-->

sobota, 20 lipca 2019

Bukowina Las

Bukowina Las, nazwa majątku położonego w gminie Błaszki.

Obwieszczenia Publiczne 1925 nr 62

Notarjusz przy wydziale hipotecznym sądu okręgowego w Kaliszu, Sta­nisław Bzowski, niniejszem obwieszcza, że zostały otwarte postępowania spadkowe po zmarłych:
8) Dawidzie Mintusie, właśc. maj. Leśna przestrzeń Ustków, star. sie­radzkiego, właśc. kaucji na sumę 1.110 zł., zabezpieczonej pod Nr 1010, dz. IV wyk. hip. nieruch. w Kaliszu, oznaczonej Nr 712 i właśc. kaucji na sumę 25.000 mk., zabezpieczonej pod Nr 26, dz. IV wyk hip. na maj. Bukowina i pod Nr 4, dz. IV wyk. hip. maj. Bukowina Las, star. kaliskiego;
Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych wyznaczony został na d. 5 lutego 1926 r. w kancelarji notarjusza, Stanisława Bzowskiego, w Kaliszu.

Obwieszczenia Publiczne 1928 nr 32

Dyrekcja Główna Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w War­szawie, na zasadzie artykułów 218 i 219 ustawy Towarzystwa za­wiadamia.
I. Okrąg Kaliski
5. Wierzycieli hipotecznych dóbr: 1. Bukowina, 2. Bukowina Las, w dwóch księgach hipotecznych uregulowane, obciążone po­życzką Towarzystwa niepodzielnie, powiatu kaliskiego, a mianowicie:
Nieujawnionych spadkobierców Dawida Mintusa, 2. Dwojrę Frydę, Zeliga Frydę;

Obwieszczenia Publiczne 1928 nr 36

Sprostowania.
W ogłoszeniach Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego dla nie­wiadomych z pobytu właścicieli i wierzycieli hipotecznych dóbr z okrę­gów kaliskiego i piotrkowskiego, wydrukowanych w Nr. Nr. 32 i 33 Do­datku z dni 21 i 25 kwietnia 1928 r. zaszły pomyłki:
A) dnia 21 kwietnia 1928 r.
2) na stronie 16-ej w pozycji 5-ej odnośnie dóbr Bukowina, Buko­wina Las (2 ks. wiecz.) powiatu kaliskiego — mylnie wydrukowano w rubryce 5-ej sumę zaległości Towarzystwa jako „dol. 5.763, zł. 313— powinno być: „zł. 5.763 i dol. 313";
(...) co się niniejszem prostuje.

Ustków

Ustków, nazwa majątku położonego w gminie Warta między Skęcznem, Raszelkami i Rożdżałami.

Obwieszczenia Publiczne 1925 nr 62

Notarjusz przy wydziale hipotecznym sądu okręgowego w Kaliszu, Sta­nisław Bzowski, niniejszem obwieszcza, że zostały otwarte postępowania spadkowe po zmarłych:
8) Dawidzie Mintusie, właśc. maj. Leśna przestrzeń Ustków, star. sie­radzkiego, właśc. kaucji na sumę 1.110 zł., zabezpieczonej pod Nr 1010, dz. IV wyk. hip. nieruch. w Kaliszu, oznaczonej Nr 712 i właśc. kaucji na sumę 25.000 mk., zabezpieczonej pod Nr 26, dz. IV wyk hip. na maj. Bukowina i pod Nr 4, dz. IV wyk. hip. maj. Bukowina Las, star. kaliskiego;
Termin zamknięcia tych postępowań spadkowych wyznaczony został na d. 5 lutego 1926 r. w kancelarji notarjusza, Stanisława Bzowskiego, w Kaliszu.

Obwieszczenia Publiczne 1925

Dodałem informacje z roku 1925.

poniedziałek, 15 lipca 2019

Lutomiersk (1945-1990)

Dziennik Łódzki 1946 nr 161

Dr Konrad Jażdżewski, prof. UŁ
W poszukiwaniu zaginionych osiedli i cmentarzysk pod Łodzią.
Łódzki ośrodek badań prehistorycznych przy pracy. Ślady kultury prasłowiańskiej w okolicach Łodzi. Wieś opiekuje się zabytkami. I na tym odcinku przeszkadza biurokracja.
W porównaniu z wieloma innymi okolicami w Polsce najbliższe otoczenie Łodzi nie posiadało zbyt korzystnych warunków dla osadnictwa ludzkiego z przed wielu stuleci. Nie nęciła tu jakaś specjalnie urodzajna gleba, brak było jakichś większych, a nawet średnich rzek w rodzaju Wisły czy środkowej Warty, nie wiadomo też nic o tym, by w ubiegłych wiekach przechodziły tędy jakieś ważniejsze szlaki handlowe.
Niewątpliwie znaczne partie pasma wyżynnego, stanowiącego wododział miedzy Nerem, Bzurą a dopływami Pilicy. — tam właśnie gdzie rozsiada się Łódź, pokryte były odwieczną puszczą. Tym niemniej nie brak na terenie samej wielkiej Łodzi i w jej najbliższej okolicy śladów pobytu ludzi z czasów, odległych od nas co najmniej o 8 wieków, często nawet o kilka tysiącleci.
Łódzki ośrodek badań prehistorycznych (tworzą go pracujące łącznie instytucje i stowarzyszenia takie, jak Zakład Prehistorii Uniwersytetu Łódzkiego, Miejskie Muzeum Prehistoryczne i Koło Miłośników Prehistorii Studentów Uniwersytetu Łódzkiego) przystąpił w tym roku od kwietnia (po zeszłorocznych przygotowaniach organizacyjnych) do zbadania najbliższych okolic Łodzi pod względem archeologicznym. Próbne badania podjęte w Łodzi — Retkini, w miejscu, gdzie przed wojną odkryto przypadkowo bardzo bogato wyposażony grób z późnego okresu wpływów rzymskich (200— 375 po Chr.), m.in. z ozdobami ze złota, srebra i bursztynu, nie dały niestety spodziewanego rezultatu. Nie jest jednak wykluczone, że na jesieni, po sprzątnięciu zbóż, będzie można odkryć tam jeszcze kilka grobów.
W Rudzie Pabianickiej, gdzie polski personel muzeum łódzkiego w czasie okupacji niemieckiej rozkopał znaczną cześć prasłowiańskiego cmentarzyska z t.zw. okresu halsztackiego, czyli z czasów między r. 700 a 400 przed Chr.. natrafiliśmy tylko na 2 dalsze zniszczone groby popielnicowe, z których jeden zawierał szpile i naszyjnik z żelaza. Była to bowiem epoka, w której żelazo było cenną rzadkością i służyło do wyrobu ozdób. Okazało się, że niestety, znaczna cześć terenu cmentarzyska została tu w czasie wojny zryta w barbarzyński sposób przez przygodnych amatorów starożytności, głównie przez Niemców.
Nie zrażeni tym początkowym brakiem powodzenia, postanowiliśmy zbadać brzegi rzek i rzeczek, płynących opodal Łodzi w poszukiwaniu nowych punktów, w których wartoby w przyszłości podjąć większe prace wykopaliskowe.
Ludzie prehistoryczni osiadali najczęściej na suchych wznieseniach na skraju doliny zalewowej rzek. Tam też szukaliśmy śladów ich pobytu, wędrując wiele dziesiątków kilometrów wzdłuż Neru, Bzury, Dzierzażny i rozmaitych drobnych rzeczułek.
Wygodne podmiejskie kolejki elektryczne dowoziły nas do jakiegoś dalszego punktu w rodzaju Ozorkowa, Aleksandrowa. Lutomierska, Pabianic czy też Emilii, a potem zaczynała się „łazęga archeologiczna". Klucząc po rozmaitych wydmach piasczystych i innego rodzaju piaskach, zaglądając do każdej napotkanej odkrywki, czy to piaśnicy, do żwirowni, lub też do jakiegoś urwiska, łażąc po różnych nieobsianych polach, czasem nawet ostrożnie po kartoflach lub łubinie, odkryliśmy w sumie kilkadziesiąt nowych osiedli, cmentarzysk z rozmaitych odcinków naszych pradziejów. Obecność ich sygnalizowały nam zabytki, dla niespecjalistów bardzo niepozorne, śmieszne zgoła, bo np. ułamki naczyń, rozbitych częściowo już hen, tysiące lat temu lub stosunkowo niedawno po wzięciu pól pod uprawę, dalej narzędzia z krzemienia i odpadki pozostałe po ich fabrykacji, spalone ludzkie kości, oraz węgle drzewne ze zwęglonych konstrukcji drewnianych, częściowo pochodzące też ze stosów, na których palono nieboszczyków. Czasem też widoczna była na jasnej powierzchni piasków ciemna plama lub czarniawa "kieszeń" w ścianie urwiska. W takich miejscach znajdowaliśmy t. zw. groby jamowe lub jamy odpadkowe.
Natrafiwszy na powierzchni wydmy pod Konstantynowem na skupienie kości spalonych, zaczęliśmy łopatkami odsłaniać partie głębsze i w ten sposób odkryliśmy ciekawy bardzo grób z początków prasłowiańskiej kultury łużyckiej, pochodzący prawdopodobnie jeszcze z III okresu epoki bronzu, tj. z czasu między r. 1300 a 1100 przed Chr. Był on o tyle różny od dotychczas znanych, że zawierał wielką masę częściowo niepokruszonych kości scalonych z conajmniej pięciu nieboszczyków. Że ich tylu było, świadczy 9 połówek szczęk dolnych. Kości te nie znajdowały się w popielnicy, lecz ułożone były grubą warstwą na bruku z płaskich głazów na przestrzeni około 1.5 metra kwadratowego. Wśród nich znajdowały się ułamki kilkunastu naczyń, częściowo zdobionych i węgle ze stosu.
W miejscowości Głowa w pow. brzezińskim znaleźliśmy również na wielkiej wydmie, zarosłej laskami, dwie jamy w obrębie osady prasłowiańskiej kultury łużyckiej, pochodzące — tak samo jak grób z Konstantynowa — z samych początków tej kultury (a więc też z końca 11 tysiąclecia przed Chr.). Do tych jam prehistoryczne gosposie rzuciły jakieś wielkie naczynia, które rozbiły im się podczas gotowania. W Kazimierzu pod Lutomierskiem, w pow. łódzkim, pokazał nam gospodarz Kazimierz Cyrulski przy narożniku swej stodoły miejsce, gdzie tuż przed wojną odkopał urnę. Jako dobry Polak nie wyjawił swego odkrycia okupantom, samą zaś urnę prawie nieuszkodzoną zostawił na miejscu, przysypując ją ostrożnie ziemią. Rzadki to wypadek umiejętnego i obywatelskiego obejścia się z zabytkami!
Po odkopaniu przekonaliśmy się, że był to grób prasłowiański, t.zw. kloszowy, gdzie urna przykryta jest dużym "kloszem'' glinianym, odwróconym do góry dnem. Pochodzi on z czasu miedzy r. 550 a 250 przed Chr. Godzi się podkreślić, że wdzięczność należy się też współwłaścicielowi młyna w Świątnikach, w pow. łaskim, p. Florianowi Wieczorkowskiemu, który ofiarował nam ładną urnę kultury łużyckiej z okresu halsztackiego (700- 400 przed Chr.). znalezioną na własnym polu i ukrytą przed Niemcami podczas wojny. Opodal, w Okołowicach w pow. łaskim, odkryliśmy cmentarzysko z t.zw. późnego okresu lateńskiego (150 przed Chr. do Nar. Chr.). Groby tego cmentarzyska, do których wrzucono wszystkie resztki stosu wraz z węglem, widoczne są zupełnie wyraźnie na powierzchni pola z kartoflami. Po ich wykopaniu możnaby przystąpić do zbadania tego cmentarzyska.
Duże znaczenie naukowe posiada też odkrycie w dwu miejscowościach, bo w Czołczynie, w pow. łaskim i w Pabianicach niedaleko Potaszni nad rzeką Dobrzynką, pozostałości osad prasłowiańskich, pochodzących z czasu, z którego brak nam dotąd w Polsce, a szczególnie w naszym muzeum łódzkim, niemal zupełnie zabytków, mianowicie ze środkowego okresu lateńskiego (250 do 150 przed Chr.). I te również należałoby zbadać w terminie niezbyt późnym, bo chodzi o stworzenie pewniejszego pomostu między stosunkowo dobrze znaną kulturą łużycką a prasłowiańską kulturą wenedzką z czasu między r. 150 przed Chr. a r. 560 po Chr.
W zalewowej dolinie rzeki Neru, na gruntach wsi Jerwonice w pow. łaskim odkryliśmy ślady jakiejś osady prapolskiej z VIII lub IX w. po Chr. Na wyspowatym piaszczystym wzniesieniu koło drogi z Szydłowa do Jerwonic widać usypisko, grube ponad 1 metr. przesycone popiołem i węgielkami, zawierające bruki kamienne, a w jednym miejscu odsłaniające zwalisko zwęglonych belek dębowych z jakiejś konstrukcji drewnianej. Ułamki naczyń na dnie usypiska określają dobrze wiek i przynależność kulturową tego obiektu. Trudno narazie zdecydować, czy to resztki zwykłej nieobronnej osady, czy też jakiegoś gródka przy przeprawie przez Ner. Całość otoczona jest mokradłami.
Mamy nadzieję, że mimo pewnych trudności, stwarzanych zresztą nie przez czynniki łódzkie, będzie można niebawem na terenie woj. łódzkiego przystąpić do badań na nieco większą skalę. W Lutomiersku na przykład znajduje się cmentarzysko z połowy I tysiąclecia przed Chr. rozryte rowami strzeleckimi, które wobec grożącego mu zniszczenia, należałoby rozkopać, gdy tylko będą środki na badanie i gdy ustaną niektóre dokuczliwe psikusy św. Biurokracego, który nawet w dziedzinie prehistorii i muzeologii ma swych zagorzałych wyznawców.

Dziennik Łódzki 1946 nr 214

Dr Konrad Jażdżewski prof. U. Ł.
Wykopaliska w woj. łódzkim.
Ślady osad prasłowiańskich w Lutomiersku i Wrzącej.
Podczas jednej z naszych zeszłorocznych wycieczek badawczych, odkryliśmy miejsce, po którym z pewnych danych spodziewaliśmy się, że dostarczy sporo ciekawych zabytków i obserwacyj.
Jest to piaszczyste wzgórze na wschód od Lutomierska i folwarku Wrząca, otoczone niemal zewsząd drobnymi, bezimiennymi dopływami Neru. Ludzie miejscowi zwą je „Koziówką". Na tym wzgórzu podczas ostatniej wojny pokopano rowy strzeleckie, które odsłoniły głębsze warstwy. W rowach i na ich zboczach znaleźliśmy sporo ułamków ręcznie lepionych naczyń, węgiel i przepalone kamienie z ognisk oraz tzw. polepę, tj. kawałki gliny wypalonej w pożarze, na której znać nieraz odciski słomy. Ponadto było tu sporo wielkich głazów.
Znalezione zabytki zdawały się wskazywać, że mamy tu do czynienia zarówno z osadą jak i z cmentarzyskiem z okresu halsztackiego, tzn. z czasu miedzy r. 700 a 400 przed Chr. Spodziewając się m. in. znalezienia cmentarzyska z tzw. grobami kloszowymi w tym roku rozpoczęliśmy tam prace wykopaliskowe. Przekopaliśmy na próbę przestrzeń o powierzchni 100 metrów kwadratowych. Wbrew naszym nadziejom nie natrafiliśmy zupełnie na groby. Odkryliśmy natomiast pozostałości dwóch osad, z których jedna, późniejsza, pochodziła z końca tzw. wczesnego okresu lateńskiego, tzn. z czasów około r. 300 — 250 przed Chr., druga zaś, wcześniejsza, głównie z II okresu epoki brązu, tj. z lat między r. 1500 a 1300 przed Chr. Młodsza osada, ta mianowicie, od której dzieli nas przestrzeń 2200 lat zbudowana była przez prasłowiańską ludność z tzw. kulturą łużycką z ostatniej fazy jej rozwoju.
Materiały zabytkowe spoczywały w głębokości przekraczającej niejednokrotnie 2 metry. Zauważyliśmy taki układ stratygraficzny, tj. układ warstw kolejno po sobie następujących: na samym wierzchu znajdowała się warstwa próchniczna grubości 23 cm, przez czas jakiś orana, przedzielona od niższej warstwy próchnicznej (grubości 23 cm) cieniutką warstewką piasku (grubość tej ostatniej wynosiła 4 cm). Pod nimi na głębokości od 50 do 90 cm spoczywała pierwsza warstwa tzw. kulturowa prasłowiańskiej kultury łużyckiej. Odznaczała się ona ciemniejszą (ciemno-brunatną) barwą i zawierała przede wszystkim ułamki naczyń,odlaną sztabkę brązu (surowca do wyrobu narzędzi lub ozdób) oraz niewielką ilość kości i zębów zwierzęcych. Powstanie takiej warstwy wiąże się z dłuższym pobytem człowieka na jednym miejscu. Śmieci i odpadki wszelkiego rodzaju, w dużej części pochodzenia organicznego, przyczyniają się w wyniku rozpadu do wytworzenia warstwy kulturowej.
W osadach archeolog znajduje stosunkowo rzadko całe przedmioty, bo te ludność zabiera z sobą, opuszczając osadę. Przedmioty całe rozbijały się lub niszczyły w inny sposób, gdy osada pustoszała wskutek jakiejś katastrofy (pożaru, powodzi, najazdu obcego) lub w wyniku dobrowolnej emigracji. Natomiast pełno w osadach ułamków naczyń, które rozbiły się prehistorycznym gosposiom przy gospodarowaniu w "kuchni", dużo tu popsutych i pogubionych narzędzi, kości zwierzęcych, połupanych i wyssanych z szpiku, węgli drzewnych z ogniska, kawałków polepy itp.
Pod warstwą z zabytkami kultury łużyckiej rozciągała się warstwa jałowego, jasnego piasku, grubości 40 cm., w której nie było wyrobów ręki ludzkiej z wyjątkiem tych miejsc, gdzie wkopy dokonane przez ludność kultury Łużyckiej (w postaci jam z odpadkami) przebijały się głębiej aż do poziomu warstwy drugiej. Powstanie tej jałowej warstwy piasku bez zabytków tłumaczy się zapewne panującym wówczas klimatem suchszym i cieplejszym niż obecny. Zmarniała wtedy uboga szata roślinna i pokrywająca to wzgórze, a obnażone piaski, wprawione w ruch przez wiatry, zakryły niżej leżącą warstwę kulturową starszą od górnej warstwy kulturowej o całe tysiąclecie. Spoczywające tu zabytki kultury trzcinieckiej znaleźliśmy średnio na poziomie 1,27 — 1,62 metra pod powierzchnią pola.
Osady w Lutomiersku dały nam więc prócz samego materiału zabytkowego także obserwacje stratygraficzne, potwierdzające zupełnie wyraźnie ustalone już dawniej następstwo kolejne kultury trzcineckiej i przedłużyckiej. Prace dotychczasowe miały tylko charakter próbny. W przyszłym roku, gdy Muzeum nasze będzie dysponowało może większymi środkami, należałoby poprowadzić tu prace wykopaliskowe na większą skalę. Pozwoliłyby one wtedy na lepsze poznanie charakteru i zasięgu wspomnianych osad.
Niedaleko od tego miejsca, na gruncie miejscowości Wrząca odkopaliśmy w tym samym mniej więcej czasie, tzn. w końcu czerwca i na początku lipca, ponad 20 grobów popielnicowych prasłowiańskiej kultury łużyckiej z IV okresu epoki brązu., czyli z czasu między r 1100 a 900 przed Chrystusem. Badania prowadziliśmy na małym wycinku wielkiego cmentarzyska rozciągającego się na dużej przestrzeni na terenie obecnego boiska sportowego, koło szkoły przy drogach z Lutomierska do Bechcic i Prusinowic.
Jak to zwykle bywa, groby znajdowały się tutaj niegłęboko, bo ok. pół metra pod powierzchnią.
Pod niewielką ilością kamieni polnych lubez wszelkiej osłony stały tu najczęściej pojedyncze gliniane naczynia, zawierające spalone kości ludzkie. Czasami znajdowały się obok nich puste (obecnie) naczynia, w których niegdyś było jadło i napój na drogę pośmiertną dla dusz pochowanych tu ludzi. Niekiedy natrafialiśmy na groby dziecięce. Kości były wtedy drobne i nieliczne, spoczywały zaś w małych naczyńkach. Niektóre z naczyń, znalezionych w grobach, miały kształt bardzo piękny i zdobione były ukośnymi żłobkami, na brzuścach. Trzeba zresztą dodać, że Prasłowianie celowali w ogóle w garncarstwie, a w tym właśnie czasie ceramika kultury łużyckiej na ziemiach Polski środkowej odznaczała się szczególną elegancją form i ornamentów.
Materiały zabytkowe, zdobyte przez nas w czasie badań wykopaliskowych, wzbogaciły zbiory Miejskiego Muzeum Prehistorycznego w Łodzi (Plac Wolności 14) i będzie je można tam oglądać zimą, gdy zabytki przejdą wszystkie stadia przygotowawcze, tzn. gdy poddane zostaną oczyszczeniu, konserwacji, rekonstrukcji, segregacji, określeniu czasowemu i kulturowemu, inwentaryzacji i skatalogowaniu i gdy wreszcie otrzymają właściwe objaśnienia.


Dziennik Łódzki 1946 nr 277



Dziennik Łódzki 1946 nr 284

Zabytki kultury prasłowiańskiej
w woj. łódzkim Osady sprzed 34 wieków — Cmentarzyska popielnicowe — Żona musiała umrzeć wraz z mężem — Ozdoby ze złota w epoce brązu.
Pod kierownictwem wybitnego archeologa prof. Konrada Jażdżewskiego, dyrektora Miejskiego Muzeum Prehistorycznego w Łodzi, przeprowadzono w ciągu letnich miesięcy szereg ciekawych badań prehistorycznych i wykopaliskowych.
Pod wsią Lutomiersk, w okolicach Łodzi, wykryto np. ślady istnienia osady z drugiego okresu epoki brązu okr. t. zw. „kultury trzynieckiej", t. j. na 1500 — 1300 przed Chr.
Wykryto tu również osady z wczesnego okresu hatyńskiego o cechach kultury łużyckiej (400 — 250 przed Chr.).
M. in. znaleziono tam liczne paleniska i dużą ilość szczątków ceramiki.(...)

Dziennik Łódzki 1946 nr 324

Łask
Ujęcie bandyty.
Podczas pościgu za bandytami pluton operacyjny M. O. z Łasku zatrzymał Stefana Porębskiego, zamieszkałego w Lutomiersku, jednego z uczestników napadu.

W toku dochodzenia ustalono, że Porębski brał udział w kilku napadach na przejeżdżającą ludność w okolicy Lutomierska. Ustalono również nazwiska jego wspólników.

Dziennik Łódzki 1947 nr 11

Ś. † P.
FRANCISZEK PAWŁOWSKI
odznaczony Krzyżem Zasługi — kupiec i ob. m. Lutomierska zmarł w wieku lat 84 w Lutomiersku w dniu 8. 1. 47 r. Wyprowadzenie drogich nam zwłok nastąpi w niedzielę dnia 12 stycznia r. b. o godz. 2-giej po południu z domu żałoby w Lutomiersku przy ul. Głowackiego Nr 10, na cmentarz katolicki.
Na smutny ten obrzęd zapraszają krewnych, znajomych i przyjaciół
ŻONA I DZIECI

Dziennik Łódzki 1947 nr 80

Zbiegło 2 uczniów.
Z zakładu wychowawczego w Lutomiersku zbiegło dwóch wychowanków tego zakładu: Zbigniew Polka i Józef Barkowski, obaj liczący po 14 lat.

Dziennik Łódzki 1947 nr 96

WYSZŁA NA PRZEDSTAWIENIE.
23 marca wyszła z domu przy ul. Kościuszki 12 w Lutomiersku Maria Gąsiorowska, urodzona w r. 1938, udając się na przedstawienie w Zakładzie OO Salezjanów przy ul. Wodnej w Łodzi i dotychczas nie powróciła.

Dziennik Łódzki 1947 nr 98

Dnia 9 kwietnia b.r. zmarła w Lutomiersku po ciężkich cierpieniach opatrzona Św. Sakramentami nasza najukochańsza żona, Matka, Teściowa, Babcia
Ś † P
STANISŁAWA POSZEPCZYŃSKA
z domu DZIENIAKOWSKA
przeżywszy lat 67
Wyprowadzenie drogich nam zwłok nastąpi w piątek dnia 11 kwietnia b.r. do kościoła parafialnego w Lutomiersku o godz. 17-ej.
Nabożeństwo żałobne odbędzie się w sobotę dnia 12 kwietnia b. r. o godz. 9 w kościele parafialnym, po czym odbędzie się pogrzeb o godz. 16 na cmentarzu w Lutomiersku.
O czym zawiadamiają pogrążani w głębokim smutku:
MĄŻ, CÓRKA, SYNOWIE, SYNOWE,
ZIĘĆ I WNUCZKI.

Dziennik Łódzki 1947 nr 216

Cenne wykopaliska na terenie woj. łódzkiego.
Podwójne groby-Żony musiały umierać wraz z mężami - Cmentarzysko w Rudzie Pabianickiej
ŁÓDŹ (PAP). Miejskie muzeum prehistoryczne i zakład prehistorii uniw. łódzkiego prowadzą na terenie woj. łódzkiego szereg prac wykopaliskowych. W wielu wypadkach prace te uwieńczone zostały b. cennymi wynikami.
M.in. pod Lutomierskiem w pow. łaskim odkryto dobrze zachowane części osady z okresu tzw. kultury trzcinieckiej (1000 lat przed Chrytusem) oraz osady z okresu kultury łużyckiej (400—250 lat przed Chrystusem). Znaleziono tu również ślady palenisk, ułamki ceramiki itp. W pobliżu wsi Jesienna- Klekot odkopano cmentarzysko kurhanowe.
Ekspedycje badawcze U. Ł. rozkopały dotychczas około 50 kurhanów, zawierających groby szkieletowe. W wielu wypadkach były to groby podwójne, co każe przypuszczać, iż w epoce powstawania kurhanów istniał zwyczaj pozbawiania życia wdów w czasie pogrzebu ich mężów. W grobach znalezione zostały liczne przedmioty codziennego użytku.
Ciekawe wykopaliska dokonane zostały w granicach m. Łodzi. Na przedmieściu Ruda Pabianicka odkopane zostało prasłowiańskie cmentarzysko I-go wieku przed Chrystusem. Wykopano szereg dobrze zachowanych przedmiotów oraz kości ludzkich. Obecnie opracowywana jest monografia o wynikach badań tego cmentarzyska.

Dziennik Łódzki 1948 nr 146

Zwiedzamy okolice Łodzi
Lutomiersk miasto z 13 wieku
Podhalański kościołek. Najstarszy dwór w wojłódzkim.
Wyjeżdżamy z Placu Wolności tramwajem podmiejskim, który co 40 minut odchodzi z Łodzi w kierunku Lutomierska. Mijamy Zdrowie, wjeżdżamy na równinę. Na tle pól uprawnych i ogrodów warzywnych zarysowują się kominy zrujnowanych w czasie wojny cegielni. Przejeżdżamy przez Konstantynów, miasteczko założone w 1828 r. tj. w okresie powstania przemysłowego okręgu łódzkiego. Poza nielicznymi zresztą w porównaniu z Łodzią fabrykami włókienniczymi, nic nie przykuwa tu naszej uwagi. Konstantynów jest jakby miniaturą Łodzi. Ciekawą przeszłość historyczną ma natomiast wieś Żabice, na terenie której on powstał. Żabice już w okresie średniowiecza musiały odgrywać w ówczesnych stosunkach ważniejszą role, o czym świadczy istnienie na ich gruntach (na północ od dzisiejszego Konstantynowa) wczesnohistorycznego grodziska.
Za Konstantynowem zmienia się krajobraz, na widnokręgu zarysowują się coraz częściej pagórki. Jedziemy wzdłuż doliny Neru, przyjeżdżamy rzekę i jesteśmy w Lutomiersku.
Jest to dziś niewielka osada, wznosząca się amfiteatralnie na stoku doliny Neru. Jedna z najstarszych osad w woj. łódzkim. Już w 1274 r. Leszek Czarny nadał jej prawa miejskie.
Z dawniejszych świetności Lutomierska nic nie ocalało. Z czasów nieco późniejszych zaś zachował się choć znacznie zniekształcony przy odbudowie w r. 1920 r. barokowy klasztor i kościół poreformacki zbudowany w 17 w., dwie piękne figury Matki Boskiej z 18 wieku oraz zabytkowy świątek z drzewa.
W Lutomiersku jesteśmy już poza granicami przemysłowego okręgu łódzkiego. Nie ma tu fabryk; miasteczko nosi raczej charakter centrum handlowego zaspakajającego skromne potrzeby okolicznych wsi. Stąd po 15 minutowym spacerze jesteśmy w Wrzącej. Mamy tu duży staw, pięknie położną plażę i łódki.
W pobliżu znajduje się również restauracja.
Pragnąc zapoznać się z zabytkami architektonicznymi województwa, udajemy się do odległej o niecałe 4 klm. od Lutomierska do wsi Mikołajewice. Oglądamy tu przepiękny kościółek modrzewiowy, wzniesiony w 1711 r. w stylu, zbliżonym do podhalańskiego.
Z Mikołajewic wysadzona drzewami droga prowadzi do Wodzierad. Wieś ta pamięta czasy średniowiecza.
Tuż w pobliżu wsi znajduje się stary park, a w nim najstarszy i najpiękniejszy w okolicach Łodzi dwór Wodzierady. Obecnie jest to resztówka Zw. S. Chł.
Dwór zbudowano w XVI wieku. Ma on oryginalny o dwu kondygnacjach dach (tzw. krakowski) i klasyczny fronton. Nie mniej ciekawym zabytkiem architektonicznym jest położony tuż w pobliżu dworu lamus z podziemiami.
Z Wodzierad udajemy się szosą do Lutomierska, gdzie wsiadamy w tramwaj i powracamy do Łodzi.
J. B-wicz.

Dziennik Łódzki 1948 nr 172

Z wędrówek po województwie
Świat "zabity
deskami"
Lutomiersk - skupisko starych panien.
Na północny zachód od Łodzi nad Nerem, leży Lutomiersk, w oddaleniu 3 klm. od Konstantynowa, ściśle związanego z przemys. okr. łódzkiego. Ale w Lutomiersku trudno znaleźć nawet ślady warsztatów sukienniczych, które tu istniały do końca XVIII wieku. Upadek Lutomierska, jako miasta przemysłowego, datuje się od powstania styczniowego 1863, w którym ludność brała czynny udział. Do dziś na cmentarzu katolickim w Lutomiersku zachowała się „bratnia mogiła powstańców". Nie dźwignął się Lutomiersk ze swego upadku aż do dnia dzisiejszego, w międzyczasie bowiem dotknęły go ciężko działania wojenne w okresie pierwszej wojny światowej.
Podczas okupacji, w drugiej wojnie światowej, Lutomiersk wcielony zostaje do „Reichu" i przemianowany na „Nerthal". Niemcy zburzyli tu ponad 40 domów, szukając złota. Ludność żydowską wymordowali, a polską wypędzili z miasta na roboty przymusowe, lub do obozów koncentracyjnych. Dokonali rabunku mienia, wywożąc nawet dzwony z zabytkowego parafialnego kościoła — do Niemiec.
ŻÓŁWIM KROKIEM.
Po wyzwoleniu odbudowa Lutomierska żółwim krokiem, posuwa się naprzód. Dopilnowano tylko sprawy oświatowej, uruchomiając dwie szkoły powszechne dla 500 dzieci oraz przedszkole. Natomiast życie kulturalne (z wyjątkiem organizacji młodzieżowych) jest w zupełnym zastoju. Nic nie wiadomo o elektryfikacji. Lampa naftowa i łojówka, jak przed stu laty, są w powszechnym użytku. Ulice toną w ciemnościach. Radiofonizacja jest tu w powijakach. Tylko niektórzy zamożniejsi obywatele mają u siebie aparaty radiowe na akumulatory. Wprawdzie słupy do radiofonizacji z Konstantynowa są już przeprowadzone. Niestety, większość obywateli Lutomierska uchyla się od udziału w wydatkach na elektryfikację i radiofonizację. Sprawa trwa i może trwać jeszcze długie lata. Widocznie lutomierzanie nie odczuwają potrzeby światła i nawiązania kontaktu ze światem.
W tym stanie rzeczy, Lutomiersk, to miejscy „zabite deskami" od kraju i świata.
DOMENA STARYCH KAWALERÓW.
Lutomiersk jest poza tym prawdziwym rezerwatem starych kawalerów i starych panien. To nie jest żart. To smutna prawda, którą potwierdza znikomość naturalnego przyrostu ludności. Napływowej — w ogóle nie ma.
NIEDOMAGANIA.
Powojenny Lutomiersk posiada charakter osady rolniczo - rzemieślniczej. Element rolniczy zamieszkuje w 13 gromadach, należących do osady. W samym Lutomiersku większość rzemieślników — to szewcy, którzy obficie zaopatrują targi Lutomierska w obuwie.
Ulice, drogi i place wołają chociaż by o naprawę. Natomiast stan zadrzewienia jest dobry. Najmilej przedstawia się ulica 3-go Maja z kościołem zabytkowym (barok), zbudowanym w 1781 r. przez księżnę Barbarę Sanguszkową. Plac „Związku Walki Młodych", to wielka płachta niesplantowanej ziemi, a więc pełnej dołów i pagórków. Tu właśnie odbywają się środowe targi, a podczas deszczu wszystko tonie w błocie. Miejscowa karczma pod nazwa „Cicha Przystań", jest bardzo głośną przystanią, zwłaszcza w dnie targowe.
W osadzie dotąd nie uruchomiono dwu łaźni i młynu wodnego.
ŚWIATŁA.
Jest w tym ośrodku kilku ludzi oddanych gminie. Od świtu do nocy niesie pomoc lekarską jedyny lekarz dr. Fabianowski. Wysiedlony z Poznania przez Niemców, osiadł w Lutomiersku i pozostał w nim na stałe. Pięknie rozbudował ochotniczą Straż Ogniową prezes Sebastian Jasiński, z zawodu ślusarz. Położył dla niej również zasługi p. Łukasz Burski, najstarszy strażak, bo od założenia straży w 1898 r. Miejscowy proboszcz ks. Zygmunt Szpetulski dba o staranne utrzymanie zabytkowego kościoła. Wiele energii i pracy poświęca osadzie wójt Antoni Grzelczak. O.O. Salezjanie w dawnym zabytkowym klasztorze reformackim (1650 r.) prowadzą "Dom Sierot", dla dzieci, których rodzice zginęli w powstaniu warszawskim.
Ale te kilka wymienionych "jaskółek" wiosny w Lutomiersku nie robią. Pozostała ludność tkwi jakby w letargu, który kładzie smutne piętno na życiu Lutomierska.
Zbigniew Morski

Dziennik Łódzki 1948 nr 180

List do Redakcji
Od starej panny.
Szanowny Panie Redaktorze!
W imieniu wszystkich starych panien z Lutomierska komunikuję, że początkowo byłyśmmocno urażone artykułem "Dziennika Łódzkiego" z dnia 24 czerwca. Napisano tam bowiem, że Lutomiersk to miasto pań niezamężnych, a leciwych. Ubodło to nas być może i dlatego, że spostrzeżenie to nie mija się zbytnio z prawdą.
Obecnie nie mamy powodów do dalszych narzekań albowiem po tym artykule kilka z nas poznało starających się Łodzian, którzy do nas do Lutomierska z ciekawości zajrzeli.
Szczęście to spotkało również niżej podpisaną TEODOZJĘ P.
I tak, mimowoli pismo nasze stało się organem kojarzącym małżeństwa. Natomiast intencją autora wymienionego artykułu było zgoła coś innego. Chodziło mu o naprawienie bolączek i zaniedbań od których roi się w Lutomiersku. Wolelibyśmy otrzymać list, w którym by Zarząd Miejski poinformował nas o przystąpieniu do likwidacji mankamentów.


Dziennik Łódzki 1948 nr 199


Dziennik Łódzki 1948 nr 205

List do Redakcji
Jeszcze raz Lutomiersk.
Artykuł "Świat zabity deskami" o Lutomiersku, z dnia 24. 6 rb. wywołał reakcję nie tylko wśród mieszkańców Lutomierska, ale także i wśród łodzian. Najbardziej oburzyło lutomierszczan nazwanie miasta siedzibą starych panien i kawalerów. Wielu czytelników wypowiedziało się już w naszym piśmie na ten temat. Niżej zamieszczony list traktujemy jako zamknięcie dyskusji i wierzymy, że przysłowiowy "kij w mrowisko" pobudzi wszystkich opieszałych kawalerów do wstąpienia w związki małżeńskie z "wolnymi" jeszcze obywatelkami Lutomierska i wpłynie na szybkie nadrobienie strat. Szanowna Redakcjo! Uważam, że trochę p. Morski przesadził w artykule „Świat zabity deskami", ale trochę miał także i racji.
Przede wszystkim do Lutomierska trudno się dostać. Jeżdżą tam tramwaje-żółwie (18 km. w czasie 90 min. — szybsze były tramwaje konne, które przeszły już do historii).
Nie ma tu zupełnie organizacji młodzieżowych, chociaż są szyldy głoszące o istnieniu takich. Młodzież, mimo że jest zmęczona jazdą do szkół łódzkich, chętnie pracowałaby w tych organizacjach, gdyby było w nich co robić.
Może by "Czytelnik" założył tu jakąś placówkę, która zatrudniłaby chociaż kilkudziesięciu młodych ludzi chętnych do pracy?
Słyszy się o odbudowie wsi i miast, tylko Lutomiersk jest zawsze pomijany. Trudno myśleć o zakładaniu rodziny, kiedy co drugi dom grozi zawaleniem, nie ma elektryczności, a ceny są wyższe niż gdziekolwiek (dlaczego nie zajmie się tym Komisja Specjalna?). Radio, to także zbyt droga rozrywka dla naszych małorolnych obywateli.
Orkiestra Straży Pożarnej — jedynej ruchliwej organizacji w Lutomiersku — nie ma pieniędzy nie tylko na nuty i nauczyciela, ale także i na naftę do lamp.
Powiat łaski wykazuje za mało zainteresowania dla naszego miasta. Wolelibyśmy należeć do Wielkiej Łodzi.
My także chcemy pracować i stanąć do wyścigu w odbudowie Polski.
Stały czytelnik mieszkaniec Lutomierska.

Dziennik Łódzki 1948 nr 335

Z wędrówek po województwie
Rehabilitacja Lutomierska
Pierwszy reportaż z Lutomierska pt "Świat zabity deskami". — "Lutomiersk — miasto starych panien" wywołał nieoczekiwaną reakcję wśród lutomierskich czytelników „Dziennika Łódzkiego".
Przez szereg tygodni na łamach „Dziennika Łódzkiego" ukazywały się listy dotkniętych „do żywego" przyjaciół Lutomierska. Nie brakło też wyrazu uznania za "uderzenie" w pogrążony w głębokim śnie Lutomiersk. Zastanowiano się, co należy uczynić, aby miasto wróciło do swej poprzedniej, dobrej formy.
Co zrobić? Po prostu wziąć się do roboty i odrobić zaległości. I właśnie, gdy po raz wtóry byłem w Lutomiersku stwierdziłem, że to już uczyniono. Czyja to zasługa? Burmistrza Antoniego Grzelaka, czy zespołu gminnego; czy też obywateli? Był to rezultat wspólnego wysiłku.
Przede wszystkim doprowadzono miasto do możliwego wyglądu. W centrum uporządkowano ulice. Koło kościoła parafialnego ułożono nowy bruk. Wykonano 2 km nowej drogi na odcinku Lutomiersk — Pabianice i Lutomiersk — Czołczyn. Na wąskich jednokierunkowych ulicach gospodarze odremontowali jakoś domy, które jakby się wyprostowały i wyporządniały. Rynek, który tonął w błocie jest teraz dobrze zabrukowany.
Oczywiście wiele jeszcze jest w mieście do zrobienia, ale nie odrazu Lutomiersk zbudowano.
W mieście panowały ciemności egipskie, a teraz tylko patrzeć, jak zabłyśnie tam elektryczne oświetlenie. 14 km napowietrznej sieci elektrycznej otoczy obszar Lutomierska oraz wchodzące w skład jego gromady — Wrzącą, Bechcice — wieś, Bechcicę kolonię i Czołczyn. Kosztorysy i plany gotowe, a co najważniejsze jest zgoda wszystkich gospodarzy na przyłączenie do sieci. Koszt instalacji na jedno gospodarstwo wyniesie 19.000 zł.
W ostatniej chwili nadeszła do Lutomierska wiadomość z Łodzi, że każda gromada może ubiegać się o dotację, która wyniesie kwotę zł 700 tysięcy.
Nie ma już wątpliwości, że elektryczność „idzie" i kończą się wieczory Lutomierskie przy łojówce i lampach naftowych.
Lutomiersk, w którym do niedawna nie było ani jednego głośnika obecnie jest już zradiofonizowany.
Radiowęzeł w Konstantynowie zainstalował tu oraz w pobliskich — Wrzącej i Bechcicach 300 głośników. Abonament dla ludzi pracy wynosi zł 50 miesięcznie. Ostatecznie Lutomiersk wybił sobie „okno na świat". Miasto leży przy szosie wojewódzkiej Łódź — Szadek. Od powiatu tego w Łasku oddalony o 22 km od Łodzi — 18 km. Pabianic — 17.
Konstantynowa — 8 km. Leży na skrzyżowaniu dróg. Mimo tak dogodnego położenia Lutomiersk dotąd nie posiada prawa na jarmarki. W środę odbywają się tu zwykłe targi i to dość duże. Zjeżdżają się chłopi z gminy Wodzierady, Babic i Rąbienia, z Łodzi — straganiarze z manufakturą i drobną galanterią. W projekcie nowego podziału administracyjnego powiatu łódzkiego, Lutomiersk, zresztą zupełnie słusznie, ma być doń przyłączony. Przyszłe władze powiatowe powinny wyjednać dla Lutomierska kilka jarmarków dorocznych.
Na terenie osady Lutomierska, podczas badań archeologicznych pod kierown. prof. Jażdżewskiego odkryto w miejscowości Kuziówek fragment osiedla sprzed I wieku przed Chr. Osiedle to umocnione było specjalnym obudowaniem od strony strumienia, dziś prawie wyschłego, który wpadał do Neru.
Niemcy też prowadzili tu wykopaliska, chcąc udowodnić, że żyły tu niegdyś germańskie plemiona Wikingów. Zaprzestali jednak robót, dokopawszy się śladów sadyb słowiańskich.
W pierwszym reportażu. Lutomiersk określony był jako miasto starych panien. Sugestia ta powstała na skutek oskarżenia „kilku starszych niewiast", z którymi wówczas rozmawiałem. Trzeba tę opinię jednak sprostować. Jeśli nawet zdarza się niechęć do żeniaczki, wypływa ona głównie z powodu braku mieszkań dla nowożeńców. Nie każdy chce "kątem" mieszkać z żoną u rodziny, czy krewnych. Nie jest jednak najgorzej. Potwierdza to statystyka.
W r. bieżącym do 1 grudnia — na ogólną ilość 4.800 mieszkańców zarejestrowano 48 małżeństw. A więc co setny obywatel wstępował w związki małżeńskie. Pod względem "matrymonialnym" Lutomiersk nie ustępuje więc innym miastom. (S)

Dziennik Łódzki 1949 nr 180

O TAJEMNICACH
wydartych ziemi Lutomierskiej
Na krańcu miasteczka, na wzgórzu pod drzewami rozłożyło się obozowisko. Dwa namioty, za nimi prowizoryczna, polowa kuchenka, z boku na zbitej z patyków „umywalce" — wielka miednica. Oto siedziba ekspedycji prehistoryków łódzkich prowadzących z polecenia prof. Jażdżewskiego prace wykopaliskowe na terenie Lutomierska.
W namiotach próżno by kogoś szukać. Cały dzień, od świtu aż do późnego wieczora, są puste. Ich mieszkańcy całe dnie spędzają na oddalonym o kilkadziesiąt metrów terenie, gdzie prowadzi się badania.
CMENTARZYSKO Z X WIEKU
A tam kopanie idzie pełną parą. Pod kierunkiem mgr. Aleksandra Gardawskiego i dwóch studentów prehistorii z Uniwersytetu Łódzkiego Jerzego Pfeifera i Andrzeja Abramowicza, robotnicy kopią już od sześciu dni. Górną warstwę już odwalono. Odkryto poszukiwane cmentarzysko z X lub XI wieku. Teraz pracuje się z wielką precyzją, małymi szpadelkami, szczoteczkami, palcami, żeby tylko nie przeoczyć żadnej, najmniejszej nawet pamiątki tych zamierzchłych czasów, żeby nic nie uszkodzić.
SZUKALI WIKINGÓW — ZNALEŹLI SŁOWIAN
Kopanie w tym miejscu rozpoczęli Niemcy w 1942 r. w poszukiwaniu śladów Wikingów na tych ziemiach. Wykopaliska miały potwierdzić teorię hitlerowską o niemieckości ziemi łódzkiej. Niemcy znaleźli podobno nawet miecz „wikingów". Z tej uciechy natychmiast najbliższą ulicę w miasteczku przemianowali na ul. Wikingów. Jednakże dalsze wykopaliska wykazały niezbicie, że osadę, leżącą przed 900 laty na terenie obecnego Lutomierska, zamieszkiwała ludność słowiańska. Dali więc spokój kopaniu i przykryli kopalisko grubą warstwą ziemi.
PIĘCIOPIĘTROWA" OSADA
W 1946 r. do Lutomierska zjechała znów ekspedycja naukowa. Tym razem jednak przybyli uczeni polscy. Kopania prowadzone, z przerwami, do 1948 r. dały nadzwyczajne wyniki. Odkryto ślady pięciu osad nawarstwionych jedna na drugiej z okresów od 1300 r. przed Chr. (pierwsza), do VIII wieku po Chr. (ostatnia). Odkrycia te, dokonane pod kierownictwem prof. Jażdżewskiego, były wielkim wydarzeniem w świecie naukowym. Ale to już było. Podobno prace na tym terenie mają być wkrótce wznowione. W tej chwili jednak łódzcy prehistorycy pracują na innym terenie, oddalonym od prehistorycznych osad o jakieś 500 metrów.
STRZEMIONA WALECZNEGO RYCERZA
Mgr. Gardawski, kierujący pracami z ramienia prof. Jażdżewskiego jest dumny z wyników poszukiwań
— Niech no pani spojrzy, co za wspaniałe odkrycie — woła tryumfującym głosem, wskazując na odkopane do połowy, sczerniałe, pokryte warstwą ziemi strzemiona. O tu, przy sprzączce nawet kawałek rzemienia się zachował. A przecież strzemiona zakopano zapewne wraz z ich właścicielem dobre 900 lat temu. Kto wie, może przy dalszym kopaniu i miecz znajdziemy,
— Dotychczas odkopaliśmy 5 grobów, a w każdym znaleźliśmy jakiś "rarytas", np. grot strzały, resztki okuć  wiadra, jakieś naczynia żelazne i pisankę kijowską.
900-LETNIE KOLCZYKI
Idziemy do namiotu i mgr. Gardawski z wielkiej skrzyni ze zwojów ligniny wyjmuje wydarte ziemi pamiątki po naszych pradziadach.
— Tym nawet dzisiejsze elegantki by nie pogardziły — mówi wyłuskując z opakowania kolczyk filigranowej roboty. — Znaleźliśmy to w jednym z odkopanych grobów. Jak widać, niewiasty zawsze lubiły się stroić. — A to jeszcze jeden kolczyk, już prostszej roboty, to znów pierścień, a to grot strzały o którym już wspominałem. — Tylko bardzo ostrożnie, żeby nie uszkodzić — przestrzega magister, gdy biorę wykopaliska do ręki.
ZŁOTO W WIADRZE
W miasteczku o „kopaniu" głośno. Wielka sensacja w monotonii prowincjonalnego życia, mówią więc o tym wszyscy.
— "Złoto znaleźli" — ktoś szepnął. — „Całe wiadro" — ktoś inny dodał. — Plotka rośnie...
Nic dziwnego, że kierownik robót jest nieco zafrasowany i konferuje z sekretarzem gminy, jakby tu zapobiec poszukiwaniu złota w nocy przez „prywatną inicjatywę".
— Rzeczywiście odkopaliśmy jakieś żelazne naczynie, zbliżone kształtem do wiadra. Ze względu na oryginalność wykopaliska, chciałem pozostawić je w obecnym stanie do przyjazdu prof. Jażdżewskiego. Wydaje mi się jednak, że będę zmuszony owe wiadro całkowicie wykopać i pokazać jego ewentualną zawartość „szerokiej publiczności" ażeby rozwiać plotki o złocie. Bo złoto, — to wielka pokusa, a zwłaszcza całe wiadro.
SZWEDZKI PROFESOR
I KIJOWSKA PISANKA
Na zakończenie trzeba jeszcze dodać, iż Lutomiersk odwiedził ostatnio gość profesora Jażdżewskiego prof. Holger Arbman ze Szwecji wraz z kilkoma szwedzkimi studentami. Prof Arbman po dokładnym zbadaniu wykopaliska potwierdził jeszcze raz, iż Niemcy bardzo się mylili dopatrując się w wykopaliskach przedmiotów pochodzenia germańskiego. Stwierdził natomiast, iż w X wieku mieszkańcy osady, leżącej obok dzisiejszego Lutomierska, importowali niektóre rzeczy z Kijowszczyzny, czego dowodem jest m. in. znaleziona oryginalna, kijowska pisanka.
ibk.

Dziennik Łódzki 1949 nr 184

Lutomiersk - miasto szewców
Lampa elektryczna jest tylko w tramwaju, a warsztaty pracy - w Łodzi
W okresie dzielącym nas od chwili wyzwolenia wiele miast, miasteczek i wsi zmieniło swój wygląd. Usunięte zostały ślady zniszczeń wojennych, miejscowości zostały zelektryfikowane, zradiofonizowane, rozkwitło w nich bujnie życie kulturalne. Niektóre miejscowości, jak np. wieś Kruszew, zmieniły się niedopoznania. Niestety, są jeszcze nieliczne miejscowości, w których nie wszystko jest tak jak być powinno. Do nich właśnie zaliczyć należy Lutomiersk.
Lutomiersk — to chyba najdziwniejsze miasteczko na świecie. No, bo gdzie jeszcze można taki dziwoląg znaleźć, żeby w mieście był tramwaj, a nie było elektryczności- Odwrotnie — to owszem, istnieją nawet duże miasta z elektrycznością i bez tramwaju jak np. Lublin. Ale tak...
Maleńkie domki po prostu chatki, niektóre tak małe, że człowiek się zastanawia, jak też tam ludzie mogą mieszkać.
Do wojny były w Lutomiersku podobno i większe budowle, ale Niemcy w poszukiwaniu złota, po wyniszczeniu Żydów, zniszczyli także ich domy.
— 30 domów Niemcy rozebrali — powiedział mi jeden z mieszkańców wskazując na rozległy plac, gdzie ongiś stały budynki. — Toteż i ciasno teraz u nas. Chociaż i ludności mniej niż było. Z ponad 2 tys. zostało zaledwie 1800 osób.
Miasteczko, liczące prawie 2 tys. mieszkańców, bez światła!
— Teraz to jeszcze nic — mówią lutomierszczanie — wieczory są jasne. Ale jesienią, a zimą... Pracujemy i czytamy jak sto lat temu — przy lampie naftowej lub świecy. A do czytania amatorów mamy coraz więcej. Od wiosny już 200 osób z pośród analfabetów nauczyło się czytać. Ci chcieliby naczytać się za całe życie.
— Chcieliśmy doprowadzić elektryczność do Konstantynowa — powiedział mi ktoś z obywateli. Ale okazało się, że to nie na nasze możliwości. Mniej więcej po 40 tys. zł wypadałoby na gospodarstwo, a po tym jeszcze koszta instalacji. Na to nie możemy sobie pozwolić.
— W 1950 r. Państwowy Majątek Doświadczalny w Puczniewie ma być zelektryfikowany, wówczas może i nam uda się jakoś otrzymać światło tańszym kosztem — dodał ktoś inny.
— Ano, aby tak było, to jeszcze ten rok poczekamy. Choć prawdę mówiąc, trudno to bardzo żyć bez elektryczności.
W Lutomiersku nie ma ani fabryk, ani zakładów rzemieślniczych, ani wielkiej ilości sklepów. Urzędów też nie jest za wiele.
— Czym też tu ludzie się trudnią — zastanawia się obcy przybysz. Gdzie szukać ich warsztatów procy?
— W Łodzi — proszę pani — odpowiadają mi na to pytanie. — Poważna część mieszkańców Lutomierska codziennie dojeżdża do pracy do Łodzi. Podobnie i młodzież. W Lutomiersku jest bowiem tylko szkoła 7-klasowa. Do starszych klas młodzież jeździ do Konstantynowa lub do Łodzi.
Pozostali mieszkańcy pracują na miejscu w spółdzielczości, samorządzie itp. instytucjach.
Do wojny Lutomiersk był miastem szewców. Znajdowało się tu blisko 80 warsztatów szewskich. Rzemieślnicy wykonywali, na zasadzie pracy nakładczej, obuwie dla magazynów łódzkich.
Teraz pozostało może 30 procent szewców. Ci starają się o zorganizowanie spółdzielni. Pertraktowali podobno z Samopomocą Chłopską, ale bez rezultatów. Może w jakiś inny sposób uda się im zorganizować spółdzielnię pracy. Są prawda, trudności lokalowe, ale te przy dobrej woli możnaby pokonać. Trzeba by szewcom lutomierskim pomóc w otrzymaniu stałego zajęcia, a tym samym stałego zarobku. (lbk)

Dziennik Łódzki (Panorama) 1951 nr 6

Wydarte ziemi tajemnice sprzed tysięcy lat....
Jemy z porcelanowych talerzy, gotujemy w aluminiowych garnkach, jeździmy tramwajami i samolotami. Jednocześnie żyjemy w rodzinach, tworzymy zróżnicowane społeczeństwo, w którym istnieją klasy, warstwy, grupy; pracujemy przy warsztacie tkackim, w kopalniach, biurach, teatrach.
Świat się zmienia, ale nie tylko teraz, zmieniał się i w przeszłości. Nie zawsze ludzie jedli z talerzy, nie zawsze też byli zorganizowani w takie społeczeństwo, jakie my tworzymy. Już prześledzenie historii pisanej pozwala na stwierdzenie ciągłych zmian, wznoszenia się ludzkości na coraz wyższe szczeble rozwoju.
Ale historia pisana jest przecież sama wynikiem długiego rozwoju człowieka i społeczeństwa. Minęły miliony lat, zanim człowiek nauczył się pisać, zanim jego ręka stała się zdolna do zrobienia „pióra" i nakreślenia na wyprawionej skórze najpierw rysunków, które wyrażały jego ubogą myśl a dopiero potem umówionych znaków.
Jak więc poznać pierwotne dzieje ludzkości, okresy, o których nie posiadamy danych pisanych?
Olbrzymie usługi oddaje nam tutaj archeologia, nauka, która zajmuje się wykopaliskami. Na ich podstawie możemy odtworzyć obraz życia ludzi pierwotnych.
Wykopaliska pokazują nam jak człowiek zaczął posługiwać się najpierw kamieniem tylko z grubsza obrabianym, po tym kamienną siekierą, której ostrze wygładzone już było na kamieniu przy użyciu piasku, następnie po okresie kilku tysięcy lat doszedł do siekiery z brązu, a po niej użył pierwszą siekierę z żelaza.
Podobną ewolucję przeszły wszystkie narzędzia. Stawały się one coraz doskonalsze; pozwalały człowiekowi na coraz skuteczniejszą obronę przed zwierzęciem, zdobywanie coraz większej ilości pokarmu, pozwalały stawiać domy, wytwarzać ozdoby, coraz bardziej opanowywać przyrodę i wykorzystywać ją dla swych celów.
Rozwój narzędzi umożliwił ludziom wytwarzanie większej ilości produktów niż potrzebowali oni dla własnego utrzymania. Wraz z tą resztą, tzw. produktem dodatkowym powstała własność prywatna i rozwinęły się różnice majątkowe między ludźmi powstało społeczeństwo klasowe.
Wykopaliska potwierdzają to różnicowanie się społeczeństwa. Można nawet na ich podstawie określić strukturę społeczną okresu, z którego one pochodzą.
Ciekawe pod tym względem są osiągnięcia łódzkiej ekipy archeologów. Odkryła ona w Lutomiersku pod Łodzią groby z XI wieku, które wyraźnie mówią o występujących w tym okresie trzech warstwach społecznych. Znajdują się tam wspaniałe groby wojów konnych, w których znaleziono uprząż, bogatą zbroję, groby wojów pieszych, zawierające groty oszczepów i topory oraz groby ubogiej ludności, w których znaleziono tylko małe nożyki i drobne ozdoby.
Poza Lutomierskiem łódzcy archeolodzy, którzy skupiają się wokół Zakładu Prehistorii UŁ oraz Muzeum Archeologicznego prowadza pod kierownictwem prof. Jażdżewskiego, a z ramienia Kierownictwa Badań nad Początkami Państwa Polskiego szerokie prace badawcze jeszcze i w innych miejscowościach: Gdańsku, Łęczycy oraz w Sarnowie pod Włocławkiem. Bogate materiały wykopaliskowe służą jako eksponaty łódzkiemu Muzeum Prehistorycznemu, znajdującemu się na Pl. Wolności. Placówka ta, choć jest najmłodszym z tego rodzaju w Polsce, właśnie dzięki pracom prowadzonym w Lutomiersku, Gdańsku i Łęczycy, może poszczycić się już poważnymi osiągnięciami. Jednym z nich jest różnorodność zdobytych eksponatów, pochodzących z różnych źródeł: grobów, osad, grodów.
Obok badań pod Lutomierskiem, poważne wyniki dały prace wykopaliskowe w Gdańsku, gdzie ze względu na specjalne warunki zachowały się nawet kolorowe tkaniny. Włókniarze mogą je obejrzeć, jak i części pierwotnego warsztatu tkackiego w gablotach łódzkiego muzeum.
W muzeum nastąpiły ostatnio duże zmiany. Zreorganizowano je pod tym kątem, aby poprzez pokazanie rozwoju narzędzi pokazać rozwój samego człowieka na podstawie stosunków produkcyjnych. Zwiedzając muzeum śledzimy ten rozwój poprzez okazy okresu paleolitu (kamienia łupanego), potem neolitu (kamienia gładzonego), następnie brązu, żelaza, odpowiadające określonym formacjom społecznym.
Ciekawe są dzieje ludzkości! Wiele o nich możemy dowiedzieć się podczas pobytu w Muzeum Archeologicznym. W. Wes.

Dziennik Łódzki (Panorama) 1951 nr 43

Wykopaliska „mówią".
Ciekawe odkrycia łódzkich archeologów.
We wrześniu i październiku br. ekipy naukowe z Muzeum Archeologicznego i Ośrodka Prehistorycznego Uniwersytetu Łódzkiego przeprowadzały pod kierownictwem prof. Jażdżewskiego szereg prac wykopaliskowych.
W Lutomiersku — Wrzącej kontynuowano badania starego cmentarza, znajdującego się na południowym brzegu rzeki Ner. Odkryto tu kilka grobów, pochodzących z IV okresu brązu (1100—900 lat przed naszą erą). Archeolodzy odnaleźli w nich piękną ceramikę, charakterystyczną dla kultury łużyckiej, spalone kości w urnach i rozmaite drobne przedmioty znajdujące się niezbyt głęboko, bo 1/4 do 1/2 metra pod ziemią.(...)
(wk)

Dziennik Łódzki 1951 nr 217

Płyną złote strumienie ziarna...
Niech robotnik wie, że jestem jego siostrą" mówi małorolna chłopka Maria Beczke z gr. Rusiec.
Pracownicy gminnych punktów skupu zboża przeżywają obecnie bardzo gorący i pracowity okres, a szczególnie w te dni, gdy od rana do wieczora nadjeżdżają chłopskie wozy, załadowane worami żyta, pszenicy, jęczmienia czy owsa.
W pow. radomszczańskim takim znojnym dniem dla magazynierów był dzień 10 sierpnia, kiedy to przez ich ręce przepłynęło zamiast zaplanowanych 206 ton aż 483 tony ziarna.
Tego dnia GS w Dąbrowie Zielonej przejęła o 60 q więcej niż przewidywał dzienny plan, GS w Brzeźnicy o 80 q więcej, a GS w Gidlach aż o 150 q więcej.
Również i w pow. łaskim dzień 10 sierpnia zaznaczył się wielkimi dostawami zboża. Punkt skupu w Zapolinie przekroczył swój dzienny plan o 2 q w Sędziejowicach o 20 q, w Widawie o 28 q, w Dobroniu o 30 q i w Lutomiersku o 32 q.
W pow. brzezińskim wyróżniły się gminy Będków, Dobra, Niesułków i Dmocin, które dzienny plan dostawy zboża przekroczyły o 160 q.
Jednocześnie wydłuża się lista chłopów, którzy odsprzedają dla państwa znacznie więcej zboża niż przewiduje zobowiązania. Np. Stanisław Górski z gr Strzelce (pow. radomszczański) zamiast 77 kg odsprzedał 300 kg, a wdowa Maria Beczke z gr. Rusiec (pow. łaski) w ogóle nie objęta planem skupu, gdyż posiada tylko 40 arów ziemi, przy wiozła do GS w Dąbrowie Rusieckiej 50 kg i oświadczyła:
— Ziarnko do ziarnka i będzie z tego miarka dla całego narodu. Niech robotnik wie, że i ja jestem jego siostrą.
W Kiernozi (pow. łowicki) Adam Rybus przywiózł do punktu skupu zamiast 750 kg 1.700, a Antoni Sokołowski za miast 250 kg przeszło pięciokrotnie więcej, gdyż aż 13 i pół kwintala.
(c. m.)

Dziennik Łódzki 1951 nr 247

Próby sabotażu spaliły na panewce
Chłopi dostarczają
coraz więcej zboża na skup
Piękna przysłowiowa złota polska jesień okres gdy rolnik nie jest całkowicie zajęty wykopkami, daje najlepsze warunki do przeprowadzania omłotów, tym bardziej, że większość zboża młóci się maszynami POM i SOM-owskimi. Wielu chłopów, aby przyśpieszyć sprzedaż zboża Państwu, nie czekając na lokomobile, przeprowadza omłoty kieratami.
Coraz liczniej napływają meldunki o realizacji dziennych, miesięcznych i rocznych planów skupu. Najliczniej włączają sie do tej akcji mało-i średniorolni, którzy np. to powiecie piotrkowskim stanowią 70% odstawiających zboże. Jedynie bogacze wiejscy ociągają się w sprzedaży.
Nie brak jest również w akcji omłotowej prób sabotażu, stosowanego przez kułaków i spekulantów, jak to miało miejsce w Bełchatowie, gdzie prywatny właściciel lokomobili podstępnie zalutował rurki od chłodnicy, aby uniemożliwić sprawną pracę motoru. Sabotaż został jednak dzięki czujności w porę zdemaskowany. W Lutomiersku już od 15 dni stoi bezczynnie maszyna omłotowa i nikt się nią nie interesuje.
W sprzedaży państwu zboża przodują, spółdzielnie produkcyjne, mało-i średniorolni chłopi. (...) Małorolny chłop M. Resterniak posiadający 2 ha ziemi w gromadzie Dębołęka w pow. Sieradzkim sprzedał na punkcie skupu 875 kg zboża ponad swój roczny plan.
Mimo wielkiego napływu ziarna do punktów GS jest ono wszędzie planowo rozprowadzane do przygotowanych magazynów PZZ. Jedynie w powiecie sieradzkim w gm. Wierzchy PZZ. mimo otrzymania dyspozycji nie odbierały zboża z punktu skupu, co dezorganizowało pracę GS. W tym samym powiecie w gm. Brzeźnio magazynier GS w dn. 11 bm. upił się i zamknął przedwcześnie magazyn, przez co chłopi musieli wrócić ze zbożem do domu. Również w gminie Buczek w pow. łaskim na próżno szukano kasjera GS. żeby wypłacił pieniądze za odstawione zboże.
Jednak wszelkie próby wrogiej roboty kułaków i sabotażystów dzięki stale zaostrzającej się czujności są natychmiast demaskowane i napiętnowane, a winowajcy pociągani do odpowiedzialności.
Należyte zrozumienie obowiązku odstawy, zapał mało-i średniorolnych chłopów, ofiarna praca delegatów gminnych i całego aktywu społecznego oraz nieprzejednana walka z wrogami i sabotażystami i troska o wykonanie dziennych i dekadowych planów pozwalają, przypuszczać, że województwo nasze wykona plan sprzedaży zboża, przedterminowo. (jek.)

Dziennik Łódzki 1951 nr 285

Sankcje przeciwko opornym bogaczom
Gdy grozi kara
— znajdują się ziemniaki i zboże.
W tej czy innej gromadzie ciągle jeszcze wywiązanie się z obowiązków wobec państwa hamują bogacze wiejscy. Tych sobiepanków piętnuje nie tylko opinia gromadzka, lecz ściga ich również prawo. Nasi korespondenci donoszą: Na wniosek GRN w Godynicach został ukarany 400 zł. grzywny Franciszek Krzemieniak (19,5 ha), który mimo kilkakrotnych upomnień przynaglających go do odstawy ziemniaków i zboża, nie odstawił ani kilograma.
Podobnie jak Krzemieniak postąpili Michał Kowalczyk z Polkowa właściciel 11 ha, oraz Józef Caban z Klonowa (10,5 ha). Za sabotowanie dekretu rządowego obaj oporni bogacze wiejscy zostali ukarani. Pierwszy zapłaci 1.000 zł. grzywny, drugi 500 zł.
Poza nimi w pow. łaskim GRN przedstawiły wnioski o ukaranie: Kazimierza Dyły z Lutomierska (17,92 ha), Feliksa Kędzierskiego z Izydorowa (13 ha), Stanisława Łobodę z Rychlewa (9,52 ha), Antoniego Jończyka z Leszczyny (13,16 ha).
Józef Jejsak z gm. Zelów, gospodarujący na 16 ha niezłej ziemi, dowiedziawszy się, że prezydium GRN przekazało wniosek do PRN Łask o ukaranie go grzywną za upór i sabotowanie dekretu, natychmiast zmiękł w swym uporze, znalazł zboże i ziemniaki, po czym odstawił je na punkt skupu, wywiązując się w 100% ze swojego obowiązku. W ten sposób zaoszczędził 1.000 zł. Tyle bowiem wynosiłaby grzywna.
Inny znów kułak Wincenty Kałużny z gmn. Podolin, pow. piotrkowskiego, od 3 lat nie płacił podatków, nie odsprzedał państwu zboża, ani ziemniaków. Wobec tego dokonano zabezpieczającego zajęcia gospodarki i o dziwo Kałużny znalazł natychmiast pieniądze na podatki oraz dostarczył kartofle.

Dziennik Łódzki 1952 nr 302

Na przekór biadoleniu i narzekaniu na trudności
W pow. łaskim pokazano że można wykonać i przekroczyć plan skupu trzody
Lisa przodujących zakładów przemysłowych, które wykonały już roczny plan produkcyjny, wydłuża się z dnia na dzień.
Lista gromad, gmin i powiatów, które przodując w regulowaniu obowiązkowych odstaw zboża, ziemniaków, żywca i mleka, wykonały już swoje plany roczne — również rozrasta się imponująco.
Zaszczytne przodownictwo licznych zakładów pracy oraz pracującego chłopstwa w przodujących gminach i powiatach nie zrodziło się oczywiście samo przez się — poprzedziła je i towarzyszyła mu praca uświadamiająca aktywistów, partyjnych i bezpartyjnych, w miastach — współpraca i wspólny wysiłek kierownictwa i załóg zakładów, na wsiach — współpraca gminnych rad narodowych ze spółdzielczym aparatem skupu i kontraktacji.
Taka właśnie współpraca, zalecana i budowana przez partię, istnieje już w większości gmin pow. łaskiego, powiatu, który w woj. łódzkim zajmuje trzecie miejsce w odstawie zboża i pierwsze w kontraktacji żywca.
Przykład łasku
Na 18 istniejących w pow. łaskim gmin, 9 znacznie przekroczyło plany kontraktacyjne. Do nich należą: Zelów 228,7 proc., Zapolice 185,2 proc.. Chociw 157,5 proc., Sędziejowice 151,9. Rusiec 141,9 proc., Widawa 122.8 proc., Buczek 108 proc., Karnyszewice 106.4 proc. i Wygiełzów 101,9 proc.
gm. Rusiec np. dzięki niezwykle ruchliwym agentom kontraktacyjnym, a mówiąc konkretnie, dzięki Józefowi Sobierajowi, Franciszkowi Migdalskiemu, Walentemu Gibkiemu, Janowi Ziółkowskiemu, Bronisławowi Korzeniowskiemu i Lucjanowi Pytlowi, skup i kontraktacja wysoko przekraczają roczne limity.
Agenci ci, chociaż w dniu 17 listopada mieli przekroczony roczny plan kontraktacji o 355 sztuk, zobowiązali się dodatkowo zakontraktować dalszych 100 sztuk trzody— w terminie do 1 grudnia.
I słowa dotrzymali! Poza tym kontraktują dalej.
Kontrasty
Jakżeż kontrastowo na odcinku kontraktacji przedstawia się sytuacja w niebiednej zresztą gm. Lutomiersk, gdzie do dnia 5 grudnia zdołano zakontraktować dopiero [...]4.5 proc. zaplanowanej ilości tuczników!
Również w ogonie wloką się gminy Dłutów — 51,4 proc., Szczerców — 57,3 proc. i Wodzierady 57,8 proc.
Przyczyny?.-Brak współpracy między radami narodowymi i aktywistami z organizacji miejscowych. Brak ofiarnych agentów. Dojutrkowanie. Ślamazarność.
Wiadomo, że w Dłutowie prezes GS Adam Stępień nie znosił wtrącania się członków gminnego zarządu ZSCh w sprawy zaopatrzenia i skupu. W rezultacie prezes Morawiec I sekretarz Górczyński podali się do dymisji, zaś koła gromadzkie są w rozsypce. A przecież koła ZSCh, koła dobrze pracujące — to czynnik, od którego w dużej mierze zależ powodzenie każdej akcji na wsi.
W GS Szczerców, po zlikwidowaniu tam kumoterskiej i pijackiej kliki, która wyrządziła wielkie szkody gospodarce spółdzielczej, nie zdołano jeszcze otrząsnąć się i właściwych ludzi postawić na właściwych miejscach, a więc i kontraktacja nie mogła wypaść zadowalająco.
Należy się spodziewać, że aktyw powiatowy uzdrowi i w tych 4 gminach stosunki pracy i współpracy, że i te gminy, choć w nieco późniejszym terminie, wywiążą się całkowicie tak z zaplanowanej kontraktacji, jak i z odstaw żywca.
C. M.

Dziennik Łódzki 1953 nr 54

Na polach woj. łódzkiego rozpoczęła się orka
W wielu gromadach woj. łódzkiego, posiadających grunty o glebach piaszczystych, chłopi już w końcu lutego przystąpili do przyorywania obornika czy to pod ziemniaki, czy pod zboża jare.
— Pod ziemniaki najlepiej przyorać obornik jesienią — mówi pracujący w polu Józef Górczyński z Brzykowa (gm. Widawa, pow. łaski) — no, ale ubiegła jesień z powodu ulewnych deszczów nie pozwoliła na to. A więc ponieważ luty uśmiechnął się do nas rolników, łapię czas za nogi i przygotowuję glebę pod wiosenne uprawy.
Z bułanka unosi się raz po raz kłąb pary. Mimo że słońce jasno przyświeca, dmie porywisty, chłodny wiatr. Górczyński cmoka na konia i dodaje z uśmiechem:
— Jak tak dalej będzie, pod koniec tygodnia zaczniemy siać mieszanki motylkowe na paszę dla bydła. Nasz instruktor rolny Józef Owczarek wystarał się dla gminy o odporne na zimno nasiona.
Na 18 istniejących w pow. łaskim GOM-ów całkowicie do wiosennej akcji siewnej są już gotowe: Ksawerów, Górka Pabianicka, Dobroń, Buczek, Wygiełzów, Zelów, Pruszków, Sędziejowice, Zapolice, Wodzierady, Bałucz, Lutomiersk.
GOM-y Dłutów, Łask, Chociw, Szczerców, Widawa i Rusiec, po otrzymaniu brakujących części wymiennych, kończą remonty ostatnich siewników.
Akcja podpisywania umów z chłopami na siew rzędowy znajduje się dopiero w fazie początkowej i wykonana została zaledwie w 30 proc.
***
POM Gorczyn, ukończywszy już 19 stycznia remonty pługów. kultywatorów, bron, wałów i siewników rozplanował wspólnie z zarządami 11 spółdzielni produkcyjnych zasiew kultur wiosennych i zawarł umowy na przeprowadzenie orek głębokich oraz kultywacji.
W dniach najbliższych, po otrzymaniu z Ekspozytury POM w Łodzi nowego cennika, wyruszą do gromad kilkuosobowe ekipy w celu zawierania umów z mało i średniorolnymi chłopami na przeprowadzenie traktorami orek głębokich i kultywatorowania
Należy się spodziewać, że Wydział Polityczny POM Gorczyn oraz Agronomowie jeszcze przed rozpoczęciem wiosennej kampanii siewnej udzielą szerokiej pomocy fachowej nowopowstałym spółdzielniom produkcyjnym w Markówce, Zielencicach, Nowej Woli, Szynkielewie i Okupie Małym.
C. M.

Światowit 1955 tom 21

23. Lutomiersk, pow. Łask. W Państw. Muzeum Archeologicznym w Poznaniu znajduje się miecz pochodzący z cmentarzyska wczesnośredniowiecznego. Głownia dwusieczna jest zachowana fragmentarycznie. Rękojeść miecza długości 17 cm. Jelec długości 12 cm ma końce rozszerzone w dół i w górę. Na powierzchni ślady srebrnej plecionki. Gałka wysokości 9,5 cm złożona jest z podstawki analogicznej do jelca (też o końcach rozszerzonych) oraz z górnej części pięciodzielnej. Na gałce, podobnie jak na jelcu, była srebrna ornamentyka plecionkowa (rys. 18).



24. Lutomiersk, pow. Łask — z tego samego cmentarzyska co miecz poprzedni. Według rysunku z archiwum Muzeum jest to miecz zachowany częściowo. Głownia dwusieczna. Jelec długi żelazny, zupełnie prosty. Gałki brak (rys. 19).


Dziennik Łódzki 1957 nr 289

Dziennik" rozmawia z prof. dr K. Jażdżewskim
 — Niedźwiedzie w „Jaskini Nietoperzowej"
—W Lutomiersku przed 2 tysiącami lat
—Co odkrył ksiądz przy pomocy swej różdżki...
Pisana" historia Polski rozpoczyna się w końcu IX wieku, czyli obejmuje około 1000 lat. Rzecz jasna, że źródła pisane (dokumenty, kroniki, żywoty) nie dają pełnego obrazu naszych dziejów i stąd sięganie do zabytków przedhistorycznych — do wszystkiego, co było wykonane i służyło człowiekowi przedhistorycznemu. Te zabytki są skrzętnie zbierane i badane przez naukowców-archeologów. W tym dziele niepoślednią rolę spełnia i łódzki ośrodek archeologiczny, którym kieruje prof. dr Konrad Jażdżewski. Z prof. Jażdżewskim rozmawiamy na temat ostatnich badań łódzkich archeologów.
—W jakich miejscowościach pracowali nasi uczeni latem br?
—Odpowiedź pozwolę sobie sformułować chronologicznie, a więc rozpoczynając od badań nad najstarszymi kulturami. (...) Prowadziliśmy badania w Okopach pow. sieradzki, gdzie mniej więcej w XII wieku istniał gród warowny, (...) —Oceniając znaczenie zabytków przedhistorycznych, nie można pominąć roli, jaką odgrywają w obalaniu tendencyjnych poglądów nacjonalistycznych czy zgoła szowinistycznych reprezentantów nauki niemieckiej na naszą przeszłość. I dziś jeszcze rewizjoniści zachodnio-niemieccy dla uzasadnienia swych urojonych pretensji do ziem w dorzeczu Odry i Wisły, powołują się na rzekomo wyłącznie germańskie ich zasiedlanie w czasach wyprzedzających pojawienie się tu Słowian. Czy i jakie materiały w tej kwestii zebrali łódzcy archeolodzy?
—Każdy z ośrodków archeologicznych ma wyznaczony rejon, na którym prowadzi badania. Łodzi przypadł w udziale Gdańsk i Polska środkowa, a więc do pewnego stopnia peryferie. jeśli chodzi o kształtowanie się państwa polskiego. Największe znaczenie mają w tym względzie badania prowadzone w Poznaniu, Gnieźnie, Krakowie i Wiślicy. Ale i nasze odkrycia rzucają sporo światła na zagadnienie tubylczości Słowian w dorzeczach Odry i Wisły. (...) Dowodem długowiecznej ciągłości osadnictwa słowiańskiego na obszarach między Wisłą a Odrą, są m. in. odkrycia w Lutomiersku, gdzie warstwa na warstwie, w nieprzerwanym — jak się zdaje — ciągu leżą zabytki z poszczególnych okresów od I w. przed n. e. aż do XI — XII w. naszej ery. (...)
A propos siarki i w ogóle wszelkich poszukiwań geologicznych... Na pewno przy tych pracach natrafia się na ciekawe zabytki?
A jakże. I dlatego poza planowanymi zadaniami naukowcy naszego ośrodka stale wyjeżdżają w teren wzywani do odkrytych przypadkowo cmentarzysk, osad itd. M. in. w tym roku zbadaliśmy wstępnie cmentarzysko z V wieku n. e. w Olewinie, groby kultury łużyckiej z późniejszej epoki brązu w Kolumnie koło Łodzi i Mastkach, duże cmentarzysko tej samej kultury w Stobnicy koło Sulejowa i inne.
—A plany na najbliższą przyszłość? Gdzie archeolodzy będą kontynuować swe "wykopki" w roku przyszłym?
—Przede wszystkim w Jerzmanowicach, Witowie, Lutomiersku, Węsiorach, Gdańsku i Tumie. (...)
Rozmawiał: JOT

Dziennik Łódzki 1958 nr 199

Co nowego w Lutomiersku
*Brak wody
*Zastój w budownictwie
Do Lutomierska jedzie się z Łodzi tramwajem przeszło godzinę. Miasteczko jest bardzo małe — liczy około 1700 mieszkańców. Ma kilka ulic, przy których stoją stare, drewniane, zapadnięte w ziemię domki.
Najpoważniejszą bolączką mieszkańców Lutomierska, jest brak dobrej wody do picia. Studni tu mało. Obecna GRN projektuje przeprowadzenie wody z jedynej studni głębinowej do hydrantów ulicznych. Projekty tej dosyć poważnej inwestycji, przedstawiono już w Powiatowej i Wojewódzkiej Radzie Narodowej.
Złe są warunki mieszkaniowe w Lutomiersku. Większość domów to stare, drewniane, parterowe chatki, mocno nadszarpnięte tzw. zębem czasu. O budowie jakiegoś bloku mieszkalnego na razie nie ma mowy. Około 11 ha placów poparcelacyjnych przeznaczono pod budowę domków jednorodzinnych. Obecnie przeprowadzane są pomiary tych placów.
Na razie GRN powołała komisje, które zajmują się przydziałem materiałów budowlanych dla tych, którzy obecnie budują sobie domy. W związku z projektami budowy domków jednorodzinnych GRN projektuje uruchomienie w Lutomiersku cegielni, która pokrywać będzie miejscowe zapotrzebowanie na cegłę. Ale to dopiero piękne projekty.
Poważnym kłopotem GRN są fatalne warunki lokalowe miejscowego Ośrodka Zdrowia. Mieści się on w jednej izbie prywatnego domu. GRN wystąpiła z wnioskiem o zbudowanie w Lutomiersku nowego Ośrodka Zdrowia z pomieszczeniem dla izby porodowej. Projekt ten może być jednak zrealizowany dopiero w latach 1960-61.
Obecnie GRN przeprowadza akcje naprawy dróg na terenie gromady. W bieżącym roku naprawiono 4,5 km dróg. Trzeba dodać, że w pracach tych biorą udział mieszkańcy gromady, którzy w ramach czynu społecznego pracują przy naprawie dróg. W samym Lutomiersku naprawiono w tym roku 300 m chodników, które znajdowały się w bardzo złym stanie.
(Z. W.)

Dziennik Łódzki 1958 nr 212

Kronika wypadków
Wczoraj po południu na ul. Żeromskiego, będący w stanie nietrzeźwym woźnica Henryk Pawłowski z Lutomierska tak niefortunnie zawracał wozem, że spowodował zderzenie z motocyklem J. T. 25-55 prowadzonym przez Antoniego Rączkę (Więckowskiego 48).
Rączka doznał poważnych obrażeń brzucha i pęknięcia wątroby.
W stanie bardzo ciężkim przewieziony został do Szpitala im. Pirogowa. 


Dziennik Łódzki 1959 nr 145

Stare skarby. Cmentarzyska. Przedhistoryczne osady mówią o przeszłości narodu.
Prace łódzkiego Ośrodka Archeologicznego.
Społeczeństwo polskie postanowiło uczcić Tysiąclecie Państwa Polskiego przez wybudowanie tysiąca szkół.
Pomysł arcywspaniały i — dodajmy z dumą — realizowany już z ogromnym zapałem. Ale ograniczenie się wyłącznie do tej jednej akcji społecznej, byłoby zawężeniem uczczenia owego wielkiego,. historycznego wydarzenia.
Pamiętają o tym przede wszystkim nasi naukowcy — historycy, którzy w zaciszu swoich gabinetów kontynuują rozliczne prace, ażeby zbliżyć historie narodu do społeczeństwa i wzbogacić ją nowymi szczegółami.
Szerokie plany nakreślili sobie m. in. także i polscy archeologowie, którzy na różnych zjazdach i naradach (kwietniowa sesja w Opolu) ustalili generalną linię działalności.
Nawiązując do tematyki Tysiąclecia przewidują oni badania na około 300 stanowiskach archeologicznych, z których połowa dostarczyć może cennego materiału wykopaliskowego z doby wczesnego średniowiecza.
Niezwykłe ruchliwy ośrodek archeologiczny w Łodzi nie pozostaje w tyle.
Ukazała się już — bodaj jako pierwsza publikacja tego typu — wydana przez ŁTN praca Andrzeja Nadolskiego, Andrzeja Abramowicza i Tadeusza Poklewskiego pt. "Cmentarzysko z XI wieku w Lutomiersku pod Łodzią".
Autorzy sumują tu wyniki swoich prac w Lutomiersku, gdzie odkryto i przebadano około 130* grobów.
(...)
Trwają nadal badania w osadzie z V wieku w Olewinie, pow. wieluński. Osada ta, złożona z kilku obiektów mieszkalnych, stanowi wielką rzadkość archeologiczną. Badania kontynuuje tu mgr H. Wiklak, publikacje zaś na ten ciekawy temat opracuje prof. dr Konrad Jażdżewski.
Przedstawiciele Muzeum Archeologicznego w Łodzi dokonują prac wykopaliskowych na terenie Praszki (Wieluńskie), gdzie znajduje się stare cmentarzysko sprzed 2.500 lat oraz prowadzą roboty konserwacyjne na cmentarzysku z okresu kultury łużyckiej we wsi Rychłowice.
Kontynuowane są również prace wykopaliskowe we wsi Witów na terenie odkrytej w latach ubiegłych osady wydmowo-bagiennej z epoki mezolitu (od 10 tys. do 2.500 lat przed nasza erą).
Mgr R. Gupieniec. kustosz działu numizmatycznego, opracowuje skarb z pierwszej połowy XI w. znaleziony w Oleśnicy w pow. poddębickim. Składa się on z wielkich ozdób srebrnych oraz monet (w tym wiele czeskich księcia Bolesława).
Docent dr Janina Kamińska badać będzie średniowieczny Sieradz, a stacja archeologiczna w Łęczycy stare grodzisko w Szydłowie nad Nerem pochodzące z IX w.
(...)
Dyrektor Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi prof. dr Konrad Jażdżewski zapytany o dalsze jeszcze szczegóły informuje nas:
W roku 1962 odbędzie się w Łódzkim Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym wielka sesja naukowa pod hasłem: „Udział ziemi łęczyckiej i sieradzkiej w powstaniu i rozwoju Państwa Polskiego" oraz poszerzona wystawa pod tym samym tytułem.
W sesji wezmą udział archeologowie, historycy, etnografowie i geografowie, zarówno polscy, jak i zagraniczni. Impreza naprawdę wielka i wymagająca właściwych ram: stąd piekąca troska, ażeby zaplanowana obecnie rozbudowa naszego muzeum zrealizowana została we właściwym czasie!
Muszę dorzucić tu jeszcze, że łódzki ośrodek archeologiczny weźmie również udział w ogólnopolskich wystawach i sesjach w Warszawie i Poznaniu oraz, że wspierać będzie pomocą i radą pomniejsze ośrodki regionalne, więc: Piotrków, Łęczycę, Sieradz i Radomsko". (...)

Dziennik Łódzki 1959 nr 92 

Ballada Lutomierska
Wokół Łodzi — wielkiego, ale ubogiego w tradycje miasta rozsiadło się wachlarzem wiele pomniejszych osad, miasteczek i miast, z których niemal każde ma swoją wiekową historię. Burzliwy rozwój łódzkiego ośrodka włókienniczego, a z nim i samego miasta, przyćmił dawną świetność historyczną okolic, pozbawił je splendoru i samodzielności.

Asfaltowe szosy i marne drogi gruntowe, szybkie pociągi elektryczne i rachityczne, powolne tramwaje rozbiegają się promieniście z łódzkich rogatek w kierunku miejscowości notowanych w najdawniejszych kronikach historycznych.
Jednym z tych szlaków po przeszło godzinie od chwili wyjazdu z Łodzi docieramy do Lutomierska.
zym właściwie jest Lutomiersk? Dla władz administracyjnych siedzibą Gromadzkiej Rady Narodowej. Dla badaczy zamierzchłej przeszłości „Eldorado archeologicznym". Dla wałęsających się po ulicach małych dzieci osadą, gdzie zlikwidowano przedszkole. Pracujący w Łodzi robotnik (8 godzin pracy + 4 godziny dojazdu w obie strony) widzi w nim tylko swój zapadły domek, z którego następnego dnia przed godziną piątą rano musi znowu wyjść do natłoczonego tramwaju. Chłopi z 14 okolicznych wsi należących do gromady zjeżdżają tu jak do stolicy — zaszlachtować krowę w rzeźni, pójść do pana doktora (ośrodek zdrowia), pokrzepić się jednym głębszym w gospodzie.
Wiele spraw krzyżuje się na tym końcowym przystanku podmiejskiego tramwaju. Reporter, który przyjeżdża tu na kilka godzin i z powodu aparatu fotograficznego staje się sensacją miasteczka, musi długo wybierać najważniejsze.

gablotach Muzeum Archeologicznego na Pl. Wolności spoczywają plony 13-letnich badań wykopaliskowych na terenie Lutomierska. Można tam znaleźć kompletne wyposażenie wojownika z X w. od miecza i topora poczynając a kończąc na osełce do ostrzenia noży. Znaleziska z cmentarza w Lutomiersku przewyższają liczebnie wykopaliska ze stu cmentarzysk Wielkopolski. Zaczęło się wszystko od przypadku. W roku 1941 hitlerowscy zapędzili ludność żydowską Lutomierska do kopania kamieni polnych na budowę drogi. Na starym cmentarzu żydowskim znaleziono wówczas miecz, który został zidentyfikowany jako skandynawski.
Niemcy zaczęli więc systematyczne badania w celu udokumentowania, że Sieradzkie od wieków było terenów plemion germańskich. Natknąwszy się jednak na zbyt oczywiste znaleziska słowiańskie, zaniechali dalszych prac.
Badania wznowione ood kierunkiem prof. dr Konrada Jażdżewskiego w r. 1946 pozwoliły pod cmentarzem żydowskim odkopać cmentarz słowiański z końca X w. Był on do tego stopnia bogaty w znaleziska, że pozwolił nawet stwierdzić stopień zamożności grzebanych tu ludzi. W centrum cmentarza spoczywają bogaci rycerze, wokół nich wojownicy piesi, dalej giermkowie. Znaleziono tu obok trwałych przedmiotów żelaznych także zachowane dobrze skórzane siodło, wypchane puchem. Charakter znalezisk nasunął archeologom przypuszczenie, że w X w. w Lutomiersku osadzona została drużyna księcia ruskiego Światopełka, zbiegłego z Rusi. Niestety, do tej pory nie znaleziono jeszcze śladów grodziszcza, w którym mieszkali grzebani na cmentarzu woje.
Ziemia raz dotknięta przez człowieka, pozostawia jego ślady na zawsze — mówi mi mgr Kmieciński, adiunkt UŁ. Badania prowadzone przez nas w Lutomiersku na tzw. Koziówkach pozwalają stwierdzić pierwsze ślady osadnictwa około r. 1500 przed naszą erą.
Lutomiersk — miasteczko prywatne w gubernii warszawskiej przy trakcie pocztowym zwyczajnym na wzgórzu nad rzeką Nerem położone, od miasta Łodzi 2 mile odległe, ze wsi tegoż nazwiska przywilejem Leszka Czarnego księcia sieradzkiego w r. 1274 na miasto wyniesione i prawem magdeburskim obdarzone. Wkrótce doszło do znacznej zamożności, szczególnie pod zarządem niejakiego Konrada ze Zbożowa. Ludność 2363 głowy, pomiędzy którymi chrześcijan 1042, starozakonnych 1321 utrzymujących się z rzemiosł i handlu, mianowicie liczni krawcy i szewcy, gdyż prawie 3 części mieszkańców składają. Cechów jest 3 — sukienniczy. szewski i garncarski, pierwszy najdawniejszy — istnieje od czasu założenia miasta. (Encyklopedia Olgebranda 1864 str. 460 — 461).
Ten tekst wpadł mi w ręce zaraz po zwiedzeniu ostatniego dokumentu dawnej świetności miasta — rozsypującego się klasztoru zbudowanego w r. 1650 na miejscu jeszcze wcześniejszego zamku, z którego pozostała do dziś gotycka ściana szczytowa. Wydobyte spod tynków barokowe freski, wiąz, pod którym zasiadał sztab powstańczy w r. 1863, sklepione długie korytarze klasztorne — i po chwili znowu rynek, z wiecznie wystającymi pod gospodą wyrostkami, furmanki z nawozom ciągnące przez „pryncypalną" ulicę miasteczka. — Współczesność działa jeszcze silniej w chwili, gdy jest się jeszcze pogrążonym we wspomnieniach historycznej przeszłości.
ypis z encyklopedii należałoby uzupełnić, ale tylko nieznacznie. W sześć lat później Lutomiersk został pozbawiony praw miejskich. Jego twarzą jest w tej chwili szyld „Gromadzka Rada Narodowa..." Zamieszkuje go już tylko 1738 mieszkańców, rodzimy przemysł i rzemiosło reprezentuje prywatna wytwórnia wody sodowej i dwaj fryzjerzy w rynku. Ludność albo dojeżdża do pracy w Łodzi, albo trudni się rolnictwem na swoich karłowatych gospodarstwach, z których żadne nie przekracza wielkości 2 ha. Problemem miasteczka jest woda, która znajduje się tu dopiero na głębokości 80 m. Jest tu 12 studni komunalnych i chyba wszystkiego 6 prywatnych, studnie (pompy ręczne) psują się nie rzadziej niż raz na miesiąc. Na rok bieżący gospodarze terenu otrzymali 350 tys. zł na budowę hydroferni i zdrojów ulicznych.
Coś się wiec rusza w miasteczku. Ba, od czasów notatki Olgebranda "ruszyło się" ogromnie dużo. Przed wojną zbudowano piękną szkołę i doprowadzono linię tramwajową. W roku 1951 Lutomiersk zelektryfikowano. Powstało tu także stałe kino, ośrodek zdrowia, punkt weterynaryjny i "szpital" dla zwierząt. Brukowane ulice i troska mieszkańców o utrzymanie czystości, zapadające się, ale często malowane chałupy sprawiają, że miasteczko jest miłe dla oka.
ciągu ostatnich lat nazbierało się u nas tylu ludzi, którzy nie ukończyli szkoły podstawowej, że począwszy od V oddziału starczyłoby ich na pełne, czternastoosobowe klasy. Próbowaliśmy założyć szkołę wieczorową — istniała 2 tygodnie. Do uniwersytetu powszechnego zapisały się 3 osoby — mówi mi jeden z nauczycieli. —• Tymczasem w pobliskiej wsi Bechcice od lat działa doskonały uniwersytet rolniczy. Z ośrodka zdrowia czy rzeźni korzystają tu głównie mieszkańcy okolicznych wiosek. Nie sposób jest zwołać mieszkańców na zebranie, nie sposób ich zająć jakąś sprawą publiczną — opowiada mi p. Herman, długoletni tutejszy mieszkaniec. — Tylko wybory radnych poruszyły ludność, bo dały możliwość wyciągnięcia zastarzałych sporów.
Można i trzeba pracować nad poprawą warunków komunalnych ludności, sadzić drzewka i kłaść chodniki, jak to robi rada gromadzka. Nie można chyba jednak wiązać z tym nadziei na rozruszanie wewnętrznego życia miasteczka. Codziennie wyrusza stąd do pracy w łódzkich fabrykach blisko 700 osób. 500 młodych ludzi udaje się dzień w dzień do łódzkich i konstantynowskich szkół. Lutomiersk to klasyczny przykład „miasteczka na wyjezdnym".
Nie sposób porównywać dawnego historycznego Lutomierska z obecnym, mimo że dane co do ilości mieszkańców, rozwoju przemysłu i rzemiosła zamożności miasta itp., dostarczają pozornie ciekawych spostrzeżeń. Dawniej było to miasto żyjące własnym życiem dziś przede wszystkim przedmieście Łodzi. Taki jest los nie tylko Lutomierska, lecz większości słynących pamiątkami historycznymi miasteczek, wśród których wyrósł kolos.
awet dwie zawieruchy wojenne i związana z tym migracja ludności nie zniszczyły charakterystycznego dla Lutomierska zjawiska. Blisko 3/4 ludności nosi tutaj tylko 4 nazwiska: Poszepczyński, Bujnowicz, Stachowicz i Zakrzewski. By ich odróżnić nadano im pseudonimy: Bujnowicz-Ciurka, Bujnowicz koło Owocu. Zakrzewski-Duch, Poszepczyński — Pióryś itd. W ubiegłym roku przyszło tu na świat 68 nowych Duchów, Piórysiów i Ciurków, a tylko 37 zasnęło snem wiecznym, 29 zawartych ślubów pozwala rokować dalsze nadzieje. Ludności więc ciągle przybywa. Na budowę nowych mieszkań nie ma pieniędzy, większość domów mieszkalnych to drewniane parterowe chałupy. Nierzadkim gościem jest tu słomiana strzecha.
Myślę, że jest w tej chwili moment, kiedy należy o Lutomiersku zdecydować — czy pozostanie tym, czym jest obecnie — dalekim przedmieściem Wielkiej Łodzi, czy też rozkwitnie własnym życiem dzięki jednej czy drugiej, być może na razie niewielkiej, inwestycji.
Asfaltowymi szosami i polnymi drogami, koleją elektryczną i rachitycznym tramwajem promieniście spływają do Łodzi mieszkańcy dalekich przedmieść i bliskich miasteczek. Wieczorem opuszczają Łodź i wracają do siebie. Czekają na nich wyludnione uliczki biegnące od rynków, na których nierzadkimi gośćmi bywali ksiażęta i królowie, które kryją w sobie niejedną tajemnicę dziejów. Prawem dnia powszedniego zwycięża jednak jak najbardziej współczesna rzeczywistość. JULIAN BRYSZ.


Dziennik Łódzki 1961 nr 82

Hasło: Ratunek-powódź!
Alarm powodziowy
dla województwa łódzkiego ogłoszony wczoraj o godz. 9.30
Wczoraj o godz. 9.30 ogłoszony został alarm powodziowy dla województwa łódzkiego. Powodzią zagrożone są powiaty: sieradzki, łaski, tomaszowski, rawsko-mazowiecki, piotrkowski, radomszczański i łęczycki. Powiatowe komitety przeciwpowodziowe utrzymują stały kontakt z Wojewódzkim Komitetem Przeciwpowodziowym. Telefon w Łodzi 516-84 dyżuruje bez przerwy przyjmując meldunki. Pierwszeństwo mają rozmowy pod hasłem: Ratunek — powódź! W razie potrzeby do dyspozycji przygotowane są oddziały ratownicze, wśród których w pełnym pogotowiu jest wojsko.
Wody Warty przybierają stale. Najpoważniejsza sytuacja zaistniała w Sieradzu. Poziom rzeki osiągnął wczoraj w południe 4.36 m, a więc o 26 cm ponad stan alarmowy. Straż czuwa tu bez przerwy. Władze miejscowe mają kontakt z wojskiem, które pomoże, jeśli zajdzie potrzeba. W Działoszynie poziom rzeki osiągnął wczoraj 4.95 m. Przewiduje się, że jeśli nie byłoby już opadów, poziom ten podniesie się o dalsze 15 cm. W takim wypadku nie doszłoby do krytycznego momentu powodzi.
W Uniejowie Warta nie jest groźna. Do stanu powodziowego brakuje jeszcze metr.
W Podgórzu rzeka Widawka przekroczyła stan alarmowy o 60 cm, a w Łęczycy Bzura o 7 cm.
Przybrały potężnie także wody Pilicy. W Spale poziom rzeki podniósł się do 2,60 m, podczas gdy stan alarmowy uważany jest już przy 2 metrach. W Sulejowie Pilica podniosła się 1,40 m.
Z Łowicza nadeszły wieści na razie nie wróżące nic złego. Poziom wody wynosił 1,40 m. a więc brak 60 cm do stanu alarmowego. Także z Lutomierska nadeszły pocieszające meldunki. Ner opada szybko. W południe poziom rzeki przekraczał już tylko 5 cm stan alarmowy. (Kas.)

Dziennik Łódzki 1964 nr 28

Kronika wypadków
Wczoraj w Lutomiersku wybuchł pożar w magazynie GS. Spłonął magazyn drewniany, w którym przechowywano pasze treściwe i środki owadobójcze. Spaliły się również sąsiadujące budynki Antoniego Madeja, wraz z inwentarzem żywym. Straty sięgają 230 tys. zł. Interweniował10 oddziałów straży.

Dziennik Łódzki 1965 nr 45

Kącik językowy.
Lutomierszczanin
Pan S. B. z Lutomierska pyta, „jak właściwie należy poprawnie określać mieszkańców tego miasta w liczbie mnogiej i pojedyńczej. Czy jako: lutomierszczan, lutomierzan, czy lutomierzaków? Od dawna istnieje spór na ten temat, a interesuje się tym zwłaszcza młodzież.
Mieszkaniec Waszego miasta, to lutomierszczanin (w liczbie mnogiej-lutomierszczanie), tak jak mieszkanie Gdańska-gdańszczanin, a Przeworska — przeworszczanin. Nazwy tych mieszkańców odmieniają się tak samo, jak rzeczownik „mieszczanin", a więc np. „Otrzymałam list od lutomierszczanina (w l. mn.-od lutomierszczan)
Odpowiedziałam lutomierszczaninowi (lutomierszczanom)".
Lutomierzaninem nazywali byśmy mieszkańca Lutomierza (tak jak zgierzaninem-Zgierza, sandomierzaninem-Sandomierza). Z tych samych względów nieodpowiednia jest dla Was trzecia wymieniona przez Pana nazwa: lutomierzak. Ale w pewnych wypadkach można powiedzieć "lutomierszczak"*). Nazwy mieszkańców zakończone na-ak, są poprawne, choć niektórzy odczuwają w ich brzmieniu pewien ujemny odcień znaczeniowy.
W. Doroszewski pokazał kiedyś na przykładach z wieku XVIII, że używający nazwy "warszawiak" chcieli w ten sposób okazać mieszkańcom stolicy swą niechęć lub pogardę. „Pobieżne przyjrzenia się historii tego wyrazu pozwala zauważyć, że miał — a przynajmniej miewał — on kiedyś jako formacja znaczenie ujemne, potem zaś jego zaakcentowana niejako rubaszność przekształciła się w treść raczej dodatnią" — pisze W. Dorpszewski.
W artykule Tadeusza Kołodziejczyka-„Warszawiak i inni" ("Zwierciadło" nr 6 z br.) znajdujemy ciekawe świadectwo na to, jaką różnicę widzi stołeczny obywatel z dziada pradziada między nazwą z przyrostkiem-anin, a nazwą z przyrostkiem-ak. Autor pisząc o ludności zamieszkałej w Warszawie po ostatniej wojnie, tłumaczy się:"Napisałem „element napływowy" i już widzę, jak ten i ów czuje się dotknięty. Wybaczcie warszawskiemu rodakowi, ale to nie miało zabrzmieć pejoratywnie **); podkreśla jedynie inność tej grupy mieszkańców stolicy, która przybyła nad warszawski brzeg Wisły, z czterech stron kraju i świata. Nie byliście z nami w najgorszym — to wszystko. Dla warszawiaków — jesteście warszawianie".
Wiele czynników specyficznych dla Warszawy i jej dziejów złożyło się na takie właśnie odczuwanie obu nazw i trudno tu chyba doszukać się analogii z odczuciem nazw na-anin i-ak, służącym mieszkańcom innych miast. Ogólnie można jednak powiedzieć, że "lutomierszczanin" brzmi oficjalniej i więcej w tej nazwie powagi niż w „lutomierszczaku"
H. BODALSKA
* Mieszkanka Lutomierska zawsze nazywa się lutomierszczanką (nie: lutomierszczaczką)
**) Ujemnie.

Dziennik Łódzki 1967 nr 9

Lutomierskie ciekawostki
W Lutomiersku panuje dobry zwyczaj podejmowania różnych inicjatyw w czynie społecznym. I tak w roku ubiegłym mieszkańcy Lutomierska pracowali przy budowie kąpieliska. Na stawie spiętrzono wodę, postawiono kiosk, zorganizowano kajaki. Wartość tych czynów wyniosła 155 tys. zł.
Jednak na tym się nie poprzestanie. W najbliższym roku projektuje się uporządkowanie drogi do stawu, zrobienie parkingu i podjazdu. Myśli się o zbudowaniu kawiarenki. Tak więc mieszkańcy Łodzi winni otrzymać jeszcze jeden ośrodek wypoczynku świątecznego.
Koszty elegancji w Lutomiersku są bardzo drogie. Panie zamieszkujące to osiedle chcąc wyglądać elegancko muszą jeździć do Łodzi, gdyż na miejscu nie ma żadnego punktu fryzjerstwa damskiego ani punktu kosmetycznego. Nie ma również drogerii i potrzebny jest punkt krawiecki. Sądzimy, że ten stan rzeczy winien być jak najszybciej zlikwidowany.
Piękna szkoła w Lutomiersku nie posiada, niestety, centralnego ogrzewania i sali gimnastycznej. Władze GRN chcą doprowadzić do budowy sali gimnastycznej oraz korzystając z tego, że w budowanym Domu Nauczyciela będzie c.o., podłączyć je do szkoły. Budowa Domu Nauczyciela jest już na ukończeniu i zamieszka w nim około 30 rodzin.
W planach inwestycyjnych GRN przewidziana jest jeszcze budowa remizy w Czołczynie i w Prusinowicach. Grunta we wsiach Czołczyn i Antoniew zostaną zmeliorowane. Projektuje się także elektryfikację Wygody, Mikołajewic i Prusinowic.

Dziennik Łódzki 1970 nr 51

W Lutomiersku, z nie wyjaśnionych przyczyn, spaliła się stodoła drewniana, należąca do Wacława Kacprzaka.Straty wynoszą ok. 25 tys.

Dziennik Łódzki 1971 nr 81

W Lutomiersku, pow. Łódź kierowca motocykla Stanisław Z., lat 28, jadąc z nadmierną szybkością wpadł w poślizg i upadł na jezdnię, ponosząc śmierć.

Dziennik Łódzki 1973 nr 50

Całkowicie spłonęła drewniana, kryta słomą stodoła należąca do rolnika Konstantego W. w Lutomiersku. Przyczyny pożaru w toku ustalenia. Straty ok. 20 tys. zł.

Dziennik Łódzki 1973 nr 234

15-letni Henryk K. z Lutomierska jadąc motorowerem spowodował zderzenie z motocyklem, obaj kierowcy przewiezieni zostali do szpitala.

Dziennik Łódzki 1974 nr 107

Na 700-lecie
Lutomierska
Sekcja Tradycji Łódzkich TPŁ wespół z ŁOTiW w najbliższą niedzielę (12 bm.) organizuje wycieczkę krajoznawczo-historyczną po Łodzi i do 700-letniego Lutomierska. Wycieczkę poprowadzą w czynie społecznym — Zdzisław Konicki i Stanisław Łukawski członkowie Zarządu TPŁ.
Zgłoszenia członków TPŁ przyjmuje Sekretariat w godz. 10—15 przy ul. Piotrkowskiej 104 (pr. ofic. parter). Uczestnicy zwiedzą zachodnie dzielnice Łodzi i zabytki starego Lutomierska. Wycieczka odbędzie się autokarem ŁOTIW-u.

Dziennik Łódzki 1974 nr 210

Stodoła ze zbiorami i 2 szopy spaliły się z nieustalonych przyczyn w Lutomiersku przy ul. Kilińskiego. Straty wynoszą ok. 60 tys. zł. Podczas akcji komendant gminny OSP
Walenty Ł. lat 60 doznał złamania
nogi. (kl)

Na Sieradzkich Szlakach 1992/1


 Na Sieradzkich Szlakach 1994/4



   Na Sieradzkich Szlakach 1996/4