Siemkowic."

Łowiec Polski 1901 nr 2

W Siemkowicach w gub. kaliskiej, u p. Ignacego Karśnickiego, d. 27 grudnia z. r. odbyło się polowanie w 5 strzelb, na którem padło 168 zajęcy i 5 kuropatw. Największą ilość zwierzyny zabił p. W. Karczewski: 52 zające i 2 kuropatwy.

Łowiec Polski 1901 nr 4

Listy do „Łowca Polskiego.”
Siemkowice w styczniu.
Dnia 17 b. m. chodziłem dla skontrolowania robót w lesie z jednym z moich gajowych, następnie wyszedłem na pastwisko rozległe i pokryte gdzieniegdzie jałowcami. Godzina była 3 ia i pół, zające zaczęły wychodzić ze zwartej świerczyny i wygrzewać się na słońcu, co przy 7-mio stopniowym mrozie widocznie im przyjemność sprawiało. Na odległość 150 kroków jeden z nich wydawał mi się większy od innych, a zwłaszcza bliżej mnie się znajdował. Żyłka myśliwska przemogła i postanowiłem spróbować mojej 6-cio milimetrowej Leblówki, jak się wywiąże z tego zadania. Bawiło, mnie jak mój szarak kłaniał się przed każdą kulą, a postawione słuchy świadczyły, że bądź co bądź ta sytuacya zaczyna go niepokoić. Osma kula zpowodowała natychmiastowe opuszczenie jednego słucha, następnie po chwili położenie drugiego i wreszcie mój szarak najformalniej zasiadł w kotlinie. Dopiero jedenasta kula wydała charakterystyczny odgłos, dobrze znany myśliwym głuchy oddźwięk, kiedy zwierz zostanie ugodzony kulą. Szarak na przednich nóżkach wywlókł się z kotliny. Kij gajowego położył koniec jego męczarniom. Obejrzałem go starannie i ku mojemu zadziwieniu ujrzałem, że oprócz kuli, którą był rażony śmiertelnie, dostał jeszcze jedną w słuch na dwa cale od głowy. Czy kula, która ugodziła w ucho zpowodowała jakie porażenie mózgu, czy też była poczytana za natrętnego bąka? Rzecz trudna do odgadnięcia. Dla czego zając nie salwował się ucieczką, jak to jest przyjęte w tem gatunku?
Ignacy Karśnicki.

Łowiec Polski 1902 nr 2

Na polowaniu w Siemkowicach u p. Ignacego Karśnickiego w 10 strzelb zabito w dwa dni: 315 zajęcy, rogacza, wydrę (łokci 2 cali 6, co zdaje się być miarą wyjątkową) i 15 kuropatw. Z powodu wilgotnej pory dużą przestrzeń mokrego lasu musiano opuścić i zwykle duża ilość lisów, która tam pada, w tym roku uszła pogromu. Największą ilość sztuk na rozkładzie, mianowicie 61, miał p. Witold Karczewski.

Sport: Tygodnik Ilustrowany 1902 nr 2

Myślistwo.
Z kniej i pól.
W Siemkowicach, pow. Wieluńskim, wł. p. Piotra Karśnickiego, na większem polowaniu w d. 30. i 31. grudnia r. z. 10 myśliwych zabiło 315 zajęcy, 15 kuropatw, 1 kozła i wydrę długości 2 łokci cali 6. Najwięcej zabił p. Witold Karczewski, który miał na rozkładzie 61 sztukę.

Łowiec Polski 1902 nr 4

Korespondencye „Łowca polskiego.”
Z okolic Złoczewa (gub. kaliska), w styczniu.
Sezon skończony... dla myśliwych. Niejeden wprawdzie zając i sarna padną jeszcze ofiarą kłusowników pełnej i półkrwi, dla myśliwego jednak i hodowcy nastał już okres ochrony, który zwłaszcza w tym roku powinien wcześniej, niż zwykle mieć swój początek. Składają się na to dwa powody: pierwszy—ogólnie gorszy zwierzostan, drugi—łagodna zima, która jeśli nie rozkaprysi się w poźniejszym czasie, może nam przysporzyć dużą ilość wcześniejszych, marcowych zajęcy.
Przechodząc do sprawozdania z ubiegłej kampanii, zaznaczam przedewszystkiem fakt ogromnej różnicy na niekorzyść w zwierzostanie naszej guberni, zwłaszcza w zachodnich i północnych jej częściach. Okolice Kalisza, głośne w całym kraju z rezultatów polowań, przynajmniej co do ilości zabijanej zwierzyny, rywalizujące na tem polu z sąsiedniem W. Ks. Poznańskiem, wykazują w tym roku tak śmiesznie małe cyfry, że w bardzo licznych miejscowościach z tej racyi nie polowano wcale.
Przyczyna tego łatwo się tłómaczy. W roku przeszłym oziminy ujęte były rzadkością, rzepaki zaorane, sterty w polach pokazywano sobie jako osobliwość, pojedyncze zaś okazy zwożono co żywo do pustych stodół już z początkiem zimy. Do braku paszy przyłączyły się następnie w końcu marca mrozy i kilkołokciowe śniegi, które leżały u nas przez dni kilkanaście i te ostatecznie dobiły wygrzaną już poprzedniemi ciepłami zwierzynę. Zające łapano żywcem w stodołach i budynkach gospodarczych, kuropatwy na pół zmarznięte sprzedawano tuzinami po miastach, chwytane bez sideł—wprost rękoma. Drzewa ogrodowe w bezleśnych miejscowościach były ogryzione do nieprawdopodobnej wysokości przez zające, u mnie zaś żarnowiec, którym zające gardzą w zwykłych warunkach, został literalnie z korzeniami wygryziony i na dużej przestrzeni wysechł zupełnie. Na dobitkę, kłusownictwo, uprawiane przez chłopów, rozwielmożniło się u nas do granic już wprost niemożliwych.
Największą plagę, jak zwykle, stanowią obieżysasi, którzy poprzestając na zdobytym za granicą zarobku, nie mają żadnego określonego zajęcia w zimowej porze, natomiast z całym zapałem uprawiają łowiectwo na naszych polach i lasach w jasne księżycowe noce. Żadne środki nie są w stanie temu zapobiedz; jegomość taki, wyspawszy się przez dzień cały, całą noc również ma do rozporządzenia; niemożliwą zaś jest rzeczą, by ludzi dworskich, zmęczonych całodzienną pracą, w każdą noc rozganiać po obszarze kilkudziesięciowłókowym i tropić kłusowników, zwłaszcza w tym roku, gdy brak śniegu utrudnia tego rodzaju poszukiwania.
Zdarza się wreszcie od czasu do czasu, że mniej ostrożny kłusownik wpadnie w ręce uszczęśliwionego właściciela majątku i praw polowania. Naturalnie, po odebraniu broni (dziś już najczęściej odtylcowej), wnosi się skargę do sądu gminnego, gdzie sędzia—najczęściej obywatel i sam myśliwy, obiecuje wymierzyć surową i przykładną karę. Wreszcie sprawa kończy się zasądzeniem 5 rs. kary lub 3-ch dni aresztu, który najczęściej winowajca z całą przyjemnością odsiaduje. Przykład istotnie budujący i bajecznie dużą rolę może odegrać w poprawieniu stosunków na tem polu
A teraz pytanie, kto winien w tej sprawie? Sędzia zasłania się wyraźnemi przepisami prawa, cytuje paragrafy kodeksu, no, i jest prawnie w porządku. Prawnie, powtarzam, juryzdykcja bowiem sądów gminnych daje mu tak obszerną kompetencyę w zasądzaniu spraw, że wyroki bodaj nawet niecałkiem z kodeksem zgodne, bywają najczęściej i w apelacyi zatwierdzano.
Ale, ale i jeszcze raz ale.... Rzecz prosta, z biegiem czasu dochodzi się do przekonania, że najlepiej w tego rodzaju wypadkach jest odebrać broń raubszycowi, rozmówić się z nim w sposób nietyle elegancki, ile energiczny, zagrozić mu wszelkiemi możliwemi karami doczesnemi i wiecznemi.. i na tem poprzestać. Rezultaty wykazują praktyczność tych środków przynajmniej na czas, dopóki siły, stan zdrowia i brak strzelby nie pozwala kłusownikowi wybrać się na nową wyprawę, sądowo zaś kary uzuchwalają go jeszcze więcej i wywołują gromadne naśladownictwo.
Zdarzają się także wypadki, że kłusownik smielszej natury, przejęty duchem buty niemieckiej —rys charakterystyczny tutejszego chłopa, importowany od niedawna z zagranicy— ująć się nie daje, grozi strzałem, chcącym mu broń odebrać i niejednokrotnie zamiar w czyn wprowadza. Kilka takich faktów zdarzyło się w naszych stronach. Sprawca zabójstwa lub postrzelenia uciekł za granicę, lub niepoznany w nocy, dotąd cieszy się bezkarnością. Smutne to przykłady i wymownie świadczące o coraz większym moralnym upadku naszego ludu. Jedynym, zdaniem mojem, środkiem przeciwdziałającym byłby tutaj wpływ duchowieństwa, które we właściwem świetle wykazując występek kłusownictwa, jako jednoznaczny z kradzieżą cudzej własności, podciągając go pod kategoryę tegoż grzechu i zobowiązując do restytucyi, mogłoby stan rzeczy zmienić na lepszy. Innego środka jak dotąd nie widzę.
Prawda, zapomniałem, jest jeszcze ów z krainy mytów projekt reformy praw o polowaniu, ale już i mnie nawet naprzykrzyła się stara zwrotka „Carthaginem esse delendam”.
Nie chcąc cię dłużej nudzić, Szanowny Redaktorze, kończę już list ten i stosując się do wielokrotnie w „Łowcu Polskim” wyrażonej prośby, załączam spis polowań w których sam uczestniczyłem, i wykaz różnicy w rezultacie w stosunku do lat poprzednich.
30/XI 1901, Stolec pow. sieradzki 80 sztuk—w r. p. 54
7 XII 1901, Ostrów pow. sieradzki 20 sztuk—w r. p. 50
9/XII 1901, Dębołęka pow. sieradzki 70 sztuk—w r. za p. 90
10 XII 1901, Sokołów pow. sieradzki 50 sztuk—w r. za p. 70
16/XII 1901, Skrzynki pow. wieluński 96 sztuk—w r. p. 60
19/XII 1901, Radoszewice pow. wieluński 90 (w 4 str) sztuk—w r. p.150
22/XII 1901, Szczytniki pow. kaliski 70 sztuk—w r. za p. 250
30/XII 1901, Siemkowice pow. wieluński}
 315 sztuk—w r. p. 154
31/XII 1901, Siemkowice pow. wieluński}
7/I 1902, Mokrsko pow. wieluński 160 sztuk—w r. p. 180
13/I 1902, Piętno pow. turecki}
14/I 1902, Piętno pow. turecki} 130 sztuk—w r. p. 350
15/I 1902, Piętno pow. turecki}
W okolicy Błaszek było kilka małych polowań, z których cyfry zabitej zwierzyny nie warto podawać, a stwierdzających znaczny ubytek w stosunku do lat ubiegłych.
Godny zaznaczenia i wyjątkowy w tym roku przyrost zwierzyny, jak widać z dałączonej tabelki, zauważyć się daje w majątku Siemkowice p. Ignacego Karśnickiego, gdzie istotnie zwierzostan imponująco się przedstawia i z każdym rokiem stale się powiększa. Składają się na to różne czynniki: las bez serwitutów, wzorowo prowadzone kultury leśne, wreszcie opieka i dozór samego właściciela, prawdziwego myśliwego i hodowcy.
Pogodę mieliśmy na polowaniach, z małemi wyjątkami, fatalną.
Feliks Murzynowski.


Gazeta Kaliska 1902 nr. 5

(…) wreszcie na większem polowaniu w Siemkowicach p. wieluńskiego, wł. p. Piotra Karśnickiego, w d. 30 i 31 grudnia r. z. 10 myśliwych zabiło 315 zajęcy, 15 kuropatwy 1 kozła i wydrę długości 2 łokci, cali 6. Najwięcej zabił p. Witold Karczewski, który miał na rozkładzie 61 sztukę.


Przegląd Katolicki 1902 nr. 43

Z Wielunia. W roku bieżącym upływa 50 lat kapłaństwa czcigodnego dziekana dekanatu wieluńskiego, Jks. kanonika Gryglewskiego. Stosując się do wyrażenia Pisma „Laudemus viros gloriosos“—te kilka słów pragnę poświęcić czcigodnemu nestorowi dekanatu, nie dla jego pochwały, bo tej nie potrzebuje, lecz dla przykładu młodszej braci w kapłaństwie, a nam starszym dla wytrwania w pracy i trudach życia kapłańskiego. Żyjąc wśród nas od r. 1872, jako proboszcz w Siemkowicach, pracą w parafii i jej podniesieniem pod każdym względem, czy to moralnym, czy materyalnym, jużto budując świątynię na chwałę Panu, jużto plebanię i budynki gospodarcze, dawał przykład braciom czcigodny dziekan, jak można przy pomocy Bożej i dobrej woli wielkich dokonać rzeczy. Z prawdziwą rozkoszą jechało się do Siemkowic, by usłyszeć piękny i wzorowy śpiew, który sam proboszcz prowadził,przejąć się duchom odprawianego z powagą nabożeństwa, nasycić oko porządkiem i ładem w gospodarstwie, i nacieszyć się choćby kilkodniową gościnnością szanownego proboszcza. Jego Ekscelencya Jks. Arcybiskup Popiel i śp. Biskup Bereśniewicz, nawiedzając parafię Siemkowice, naocznie przekonali się o wysokich zalotach umysłu i serca ks. Gryglewskiego; to też kiedy zaszła potrzeba obsadzenia dziekaństwa wieluńskiego, ś. p. ks. Biskup Bereśniewicz bez wahania powierzył zarząd dekanatu ks. Gryglewskiemu. Kolega z Akademii duchownej Ich Ekscelencyi Biskupów Sotkiewicza i Jaczewskiego, długoletni rektor i profesor studyów w Warszawie, prefekt szkół i pensyi kilku w Warszawie, światły i rozumny nauczyciel, umiał sobie zaskarbić cześć i wdzięczność młodych pokoleń. Do dziś jeszcze ta świeżość umysłu i czerstwość zdrowia cechuje naszego czcigodnego dziekana i jest dowodem, że życia napróżno nie zmarnował. Po strasznym pożarze, jaki nawiedził Siemkowice w październiku r. 1900, kiedy cudem prawie sam tylko kościół ocalał, a całe mienie wraz z plebanią i budynkami doszczętnie zgorzało, czcigodny Jubilat rąk nie opuścił, nie rozpaczał na widok dzieła zniszczonego, ale poleciwszy się Bogu, na nowo wziął się do dzieła z podwojoną pracą, i oto jak fenix z popiołów powstaje nowa strojna plebania, nowe zabudowania gospodarskie,—i w tej to plebanii nowej, okazałej, pragniemy złożyć czcigodnemu Jubilatowi nasze najszczersze życzenia: ad multos plurimosque annos! X. G.



Sport: Tygodnik Ilustrowany 1903 nr 3

Myślistwo.
Z kniej i pól.
W Siemkowicach, u p. Karśnickiego, na polowaniu w dn. 29. i 30. grudnia r. z ., w 14 strzelb ubito 2 lisy, 1 rogacza, 314 zajęcy i 16 kuropatw. Do rogaczy, których jest znaczna ilość, nie strzelano, gdyż polują na nie latem na podjazd. Największą ilość sztuk (49) miał p. Witold Karczewski.

Łowiec Polski 1903 nr 3

W Siemkowicach (pow. wieluński) odbyło się polowanie dnia 29 i 30 grudnia r. z., na którem padło zwierzyny sztuk 332. Kocioł jeden, tak zwany Nowiny, dał 100 zajęcy. Sarny były prawie w każdym zakładzie, lecz do nich nie strzelano. Jeden tylko rogacz został zabity na potrzebę spiżarni. Rogaczy padło na Siemkowicach w ciągu roku sztuk 8, są one strzelane tylko na podjazd i wychodne, kulą ze sztuceru. Piętnastu myśliwych brało udział w polowaniu. Królem pierwszego dnia był p. Feliks Murzynowski, mając na rozkładzie sztuk 22. Drugiego zaś dnia p. Witold Karczewski, mając sztuk 33. Pierwszego dnia polowaliśmy na terenach, nieomal zalanych wodą, ten powód sprawił, że sto sztuk mniej zwierzyny padło, aniżeli się spodziewano. Pod względem jakości zwierzyna przedstawia się: lis 1, jastrząb 1, rogacz 1, zajęcy 314, kuropatw 15.
Jan Ignacy Karśnicki.

Łowiec Polski 1903 nr 5

LISTY DO „ŁOWCA POLSKIEGO”
Siemkowice w grudniu 1902 r.
W N-rze 24 „Łowca Polskiego” w roku 1902 znalazłem artykuł p. I. Konczewskiego o zuchwalstwie puchacza. Przypomniało mi to żywo fakt, który będzie jednym więcej dowodem zuchwalstwa drapieżnych ptaków nocnych. Sam bezpośrednio miałem tego dowód na własnej skórze.
W podwórzu mam wiele olbrzymich topoli i lip, które bezpiecznie mogą wytrzymać porównanie z sadzonemi przez Króla Jana III w Willanowie. Niektóre z nich dochodzą 24 stóp obwodu. Ma to swoją ujemną stronę, mianowicie, że stare wypróchniałe olbrzymy są wybornem schronieniem dla przeróżnych gatunków sów.
Przed paru laty zauważyłem późnym wieczorem, ciągłe wabienie się młodych sów pod olbrzymią lipą, której gałęzie prawie do ziemi parasolowato się spuszczają, co powoduje, zwłaszcza późnym wieczorem, ciemności egipskie. Znalazłszy się pod tym wspaniałym parasolem, który przed trzydziestu jeszcze laty nawet deszczu ulewnego nie przepuszczał, zauważyłem w kilku miejscach odzywające się młode sówki; z odmiany ciemno-kasztanowatych z uszami, mniejszej znacznie od puchacza. *) Jedna z młodych sów siedziała na parkanie, odzywając się matce, która zaniepokojona moją obecnością, zaczęła raz poraz przelatywać koło mojej głowy silnie kłapiąc dziobem. Lubię robić spostrzeżenia nad zachowaniem się w rozmaitych okolicznościach życia naszych zwierząt i ptaków, zatem starałem się przekonać na co się odważy zatrwożona o swoje potomstwo stara sowa. Epilog nastąpił prędzej, aniżelim się spodziewał. Otrzymałem bowiem tak potężne uderzenie w głowę, że czapka mi spadła i poczułem ciepło płynącej krwi po za uchem. Czy to dziobem, czy szponami, czy też siłą uderzenia, tego nie wiem. Miałem na razie najzupełniejsze zadośćuczynienie mojej ciekawości.
Nie czekając następnego ataku, wycofałem się z tej zabawy, która dla oczu mogła się stać niebezpieczną. Należy się uznanie dla bohaterskiej matki, która tak dzielnie broniła prawie straconej placówki w jej mniemaniu.
Jan Ignacy Karśnicki.

*Sowa uszata (Strix otus)

Gazeta Kaliska 1903 nr 8

Kronika myśliwska. W dniu 29 i 30 grudnia na polowaniu w Siemkowicach u pana Karśnickiego w 14 strzelb zabito 2 lisy 1 rogacza, 314 zajęcy i 16 kuropatw. Do rogaczy, których jest znaczna ilość, nie strzelano, gdyż polują na nie latem na podjazd. Największą ilość sztuk (49) miał p. Witold Karczewski.

Gazeta Kaliska 1903 nr 172

Tegoż dnia (25 maja) we wsi Siemkowice, powiatu wieluńskiego zgorzało 5 drewnianych chałup i 4 obory, własność Andrzeja Glenia i innych. zaasekurowane na 1770 rb.

Tydzień Piotrkowski 1905 nr. 44

Przeniesieni zostali wikariusze:
(...) parafji Pajęczno, ks. Marjan Godlewski do parafii Siemkowice w pow. wieluńskim; (...)

Łowiec Polski 1906 nr 7

Korespondencye „Łowca Polskiego”.
Siemkowice (pow. wieluński), w marcu.
Smutne, ale prawdziwe.
Z powodu stanu wojennego wogóle polowania w tym roku nie przybrały właściwych rozmiarów, ponieważ, chcąc się zjechać na polowanie, trzeba zaprosić brać z pod sztandaru św. Huberta, nieraz o kilkanaście mil mieszkającą, która należy do rodziny, lub naszych znajomych. Tymczasem mógł się znaleźć łatwo zakaz, że to jest rzeczą wzbronioną. Dotyczy się to myśliwych, postępujących legalnie, mających rok rocznie wydawane pozwolenia jak na broń, tak i prawo polowania. Rzecz inna co do kłusowników. Ci się nie liczą z przepisami i kodeksami. Nie mówiąc już o nocach księżycowych, polują po gruntach przyległych mi, sąsiednich folwarków, rozkolonizowanych, lub stanowiących własność żydowską. W biały dzień takie polowania odbywają się przy udziale do sześciu myśliwych i dziesięciu naganki. Owi pseudo myśliwi nie liczą się z tem, że czas polowania już dawno minął; czy dzień jest świąteczny, czy powszedni. Sam odebrałem w tym roku po godz. 10-ej w nocy dwie bronie, jedną na swojem terytoryum, drugą o 30 kroków od swojej granicy. Kłusowników dwóch znanych mi z imienia i nazwiska, zasiadało co noc pod zagajami mojemi, lub cokolwiek opodal, żeby strzelać zwierzynę, która wychodzi na żer w polu nocą. Ustawiczne strzały w nocy i stanowiska, oraz znaki na śniegu od śrótu, świadczyły o pilności tych ludzi w ich rzemiośle. Udało mi się jednemu z nich odebrać broń, drugi wyrwał się z rąk trzymającego go człowieka i uciekł. Bronie złożyłem w powiecie naczelnikowi straży ziemskiej. W kilka dni spotkałem się z przejeżdżającymi żandarmami, z których jeden udzielił mi wskazówki, że to jest zakres straży ziemskiej odbieranie broni od kłusowników, bo osoba prywatna może być w podobnym wypadku obwinioną o (grabioż) rabunek. Straż ziemska mało zwraca uwagi na nadużycia łowieckich przepisów. To też można z całą sumiennością powiedzieć, że ilość nieprawnie trzymanych broni w naszej okolicy, dwukrotnie przewyższa liczbę wykupionych pozwoleń w powiecie. Noce księżycowe, mroźne rozbrzmiewają w całej okolicy ciągłemi strzałami. Mieszkam nieomal na granicy powiatów i toż samo mogę powiedzieć, że i powiat nowo-radomski pod względem kłusownictwa nie jest szczęśliwszy. Kłusownictwo w ostatnich czasach wzmogło się. W miarę ubywania większej własności ziemskiej, zwierzostan zaczyna upadać, bo kolonista z małemi wyjątkami posiada broń, którą stara się przysposobić na każde święto kawałek mięsa, nie licząc się z porą roku, oraz zarobić na proch i tytoń ze sprzedaży zwierzyny, nie mówiąc o tem, że psy ustawicznie włóczą się całemi dniami i nocami po lasach i polach. Smutny fakt miał miejsce w naszej okolicy, w dominium Rychłocice; ofiarą swego obowiązku zginęło dwóch borowych z ręki kłusownika (niewiadomego nazwiska). Zwracam się przeto do wszystkich sfer, mogących mieć wpływ na te sprawy, żeby władze raczyły swoim wykonawcom polecić surowe wypełnianie powierzonych im obowiązków. A nasza fauna krajowa niech nie będzie po macoszemu traktowana. Stanowić ona może jedno ze źródeł dochodów gospodarstwa wiejskiego, jak to widzimy w Wielkiem Księstwie Poznańskiem i na Szlązku; dla ludzi zaś pracy przyjemną rozrywkę po trudach i kłopotach w codziennem życiu. Poczuwam się w obowiązku kilka tych zdań zamieścić w naszym „Łowcu Polskim”.
Karśnicki.

Gazeta Kaliska 1906 nr 193 

Z Siemkowic (Kor. wł.) Na gminę Siemkowice został nałożony ciężar w sumie rb. 1600 z górą na restaurację mostu na rzece Warcie we wsi Krzeczów. Most ten ustawicznie jest budowany, a zawsze mu coś musi brakować. Przed laty dziesięciu przypuszczalnie gminy ościenne zrobiły podanie i prosiły o ustanowienie taryfy, ażeby most mógł mieć roczny dochód, któryby starczył na reperację. Nie chciano nam wydać taryfy, powołując się, że to krempowałoby swobodę handlu. Most głównie potrzebny jest kupcom tak z Działoszyna, jak Pajęczna i Wielunia, oni żadnego ciężaru z tej racji nie ponoszą, a tyłko ościenne gminy, którym ten most wcale nie jest potrzebny, bo mogą się z powiatem komunikować przez Osiaków, gdzie jest most. Gmina Siemkowice nigdzie swojemi gruntami nie zbliża się do rzeki Warty, a nałożenie na morgę po blizko 17 kop. jest wprost rzeczą niemożebną. Grunta bowiem są słabe, a ostatnie lata były ciężkie dla mniejszej i większej własności.

Gazeta Kaliska 1906 nr 319

Podpalenia. We wsi Siemkowice, w pow. wieluńskim, 15-letni chłopiec Ignacy Cyrulik podpalił stóg siana p. Karśnickiego, ubezpieczony w prywatnem towarzystwie ubezpieczeń na 325 rubli.



Łowiec Polski 1908 nr 3

Dnia 16 i 17 grudnia, przy udziale 16 myśliwych odbyło się polowanie w Siemkowicach. Dnia pierwszego królem polowania był p. Antoni Orzechowski z Mulonowa, następnego dnia p. Chwailbóg Tadeusz. Wogóle zabito 240 sztuk zwierzyny: zajęcy 219, kuropatw 20 i 1 lisa. Dało się zauważyć, jak wszędzie, tak i w Siemkowicach, daleko gorszy stan zwierzyny. W ubiegłym roku na tym samym terenie padło sztuk 440.

Łowiec Polski 1908 nr 24

W Siemkowicach, w powiecie wieluńskim, d. 30 listopada
i 1 grudnia odbyło się polowanie w 12 strzelb, na którem zabito 240 sztuk. Warunki atmosferyczne przedstawiały wiele do życzenia. Przy kompletnej odwilży zające dosiadywały tak twardo, że pomykały dopiero po przejściu naganki lub po za kotłem. Zajęcy padło sztuk 190, królików 27, kuropatw 20, lisów 3. Strzelano do 7 lisów. Rok bieżący obfituje w tych szkodników. Sarny w lesie były widziane w każdem miejscu. Przyjemny widok dla oka myśliwego przedstawiał jeden rudel, złożony z 12 sztuk, który się znalazł w kotle. Naganka złapała 2 kozy żywcem, które jednak zostały natychmiast puszczone na wolność. Rogacze w Siemkowicach są strzelane tylko dla rogów. Bażanty są na dobrej drodze do rozmnożenia się; widziano ich sztuk kilkanaście.
Królem polowania dnia pierwszego był p. Stefan Domaniewski drugiego Feliks Murzynowski.
Miło mi wiadomością o dobrym zwierzostanie w Siemkowicach podzielić się z bracią z pod sztandaru św. Huberta.




Gazeta Świąteczna 1909 nr 1481

Nowa straż ogniowa ochotnicza. Z gminy Siemkowic w powiecie wieluńskim, guberńji kaliskiej, piszą do nas: W drugi dzień Zielonych Świątek założono u nas za staraniem głównie księdza proboszcza Gryglewskiego straż ogniową ochotniczą. Oddawna już ksiądz proboszcz nawoływał do tego z kazalnicy, ale nie miał się tem kto umiejętnie zająć. Dopiero pół roku temu nastał pisarz gminny Tomasz Pilniak; on to porozumiawszy się z księdzem proboszczem postanowił zawiązać u nas straż. Utworzono dwa oddziały: jeden we wsi Siemkowicach, a drugi w Chorzowie. Do obydwóch oddziałów zapisało się po 30-tu ludzi. Ksiądz proboszcz uzyskał od zarządu powiatowego w Wieluniu na przybory strażackie tysiąc i 200 rubli. Za pieniądze te zakupiono dwie wielkie sikawki i wybudowaliśmy dwie szopy: jedną w Siemkowicach, a drugą w Chorzowie. Przewodniczącym straży obrano właściciela dworu w Siemkowicach p. Karnickiego, a naczelnikiem pisarza T. Pilniaka; pomocnikami naczelnika obrani zostali Mirzejewski i Motylewski. Poświęcenie straży odbyło się w drugi dzień Zielonych Świątek. Po poświęceniu strażacy urządzili sobie w Siemkowicach majówkę. Wspomnieć należy, że ćwiczenia straży odbywaja się już oddawna. Strażak i czytelnik Gazety A. P.

Łowiec Polski 1913 nr 4

Listy do „Łowca polskiego”
Siemkowice, w lutym.
Dnia 27 stycznia r. b., w cztery fuzye zrobiłem małe polowanko na lisy. Teren, o którym będę mówił, przedstawia pięcioletni zagajnik sosnowy, sadzony, i poprzerastany brzeziną, która puściła się po nim dość gęsto z nalotu.
Udając się na stanowiska, zauważyliśmy liczne ślady lisie na dróżkach. Otucha wstąpiła w brać myśliwską.
Zaledwie stanąłem na swojem stanowisku, zauważyłem linię grzbietu lisa, mniej więcej o czterysta kroków, zmierzającego w lewą stronę od mojego stanowiska. Ponieważ dnia tego mieliśmy silny wiatr w pomyślnym dla nas kierunku, próbowałem, jako ostatni na linii, podbiegnąć na lewo około 300 kroków, czego też, trochę zadyszany, dopiąłem, gdyż, mówiąc nawiasem, młodzież z 60 roku nie nadaje się już do szybkiego biegu, lecz upłynęło przynajmniej dziesięć minut, nim miałem sposobność do strzału, a więc starczyło czasu i do opanowania przyśpieszonego oddechu.
Znowu mignęła mi sylwetka lisa, który zmierzał na mojego sąsiada, Z. M. Przebiegło mi przez myśl: „źle się wybrałeś, rozbójniku”. Lecz w tejże chwili lis zawrócił i jest przedemną na właściwą metę. Strzelam więc i widzę, że zakreśliwszy łuk w powietrzu, padł martwy. W tejże chwili wypada drugi lis. Strzelam z drugiej lufy — i ten padł. Tymczasem sądziłem, że to pierwszy, do którego strzelałem, odzyskał przytomność i zaczyna się po krzakach przemykać; zatem ponownie strzelam — i ten legł bez ruchu. Nie koniec na tem, gdyż znowu podnosi się jeden z leżących, więc uspokajam go strzałem. Miałem sposobność ocenić dogodność eżektorów u broni.
Pojmie ten, u kogo w rodzinie od wieków zamiłowanie myśliwskie się doskonali, zadowolenie z tak rzadkiego faktu, jak zrobienie dubletu do lisów. Sądziłem, że to była dubleta tylko.
Zatem, gdy doszła naganka, daję polecenie przynieść lisy, a sam zwracam się ku swoim towarzyszom, także zmierzającym ku mnie. Słyszę zapytanie sąsiada: „Toś ty zabił trzy lisy?”. Spoglądam nie bez zdziwienia, rzeczywiście naganiacze niosą trzech rabusiów leśnych. Pierwszy raz po trzydziestu ośmiu latach polowania, miałem podobne zdarzenie. *)
Od wiosny — w przeciągu więc roku niespełna — padło u mnie, z wyżej wzmiankowanymi i wykopanymi z gniazd, 22 lisy. Zatem i one sekundowały kłusownikom, których mamy wielu w ościennych, skolonizowanych wsiach. Dlatego ilość zajęcy, mimo opieki, której doznają, zmniejszyła się znacznie. Z grubszą zwierzyną jest cokolwiek lepiej, czego dowodem rok ubiegły, w którym zabiłem trzy jelenie i siedem kozłów.
Karśnicki.

*)Takie nagromadzenie lisów w jednem miejscu tłómaczy się cieczką, która u liszek w tym czasie przypada. (Przyp. Red.)


Zorza 1916 nr 53

Z Siemkowic (pow. Wieluński)
Obecna wojna i jej następstwa najlepiej przekonały lud nasz, jaką była gospodarka obcego nam rządu w kraju naszym. Uświadamianie się w sprawach narodowych, czytanie gazet, skupianie się około zaradzenia wspólnej biedzie i t. p. dają nam lepsze wiadomości o naszej Ojczyźnie, którą lud znał dotąd tylko z opowiadań o pańszczyźnie. Przychodzimy do wniosku, że tylko sami o sobie najlepiej radzić potrafimy, że z błędów dźwigniemy się najskuteczniej sami — a obce, macosze nam rządy nigdy nie będą miały tej szczerej miłości dla ziemi naszej, co rodzime jej syny i córy.
Oświaty nam brakło i do niej rwiemy się dziś sercem całem. W parafii naszej powstało więcej szkół—a to dzięki staraniom naszego dzielnego proboszcza, a byłego prefekta częstochowskiego ks. J. Magotta. Czem on jest dla ludu, to najlepiej pokazały najcięższe dla nas chwile obecnej wojny. Czasy dzisiejsze nie małą są przeszkodą w pracy na niwie społecznej, która tu przed wojną zapowiadała plony obfite. Godnem jest uwagi, że młodzież nasza chętnie czyta wiele pożytecznych książek, a obecnie między innemi pisma ś. p. H. Sienkiewicza, chcąc lepiej zrozumieć duch tego Mistrza narodu, którego zgon żałobnym echem odbił się po całym świecie.
Kiedy miejscowy wikary, ks. W. Smolarkiewicz ogłosił chęć uczenia chłopców gry na skrzypcach—wielu znalazł chętnych; tak, że dziś mamy wcale dobrą kapelę rzniętą, składającą się z 22 chłopców. Bierze ona udział przeważnie w nabożeństwach kościelnych wraz z chórem dziewcząt, doskonale prowadzonym przez p. L. Motylewskiego. Mile było posłuchać jak ta drużyna śpiewaczo-muzyczna swym udziałem w nabożeństwie za duszę ś. p. H. Sienkiewicza uczciła pięknie zgon tego wielkiego Pisarza.
Mamy nadzieję, że jaśniejsze dni, które zaświtają Ojczyźnie naszej po wojnie, wzmogą tylko wspólne nasze usiłowania w pracy oświatowej i społecznej.
Z. G.


Gazeta Świąteczna 1916 nr 1865

Ze wsi Siemkowic, w Wieluńskiem, piszą do nas: Na rok przed wojną proboszczem parafji naszej został ksiądz Magott, który dzielnością swą, pracą i poświęceniem popchnął znacznie parafję na drodze oświaty i w tak ciężkich, jak obecne, czasach nie zaniedbuje pracy, żeby przyjść jej z pomocą. Od roku gromadka chłopców (przeszło 20) uczy się grać na skrzypcach u księdza wikarego. Dzięki spółpracy nauczyciela B. Zajdlica, jak również organisty L. Motylewskiego, mamy, oprócz drużyny wyszkolonych w śpiewie dziewczątek, kapelę, która obok drużyny śpiewaczej grywa bardzo ładnie na nabożeństwach kościelnych. Oby wszelkie dobre, a choćby najmniejsze usiłowania skierowane ku dobru naszemu i Ojczyzny, nie szły na marne, a zawsze znajdowały poparcie u ludzi. Z. G.

Gazeta Świąteczna 1916 nr 1873

I w Siemkowicach w powiecie wieluńskim, guberńji kaliskiej, odbyło się za staraniem księdza proboszcza Magota uroczyste nabożeństwo za duszę ś. p. Henryka Sienkiewicza. Już poprzednio ksiądz proboszcz wyjaśnił w naukach niedzielnych, kogośmy stracili w tym wielkim człowieku. W dniu żałoby dziewczęta przystrojiły katafalk zielenią i wieńcami. Podczas nabożeństwa, które odprawił ksiądz proboszcz, prześlicznie przygrywała kapela skrzypcowa, złożona z 20 chłopców, wyuczona przez księdza wikarego Smolarkiewicza. Wykonano pieśń żałobną, do której ułożono odpowiednie słowa na zgon wielkiego pisarza, oraz marsza żałobnego Szollara. Nadto śpiewał osobno p. L. Motylewski i pod jego kierownictwem drużyna dziewcząt wykonała pięknie pieśń: „Duszy, co rzuca.” W nabożeństwie wzięły udział szkoły i licznie zgromadzeni parafjanie. Czuliśmy jakieś tajemne zbratanie się z duchem wielkiego syna naszego narodu. Z. G.

Zorza 1917 nr 23

Siemkowice w maju.
W dniu 6 maja odbyło się w tutejszym kościele nabożeństwo za ojczyznę. Ks. prob. Magott wygłosił piękne kazanie o miłości ojczyzny, nawołując lud, żeby nie tylko czuł się, ale począł być polskim: żeby zrzucił łuskę niewiadomości i uprzedzenia do „rządów polskich”, a zrozumiał, że u swoich łatwiej niż u obcych o reformy i prawa. W Polsce była pańszczyzna, ale nie zaprowadził jej rząd z umysłu, żeby prześladować chłopa: złożyły się na to czasy i warunki, a taki sam ustrój społeczny był i u innych narodów Europy. Kiedy zaś rząd polski spostrzegł zgubne, a krzywdzące lud następstwa takiego ustroju, wtedy pomyślał o zniesieniu pańszczyzny, dając początek reformie w Konstytucji 3 Maja.
W czasie nabożeństwa drużyna muzyczno-śpiewacza wykonała hymny narodowe, w ich liczbie prastarą pieśń „Bogarodzica.” Tegoż dnia odprawił ks. proboszcz nabożeństwo dla straży ogniowej, która wraz ze swą orkiestrą zorganizowała się nanowo za staraniem b. jej naczelnika p. J. Pielarskiego. Z radością witaliśmy tę nanowo powstałą, a wielce dobroczynną instytucję, która w paradnym pochodzie przy dźwiękach orkiestry pod kierunkiem p. L. Motylewskiego podążając na nabożeństwo — dała nam znać o swem istnieniu. W Siemkowicach czynny jest Komitet ratunkowy z ks. proboszczem na czele. Ten kapłan-społecznik podźwignął z upadku sklep spółkowy i doprowadził go do możliwie najpomyślniejszego stanu; obudził do życia koło rolnicze, na zebraniach gminnych zabiega koło budowy dróg, kopania rowów i t. p. Istnieje tu dwór pp. Karśnickich; jego obecni posiadacze i wzorowi gospodarze składali nieraz dowody swej obywatelskiej społecznej działalności. Pani Karśnicka z nakładem własnej pracy i ofiary uszyła dla kościoła dwie wspaniałe kapy, które na szczególniejsze zasługują wyróżnienie wśród aparatów kościelnych.
Szkoły w Ożegowie, Hożewie i Siemkowicach w osobach swych nauczycieli mają sumiennych pracowników; ostatniemi czasy w szkołach tych odbyły się przedstawienia amatorskie dzieci.
Grz.

Zorza 1917 nr 44

Obchody Kościuszkowskie opisane przez naszych czytelników.
W Siemkowicach (pow. Noworadomski).
W dniu 14 października obchodziliśmy w Siemkowicach setną rocznicę zgonu Naczelnika Polski. Na pierwszą Mszę św. zgromadziły się dzieci ze szkółki—miejscowej oraz z Lipnika, Hożewa i Ożegowa ze swemi nauczycielkami. Po nabożeństwie i przemowie ks. proboszcza o Kościuszce odbyły dzieci szkolne pochód przy dźwiękach kapeli strażackiej, poczem wysłuchały odczytu p. Dziegcia, nauczyciela z Siemkowic; kilkoro z nich deklamowało. Po sumie, w czasie której grano i śpiewano pieśni religijno-patrjotyczne odbył się przez wieś pochód, w którym wzięły udział: szkoły, straż ogniowa z p. J. Pielarskim, ceremoniarzem uroczystości, na czele, orkiestry strażacka i kościelna pod dyrekcją p. Motylewskiego, inteligencja, obywatelstwo, księża i licznie zgromadzony lud wiejski. W dwu miejscach: obok figury i przy starożytnej lipie dworskiej pochód przystawał, żeby wysłuchać deklamacji, mów, muzyki i śpiewów. Szczególnie ładnie wypadł wiersz Laskowskiego „Nie wydrzecie” wykonany zbiorowo przez drużynę śpiewaczo-muzyczna. Pięknie wypowiedział „Pogrzeb Kościuszki” Ujejskiego — młodzieniec z Siemkowic J. Grzesik, za co go rzęsistymi nagrodzono oklaskami. Gospodarz z Hożewa p. W. Gleń przemówił wierszem tej treści:
Obudź się, duszo chłopska, w niewoli uśpiona,
nienawiścią ku swoim przez wrogów pojona.
Obudź się ze stuletniej drzemki i niemocy,
a ukochaj swą przeszłość z całej ducha mocy.
Obudź się i weź w ręce księgi historyczne,
a poznasz jakie miałaś bohatery liczne;
z nich poznasz, że to oni chcieli twej swobody —
nie obce mową, wiarą, dla ciebie narody.
I poznasz, żeś za ojca swego miała wroga,
bo kto sieje nienawiść, ten z djabła-nie z Boga.
W krwi twych braci zbrukaną ręką dał ci ziemię...
twą własną, by cię kupił jak Judasza plemię.
Bo jeśli w Polsce była jaka srogość stara,
pamiętaj, czegoć uczy i pamięć i wiara.
Więc ku zgodzie i pracy ściągnij bratnie dłonie,
miej ziemię, lecz i światło niech w tobie zapłonie.
Niech Duch święty obudzi w tobie cześć Ojczyzny,
Spraw to Królowo Polska i Chrystusa blizny!
Pod koniec pochodu wygłosił mowę ks. proboszcz. Była ona uzupełnieniem mowy mianej w czasie sumy, a w której kaznodzieja wyczerpująco w świetle prawdy omówił rozmaite kwestje związane z naszą narodową przeszłością. Na twarzach uczestników tej wielkiej dla nas uroczystości malowało się wzruszenie, dostrzedz można było łzy. Niestety byli i tacy, którzy udziału w pochodzie wziąć nie chcieli — jedni z bojaźni przed moskalami, inni z uprzedzenia do swej własnej narodowej sprawy. U niektórych z nich wyszło na jaw brudne ich sumienie, bo nie dość, że sami nie brali udziału, ale jeszcze drugich odwodzili od tego, złorzeczyli swej Ojczyźnie i Temu, który ich ukochał i bił się o lepszą dolę dla nich. Pociesza nas myśl, że takich wyrodków będzie coraz mniej wśród nas, bo oświata z ustąpieniem opiekunów naszej ciemnoty i nieładu-coraz więcej przysparzać nam będzie światła i pomyślności.
Z. Gliszcz.

Godzina Polski 1917 nr 156

Z Siemkowic (pow. wieluński).
Obecna wojna i jej następstwa, jak to mówią, otworzyła nam oczy na wiele rzeczy. Przedewszystkiem utwierdziliśmy się w przekonaniu, że sami sobie najlepiej radzić potrafimy, że z błędów dźwigniemy się najskuteczniej sami.
Oświaty nam brakło i do niej się rwiemy dziś całem sercem; w parafii naszej powstało kilka szkół, a to dzięki staraniom dzielnego naszego proboszcza, a. b. prefekta z Częstochowy, ks. J. Magotta. Czem on jest dla ludu to najlepiej pokazały najcięższe dla nas chwile doby ostatniej.
Młodzież nasza czyta chętnie, a zwłaszcza ostatnio pisma ś. p. H. Sienkiewicza, chcąc lepiej zrozumieć ducha tego mistrza narodu, którego skon echem żałobnem odbił się po całym świecie. Ksiądz tutejszy W. Smolarkiewicz wyraził w swoim czasie chęć uczenia chłopców gry na skrzypcach, wielu też znalazł chętnych i dziś mamy wcale dobrą kapele rzniętą, składającą się z 22 chłopców. Bierzę ona udział przeważnie w uroczystościach kościelnych wraz z chórem dziewcząt prowadzonym przez p. Motylewskiego.
L.

Gazeta Świąteczna 1917 nr 1920

We wsi kościelnej Siemkowicach pod Łodzią odbyła się uroczystość Kościuszkowska bardzo ładnie w niedzielę 14 października.. Rano odprawiono nabożeństwo dla dzieci uczących się w szkole. Po sumie wyruszył przez wieś pochód pod kierunkiem J. Pielarskiego, zastępcy naczelnika straży ogniowej. Ludzie, licznie zgromadzeni, zachowali powagę wzorową. Kapela strażacka i drużyna śpiewaczo-muzyczna wykonały hymny narodowe, dzieci wypowiadały wiersze, wspaniałą mowę o Kościuszce wygłosił ksiądz Magott, a włościanin Glen z Hożewa zwrócił się do ludu polskiego z mową wierszowaną. Urządzenie tego święta narodowego wykazało, że między nami jest sporo takich, którzy są tylko Polakami z imienia, ziemię zaś, której im rząd rossyjski nie dał darmo, ani z miłości, tylko dla własnej korzyści, a zresztą i z konieczności, okupił drogo, bo zapłacił za nią nietylko groszem, ale i duszą własną, Tacy ani słyszeć chcieli o Kościuszce, ani wiedzieć, że na pół wieku przed uwłaszczeniem rossyjskiem — on, jako Naczelnik narodu i prawdziwy ojciec ludu wiejskiego, ogłaszał dla niego rozmaite ulgi i stopniowo znosił pańszczyznę. Ale Kościuszko zarazem myślał, żeby dać ludziom oświatę i zaprowadzić ład w kraju. Nic też dziwnego, że ludzie ciemni a niedobrego serca i nieczystego sumienia wolą nic nie wiedzieć o Kościuszce i wielkich jego czynach dla kraju, bo sami za dawnych rządów moskiewskich przywykli do ciemnoty i nieładu i tęsknią podobno za nim. Rząd rossyjski wychował ich nie na dobrych synów Ojczyzny, ale na zdrajców; uchodziły im często bezkarnie pijaństwo, złodziejstwo, pieniactwo, krzywda ludzka. W najlepszym razie, jeżeli grzechów takich nie mają na sumieniu, są za to samolubami i piecuchami i nic ich sprawa dobra ogółu nie obchodzi. Nie piszę tego z niechęci, ale żeby prawdy nie ukrywać, bo choć jest smutna i kole w oczy, może obudzi wstyd i poprawę błądzących. Czytelnik.

Zorza 1918 nr 8

ODPOWIEDZI REDAKCJI.
Ks. W. Smolarkiewicz — Siemkowice. Potwierdzamy odbiór 9 kr., które zapisaliśmy na rach. przedpłaty za „Zorzę” na I półrocze. Od Nowego Roku z powodu drożyzny papieru prenumerata podniesiona do k. 20 rocznie.

Obwieszczenia Publiczne 1918 nr 23

Obwieszczenie.
Wydział hipoteczny sądu okręgowego Kaliskiego obwieszcza, że po śmierci niżej wymienionych osób otwarte zostały postępowania spadkowe, a mianowicie:
1) Marjanny vel Magdaleny Gryglewskiej, właścicielki 10 mórg, zapisanych ad Nr 1 działu II wykazu hipot. majątku Chorzew i działki ziemi 241 prętów w majątku Siemkowice, pow. Wieluńskiego;

Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych wyznacza się na d. 30 stycznia 1919 r. w kancelarji wydziału hipotecznego w Kaliszu i w tymże terminie osoby, w spadku zainteresowane, winny stawić się pod skutkami, prawem przewidzianemi.


Gazeta Świąteczna 1918 nr 1961

Ze wsi Siemkowic koło Wielunia piszą do nas: Wieś nasza zupełnie inaczej dziś wygląda, niż dawniej, a zawdzięcza to księdzu Magotowi, który nakłonił gospodarzy do wybrukowania ulic i do poprawienia drogi przez przekopanie rowów. Sprawa ta z początku miała przeciwników, wychowanych w ciemnocie moskiewskiej, ale dziś każdy widzi pożytek z ulepszeń i jest zadowolony. Ksiądz proboszcz wysłał jednego chłopca z naszej wsi do szkoły tkackiej w Bełchatowie, żeby się tam przysposobił na nauczyciela tkactwa dla Siemkowic. Od połowy maja znalazło tu przytułek we dworze u p. Karśnickich 20 zgórą dzieci z ochronki częstochowskiej. Wzorowo i uroczyście zakończył się rok szkolny we wszystkich czterech szkołach gminnych. Na popisach, prócz nauczycieli i rodziców dzieci, obecni też byli księża i p. Karśnicka. W odpust 16 lipca pierwszy raz urządzono u nas sprzedaż kwiatka i loterję na straż ogniową. W tydzień potem urządzono skromną zabawę w lesie dla strażaków i śpiewaków, którym dwór wyprawił gościnne przyjęcie. J.G —ik.

Gazeta Świąteczna 1918 nr 1968

Nieuczynność. Na 8-my września ze wsi Siemkowic pod Wieluniem wyruszyła na Jasną-Górę dość liczna kompańja z księdzem na czele. Zgromadzenie ludzi na Jasnej-Górze było duże, niebywałe w latach wojny. Z powrotem wypadł nam nocleg we wsi kościelnej Miedźnie. O ile w tamtą stronę mieszkańcy wsi Białej pod Częstochową z całą życzliwością przyjęli nas na nocleg, o tyle miedzniacy z małemi wyjątkami w sposób niegodny chrześćjan uchylali się od powinności „podróżnego w dom przyjąć”. Tu i ówdzie aż żołnierze austrjaccy zmuszali niegościnnych mieszkańców do przyjęcia pątników na noc, widzieli bowiem, żeśmy dnia tego wskutek burzy zmokli, jak to mówią, do suchej nitki. Ksiądz proboszcz w Miedźnie, bardzo gościnny i zacny kapłan, który niedawno przybył do tej parafji, zapewne niemało poniesie trudu, żeby w swych parafjanach z Miedzna głębiej wszczepić cnotę miłości bliźniego i zwykłej powinności chrześćjańskiej, jeżeli ich obecna nieszczęsna wojna nie zdołała tego nauczyć. Pątnik.

Zorza 1920 nr 32

Wiec ludowo-narodowy w Siemkowicach
(pow. wieluński, ziemia Kaliska).
W dnia 16 lipca po sumie licznie zgromadzony lud na odpust w Siemkowicach z dużem zainteresowaniem słuchał półtoragodzinnego przemówienia p. Józefa Jankowskiego, instruktora Zw. L. N. na powiat wieluński. Ale była też to mowa zupełnie inna treścią i duchem od głoszonych tu przez różnych „ludowców”, którzy ujmowali sobie słuchaczy pochlebstwen, obietnicami i szczuciem ludu na inne warstwy narodu; siali oni obłudę, chciwość i niezgodę, nie wskazywali zaś na obowiązki względem Ojczyzny ani na istotnych wrogów Polski — Niemców, socjalistów i żydów. O tem właśnie powiedział nam p. Jankowski w swej pięknej patrjotycznej i prawdziwie narodowej mowie: nie pochlebstwem, obietnicami i szczuciem, ale bezstronnością i prawdą ujął sobie słuchaczy. Mówiąc o przeszłości Ojczyzny, wskazał na dzielnych jej synów, którzy od wieków bronili kraju od zachłanności niemieckiej, i całej Europy chrześcijańskiej od nawały dzikich hord ze wschodu; wykazał następnie na obowiązki bronienia dzisiaj Ojczyzny od najazdu bolszewicko-żydowskiej dziczy. Jak niegdyś samolubstwo i swawola szlachty przyczyniły się w części do zguby Polski i zrodziły zdrajców na żołdzie zaborczych rządów,—tak dzisiaj przywódcy socjalizmu i rozmaici „ludowcy”, pracują na korzyść Niemców i żydów. Nie chodzi tu o stronnictwa ludowe, jako takie, ale o tych, którzy, korzystając z ciemnoty ludu, prowadzą go na bezdroża, wychowują go wprost na wrogów własnej Ojczyzny.
Niektórym nie podobały się te słowa prawdy — niemieli jednak śmiałości wystąpić jawnie; mruczeli tylko po kątach.
Okrzykiem na cześć armji polskiej zakończono wiec.
Obecny.

Zorza 1920 nr 33

Z Wielunia piszą nam. Na wniosek p. Czarnieckiego, samorządowego inspektora p. wieluńskiego zebrano na posiedzeniu Rady Gminnej w Siemkowicach na armję ochotniczą marek 3082, a na zebraniu gminnem w Działoszynie w p. wieluńskim marek 3920 i rubli 13664.
Przykład ten godny jest naśladowania.

Zorza 1920 nr 34

Powiat wieluński. Jako delegat Z. L. N. odbył p. Józef Jankowski szereg wieców w powiecie wieluńskim, a mianowicie: dnia 11 lipca w Walichnowy (obecnych 1500 osób), 16 lipca w Siemkowicach (obecnych 4500 osób) 18 lipca w Działoszynie (obecnych 2800 osób), 22 VII w Łyskorni (obecnych 2000 osób). Na wszystkich tych wiecach nawoływał mówca do poboru rekruta i ochotników, oraz do popierania pożyczki Odrodzenia. Zebrani słuchali przemówień delegata z przejęciem i na wszystkich tych wiecach uchwalili jednogłośnie 4 rezolucje Z. L. N, znane z wieców Warszawskich. W Siemkowicach zaś złożyli zebrani 3100 mk., a w Działoszynie przeszło 2000 mk. na Czerwony Krzyż.

Rozwój 1920 nr 71

— Z Działoszyna.
Osada Działoszyn i wieś sąsiednia Szczyty są nawiedzane epidemją tyfusu plamistego. Od 1 paździer. 1919 r. do 1 stycznia 1920 r. w jednej z parafji Działoszyn zarejestrowano zejść 200 osób przeważnie tyfusowych. Obecnie jest uruchomiony szpital na 80 łóżek dla tyfusowych 1 doktór (zmarł przed miesiącem na tyfus) 3 felczerów. Do szpitala należą 3 gminy; Działoszyn, Siemkowice i Kiełczygłów. Pożądany był by tam doktór, gdyż wrazie potrzeby dojeżdża z Wielunia doktór nie częściej jak 2 razy na tydzień. Widoki dla doktora tam są doskonałe.
Trudno uwierzyć aby w jednej parafji w kraju mogło aż 200 osób umrzeć na tyfus. Musi to być jakieś nieporozumienie. (Przyp. Red.)

Gazeta Świąteczna 1923 nr 2199

Z parafji Siemkowskiej pod Działoszynem w powiecie wieluńskim, w stronach kaliskich, piszą do nas: W dniu 15 lutego opuścił naszą parafję czcigodny ksiądz Józef Magott, przeniesiony przez władzę biskupią na wyższe stanowisko do Konina. Pracował w naszej parafji zgórą 9 lat i przez ten czas pracy duszpasterskiej dużo dobrego zrobił. Za jego staraniem i zachętą wybrukowaliśmy główną ulicę przez wieś. W pracy społecznej brał czynny udział: był przewodniczącym w kasie pożyczkowo-oszczędnościowej, w kółku rolniczem i w sklepie spółdzielczym. W zeszłym roku za jego staraniem wybudowaliśmy wspaniałą organistówkę, jeszcze niezupełnie wykończoną. Za najścia Niemców służył parafjanom dobrą radą i pomocą; wielu znalazło w nim prawdziwego ojca i opiekuna. Nie wyliczam wszystkich jego zasług, zaznaczyć tylko muszę, że jest to kapłan oddany sercem i duszą swemu powołaniu. To też z bólem serca przyjęliśmy wiadomość, że ma nas opuścić, a kiedy przyszedł czas jego wyjazdu, trudno nam było pogodzić się z tem, że go już nie będziemy mieli pomiędzy sobą. W imieniu tych wszystkich, którzy szli za jego głosem, składam mu za podjętą u nas pracę i trudy staropolskie „Bóg zapłać!” Parafjanin F. Pingot.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1924 nr 44


Na zasadzie postanowienia Województwa z dnia 24.9 1924 r. L. Pr. 4109 (2) III wciągnięto do rejestru Stowarzyszeń i Związków Nr. 884 „Towarzystwo Straży Ogniowej Ochotniczej w Sienkowicach".

Gazeta Świąteczna 1924 nr 2260

Głosy o nowem prawie wyborczem dla gmin. Z Siemkowic pod Działoszynem w powiecie wieluńskim. Rozważamy teraz w Gazecie sprawę, kto ma wybierać na zgromadzeniach gminnych i jaka ma być w przyszłości gmina: jedno czy wielowioskowa. Zgodzę się z tymi, którzy domagają się, żeby starsi wybierali, ale stanowczo nie jestem za tem, żeby wybierali tylko ci, co mają jakąś nieruchomość i płacą podatki gminne. Przecież główną troską naszą jest to przedewszystkiem, jakich ludzi do rady gminnej wybierać, a potem, jak ci ludzie mają radzić w gminie, żeby było dobrze. Uderzmy się w piersi i powiedzmy szczerze, że dziś na wsi jest jeszcze wielka ciemnota. Jakże więc ciemni z małemi wyjątkami ludzie będą wybierali światłych członków rad gminnych? Dlaczegóż w wyborach gminnych mają nie brać udziału ksiądz, nauczyciel, aptekarz lub rzemieślnik, jak to słusznie Kuba z pod Magnuszewa w Gazecie 2250-ej zauważył? Ci wszyscy, którzy mieszkają od jakiegoś czasu w gminie i tam pracują rzetelnie na kawałek chleba, winni mieć prawo uczęstniczenia w zgromadzeniach gminnych. Bo czyż nie pracuje dla gminiaków ksiądz czy nauczyciel—jeden w kościele, a drugi w szkole? Ich praca jest również podatkiem dla gminy, więc słuszną jest rzeczą, żeby oni prawo wyborcze posiadali. A rzemieślnik? I on dla gminiaków pracuje, nieraz z wielką dla nich korzyścią. Wiemy także, że ksiądz i nauczyciel to nieraz na wsi jedyni światli ludzie. Czyż odsuwając ich od siebie, dobrze by gminiacy zrobili? Co do wieku wyborców, to mojem zdaniem wybierać winni nie młodsi od 25 lat, gdyż tacy myślą już poważniej i sprawy gminne obchodzą ich więcej. A teraz, czy gmina ma być jedno czy wielowioskowa? mieszkańcy dawnej Galicji i Poznańskiego przyzwyczajili się do gminy jednowioskowej i taką sobie przeważnie chwalą, my znów przyzwyczajeni jesteśmy do wielowioskowej i taka nam się wydaje lepsza. Ale należy się zastanowić głębiej, co byłoby naprawdę lepsze. W gminie jednowioskowej pisarza nie byłoby, bo któżby go utrzymał i dawał mu mieszkanie? Wójt musiałby chyba sam wszelką gminną pisaninę załatwiać, czynić rozkłady podatków i t. d. Ale czy mamy na wsi obecnie takich ludzi? Możemy ich mieć w przyszłości, ale teraz nie. Wieś, w której mieszkam, jest duża, gminna i kościelna i od dawna posiada szkołę. A jednak, czy umiał ktokolwiek z gospodarzy obliczyć sobie wartość majątku, gdy tego w lutym zażądały władze? Ani jeden zrobić tego sam nie umiał, a jeżeli obliczył kto, to źle, chociaż sposób obliczenia jasno podała Gazeta i niejeden gospodarz tutejszy miał ją w ręku. Jakże w takiej jednowioskowej gminie poradzi sobie wójt? A jak poradzi sobie w takiej, gdzie nie było szkoły i niema jej do tego czasu? Z gminy jednowioskowej powstałoby jeszcze jedno bardzo wielkie niebezpieczeństwo. Miasteczka nasze są bardzo zażydzone. One też same wybierałyby sobie członków rad gminnych, które przez to byłyby również mocno zażydzone. Uniknęliśmy tego, mając gminy wielowioskowe, bo polska ludność wsi należących do gminy mogła na członków rad gminnych wprowadzić większość swoich wybrańców. W. Dziegieć.

Gazeta Świąteczna 1924 nr 2291

Zcalenie gruntów. Z pod Działoszyna w powiecie wieluńskim, w Kaliskiem, piszą do nas: W okolicy naszej zaczynają jakoś ludzie brać się pomału do zcalania gruntów. We wsi Ożegowie dzięki kierownikowi szkoły A. Warwaszyńskiemu powstał na wiosnę zamiar zcalenia. Jedni się na to godzili, inni nie, wkońcu jednak zamiary mądrzejszych poczęły się urzeczywistniać. Przyjechał komisarz z Wielunia, a potem dwaj gieometrzy żwawo wzięli się do pracy. Dziś już każdy gospodarz ożegowski wie, gdzie ma nowoodmierzone pole, i w przyszłym roku każdy przejdzie na swoje. Niejeden trapił się i mówił: — Jakie to kłótnie, jakie bijatyki będą przy nadawaniu ziemi w nowem miejscu! — A tu inaczej się stało, wszyscy są zadowoleni z wyjątkiem trzech czy czterech, ale to chyba wszędzie tacy się znajdą. Za przykładem Ożegowa idzie sąsiednia wieś Siemkowice, gdzie również z wiosną przyszłego roku zcalenie ma się rozpocząć. Czytelnik  

Gazeta Świąteczna 1924 nr 2291

Z parafji Siemkowic pod Działoszynem w powiecie wieluńskim, w kaliskiem, piszą do nas: Parafja nasza ma szczęście do dobrych kapłanów. Mogliśmy to już sobie powiedzieć, gdy pasterzował nam ś. p. ksiądz kanonik Gryglewski, dziekan wieluński, kapłan, którego imię było wszędzie z czcią wymawiane. Pasterzował nam zgórą 35 lat. Po śmierci jego proboszczem naszym został ksiądz Magot, który był dawniej u nas wikarjuszem, a potem prefektem w Częstochowie. Był to człowiek i kapłan wielkiego serca. W roku zeszłym opuścił naszą parafję, bo powołany został do Konina na dziekana. Niech siemkowiczanie zaświadczą, komu zawdzięczają wybrukowanie całej wsi i co ich to kosztowało? Troskę pracy, a dziś jakaż to wygoda! Za przykładem Siemkowic idą inne wsie; już zabrukowała się wieś Ożegów, w której można było, jak to mówią, złych topić, dalej po niej wieś Chorzew, i tak się to ludziom podobało, że na ogólnem zgromadzeniu gminnem wybrali z pośród siebie najdzielniejszych gospodarzy do komisji drogowej i odtąd mamy drogi w dobrym stanie, bo ich komisja pilnuje. Już usypano kawałek drogi bitej i zwożą kamienie na dalsze prowadzenie roboty. Nie tak prowadzi się u nas pracę około dróg, jak w gminie Starzenicach pod samym Wieluniem; tam nietrudno o śmierć na drodze, gdy się jedzie od wsi Wierchlasów do Wielunia. Dalej o księdzu Magocie niech zaświadczą ci, którzy doznawali jego serca w nieszczęściu: ile to razy szedł na cmentarz bez wynagrodzenia z tymi zmarłymi, dla których i na trumny ofiarował? O siebie nie dbał wiele. Gdy podczas wojny ludzie nie mogli znieść udręki od żołnierzy austrjackich i podnieśli się przeciw nim, skazano kilkanaście osób ze wsi na śmierć przez rozstrzelanie. Czyż ten kapłan nie poszedł z nimi razem kilka mil pieszo do władz wojskowych, aby skazanych ratować? I uratował, zostali uwolnieni. Wieś wtenczas była jak wymarła, bo wszyscy chowali się po lasach i grobowcach na cmentarzu, ale on wszystko doprowadził do porządku i uspokojiło się. Prawda, że znalazło się kilku niewdzięcznych, kiedy w roku 1921 jakieś byle co, jakaś niby „socjalistka” przyszła zawracać ludziom głowy i buntować ich przeciw księdzu, ale ci pewnie wstydzą się samych siebie, że dali się wtedy otumanić. Po wyjeździe księdza Magota przybył do nas na proboszcza kapłan-żołnierz, ksiądz prefekt Pecke. Jako kapłan, oddałby duszę za owce swoje, trzymając się ściśle tego, co powiedział papież Leon Trzynasty, że kapłan ma nietylko pozostać w zakrystji, ale także mą być obywatelem kraju. Nie w samą tylko niedzielę, ale i w inne dnie miewa nasz proboszcz po dwie nauki w kościele, a potem idzie do szkoły na pogadanki, które nieraz odbywa przy własnem świetle (czasami kobieta uboga, która z pracy rąk się utrzymuje, przyniesie lampkę z naftą); po dwie i więcej godzin w tej ciasnej i dusznej izbie wyjaśnia dzieje narodu polskiego. Ale też ma nagrodę, bo sala szkolna pełna, gromadzą się i ludzie starsi, i kobiety, i młodzież. Młodzieży mogłoby, co prawda, więcej przychodzić, bo jest jej tu dużo, ale i tem proboszcz się cieszy, że ci, co wierzą swemu kapłanowi, tak pilnie każdego jego słowa słuchają. Jest on żołnierzem, bo wyszedł z wojska jako kapelan-major, ale jest żołnierzem prawdziwym, bo nie ulęknie się żadnego wroga. Tak więc powtarzam: Siemkowice miały i mają kapłanów światłych, a nauka ich nie idzie w las, bo ludzie są tu naogół dobrzy. Odbyło się tu d. 5 -go grudnia nabożeństwo za poległych drogich nam żołnierzy w Krakowie. Dzień był wybrany wolny od jarmarków i targów w okolicy. W kościele katafalk był pięknie przystrojony, przy nim straż honorową pełniła straż ogniowa; były dzieci ze szkoły powszechnej z nauczycielem; z dalszych szkół trudno było dzieciom przyjść z powodu wielkiego błota, ale cała parada się zgromadziła. N. G.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1925 nr 9

Z. S. P.
Państwowe Stado Ogierów BOGUSŁAWICE.
WYKAZ
stacji kopulacyjnych i dzierżaw w obrębie Województwa Łódzkiego utworzonych przez Zarząd Państwowego Stada Ogierów w Bogusławicach w okresie kopulacyjnym 1925 r.
L. p.
Powiat
Miejscowość
Imię i nazwisko utrzymującego ogiery
Stacja kopulacyjna
Dzierżawa
Nr Ks. Gł.
Nazwa ogierów
Kategoria
19
Łaski
Siemkowice
Ksawery Karsznicki
/
602
Minstrel
II
Bogusławice, dnia 4 lutego 1925 r. Kierownik Państw. Stada Ogier w Bogusławicach: (—) podpis.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1925 nr 21

OGŁOSZENIE,
Okręgowy Urząd Ziemski w Piotrkowie podaje do publicznej wiadomości, że na skutek uchwały gromady włościan wsi Siemkowice, w gminie Siemkowice, powiecie Wieluńskim położonej, w przedmiocie scalenia gruntów tej wsi, Okręgowa Komisja Ziemska w Piotrkowie decyzją, powziętą na posiedzeniu jawnem w dniu 6 marca 1925 r. (sprawa N R. 27/25) postanowiła: 1) wniosek włościan wsi Siemkowice, wyrażony w formie uchwały zebrania gromadzkiego, w przedmiocie scalenia ich gruntów, zatwierdzić; 2) określić obszar scalenia w granicach: a) gruntów ukazowych wsi Siemkowice o powierzchni około 642 ha, b) gruntów zaserwitutowych wsi Siemkowice o powierzchni około 73 ha, c) gruntów ukazowych wsi Siemkowice Poduchowne około 5 ha, d) gruntu parafjalnego wsi Siemkowice około 5 ha, e) gruntów ukazowych wsi Łukomierz około 75 ha, f) gruntów, jakie zostaną oddane wsi Łukomierz za zrzeczenie się uprawnień serwitutowych, przysługujących jej na majątku Siemkowice, w przybliżeniu około 20 ha, g) gruntów z dóbr Siemkowice o powierzchni około 224 ha, oraz h) gruntów z dóbr Łukomierz o powierzchni około 40 ha, celem zniesienia szachownicy zewnętrznej z gruntami wsi Siemkowice i Łukomierz; 3) dokonać ekspertyzy meljoracyjnej na gruntach wsi Łukomierz, oraz na części gruntów wsi Siemkowice w miejscowości „Ogrody" i „Działy''.
Piotrków, dnia 7 maja 1925 roku
p. o. Prezesa (—) J. Chamiec.


Przegląd Leśniczy 1926 marzec

Spis wszystkich lasów prywatnych, komunalnych, kościeln. i fundacyjnych w województwie Śląskiem, Poznańskiem, Pomorskiem i Łódzkiem o powierzchni ponad 50 ha według stanu z 1924 r. Zestawił W. Przybylski.
141. Nazwa majątku leśnego: Siemkowice, powiat Wieluń. Właściciel: Ignacy Karśnicki. Obszar ha: (serw.) 87, 5., 705,5.

Przegląd Leśniczy 1926 marzec

Spis wszystkich lasów prywatnych, komunalnych, kościeln. i fundacyjnych w województwie Śląskiem, Poznańskiem, Pomorskiem i Łódzkiem o powierzchni ponad 50 ha według stanu z 1924 r. Zestawił W. Przybylski.
142. Nazwa majątku leśnego: Siemkowice, powiat Wieluń. Właściciel: Ksawery Karśnicki. Obszar ha: 214,0.

Gazeta Świąteczna 1926 nr 2352

Ze wsi kościelnej Siemkowic pod Działoszynem w pow. wieluńskim piszą do nas: W końcu stycznia zmarł w Koninie dawny nasz proboszcz ś. p. ksiądz kanonik Józef Magot. Po otrzymaniu święceń rozpoczął u nas pracę kapłańską jako wikarjusz, a potem był przez kilka lat proboszczem. Przybył tu z Częstochowy, gdzie dłuższy czas był nauczycielem religji w szkołach, znanym z działalności społecznej. Pobyt swój w Siemkowicach zaznaczył pracą nad podniesieniem oświaty wśród parafjan. Zdobywszy wiedzę rolniczą, służył wskazówkami drugim, przewodził i pracował w zakładach społecznych i oświatowych, zachęcił do zabrukowania dróg we wsi, osobiście dopilnowując roboty, czem sprawił, że i inne wsie poszły za tym przykładem. Jako dobry Polak, w czasie wyborów do sejmu i senatu przestrzegał wiernych przed złudnemi i wywrotowemi hasłami wrogów Ojczyzny i wiary, głównych sprawców dotychczasowego nieładu w Polsce — socjalistów i wyzwoleńców. Naraził się przez to tej części ludności, która dała się obałamucić warchołom posła Rudzińskiego. Szczerze oddany ludowi wiejskiemu, niejedną łzę gorzką wtedy wylał. Choroba serca, na którą już wtedy niedomagał, rozwijała się szybko i w połączeniu z zapaleniem płuc przerwała pasmo niedługiego życia tego zdolnego człowieka i szlachetnego kapłana, pełnego wyrozumiałości, skromnego w wymaganiach i niepomnego na krzywdy sobie wyrządzone. Cześć jego pamięci! Niech go Bóg miłosierny przyjmie do chwały swojej! B. Siemkowiczanin.
Jako przyczynek do powyższego wspomnienia przytaczamy jeszcze następujące urywki z listu innego czytelnika: Ś. p. ksiądz dziekan Józef Magot pracował u nas prawie przez dziesięć lat. Był to kapłan wielkiego serca i cnót niezwykłych; miły, spokojny, cichy, uprzejmy w obejściu z ludźmi, zdawało się, że w anielskiej swej dobroci chciał wszystkich przygarnąć do serca. Urodził się w Wieruszowie, kształcił się w Kaliszu, seminarjum duchowne ukończył we Włocławku. Pierwszy wikarjat otrzymał u nas w Siemkowicach w roku 1908, ale po dwóch latach przeniesiony został do Częstochowy. W roku 1912 zrządzeniem Opatrzności Bożej przeniesiony został do naszej parafji i z całych sił jął się pracy duszpasterskiej i społecznej. Był przewodniczącym w kasie pożyczkowo-oszczędnościowej, prowadził sklep spółkowy, za jego zachętą i radą wybrukowano w trzech wsiach ulice; pracował nad siły, bo pracy u nas było dużo. Ale nastały smutne i ciężkie czasy. Wybuchła wojna. Parafja nasza była pod zarządem austrjackim. Zaborcy rozpanoszyli się bardzo, zaczęły się różne nakazy i wymagania, aż zabrakło ludziom w Siemkowicach cierpliwości i pobili bardzo żołdaka austrjackiego. Groziła za to straszna kara. Zaaresztowano około 15 osób, cała wieś miała być spalona, a mienie ludności w proch i pył obrócone. I byłoby się to stało, gdyby nie proboszcz. Czcigodny ksiądz Magot bierze kij w rękę i idzie za skazańcami kilkanaście wiorst pieszo, przemawia, prosi, błaga starszyznę austrjacką, aby zwolniono tych niewinnych ludzi, a w razie przeciwnym chce ginąć razem z nimi. I tak mu się szczęśliwie powiodło, że wszyscy zostali uwolnieni i wieś pozostała na miejscu. Jakże go nie czcić i nie szanować? A jednak znalazło się, niestety, kilku niewdzięczników, którzy za dobre odpłacali czarną niewdzięcznością. Rozpoczął się ruch przed wyborami do sejmu, znalazło się kilku zagorzałych partyjników, którzy nie chcieli słuchać dobrych rad proboszcza, ale go lżyli i wyśmiewali. Zraniło to bardzo szlachetne serce proboszcza i postanowił się usunąć. Jakoż trzy lata temu mianowany został dziekanem i przeniesiony do Konina. I oto tam śmierć nieubłagana zabrała go w sile wieku, bo zaledwie w 49 roku życia. Na wieść o jego śmierci parafja nasza okryła się żałobą. Obecny ksiądz proboszcz odprawił dnia 9 lutego żałobne nabożeństwo za spokój jego duszy. Nie wygaśnie w sercach naszych pamięć o tobie, czcigodny Pasterzu. Odszedłeś do Najwyższego Pana nad pany po zapłatę za swoje trudy. Niech cię Bóg za nie stokrotnie wynagrodzi! F. Pingot.

Gazeta Świąteczna 1926 nr 2381

Pod płaszczykiem oświaty. Ze wsi Siemkowic pod Działoszynem piszą do nas: W drugiej połowie sierpnia przyjechał do naszej wsi jeden nauczyciel z okolic Radomska i wygłosił mowę. Gorliwy to nauczyciel, bo stara się oświecić nietylko dzieci, ale, ile możność, i dorosłych. Niechże Bóg jednak strzeże nas i dzieci nasze od takiej mądrości, jaką ten przewrotny dobroczyńca chciał nas uszczęśliwić! Okazał się on krzewicielem nie oświaty, ale przewrotnych zasad i bezbożności. Mówiąc, świecił ładniutkiemi złotem i ząbkami, ale słowa jego sączyły truciznę w dusze słuchaczy. Głosił same fałsze, rzucał oszczerstwa na duchowieństwo, łgał, że Ojciec Święty zawarł z biskupami umowę, żeby księża brali za śluby i pogrzeby, ile się któremu podoba, zaś biskupi żeby przy wprowadzaniu reformy rolnej dostali po 300 lub 400 morgów ziemi, bo idzie o to, żeby jak najwięcej ziemi zabrało duchowieństwo, a wieśniakom żeby się dostało jak najmniej. Pouczał też o ślubach cywilnych, dowodząc, że to jest dobra rzecz. Napadał na rząd; mówił, że rząd nic dobrego jeszcze nie postanowił, ale podatki już o 10 procentów podwyższył. Całe to judzenie było, jak się pokazało, wstępem do tego, żeby założyć w Siemkowicach koło bolszewickie pod nazwą „chłop niezależny”. Nie znalazł jednak u nas ten zbłąkany człowiek dla swej niecnej roboty zwolenników, bo 9-ciu na 10-ciu było mu przeciwnych i ostro występowali. Mnie też mowa jego oburzyła. Jako prawdziwego Polaka i katolika, boli mnie serce, że między nauczycielami w Polsce mógł się znaleźć taki bolszewik, i że rząd nasz utrzymuje go i płaci mu nawet tak dobrze, że kiedy ten „chłop”, o którym mówił, cierpi niedostatek, to on, syn również „chłopa”, w złote ząbki się ubiera. (o ile nam wiadomo, już go rząd z pod Radomska przepędził. Przyp. red.) Rząd go nie widzi i nie słyszy jego gorszącej mowy, lecz my musimy płacić podatki na utrzymanie nauczycieli; płacimy je, ale żądamy, żeby nauczyciel uczył powierzone mu dzieci rzeczy dobrych: Boga kochać, rodziców czcić, starszych szanować, Ojczyznę kochać i wiernie jej służyć, nie sięgać ręką po cudzą własność, lecz pracować uczciwie; chcemy, żeby oświecał umysły dzieci naszych, żeby nabywały nauki i umiejętności kierowania życiem swem i pracą. Tego żądamy od nauczycieli, nie zaś głoszenia zasad wywrotowych. Ból i wstyd nas dziś ogarnia, że to my, lud wiejski, wydaliśmy z pośród siebie takiego bolszewika; rodzice powinni zaprzeć się takiego syna. My chcemy Boga wszędzie, my chcemy ładu porządku w kraju, więc precz z nauczycielami komunistami, precz ze ślubami cywilnemi! wszystko to niech idzie do bolszewików, a u nas niech się święci religja katolicka, spokój i jedność pomiędzy ludem katolickim! Tego pragniemy i o to Matki Boskiej, Królowej Korony Polskiej, błagamy i błagać będziemy. J. Walusiak.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1930 nr 8

Obwieszczenie.
Wydział Hipoteczny przy Sądzie Powiatowym w Wieluniu obwieszcza, że na żądanie Okręgowego Urzędu Ziemskiego w Piotrkowie, wyznaczony został na dzień 17 lipca 1930 roku termin pierwiastkowych regulacyj hipotek scalonych gruntów wsi Siemkowice, tejże gminy, obejmujących powierzchni 944 hektarów 4528 metrów kwadratowych i parafji Siemkowice, obejmujących powierzchni 9 hektarów 1228 metrów kwadratowych, które to grunty, zgodnie z projektem scalenia Mierniczego Przysięgłego St. Nawrockiego, ułożonym w 1928 roku i zatwierdzonym prawomocnem orzeczeniem Okręgowej Komisji Ziemskiej w Piotrkowie z dnia 30 lipca 1928 roku, podzielone zostały na 131 oddzielnych gospodarstw.
Osoby interesowane, w oznaczonym wyżej terminie, winny zgłaszać swoje pretensje w kancelarji Wydziału Hipotecznego w Wieluniu, pod skutkami prekluzji.
Pisarz Hipoteczny (—) R. Kuczamer.

Rozwój 1931 nr 105

Uroczysta inauguracja ruchu
na kolei Zagłębie-Gdynia
W dniu wczorajszym władze śledcze zostały powiadomione o katastrofie kolejowej jaka miała miejsce na nowootwartej linji kolejowej Łódź —Zduńska Wola —Herby, na stacji Semkowice, w pow. Wieluńskim.
O godz. 6 nad ranem ze stacji Zduńska Wola w kierunku Herb wyjechał pociąg towarowy. Gdy pociąg ten znajdował się tuż pod stacją Semkowice, wskute złego nastawienia zwrotnicy wjechał na niewłaściwy tor, na którym w tym czasie manewrował parowóz.
Nim maszynista zdążył się zorjentować było już zbyt późno i nie można było już wstrzymać rozpędzonych wagonów.
Skutki zderzenia były katastrofalne. 6 wagonów towarowych zostało doszczętnie zdruzgotanych. Oba parowozy uszkodzone, tor zaś na odcinku pół kilometra uszkodzony skutkiem tego na przeciąg trzech godzin wstrzymano całkowity ruch kolejowy do czasu usunięcia tarasujących przejazd szcząt. wagonów.
Natychmiast na miejsce wydelegowano specjalnym pociągiem komisję oraz pogotowie robotnicze, które przystąpiło do energicznego oczyszczenia toru.
Przeprowadzone na miejscu badania, ustaliły, że winę spowodowania katastrofy ponosi zwrotniczy Stefan Białas, którego natychmiast zawieszono w czynościach i aresztowano. Dzięki przytomności umysłu obsługi pociągu towarowego, katastrofa obeszła się bez ofiar w ludziach i jedynie dwuch funkcjonarjuszów zostało lekkorannych.

 Echo Sieradzkie 1931 kwiecień

spr. E 390/31.
OBWIESZCZENIE Komornik Sądu Grodzkiego w Wieluniu rejonu I-go Mieczysław Paszkowski, zamieszkały Wieluniu, na zasadzie 1030 art. ust. sąd. cyw. obwieszcza, że na żądanie Jadwigi i Zygfryda małż. Wysockich w dniu 18 kwietnia 1931 r. o godz. 10 rano we wsi i gm. Siemkowice u Burchrda będą sprzedawane przez licytację ruchomości, należące do Franciszka Burcharda składające się z 2 krów i oszacowane do sprzedaży na sumę sześćset (600) zł., których spis i szacunek przejrzane być mogą na miejscu sprzedaży w dniu licytacji.
Wieluń, dnia 9 kwietnia 1931 r. 
Komornik M. Paszkowski.

 Echo Sieradzkie 1931 kwiecień

Nr. spr. E 145/31.
OBWIESZCZENIE 
Komornik Sądu Grodzkiego w Wieluniu rejonu I-go Mieczysław Paszkowski, zamieszkały Wieluniu, na zasadzie 1030 art. ust. sąd. cyw. obwieszcza, że na żądanie Antoniego ścigały w dniu 11 kwietnia 1931 r. o godz. 10 rano w Siemkowicach, gm. Siemkowice u Ścigałów będą sprzedawane z licytacji ruchomości należące do Rocha i Józefy małż. Ścigałów składające się z domu drewnianego i chlewów drewnianych i oszacowane do sprzedaży na sumę dwa tysiące pięćset (2500) zł., których spis i szacunek przejrzane być mogą na miejscu sprzedaży w dniu licytacji.
Na zasadzie art. 1070 ust. post. cyw., licytacja może być rozpoczęta i niżej szacunku.
Wieluń, dnia 21 marca 1931 roku. 
Komornik M. Paszkowski.

 Echo Sieradzkie 1931 czerwiec

Nr. spr. E 1054/31
OBWIESZCZENIE Komornik Sądu Grodzkiego w Wieluniu rejonu I-go Mieczysław Paszkowski, zamieszkały Wieluniu, na zasadzie 1030 art. ust. sąd. cyw. obwieszcza, że na żądanie Józefa i Józefy małż. Kucharskich w dn. 27 czerwca 1931 r. od godziny 10 rano w Siemkowicach, gm. Siemkowice u Ścigałów będzie sprzedawany z licytacji ruchomy majątek należący do Rocha i Józefy małż. Ścigałów składający się z domu drewnianego i chlewów drewnianych i oszacowany do sprzedaży na sumę dwa tysiące pięćset (2500) zł., którego spis i szacunek przejrzany być może na miejscu sprzedaży w dniu licytacji.
Na zasadzie art. 1070 ust. post. cyw., licytacja może być rozpoczęta i niżej szacunku.
Wieluń, 11 czerwca 1931 r. 
Komornik: (-) M. Paszkowski.

 Echo Sieradzkie 1931 czerwiec

W tymże dniu skazany został przez Sąd Okręgowy na 1 rok więzienia i pozbawienia praw Antoni Gorczycki, lat 37, mieszkaniec wsi i gm. Siemkowice, za zadanie b. ciężkiego uszkodzenia ciała Florentyny Jędrzejczykowej , która w następstwie tego zmarła.

Echo Sieradzkie 1931 6 sierpień

Z ŻAŁOBNEJ KARTY.
W dniu 2 sierpnia r. b. o godz. 4-tej rano zmarł obywatel ziemski ś. p. Karsznicki Ignacy, właściciel dóbr Siemkowice, w wieku lat 74. Zmarły cieszył się ogólną sympatją i wielkiem poważaniem wśród okolicznej ludności.
Zwłoki zmarłego obywatela pochowane zostały w sobotę, w rodzinnym grobie na miejscowym cmentarzu parafjalnym.

Echo Sieradzkie 1931 19 grudzień

OSJAKÓW.
CIEKAWY REFERAT O WYROBACH BETONOWYCH.
Mieszkańcy naszej osady mieli sposobność wysłuchania bardzo ciekawego i pouczającego odczytu na temat ogniotrwałego budownictwa wiejskiego.
W wyczerpującym, przeszło 3 godziny trwającym wykładzie, w słowach przystępnych, zaznajomił słuchaczy przedstawiciel Związku Polskich Fabryk Portland - Cementu z korzyściami i zaletami wyrobów betonowych i omówił wyrób i zastosowanie pustaka, dachówki cementowej, kręgów studziennych i t. p. Obecnych na odczycie było przeszło 160 osób, wszyscy wykładu tego z dużym zainteresowaniem wysłuchali.
Prelegentowi podziękował obecny na odczycie Komisarz Ziemski, prosząc go by nie ograniczał się jedynie do tego referatu, ale urządził kilku-dniowy praktyczny kurs wyrobów betonowych. Okolice Osjakowa wskutek przeprowadzonych i będących w toku scaleń kilkunastu wsi przebudowuje się bardzo silnie, piasku jest pod dostatkiem, więc warunki do zastosowania budownictwa betonowego są sprzyjające.
Wypożyczenie na praktyczny kurs kompletu maszyn do wyrobów betonowych względne pozostawienie ich w jednej ze scalonych wsi, np. Szynkielewie na pewnych warunkach, — nawet z punktu widzenia handlowego byłoby uzasadnione, idzie bowiem o zainteresowanie kilkunastu dużych wsi przenoszących swe budowle na nowe działki 1) Konopnica 488 ha. 2) Siemkowice 1136 ha. 3) Strobin 1043 ha. 4) Kuszyna 371* ha. 5) Radoszewice Kuźnica Ługowska i Kije* 1264 ha. 6) Zmyślona 296 ha. 7) Bębnów 391* ha. 8) Skrzynno 1613 ha. 9) Szynkielew 1043 ha. - 10) Lipnik Mazaniec 980 ha. 11) Walków 550 ha. 12) Chorzyna 618 ha. 13) Osjaków ....* ha.
Mamy nadzieję, że związek Polskich Fabryk Portland Cementu w interesie społecznym i dobrze zrozumianym własnym poświęci tej sprawie więcej uwagi i zainteresowania. W akcji tej może liczyć na pomoc i współpracę miejscowych czynników, zwłaszcza Urzędu Ziemskiego.

*nieczytelne, przypis autora bloga

Łódzki Dziennik Urzędowy 1932 nr 2

WYKAZ
Stowarzyszeń i Związków, zarejestrowanych przez Urząd Wojewódzki Łódzki
za czas od 20. VI.—31. XII. 1931 r.
L. p. rej. 2916 Koło Gospodyń Wiejskich w Siemkowicach, pow. Wieluński, z dn. 10. IX. 1931 r. L. BP. II. 1a/261.

Łowiec Polski 1932 nr 5

SIEMKOWICE — ZIEMIA WIELUŃSKA
WOJ. ŁÓDZKIE
Walka z kłusownictwem nie tylko nie ustaje ale wzmaga się. Ale i kłusownictwo nie maleje. Smutnym obrazem tego są Siemkowice. Polowania w święta i niedziele, tak przez kłusowników, jak i pseudo — myśliwych coraz więcej mają zwolenników.
Szybkiem tempem zwierzostan jeleni zmierza do wyniszczenia, straż leśna — wciąż te piękne zwierzęta znajduje nieżywe, a sekcja wykazuje całe kolekcje rozmaitego gatunku loftek, kul i śrutu. — Policja przeciążona jest swemi czynnościami, a funkcjonarjusze jej, ludzie nawet z pewną obowiązkowością — są narażeni na staczanie kompletnej walki, z narażeniem życia, czego dowodem, że kłusownik, uchodzący przed policją — momentalnie mobilizuje cały dom i do walki staje kto żywy, mężczyźni, kobiety, a nawet psy. — Przed paru tygodniami odbywała się taka batalja na Marchewkach, kolonji, przyległej do lasu siemkowskiego. Tam policjanta Kolanka poturbowano w mieszkaniu, uprzednio zamknąwszy drzwi, poczem rzucono go psu do budy, aby ten go szarpał, reszta policji — zmuszona była zdobywać dom bagnetami. — Przy rewizji prócz broni znaleziono moc przeróżnego gatunku amunicji, całe zwoje wnyków, moc skórek zajęczych i króliczych; leśniczy ocalał tylko dzięki swej przytomności umysłu, gdyż były usiłowania roztrzaskania mu głowy drągiem. — Smutne to, ale prawdziwe. — Dzisiaj przywieziona została piękna łania cielna, w niej młode, wielkości królika.
Od kilku dni, zauważyłem w remizach, przylegających do ogrodu, światła latarek elektrycznych, to pojawiające się, to niknące w oparach mgły, a ciche flowerowe strzały, dawały dużo do myślenia. — Wysłałem leśniczego, aby sprawdził; wówczas natknął się na kłusowników, w ten sposób polujących na bażanty, chowane tuż przy domu. — Kłusownicy przyjęli leśniczego strzałami flowerowemi. — Pościg nie dał rezultatów — z racji gęstej mgły. Starania o wydzierżawienie polowania na gruntach włościańskich — rezultatu nie odnosi, gdyż uniemożliwia się w ten sposób straży leśnej kontrolę pól włościańskich. Z wysiłkiem dochowywałem się zwierzyny, mieszkając wśród rozburzonych majątków i wyniszczonych lasów.
— Może ktoś, rozporządzający pewną władzą i interesujący się sprawą łowiecką, zechce tę bolączkę usunąć, bo w obecnych warunkach tak policjant jak dozór leśny jest niepewny życia własnego.
JAN IGNACY KARŚNICKI.

Echo Sieradzkie 1932 11 luty

Z SĄDU.
Sąd Grodzki w Wieluniu na odbytej sesji w Działoszynie skazał:
(...) Fr. Olejnika ze wsi Siemkowice za kradzież fuzji z mieszkania Gajelerowicza w Chorzowie na 4 mies. więzienia.

Echo Sieradzkie 1932 25 marzec

PROJEKT SKASOWANIA DWÓCH GMIN W POWIECIE WIELUŃSKIM,
Na posiedzeniu Wydziału Powiatowego ze względu na niebilansowanie się budżetów dwóch gmin (trudności pokrycia kosztów utrzymania gmin. Kiełczygłów i Kurów) postanowiono zwrócić się do władz o połączenie gminy Kiełczygłów z gminą Siemkowice i podział gminy Kurów między sąsiednie gminy. Proponowane jest przyłączenie wsi Bugaj do m. Wielunia, Dąbrowy do gm. Wydrzyn a pozostałych wsi do gm. Mokrsko i Kamionka.

Echo Sieradzkie 1932 21 czerwiec

DESZCZ KAR NA KŁUSOWNICTWO.
Starostwo Wieluńskie skazało w drodze administracyjnej za uprawianie kłusownictwa i nielegalne posiadanie broni następujące osoby:
(...) Smugowski Ign. mieszk. Siemkowic na 300 zł. i 3 tyg. aresztu.(...)

Echo Sieradzkie 1932 17 październik
Echo Łódzkie 1932 październik

Wykolejenie trzech wagonów pociągu osobowego.
W nocy w czasie wjazdu pociągu osobowego na stację kolejową Siemkowice — wskutek fałszywego przesunięcia zwrotnicy przez dyżurnego ruchu — Kulińskiego Ludwika wykoleiły się trzy końcowe wagony osobowe.
Zatarasowanie toru trwało do godziny 6.35 rano. Na szczęście wagony były puste, wobec czego wypadku z ludźmi nie było. Dochodzenie w sprawie tej prowadzą władze.

Echo Sieradzkie 1932 3 listopad

ZAPAS NA ZIMĘ....
W tych dniach przyłapany został na gorącym uczynku kradzieży węgla z pociągu na stacji Siemkowice Krzemiński Wacław lat 19. zam. w Siemkowicach.
Tłomaczył się iż niema czem palić, a zima za pasem.



Echo Sieradzkie 1933 15 marzec

POŻAR.
We wsi Siemkowice wskutek zaprószenia ognia w stodole Piotra Pomykały, powstał pożar od którego spłonęły 2 stodoły, obora i dach domu na szkodę tegoż Pomykały oraz stodoła i obora na szkodę A. Kaźmierczaka.

Szkody powstałe wskutek pożaru wynoszą około 3 tys. złotych.

Echo Sieradzkie 1933 26 lipiec
Echo Łódzkie 1933 lipiec

Wieś w płomieniach.
21 zagród poszło z dymem.
WIELUŃ, 24 lipca, — W nocy we wsi Siemkowice, powstał pożar, którego pastwą padło 21 zagród włościańskich.
Prócz zabudowań, spaliło się wiele inwentarza żywego i martwego.
W czasie pożaru uległo wiele osób poparzeniom.
Jeden z silnie poparzonych, w stanie b. ciężkim przewieziony został do szpitala w Wieluniu. Straty wynikłe z pożaru wynoszą około 80.000 zł.

Echo Sieradzkie 1933 3 sierpień

POŻARY.
W tych dniach w kol. Siemkowice na szkodę Piotra Kubickiego wybuchł pożar który strawił doszczętnie stodołę [i] dach na budynku murowanym.
Ogień powstał z przyczyn dotychczas nie ustalonych. Straty sięgają 2.000 złotych.
W kol. Lipina gm. Siemkowice na szkodę Andrzeja Glena spłonął dom mieszkalny i sprzęty wart. około. 1.000 złotych.

Pożar powstał wskutek wadliwej budowy komina — podczas pieczenia chleba.

Echo Sieradzkie 1933 11 wrzesień

Z SĄDU
ZA DEFRAUDACJĘ LEŚNĄ.
Stanisław Machewka i Józef Marchewka z Siemkowic za kradzież drzewa z lasu państw. skazani zostali na 5 tygodni aresztu i 10 zł. grzywny każdy.

Łódzki Dziennik Urzędowy 1933 nr 19

ROZPORZĄDZENIE WOJEWODY ŁÓDZKIEGO
z dnia 16 września 1933 r. L. SA. II. 12/15/33
o podziale obszaru gmin wiejskich powiatu Wieluńskiego na gromady.
Po zasiągnięciu opinij rad gminnych i wydziału powiatowego zgodnie z uchwałą Wydziału Wojewódzkiego z dnia 15 września 1933 r. na podstawie art. 107 ustawy o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorjalnego z dnia 23. III. 1933 r. (Dz. U. R. P. Nr. 35, poz. 294) postanawiam co następuje:
§ 1.
XXII. Obszar gminy wiejskiej Siemkowice dzieli się na gromady:
15. Siemkowice, obejmującą: kol. Działy, kol. dom. Dąbnik, gaj. Gawłowiznę, gaj. Jarząb, kol. Korczówki, gaj. Kijowiznę, kol. Łużyki, folw. Miedźno, kol. Niwy, kol. Poręby, gaj. Papierek, wieś Siemkowice, folw. Siemkowice, Stachurowiznę pustk.
§2.
Wykonanie niniejszego rozporządzenia powierza się Staroście Powiatowemu Wieluńskiemu.
Rozporządzenie niniejsze wchodzi w życie z dniem ogłoszenia w Łódzkim Dzienniku Wojewódzkim.
(-) Hauke - Nowak
Wojewoda.

Echo Sieradzkie i Zduńskowolskie 1934 17 lipiec

ZA GRĘ „W TRZY KARTY" PÓŁ ROKU WIĘZIENIA.
Mieszk. m. Wielunia Antoni Głuch za oszustwo przy urządzeniu gry „w trzy karty" — dokonane na osobie Antoniego Włodarczyka i innych w Siemkowicach — skazany został przez Sąd Grodzki w Wieluniu na pół roku więzienia.

Łowiec Polski 1936 nr 33

W końcu października b. r. w lesie prywatnym, należącym do maj. Siemkowice pow, Wieluńskiego, padł ofiarą zbrodniczego zamachu gajowy Edward Szubert.,
Na zwłoki Szuberta natknięto się w lesie podczas specjalnych poszukiwań, zarządzonych na skutek zaginięcia gajowego bezpośrednio po jego wyjściu na obchód rewiru. .
Szubert został zamordowany z rewolweru, strzałem w głowę, a następnie jego zwłoki porzucono w gęstwinie leśnej. O zbrodnię podejrzani są miejscowi kłusownicy, których Szubert prześladował.

 Orędownik 1936 nr. 255

Tajemnicze morderstwo. W lesie majątku Siemkowice, pod Łodzią, znaleziono zwłoki gajowego tych lasów, 34-letniego Edwarda Szuberta. Gajowy jeszcze przed 3 dniami wyszedł na obchód i więcej nie wrócił, a poszukiwania nie dały rezultatu. Obecnie przypadkowo znaleźli go robotnicy w krzakach, z przestrzeloną głową. Jak stwierdzono, zabójca oddał strzał znienacka z tyłu, poczem zwłoki ukrył w gąszczu leśnym. Policja zarządziła dochodzenie, albowiem zachodzi podejrzenie, że zabójstwo jest dziełem kłusowników.

Łowiec Polski 1937 nr 30

MIANOWANIA ŁOWCZYCH I PODŁOWCZYCH POWIATOWYCH.
WOJEWÓDZTWO ŁÓDZKIE,
Łódzka Wojewódzka Rada Łowiecka mianowała następujących Łowczych i Podłowczych Powiatowych w woj, łódzkiem:
Powiat Wieluń.
Łowczy: Karśnicki Antoni — Siemkowice, Łukomierz. Podłowczowie: Daszkiewicz Rajmund — Wieluń, Kopydłów. Rojewski Leonard — Sokolniki, Sekr. Gminy. Wykowski Szymon, kom. p. p. — Wieluń. Zajda Mieczysław, Dyr. — Wieluń, Cukrownia.

Echo Łódzkie 1938 maj

Wóz, pod kołami pociągu towarowego.
WIEŚNIAK Z WYPADKU WYSZEDŁ CAŁO
WIELUŃ, 31.5. — Na przejeździe kolejowym około st. kol. Siemkowice, pow. wieluńskiego miał miejsce wypadek najechania pociągu towarowego na wóz. Wypadek ten spowodowany na skutek spłoszenia się konia nie pociągnął za sobą tragicznych skutków, gdyż powożący Antoni
Kamieniak wyszedł z wypadku z nieznacznymi tylko obrażeniami, mimo, że wóz został całkowicie rozbity.
Po uprzątnięciu toru pociąg ruszył w dalszą drogę po przerwie zaledwie kilku minutowej.

Echo Łódzkie 1938 grudzień

Krewki wieśniak zabił drągiem swego teścia.
WIELUŃ, 2 XII. We wsi Siemkowice pow. wieluńskiego, miał miejsce wypadek ohydnego zabójstwa dokonanego na osobie 69-letniego Aleksandra Różańskiego.
Tłem zabójstwa jak zwykle w naszych wioskach, były osobiste porachunki na tle t. zw. "wycugów" oraz w tym wypadku stałe groźby i kłótnie pomiędzy 36-letnim Józefem Penciakiem, a jego teściem Różańskim.
W czasie ostatniej kłótni Penciak, chwyciwszy ciężki drąg zaczął nim bić starca. Jedno z uderzeń okazało się śmiertelne, gdyż Różański uległszy rozbiciu czaszki, zmarł.
Zawiadomiona policja, aresztowała krewkiego zięcia osadzając go w więzieniu wieluńskim.

Zorza 1939 nr 8

Uruchomienie linii kolejowej Częstochowa—Siemkowice
W dniu 1 lutego została uruchomiona nowa linia kolejowa Częstochowa — Siemkowice, długości 56 km.
O godz. 5 rano z Częstochowy do Siemkowic odszedł pierwszy pociąg pasażerski, a po południu następny. Tegoż dnia uruchomiono jedną parę pociągów towarowych.
Nowy rozkład jazdy przewiduje kursowanie na nowym odcinku kolejowym dwóch par pociągów pasażerskich oraz trzech par pociągów towarowych.

Dziennik Łódzki (Panorama) 1952 nr 5

Pomnikom naszej kultury przywracamy dawną szatę.
Rok ubiegły zaznaczył się na terenie naszego województwa energiczną akcją konserwacji i odbudowy budowli zabytkowych, przy czym prace te nie miały już charakteru dorywczej akcji zabezpieczającej, ale były wynikiem programu, jaki w tej dziedzinie postawiło sobie Państwo Ludowe w ramach Planu 6-letniego.
Po raz pierwszy prowadzi się planową konserwację dzieł sztuki. (...)
W rb. przewidziane jest zabezpieczenie i rekonstrukcja polichromii malarskich znajdujących się w kaplicy pomisjonarskiej w Łowiczu, dzieła wybitne go malarza włoskiego M. A. Palloniego oraz polichromii znajdujących się w drewnianym kościółku w Łaszewie i Grębieniu, pow. wieluńskiego. Zwłaszcza ta ostatnia, pochodząca z w. XV należy do najpiękniejszych malowideł tego rodzaju na terenie naszego państwa.
Omawiając prace w zakresie architektury zabytkowej, wykonane w ub. roku na terenie woj. łódzkiego należy przede wszystkim wymienić przystąpienie do odbudowy renesansowego zamku w Poddębicach (z końca XVI w.) użytkowanego obecnie jako internat. W roku ubiegłym zabezpieczono obiekt przed dalszym zniszczeniem W roku 1952 przywróci się budowli jej dawną szatę architektoniczną.
Po wykonaniu tych prac zamek w Poddębicach będzie można zaliczyć do najcelniejszych przykładów architektury późno renesansowej o wybitnie polskich cechach.
Drugim obiektem o równie interesujących cechach architektonicznych jest barokowy zameczek obronny w Siemkowicach (pow. wieluński), który spalony przez hitlerowców w 1945 r., pozostawał w ruinie przez z górą 5 lat.
Po przeprowadzeniu odbudowy, której zakończenie przewiduje się w rb., budynek będzie służył jako gminny Dom Kultury. Temu samemu celowi będzie służył dawny (z w. XVII) dwór w Dzierlinie (pow. Sieradz). (...)
W roku bieżącym oprócz robót rozpoczętych w latach ubiegłych przeprowadzi się kapitalny remont szeregu obiektów zabytkowych.
Dokonano tu, choć w olbrzymim skrócie, przegląd osiągnięć naszego terenu w dziedzinie konserwacji pomników kultury — nakazuje jeszcze raz podkreślić nie tylko głęboką troskę naszego państwa o utrzymanie dorobku kulturalnego dawnych pokoleń, ale i usilną chęć przywrócenia obiektom zabytkowym, odartym z dawnej świetności przez kataklizmy wojenne i niedbalstwo dawnych właścicieli, właściwej im szaty stylowej uwydatniającej ich piękno architektoniczne.

Mgr Zbigniew Ciekliński

Dziennik Łódzki 1953 nr 178

Otwarcie świetlicy
w zabytkowym budynku z XVII wieku
W dniu 22 lipca odbyła we wsi Siemkowice, pow. wieluńskiego, uroczystość przekazania miejscowemu społeczeństwu zabytkowego zameczku z XVII wieku, w którym po gruntownej odbudowie i renowacji otwarta została obecnie wzorcowa świetlica.
Zameczek siemkowicki został wybudowany w II połowie XVII wieku w stylu późnego renesansu i służył czas jakiś jako zbór ariański. Powstał on na miejscu wcześniejszej budowli, której poszczególne fragmenty, utrzymane w formach gotyckich i pochodzące przypuszczalnie nawet z XIII w., wyłoniły się podczas przeprowadzania robót renowacyjnych.
Zainstalowana w zabytkowym budynku świetlica wzorcowa rozwinie teraz ożywioną działalność kulturalno-oświatową. Zorganizowany już został zespół recytatorski, powstanie zespół teatralny i otwarta będzie biblioteka.

Dziennik Łódzki 1953 nr 179

Takich stonka
się nie boi
Ob. Tomczyk Konstanty — instruktor rolny przy Prezydium GRN Siemkowice — jest pracownikiem obowiązkowym. Tylko czasem „teren" go demoralizuje. Zwłaszcza ta stonka. Pojedzie sobie ob. Tomczyk na przykład do gromady Ożegów, wyjdzie na pole z ludźmi „za stonką" i naraz mówi — że ma pragnienie. Na zsiadłe mleko. I idzie gdzieś na to mleko. Kiedy wraca — zauważyć można, że mleko to mocno poszło w głowę ob. Tomczyka, bo zaraz mówi:
Jakieś wściekłe to mleko. Idzie do głowy, jak wódka.
Od tej pory, gdy się widzi ob. Tomczyka pod gazem, mówi się że był „na wściekłym mleku".
Lubi też ob. Tomczyk — podczas gdy ludzie szukają stonki — poleżeć w ogrodzie u ob. Pieluchy. Jest tam śliczna grusza, cień, chłodek i w ogóle, jak w pieluchach.
Mówi się więc również, że przy takim stylu pracy ob. Tomczyka, robota ze stonką zawsze będzie w „pieluchach".
Czesław Schabowski.

Dziennik Łódzki 1960 nr 136

Z akt prokuratury
Sprawca katastrofy w Siemkowicach stanie przed sądem
Prokuratura Wojewódzka dla województwa łódzkiego zakończyła śledztwo przeciwko Mieczysławowi Leśniakowi, będącemu pod zarzutem spowodowania zderzenia pociągów na stacji kolejowej w Siemkowicach.
Wypadek ten, w którym obok strat materialnych 4 osoby odniosły obrażenia, miał miejsce 17 marca br. w czasie dyżuru Mieczysława Leśniaka. Około godz. 5 na stację przyjęto pociąg towarowy nr 49971 w składzie 38 wagonów. Po jakimś czasie miał tu wjechać pociąg osobowy nr 9456. Mieczysław Leśniak, jako nastawniczy, skierował wjeżdżający pociąg osobowy na tor zajęty przez pociąg towarowy, podając przy tym na semaforze sygnał wolnej drogi.
W wyniku zderzenia uszkodziły się obydwa parowozy i wagony, co spowodowało straty w wysokości około 150 tys. złotych. Powołana w tej sprawie komisja stwierdziła, że winę za ten wypadek ponosi nastawniczy Mieczysław Leśniak, który zlekceważył sobie obowiązujące go przepisy.
Wkrótce sprawca siemkowickiej katastrofy stanie przed Sądem Wojewódzkim w Łodzi. (st)

Dziennik Łódzki 1961 nr 83

36 zabudowań w płomieniach
Wczoraj w Siemkowicach pow. Pajęczno wybuchł olbrzymi pożar w gospodarstwie Andrzeja Cymlika. Przy zabudowaniach bawiły się zapałkami 5-letni Krzysztof Wypchło i 7-letnia Henryka Wypchło. Dzieci wznieciły pożar, który z błyskawiczny szybkością ogarnął 36 budynków. Gdy na miejsce przybyło 13 jednostek OSP, w płomieniach stało już 16 domów, 10 obór i 10 stodół. Są straty w inwentarzu żywym. Straży nie pozostało nic innego jak dogaszać zgliszcza. W czasie akcji ratunkowej doznał poparzenia Bolesław Dymek. Pobieżne obliczenia wykazują, że straty przekraczają milion zł.
(S)

Dziennik Łódzki 1964 nr 111

BUDUJĄ DROGĘ
DO PAJĘCZNA
Mieszańcy GRN Kiełczygłów i GRN Siemkowice w pow. pajęczańskim, ogłosili wczorajszy dzień — rocznicę zwycięstwa nad hitleryzmem — dniem pracy społecznej.
Realizując podjęte na cześć IV Zjazdu Partii i 20 rocznicy PRL zobowiązania, mieszkańcy wsi z obu gromad przystąpili wczoraj do budowy kolejnego, około 10 km odcinka drogi na trasie Pajęczno-Mokre.
Inną drogę: na odcinku Pajęczno—Siemkowice, wykonaną przez mieszkańców tej gromady w czynie społecznym, przekazano już do użytku 1 maja. Warto wspomnieć, że przy budowie tej drogi mieszkańcy wsi Łukomierz wykonali w 300 proc. swe zobowiązanie na cześć XX-lecia PRL.
M. Kr.

Dziennik Łódzki 1964 nr 223

Dwa pożary wybuchły w pow. pajęczańskim. We wsi Siemkowice spaliły się 2 stodoły, 2 obory, dom mieszkalny. Straty wynoszą 180 tys. zł.

Dziennik Łódzki 1966 nr 110

12 jednostek straży pożarnej zostało wczoraj wezwanych do Siemkowic pow. Pajęczno, gdzie o godz. 19.30 wybuchł pożar. Ogień, zaprószony przez nie ustaloną osobę, strawił 8 stodół, powodując straty w wysokości 100 tys. zł.

Dziennik Łódzki 1966 nr 112

Onegdaj donosiliśmy o pożarze we wsi Siemkowice pow. Pajęczno, podczas którego spaleniu uległo 8 stodół. Wczoraj wieczorem w tej samej miejscowości z dymem poszły dalsze 3 stodoły oraz dach na budynku mieszkalnym. Przyczynę obu tych pożarów bada komisja. Zachodzi podejrzenie, że oba pożary mają ze sobą związek i wywoływane są celowo.


Dziennik Łódzki 1974 nr 76

Na szlakach dawnych grodów
RAZ WRAZ ZDARZA SIĘ, ZE PRZYPADKOWI ODKRYWCY ZAWIADAMIAJĄ KOMPETENTNE WŁADZE O ZNALEZIENIU WALORÓW ARCHEOLOGICZNYCH. DOWODZI TO, ŻE SPOŁECZEŃSTWO NASZE MA CORAZ WIĘCEJ ZROZUMIENIA DLA TYCH SPRAW.
Bardzo atrakcyjną forma propagowania archeologii są młodzieżowe obozy, organizowane przez Muzeum Archeologiczne i Etnograficznego w Łodzi przy współudziale Kuratorium Okręgu Szkolnego oraz Wojewódzkiego Ośrodka Turystyczno-Krajoznawczego. Młodzież szkół łódzkich bierze tu udział w badaniach wykopaliskowych pod nadzorem kompetentnych pracowników naukowych.
W ub. roku obóz taki odbył się w Dębinie (pow. wieluński), gdzie znajduje się ciekawe cmentarzysko wczesnośredniowieczne z wieku XI—XII. Odkopano tu wiele ciekawych przedmiotów, które wzbogacą zbiory Muzeum Wieluńskiego.
W bieżącym roku prace w Dębinie będą kontynuowane — aż do przebadania całego obiektu. Analogiczne badania prowadzone będą na terenie woj. łódzkiego na 26 stanowiskach.
(...) Archeologowie nasi zainteresowali się również (...) cmentarzyskiem ciałopalnym w Konopnicy (pow. wieluński)(...) Również kontynuowane będą prace archeologiczno-architektoniczne na zamku w Bolesławcu, Rawie Maz., Inowłodzu i w Sieradzu.
Jak informuje nas wojewódzki konserwator zabytków archeologicznych mgr JERZY AUGYSTYNIAK, prace na zamkach tych zapoczątkowały zaplanowane na kilka lat badania architektury obronnej naszego województwa. Objęte nimi zastaną również zachowane relikty zamków w Majkowicach, w Bąkowej Górze oraz dworów obronnych w Mikorzycach, Rycerzewie, Łopatkach, Woli Wężykowej oraz w Siemkowicach. Ten ostatni przebadany zostanie już w tym roku. A jest to obiekt bardzo interesujący. W obecnej postaci pochodzi on z końca XVII wieku, jednakże pewne fragmenty architektoniczne świadczą o jego starszym pochodzeniu. Archeologowie dadzą teraz odpowiedź, czy grube kamienne mury stanowią pozostałość średniowiecznej wieży mieszkalnej.
Byłby to ciekawy przykład ciągu rozwojowego siedzib obronnych, jako ogniwo między drewnianą wieżą obronną, której pozostałością są tzw. gródki stożkowate, a renesansowym dworem obronnym.
Skoro jesteśmy przy tym temacie, informujemy miłośników przeszłości, że ostatnio, nakładem PWRN, ukazał się bogato ilustrowany folder opracowany przez Jerzego Augustyniaka pt. „Na szlakach dawnych grodów".
W skrótowej formie relacjonuje on historię i stan faktyczny kilku najciekawszych grodzisk województwa łódzkiego, co dobrze przyczyni się do ich spopularyzowania.

Dobrze się stanie, jeśli w przyszłości tego rodzaju wydawnictwa ukazywać się będą częściej.

Dziennik Łódzki 1974 nr 217

Dwór obronny w Siemkowicach
Zamki warowne budowali w dawnej Polsce nie tylko królowie, lecz również (a może przede wszystkim?) możnowładcy: Radziwiłłowie, Potoccy, Ossolińscy, Lanckorońscy, Kmitowie i wielu innych — na chwałę swego rodu i na obronę.
Koszty wzniesienia takich fortalicji były niezwykle wysokie. Tak więc zwykła szlachta (ale zamożniejsza nieco!) ograniczała się do wznoszenia tzw. dworów obronnych.

Na terenie ziemi łódzkiej zachowało się — niestety, raczej w złym stanie — kilka takich dworów obronnych z XVI i XVII wieku. Jednym z nich jest dwór obronny w Siemkowicach (powiat pajęczański), ongiś własność Radoszewskich-Siemkowskich, a później rodziny Święcickich.
Pochodzi on z XVI wieku. Była to kiedyś wieża kamienna na planie zbliżonym do kwadratu, o bokach długości 10 metrów, wzniesiona na sztucznym usypanym kopcu otoczonym fosą.
W drugiej połowie XVI wieku rozbudowana wieża przybrała formę renesansowego dworu obronnego, również na planie kwadratu, ale o bokach długości 18.5 metra.
Dwór posiadał 3 kondygnacje: podpiwniczenie, parter i I piętro, gdzie znajdowały się po 4 izby mieszkalne.
Kolejnej przebudowy dworu dokonano w końcu XVII i połowie XIX wieku, w wyniku czego budynek obniżony został o jedną kondygnację.
W latach 1951—53 wyremontował go wojewódzki konserwator zabytków, po czym umieszczono tu bibliotekę gromadzką, którą jednak przeniesiono gdzie indziej tak, że ciekawy obiekt ten stał potem pusty. Obecnie nadeszły dla niego lepsze czasy. W roku bieżącym Zakład Archeologii Polski Środkowej i Instytut Kultury Materialnej PAN w Łodzi, na zlecenie konserwatora zabytków, przeprowadził tu badania archeologiczno-architektoniczne, które wyczerpały problematykę naukową tego obiektu. Zatroszczono się również o znalezienie użytkownika, który wykorzystywałby go we właściwy sposób. Będzie nim Gminny Ośrodek Kultury.
Przewiduje się m. in. adaptację piwnic na kawiarnię, natomiast parter dostosowuje się do potrzeb przyszłego ośrodka kultury. Planuje się również prace konserwatorskie w zabytkowym parku otaczającym dwór. Z uznaniem trzeba stwierdzić, że władze terenowe, gminne i powiatowe wykazują dużo zrozumienia dla sprawy właściwego zagospodarowania starego dworu obronnego w Siemkowicach. #
Zakładamy, że nowy użytkownik dbać będzie o właściwą konserwację tego na pewno ciekawego zabytku.
M. JAGOSZEWSKI
Na zdjęciu: Dwór obronny w Siemkowicach.
Fot.: — J. Augustyniak

Dziennik Łódzki 1975 nr 99

Zamek dla turysty...
Nie jest ziemia łódzka najbogatsza w architektoniczne zabytki przeszłości, a nierzadko, jeśli jakieś fragmenty budowli sterczą gdzieś z ziemi, trudno na pierwszy rzut oka twierdzić, czy zasługują, by się nimi zająć poważnie i zainwestować pieniądze w badania i odbudowę. Cele takich zabiegów mogą być naukowe, te się zawsze opłacają, najbardziej nikłe resztki kryją czasami cenne okruchy przeszłości. Natomiast turysta lubi rzeczy efektowne — blanki, wykusze, strzelnice, baszty. Jeden rzut oka na zachowane lub odnowione fragmenty murów i pobudzona wyobraźnia zaludnia je postaciami z historii. Ale dopiero znawca epoki — jest nim zwykle archeolog — orzeknie, czy skórka warta jest wyprawki.
Jeden z głównych celów działalności archeologów na ziemi łódzkiej — to dostarczenie podstaw dla konserwatorskiego zabezpieczenia niektórych, znośnie zachowanych obiektów, oraz formułowanie wniosków, jak je zużytkować, by korzyść odniosła nie tylko nauka, ale by przybyło nam także interesujących obiektów rekreacyjnych i turystycznych.
Mówiąc o archeologii łódzkiej, mam na myśli Instytut Kultury Materialnej, wchodzący w skład Zakładu Archeologii Polski Środkowej PAN, kierowany przez prof. dr Andrzeja Nadolskiego. Działalność instytutu stanowi przykład pracy naukowej tak zorganizowanej, że spod nawarstwień różnych szczęśliwych, a przeważnie tragicznych epok wydobywa się wiedzę o faktach, która wzbogaca prace naukowe, kiedy zaś naukowiec zmienia miejsce pracy, społeczeństwu zostaje nowy, choć pochodzący sprzed wieków obiekt, który czasami można nie tylko zwiedzać, ale również zagospodarować.
Instytut — jeśli przejść do szczegółów jego działalności — jednoczy badania z zakresu archeologii tzw. pradziejowej, etnografii oraz historii kultury materialnej, ściśle pojętej. Porusza się po przestrzeni czasu, której początek ginie w mroku przeszłości, koniec tkwi w XIX stuleciu. W praktyce specjaliści zatrudnieni w Zakładzie koncentrują swoje zainteresowania głównie w okresie powstawania Polski i w późnym średniowieczu. W takich zaś ramach czasowych wykrystalizowały się trzy specjalności. Pierwsza ma charakter ponadczasowy — chodzi tu o badania nad historią badań archeologicznych. Druga — dotyczy broni średniowiecznej. W tej dziedzinie jednym z nielicznych w Polsce autorytetów jest profesor A. Nadolski, autor wydanej niedawno książki pt. „Broń biała", która ukazała się w cyklu książek Ossolineum zatytułowanym „Polska broń". Instytut działa w tej dziedzinie na prawach wyłączności i od pewnego czasu przygotowuje się do prowadzenia generalnych badań na pobojowiskach. Archeologowie lubią ten typ poszukiwań. Zawsze bowiem przynoszą one jakieś sensacje. Pewnego zaś rodzaju przyjemność sprawia fakt, że są to jedyne chyba w archeologii wykopki, w których dokładnie jest określona data wydarzeń. Nie tylko co do roku, ale nawet miesiąca i dnia.
I wreszcie trzecia specjalność dotyczy kultury materialnej — bada się wieś średniowieczną. Pod określeniem "wieś" rozumie się wszystko co nie jest miastem, a kształt badanych obiektów może być różny. Archeologów interesują siedziby obronne. I tu właśnie tkwi możliwość współpracy z regionem. Tu wkracza wojewódzki konserwator ochrony zabytków, bowiem każde odkrycie, każde uchronienie jakichś szczątków od ostatecznego zniszczenia — to zysk także dla regionu.
Badania tego rodzaju trwają od lat i w kilku punktach naszego województwa znaleziono murowane obiekty, sięgające swoją historią czasów, kiedy znikało Średniowiecze pod naporem Odrodzenia. Można tu wymienić Besiekiery w pow. łęczyckim, gdzie wart jest zachodu wczesnorenesansowy zameczek. Za interesujący zabytek uznano też dwór obronny w Siemkowicach w powiecie pajęczańskim. Najwięcej zaś wysiłku wkładają pracownicy naukowi instytutu w uratowanie zamku w Bolesławcu nad Prosną.
Zrealizowano już program badań dotyczący Siemkowic. Stanowią one przykład pozostałości z czasów, kiedy od niewygodnych siedzib ufortyfikowanych przechodzono do budowli zapewniających wprawdzie mniejszą ochronę przed napaścią, ale za to dających większy komfort. W sąsiedztwie dawnego grodu drewniano-ziemnego zbudowano więc wieżę, a następnie systemem przybudówek przekształcono to w dwór. Obecnie budowla ta nadaje się np. na gminny dom kultury lub pomieszczenie o podobnym charakterze.
(...) Przy ich prowadzeniu nader cenna okazała się pomoc młodzieży z Ochotniczego Hufca Pracy, w skład którego weszli uczniowie szkół łódzkich i podłódzkich. Natomiast opiekę naukowa i organizacyjną zapewnili — w stosunku do Siemkowic dr M. Głosek, do Bolesławca, dr T. Poklewski.
Ta pełna optymizmu relacja nie powinna nikogo wprowadzić w błąd. Archeologowie stąpają nie tylko po różach. Aby Czytelnik był prawdy tej pewien, zakończę pytaniem retorycznym: Co ma zrobić pracownik naukowy, który zgodnie z planem zamówił kilkadziesiąt tysięcy cegieł gotyckich specjalnie formowanych i kiedy zamówienie zostało wykonane, wówczas władze PAN znacznie zmniejszyły fundusze?
JERZY URBANKIEWICZ

Dziennik Łódzki 1975 nr 191

Tragiczny wypadek kolejowy w woj. sieradzkim
1 września ok. grodz. 2 w nocy pociąg osobowy relacji Katowice — Gdynia najechał na koniec pociągu towarowego, stojącego przed semaforem wjazdowym stacji Chorzew — Siemkowice (woj. sieradzkie).
W wyniku zderzenia śmierć ponieśli: kierownik pociągu Stanisław Jerzowski ze stacji Katowice i 3 pracowników wagonu pocztowego: Tadeusz Cioch, Rudolf Mańczyk i Edmund Pawlak.
19 rannych pasażerów przewieziono do Szpitala Miejskiego w Wieluniu. Nie udało się uratować życia ciężko rannym: Eugenii Cioch i Wandzie Wskakuj.
Na miejsce wypadku udała się komisja Ministerstwa Komunikacji pod przewodnictwem podsekretarza stanu — Janusza Kamińskiego.
Wstępne ustalenia wskazują na błąd personelu stacji Chorzew-Siemkowice, który dopuścił się wyprawienia pociągu osobowego na zajęty tor.
_________________________________________________________________________________

 Na Sieradzkich Szlakach 1993/1
_________________________________________________________________________________


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz